Powrót nad rzekę Altamachi


Pamiętacie? We wrześniu 2009 roku Maćkowi Tarasinowi i Nataszy Szałajskiej nie udało się spłynąć dziewiczą, boliwijska Rio Altamachi. Polscy eksploratorzy pokonali wówczas na zbudowanej przez siebie tratwie „tylko” Rio Tuichi. Nie zrezygnowali jednak swych pierwotnych planów i już wkrótce ponownie wyruszają do Boliwii.

Maciek (który jest jednym z autorów regularnie piszących dla tierralatina.pl) i Natasza wylecą z Krakowa do boliwijskiej Cochabamby 11 maja. Już na miejscu, dotarcie do odpowiedniego miejsca na rozpoczęcie spływu będzie od nich wymagało co najmniej trzydniowego trekkingu przez wilgotne, deszczowe lasy rosnące na wschodnich zboczach Andów.

Rio Altamachi

Rio Altamachi, na czerwono planowana trasa spływu.

Boliwijska rzeka Altamachi płynie w głębokim kanionie pomiędzy Cordillera de Mosetenes a Cordillera de Cocapata w odległości około 200 km w linii prostej na wschód od La Paz. Z informacji potwierdzonych u campesinos z okolic Huari Pucara wynika, że Polacy są pierwszymi śmiałkami próbującymi spłynąć tą rzeką. Niezbyt więc do końca wiedzą co ich po drodze czeka. Na pewno wielka przygoda i obcowanie z dziewiczą przyrodą – niezwykłą różnorodność biologiczną doliny Altamachi potwierdziła bowiem brytyjska ekspedycja biologów „Yungas 2001”, której szef Ross Mac Leod stwierdził: „Mieliśmy wrażenie jakby w tej dolinie ewolucja przebiegała inaczej niż gdzie indziej, występują w niej inne gatunki niż w pozostałych dolinach regionu”.

W planach zeszłorocznej wyprawy było spłynięcie i Rio Altamachi i Rio Tuichi. – wspomina Maciek. Późnym popołudniem dotarliśmy z Cochabamby w okolice Huari Pucara. Widok jaki ukazał się naszym oczom był niezwykły: oto na wysokości 4500 m n.p.m. boliwijscy górale kopali ziemniaki. Policzki wypchane mieli liśćmi koki, ręce sękate jak gdyby zrośnięte z trzymanymi przez nich motykami. Obiecali pożyczyć konie i wyruszyć z nami następnego dnia o świcie w kierunku wioski San Agustin leżącej dwa dni drogi od Huari Pucara. Nasze rozczarowanie następnego dnia o świcie było niezmierne, kiedy dowiedzieliśmy się, że koni nie dostaniemy, ponieważ potrzebne są przy wykopkach. Próbowaliśmy uzyskać pomoc w sąsiedniej wiosce. Smukłe wikunie pasły się tam w małej górskiej dolince, słońce mimo zimna jakby chciało spalić nam twarze.. Konie są – powiedzieli nam górale – ale w Khori Mayu i można je za 5 dni przyprowadzić. Szybko przekalkulowałem, że jeśli i tym razem zostaniemy oszukani, to nie uda się spłynąć ani Rio Altamachi, ani Rio Tuichi. Po prostu nie starczyłoby nam czasu. Wyruszyliśmy nad Tuichi i pokonaliśmy jej bystrza na tratwie. Ale o Altamachi nie umieliśmy zapomnieć

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

4 reakcje na "Powrót nad rzekę Altamachi"

  1. MT  13/05/2010 o 22:06

    Czesc. Jestesmy w Cochabambie. Jutro wyruszamy nad rzeke. Dzisiaj mielismy dwie przygody. Pierwsza: w sklepie z antykami za niecale 100 USD proponowano nam czarny kamien w ksztalcie slonca, ktorym Inkowi mieli rozlupywac glowy konkwistadorom.. Zaswiadczenie, ze ten autentyczny i bardzo cenny kamien jest falsyfikatem (zeby moc go przewiezc do Polski) moglismy otrzymac w promocji za darmo.. Druga: u notariusza wisi zdjecie Jana Pawla II. Notariusz ze lzami w oczach wspomina jego wizyte w Boliwii i nazywa najwiekszym z papiezy. Pozdrowienia. Maciek

    Odpowiedz
  2. MT  28/05/2010 o 15:41

    Altamachi splynieta! Nie bylo lekko.. Relacja juz wkrotce.

    Odpowiedz
  3. Pingback: Boliwia - sukces polskich eksploratorów | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.