Chile modli się do Świętego Marcelego


W Watykanie go jeszcze chyba nie znają. W Chile jest jednak na ustach i w sercach wielu. Obrazki z jego wizerunkiem noszone są w portfelach, stoją na biurkach i telewizorach. Niektórzy nawet oprawili je w ramki i powiesili na ścianach swych domów. Zapala mu się świeczki. Prawdziwe i wirtualne. Najwierniejsi wyznawcy nauczyli się na pamięć nowych modlitw, które na pewno recytować będą dzisiaj o świcie.

San Marcelino

Po raz pierwszy w chilijskiej historii idolem narodu jest Argentyńczyk. To niemal tak, jakby cała Polska zakochała się nagle w jakimś Rosjaninie. Albo w Niemcu. Zakochała do tego stopnia, że zaczęłaby mu wystawiać ołtarze. Śpiewać o nim piosenki. Recytować adresowane do niego modlitwy. Nosić koszulki z jego podobizną. Pić kawę w kubkach z jego zdjęciem. Tłoczyć medaliki z jego wizerunkiem. I apelować do prezydenta aby jak najszybciej nadał mu obywatelstwo. Bo to wszystko spotyka obecnie w Chile Świętego Marcelego, Argentyńczyka…

Święty ma 54-lata i brata, który przez kilka lat był szefem argentyńskiej dyplomacji. Oraz siostrę, która była wicegubernatorem argentyńskiej prowincji Santa Fe. W sumie nic dziwnego, bo rodzina to z dziada, pradziada – renomowani adwokaci i politycy. Tylko Marceli od małego był zupełnie inny – od książek wolał piłkę, od szkolnych ławek murawę boiska. Pewnie nie zawsze przychodziło im to łatwo, ale rodzice na szczęście zawsze akceptowali moje wybory – wspominał niedawno. I trzeba przyznać, że tolerancję ojca wykorzystał maksymalnie – podczas gdy ten był zapalonym kibicem Rosario Central, mały Marceli skierował swe kroki do konkurencyjnego klubu Newell’s Old Boys. I już na wiele lat w nim został.

Nie da się ukryć, że wybory Marcelego, choć rodzice się pewnie nie raz za głowę łapali, przyniosły z czasem niebagatelne rezultaty. I nie chodzi tylko o status świętego. Ich wyniki są też znacznie bardziej wymierne. Jak chociażby 1,5 miliona dolarów corocznej pensji. Czy stadion noszący oficjalnie jego imię. Tak, stadion klubu, którego jego ojciec kiedyś tak bardzo nie lubił…

Przez cały czas mowa jest oczywiście o Marcelo Bielsie, byłym argentyńskim piłkarzu z Rosario, później trenerze, który e trzykrotnie ze swymi podopiecznymi zdobywał klubowe mistrzostwo kraju, który doprowadził Argentynę do olimpijskiego złota w 2004 roku, i który obecnie – od sierpnia 2007 roku – jest selekcjonerem futbolowej reprezentacji Chile.

I to właśnie tą ostatnią rolą Bielsa zasłużył sobie na status Świętego. Bo wcześniej na niego wołali El Loco, czyli Szalony. Niezła metamorfoza.

San Marcelino

Chilijczycy zapewniają, że nazywanie argentyńskiego trenera świętym nie jest wcale przesadą. Bo co czyni świętego Świętym?

Przede wszystkim cuda.

Przecież Bielsie prawie nikt w Chile nie wierzył, gdy – obejmując funkcję szkoleniowca La Roja – zapowiadał, że doprowadzi ją do Mundialu w Afryce. Tymczasem on nie tylko obietnicy dotrzymał, ale w dodatku zrobił to w najlepszym z możliwych stylów! Kierowana przez niego reprezentacja w kontynentalnych eliminacjach zajęła drugie miejsce, zaledwie jednym punktem ustępując Brazylii! To właśnie pierwszy, jak dotąd największy, cud.

Drugim, tylko niewiele mniejszym cudem, było odniesione w trakcie eliminacji historyczne zwycięstwo nad Argentyną. Nigdy wcześniej, w całej ponad 100-letniej historii chilijskiej reprezentacji, nie udało sie Chilijczykom wygrać ze potężnym, podziwianym na wszystkich światowych boiskach wschodnim sąsiadem.

Modlitwy do San Marcelino:

Bienaventurado San Marcelino, dirige tu seria mirada a nuestra hinchada y llena de gloria nuestro pueblo; este pueblo que habéis escogido para cambiar su historia y llenar de triunfos a la Roja de todos. Que así sea.

Błogosławiony San Marcelino, zwróć swe poważne spojrzenie na naszych kibiców i napełnij chwałą nasz lud; ten lud, który żeś wybrał aby zmienić jego historię i wypełnić tryumfami naszą wspólną drużynę. Niech tak się stanie.

Admirable Marcelino, ángel de balompié y rey de los nuevos talentos, que con vuestra virtud has llenado de gloria nuestro fútbol, escucha mis oraciones y haz que la 36 cascos entre el arco rival. Por vuestras grandezas y por la de 16 millones de chilenos os pido, es la voluntad. Gloria.

Godny podziwu Marcelino, aniele piłki nożnej i królu nowych talentów, który dzięki swej cnocie wypełniłeś chwałą nasz futbol, wysłuchaj moich modlitw i spraw aby piłka weszła do bramki rywala. Dla Waszej wielkości i dla 16 milionów Chilijczyków o to proszę. Gloria.

Od kilku tygodni istnieje w Chile specjalna strona internetowa, na której Świętemu Marcelemu zapalić można wirtualną świeczkę. Zrobiło to już ponad 70 tys. osób. Każdej świeczce, jak na ołtarzu, towarzyszą podziękowania, bądź prośby. „Za dotychczasowe emocje”, „za odzyskanie wiary”, „o kolejne zwycięstwa”…

Twórcy strony proszą o modlitwę o kolejne cuda. I zapewniają, że jeśli Chile zostanie mistrzem świata to oficjalnie wystąpią do Watykanu o wyniesienie Bielsy na ołtarze.

San Marcelino

I choć strona jest humorystyczna, to – jak na kraj latynoamerykański przystało – niektórzy w Chile futbol naprawdę traktują prawie jak religie. Mundialowa euforia udziela się nawet niektórym duchownym, którzy organizują msze w intencji sukcesów reprezentacji i przymykają oko na zapalane w kościołach prawdziwe świeczki z wizerunkiem trenera.

Sam Bielsa trzyma nogi mocno na ziemi. Tym razem, już w RPA, niczego nie obiecuje, ale też niczego z góry nie wyklucza. Nie jesteśmy faworytami, jesteśmy jednymi z kandydatów do tytułu – zapowiedział po przylocie do Afryki. Jak na drużynę, która po raz ostatni na Mundialu gościła 12 lat temu, Chile cieszy się wyjątkowym szacunkiem i respektem. Gdy hiszpańscy dziennikarze, przed losowaniem mundialowych grup, pytali się trenera reprezentacji ich kraju na kogo nie chciałby trafić, ten – ku ich zaskoczeniu – bez wahania odpowiedział: „Chile”. Oni są intensywni, nie poddają się, nie spekulują, grają zupełnie inaczej niż inni – tłumaczył Vicente Del Bosque. Nie został jednak wysłuchany – Chile, wraz z Hondurasem i Szwajcarią znalazło się w tej samej co Hiszpania mundialowej grupie.

Marcelo Bielsa nie jest typem trenera, który brata się czy przyjaźni ze swymi podopiecznymi. On jest wobec nich cholernie wymagający i zawsze zachowuje dystans. Niektórzy go nie lubią, ale wszyscy szanują. Nawet Roberto Cereceda, w ostatniej chwili wykluczony z mundialowej reprezentacji, bronił decyzji selekcjonera mówiąc: Jest mi strasznie przykro, ale trener na pewno wie co robi.

Argentyński szkoleniowiec nigdy nie improwizuje. Słynie z tego, że ma przygotowane scenariusze, plany B i C, na każdą okazję. Ma wszystko sprawdzone, zmierzone i zanotowane. Jest fanatykiem wideoanalizy meczy. Gdy w lutym Chile wstrząsnęło potężne trzęsienie ziemi, on już kilka godzin później siedział w swoim gabinecie w siedzibie chiljskiego związku futbolowego i porządkował tysiące kaset i płyt DVD, które pospadały z półek…

Jaki tego wszystkiego jest rezultat przekonamy się już dzisiaj. Całe Chile wstanie dzisiaj o świcie (mecz z Hondurasem zacznie się o 7:30 czasu chilijskiego) i zasiądzie przed telewizorami modląc się o kolejne sukcesy San Marcelino i jego podopiecznych. Bo kolejny cud już się wydarzył – kontuzjowany od wielu tygodni Humberto El Chupete (Lizak) Suazo, chilijski napastnik Realu Saragossa, czuje się na tyle dobrze, że prawdopodobnie już dzisiaj wybiegnie na boisko. A przecież jeszcze kilka dni temu lekarz chilijskiej ekipy zapewniał, że ten popularny łysol zagrać będzie mógł dopiero z Hiszpanią, czyli 25 czerwca…

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

6 reakcji na "Chile modli się do Świętego Marcelego"

  1. Szum  16/06/2010 o 20:23

    No to Chilijczycy mają kolejny cud – dzisiejsze zwycięstwo było dla ich reprezentacji pierwszym wygranym mundialowym meczem od 1962 roku!
    I tak jak już to napisałem na forum – było to w pełni zasłużona wygrana i jeden z ciekawszych dotychczasowych meczy tego finału Pucharu Świata.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  16/06/2010 o 23:12

      Tak, ostatnia Chilijska wygrana w finałowej fazie Pucharu Świata miała miejsce w 1962, kiedy to Mundial odbywał się właśnie w Chile. La Roja dotarła wówczas do ćwierćfinału i pokonała w nim ZSRR 2:1.
      Później Chile uczestniczyło w World Cupach w 1966, 1974, 1982 i 1998 roku, ale nigdy nie wygrało w nich żadnego spotkania.

      Skoro już się bawimy w statystyki, to po raz ostatni w mundialowym meczu ekipa Chile nie straciła ani jednego gola w … 1930 roku. Był to pierwszy w historii Puchar Świata organizowany przez FIFA. Jego gospodarzem był Urugwaj i Chile wygrało grupowe pojedynki z Meksykiem (0:3) i Francją (0:1). Przegrało jednak z Argentyną (1:3).

      Odpowiedz
  2. MT  16/06/2010 o 21:10

    Drużyny z Ameryki Południowej póki co na tym mundialu nie przegrywają. Forlan tyle co uciszył wuwuzele (na chwilę) a jutro Messi i spółka sprowadzą na ziemię Koreańczyków z południa.

    Odpowiedz
  3. Polones  18/06/2010 o 00:32

    Ja niestety w Chile nie wierzę. Oni nie mają za wielkich zawodników. Liderem (?) jest u nich przeciętny Valdivia (a może Mark Gonzalez), który gra gdzieś na Bliskim Wschodzie… Poza tym Honduras to jednak słabeusz i wygrali z nimi ledwo 1-0.

    Z Hiszpanią bankowo przegrają i chyba też ze Szwajcarią (choć nie stoją na straconej pozycji), co oznacza, że w drugiej rundzie nie wystąpią. Ale kto wie…

    Odpowiedz
    • Chileno de corazon  23/06/2010 o 09:05

      To jednak nie wybitni zawodnicy są najważniejsi, a zespół. Francja dowiodła tego jak nikt inny.
      Zresztą większość chilijskich zawodników gra w całkiem przyzwoitych klubach. Może nie tych najlepszych, ale też i nie najgorszych: Bayer Leverkusen, Sporting Lizbona, Udinese, Boca, Flamengo, Montpellier…

      Ze szwajcarskim murem sobie poradzili. I wcale mnie nie zdziwi jeśli z Hiszpanią nie przegrają.

      Odpowiedz
  4. Pingback: Bielsa w Marsylii? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.