W poszukiwaniu Anakondy


Najpotężniejszy wąż Ameryki Południowej rozpala wyobraźnię. Wśród Indian krążą legendy, o ludziach którzy widzieli makabryczne 34-metrowe gady. Anakonda budzi strach… Jest jednak ktoś, kto wcale się jej nie boi. Tony Martin – wenezuelski Krokodyl Dundee.

Jest naprawdę duża. Na tyle duża, że mogłaby uchodzić za Potwora z Loch Ness. Zasadza się na ofiarę w wodzie, skąd tylko wystawia kawałek łba. Potrafi wiele dni czekać. Nie marnuje energii na zbędne ruchy. Nie ma słuchu. Nie widzi też, jakie zwierzę podchodzi do wodopoju. Wyczuwa drżenie ziemi. Czeka przyczajona i nieruchoma… wie jednak, z kim będzie się musiała zmierzyć.

Anakonda, potężny dusiciel, królowa wenezuelskiej sawanny, tak jak inne węże posiada w mózgu coś na kształt intuicyjnego mikrochipa, który pozwala jej rozpoznać z jakim przeciwnikiem będzie miała do czynienia – kapibarą, źrebakiem, psem, jaguarem a może kilkakrotnie większym od niej źrebakiem albo… człowiekiem?

Najpierw dusi. Kiedy mięśnie ofiary zwiotczeją na tyle, że pada ona bezwolnie na ziemię, anakonda połyka ją w całości. A raczej powoli nawleka się na nią… zawsze począwszy od głowy. Duże zwierzęta potrafi trawić miesiącami, ale później bez pożywienia wąż taki może żyć nawet do dwóch lat!

Tony Martin

Ukryta w trawie, burym bajorku, rzadziej zamotana w kłębek na gałęzi drzewa. Jej królestwem w Wenezueli jest Los Llanos – kilometry sawanny, płaskiej trawiastej przestrzeni, która w porze deszczowej zamienia się w płytkie rozlewisko. Anakonda nie panuje tu jednak niepodzielnie. Królem Los Llanos jest bowiem Tony Martin… łowca anakond.

Poco loco

Anakondy osiągają do jedenastu metrów. Największa którą złapałem miała ponad 10 metrów. Jednak tylko samice potrafią dojść do takich rozmiarów. Dlatego węże te noszą żeńskie imię – Anakonda. Tylko kobiety się liczą w przyrodzie! – śmieje się wenezuelski Krokodyl Dundee. Tony zaś wie jak postępować z kobietami. – Na początku walczymy, ale na koniec spotkania zawsze dajemy sobie całusa. Pokażę ci – mówi Tony i… ruszamy na polowanie.

Niestety tym razem nie mamy szczęścia. Trwa pora deszczowa i anakondy trudno odnaleźć. Kryją się pod gałęziami zwisającymi nisko nad wodą lub w mule. Kiedy sawanna wysycha i pozostaje kilka tylko zbiorników wodnych łatwiej o spotkanie. Wszystkie zwierzęta wcześniej czy później docierają do wodopoju.

kapibara – największy gryzoń świata

Mijamy zagajnik pełen kapibar… wyglądają jak olbrzymie świnki morskie. Na Los Llanos poluje się na nie rzadko, są za to dość powszechnym biegającym obiadem Indian z puszczy. Czaple białe i siwe, ibisy szkarłatne i czarne, orły i kolibry, czerwone ary… krzyczą, śpiewają, nawołują się, gaworzą. Tony Martin jest z wykształcenia biologiem, z zamiłowania ornitologiem i na ptaki potrafi patrzeć godzinami. W obozowisku porozstawiał deseczki, na których codziennie rano wykłada kawałki arbuza, ryż… Przylatuje dzięcioł. Tony, sącząc piwo i popalając papierosa, wpatruje się w niego i woła zachwycony: – Popatrz! Popatrz! Ten jest bardzo rzadki – cieszy się jak dziecko.

Po szybkim lunchu i krótkiej sjeście płyniemy łodzią wąskim kanałem rzecznym Guaritico. Nagle Tony podrywa się i wypatruje czegoś w wodzie. Na twarzy pojawia się jakaś psia czujność, przypomina mi się, że ludzie mnie ostrzegali, iż łowca anakond jest poco loco (trochę szalony)… Łódź kołysze się na wodzie, nagle w kompletnej ciszy słychać wielkie PLUSK! To Tony wskoczył tak jak stał, w ubraniu do rzeki. Po chwili wynurza się, mocując z olbrzymim… żółwiem. – Udało się! – Cieszy się. – Szybki jest w wodzie skurczybyk – wyjaśnia.

A ty całuj mnie!

Tony Martin z małą anakondą

W wodzie szybkie jak strzały są też anakondy. Dorwać taką trudno. Ale już na bagnach czy rozlewiskach… zwalniają. Po ziemi zaś poruszają się bardzo wolno. Już za chwilę możemy się o tym przekonać. Jakby na życzenie. w drodze powrotnej do obozu, ścieżkę leniwie zygzakiem przecina nam niemal dwumetrowa anakonda. Tony nieruchomieje. Napina mięśnie ciała i twarzy i rzuca się jednym susem na węża. Ten zaskoczony odpowiada atakiem, w ramię Toniego wbijają się zęby, widać kropelki krwi… Ale on tego nie czuje. Chwyta węża za łeb i patrzy mu w oczy. Jestem tuż obok i trochę się boję. Nie węża, anakondy nie są jadowite, a ten jest za mały, by wyrządzić krzywdę człowiekowi. Boję się łowcy anakond, ma w spojrzeniu szaleństwo. Rozluźnia chwyt i pozwala anakondzie owinąć się wokół jego ręki, patrzą na siebie, jeszcze nieufnie. Ale za chwilę zaczynają się igraszki. Anakonda owija się wokół Toniego, tańczy z nim, Tony głaszcze ją, az wreszcie… całuje prosto w wysunięty język. Każe mi podejść. Ogon anakondy owija się wokół mojego nadgarstka, mocno. Jakby ktoś złapał mnie z całej siły w przegubie. Nie chce myśleć jaki jest chwyt ośmiometrowego gada…

Tony się śmieje, jest w swoim żywiole. – Pokochała cię – mówi. Po chwili puszcza węża wolno. Ten niespiesznie oddala się do swoich spraw. – Jesteś jak fakir, tyle że bez fletu. – mówię Toniemu. – Nie wierz w fakirów. To nie gra na fujarce kołysze węże. To ich normalne zachowanie. One tak badają teren. Zamknięte przez cały dzień, wypuszczone z dzbana czy innej misy w naturalny dla siebie sposób będą tańczyć. Bez fakira i bez fujarki.

Zastrzyk adrenaliny

W obozowisku nocą rozpoczyna się koncert. Coś klaszcze, pluska, krzyczy, woła. Jesteśmy odgrodzeni od kajmanów i jaguarów siatką. Przed wężami strzeże nas ogień, który płonie w kilku punktach obozu.
Nigdy się nie bałeś? – pytam.
Strach jest moim wrogiem – mówi Tony. –Zabiłby mnie. Każde zwierzę wyczuje, czy jesteś panem czy ofiarą. Zawsze kiedy chwytam zwierzę za kark, zaglądam mu w oczy. Czuję coś podobnego do orgazmu, Ekstazę. –

Gdyby Jose Antonio Martin Barruetas – bo tak w rzeczywistości nazywa się Tony – mieszkał w Warszawie, chodziłby co sobota na Służewiec, a co niedzielę do kasyna. Adrenalina – oto czego mu trzeba.

Tony po chwili dodaje: – Nie boję się dzikich zwierząt, ale czuję respekt. Jedyne co naprawdę istnieje, to natura. My też jesteśmy zwierzętami. Zawsze kiedy patrzę w oczy zwierzęciu, widzę Boga. Zwierzęta tak jak i ludzie to filtry przez które Bóg przekazuje nam prawdziwą wiedzę o świecie.
To trochę tak, jakbyś próbował złapać Pana Boga za nogi?
Raczej za ogon.

Wenezuelska sawanna

Los Llanos to kilometry niezmierzonej równiny rozciągającej się na południowym zachodzie Wenezueli. Żyją tu llaneros – kowboje przepędzający bydło i konie. To oni dostarczają całej Wenezueli mięso i mleko. Hugo Chávez jako rasowy populista obiecuje robotnikom złote góry, co pewien czas podsyła na Llanos ciężarówki z mąką i ryżem. W zamian liczy na głosy wyborcze. Llaneros jednak są coraz bardziej ostrożni. Już i oni zadają niewygodne pytania. Żyją w biedzie.

Tony kiedy tylko może pomaga przyjaciołom ze stanu Apure, gdzie ma swój obóz. Kiedy potrzeba pary rąk do pracy, ustawia wraz z nimi ciężkie klatki do przewozu bydła, dzieciom rozdaje cukierki, oddaje swoje koszulki i mały turystyczny plecak.

Jestem socjalistą. – deklaruje. – Wierzę w lepszy świat. Socjalistą, ale nie populistą. – uśmiecha się znacząco. I milknie. Nie chce rozmawiać o polityce. Rozumiem go, bo pamiętam jak to jest, żyć w reżimie. Na pustkowiu, przy ognisku można głośno przeciwstawiać się konkretnym politykom, ale poza sawanną, lepiej zachować czujność.

pirania

Na Llanos ciężkie i proste życie kowbojów miesza się z kolorowymi obrazkami rodem z turystycznych folderów. Zjeżdżają tu na safari żądni spotkań z dzikimi zwierzętami Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Polacy. Na sawannie i w jej wodach żyją pancerniki, małpy, kapibary, jelenie, lisy, jaguary, mrówkojady, kajmany, delfiny, piranie i niezliczone ilości ptaków. Tony Martin, Real Llanos Man – tak reklamuje swoje usługi Tony. Mieszka w Meridzie, o 8 godzin drogi od campu na sawannie. Dociera tu przynajmniej raz w tygodniu. Trzy godziny malowniczą trasą transandyjską, przekraczając przełęcz położoną na 3600 m n.p.m,. Cztery dni na Llanos, trzy w Andach. Rozdarty pomiędzy turystycznym miastem i modnymi klubami rozbrzmiewającymi dudniącym reagetonem oraz dzikim pustkowiem i wielką ciszą.

Z maczetą najbezpieczniej

Tony Martin

Po całym dniu na sawannie Tony jest zmęczony. Polując na żółwia, przez dwie godziny długim drągiem badał dno mulistego kanału. Chyba zwichnąłem bark – mówi. Nie mogę ruszać ręką… Tony lubi pokazywać swoje blizny. Ma 40 lat, ale to nie zmarszczki poorały mu jednak twarz. Przynajmniej nie tylko one.

kajmany

Najgroźniejsza przygoda? – Z kajmanem. – nie waha się Tony. – Złapał mnie za policzek, a potem za włosy. Kajmany mają potężną siłę, musiałem użyć maczety, żeby się obronić… Od tamtej pory noszę włosy ścięte przy skórze. Anakondy chwytały mnie wiele razy – jedna ugryzła mnie w czoło. Ugryzienie tych dużych przypomina ugryzienie dużego psa. Zazwyczaj chwytają jednak mnie za rondo sombrero.

Sombrero i niemal metrowa maczeta to nieodłączne atrybuty myśliwego. Nie tylko Toniego. Tu myśliwym, chcąc nie chcąc (np. w samoobronie) stać się może każdy. Już kilkuletnie dzieci paradują z małymi maczetami przytroczonymi do spodenek.

Tony Martin z mrówkojadem

Niebezpiecznych sytuacji nie brakuje. Takie spotkanie miał też Tony z… mrówkojadem. To pocieszne i zdawałoby się niegroźnie wyglądające zwierzę ma potężne łapy i pazury. Kiedy Tony próbuje zagnać je na ścieżkę przed dżipa, nagle mrówkojad od ucieczki przechodzi do ofensywy. Tony uskakuje w ostatniej chwili, ale nie ucieka, patrzą na siebie przez chwilę i wreszcie to mrówkojad robi odwrót. –Moja praca jest niebezpieczna. Ale nie zamieniłbym się z nikim.-

Do Wenezueli lata z Polski Air France, Lufthansa, TAP, Iberia i Alitalia. Bilety w promocji nawet poniżej 2000 złotych. Wycieczki na Los Llanos najlepiej wykupić w wenezuelskiej Meridzie, dokąd dojeżdża się autobusem z Caracas (ok. 80 boliwarów, 12 godzin jazdy). Koszt wycieczki to około 200 dolarów, ceny nieznacznie wahają się w zależności od czarnorynkowego kursu dolara.
Agencja  Yoikotao Expeditions (pytać o Tony’ego), email: extremexpeditions@hotmail.com
tel: 0416 8755359, 0414 8313026
Wycieczka na wenezuelską sawannę trwa cztery dni, obejmuje spanie w hamakach w obozowisku, pełne wyżywienie, transport, w drodze na Los Llanos przystanki w malowniczych punktach trasy transandyjskiej, safari dzienne i nocne, łowienie piranii, konną wyprawę na sawannę i safari na rzece.
W agencji Yoikotao wykupić można także wycieczki z profesjonalnymi przewodnikami na szczyt Pico Bolivar, w góry Los Nevados, wyprawy konne, rowerowe, loty na parolotni oraz rafting.
Wiele dodatkowych informacji na temat podróżowania po Wenezueli można znaleźć na naszym forum dyskusyjnym.

Czas siodłać konie. Czeka nas kolejna wyprawa na sawannę i do lasu. Musimy konno przepłynąć dość rwącą rzekę. Kiedy moja Fresca Avena (Świeży Owies) dopływa do brzegu, jestem mokra po szyję. W 40-stopniowym upale to fantastyczne uczucie. Kłusujemy wśród drzew, na jednym z nich śpi tamandua – endemiczne zwierzę Ameryki Południowej, z drugiego przygląda się nam małpa. Tony od czasu do czasu puszcza się w galop. Śmieje się głośno i krzyczy: – Podoba ci się? Musisz tu wrócisz gdy wodą wyschną, tu wtedy jest inny świat! I wtedy, obiecuję, złapiemy naprawdę gigantyczną anakondę!

Tekst i zdjęcia: Iwona Chodorowska – dziennikarka, przez 8 miesięcy samotnie podróżowała po Ameryce Południowej. Autorka bloga ‚Wyjechałam’.




Prześlij dalej:

5 reakcji na "W poszukiwaniu Anakondy"

  1. Chavez-ultras  20/06/2010 o 18:16

    To jest to, co powinno jak najczęściej gościć na tym portalu. Gratulacje dla Autorki!.

    Odpowiedz
  2. asia  26/06/2010 o 14:33

    świetny artykuł!

    Odpowiedz
  3. ania  19/09/2010 o 15:52

    bylam tam….i bardzo tesknie za tym miejscem….raj na ziemi…goraco polecam

    Odpowiedz
  4. Robert  18/11/2010 o 15:48

    Tony jest super gość. Polecam skorzystać z jego usług jak ktoś planuje wycieczkę do Los Llanos. Pojechałbym drugi raz w ciemno.

    Odpowiedz
  5. Sylwik  02/05/2011 o 23:54

    Tony jest niesamowity. Podziwiam to co robi. Gdybym miała okazje znowu się znaleźć na Los Llianos, to z pewnością chciała bym odwiedzić jego rancho. Nie dość, że ma dobre podejście do zwierząt, to i do ludzi. Miałam mieszane uczucia, gdy on, biolog, nastawiał mi bark, bolało, ale dzięki niemu nie musiałam zmieniać planów i dalej mogłam się cieszyć pięknem Wenezueli 🙂

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.