Wenezuela i Kolumbia – konflikt (chwilowo?) zażegnany


Prezydenci Wenezueli i Kolumbii, Hugo Chávez i Juan Manuel Santos, ogłosili – we wtorek wieczorem – „nowy etap” we wzajemych, międzypaństwowych relacjach, oraz formalne przywrócenie stosunków dyplomatycznych. Przywódcy obiecali sobie, że żaden z nich nie będzie się wtrącać w wewnętrzne, państwowe sprawy sąsiada. Co jednak najważniejsze – Chávez zadeklarował, że jego rząd nie będzie wspiera,ł ani tolerował zbrojnych partyzantek na swym terytorium.

Wenezuela i Kolumbia, dwa sąsiadujące ze sobą państwa, które onegdaj, w pierwszej połowie XIX wieku, były częścią tego samego kraju, mają długą historię nieporozumień. Zwłaszcza w ostatnich latach. Hugo Chávez już dwukrotnie mobilizował wenezuelską armię i wysyłał ją, w stanie gotowości bojowej, na zachodnią granicę.

Tym razem konflikt trwał prawie 3 tygodnie: 22 lipca Wenezuela zerwała stosunki dyplomatyczne z sąsiadem, po tym jak rząd w Bogocie przedstawił na forum Organizacji Państw Amerykańskich dokumenty udowadniające – jego zdaniem – że Wenezuela stworzyła na swym terytorium cieplarniane warunki dla walczących z kolumbijskimi władzami lewicowych grup terrorystycznych FARC i ELN.

Jakkolwiek nie były to oskarżenie nowe, tak pierwszy raz sformułowano je na tak wysokim szczeblu. Hugo Chávez natychmiast nazwał je, oczywiście, kłamstwami. Ale równocześnie nie zgodził się na proponowane przez Kolumbię międzynarodowe inspekcje miejsc, w których – zdaniem Bogoty – mieszczą się obozy partyzantów. Co więcej jego Boliwariańska Gwardia Narodowa otoczyła napiętnowane przez Bogotę regiony szczelnym kordonem, nie przepuszczając m.in. ekip dziennikarskich chcących przeprowadzić własne weryfikacje.

Nagłe zamrożenie stosunków dla obu krajów oznaczało przede wszystkim kłopoty gospodarcze. Kolumbijczycy stracili główny rynek zbytu, a Wenezuela podstawowego dostawcę żywności i wielu towarów przemysłowych. Roczna wartość handlu między oboma państwami szacowana jest na, bagatela, 7 miliardów dolarów…

Wielu analityków zapowiadało, że właśnie z powodów gospodarczych konflikt nie będzie trwać długo. Na 26 września w Wenezueli zaplanowane są bowiem wybory parlamentarne i władze w Caracas niezbyt mogą sobie pozwolić na kolejny kryzys w zaopatrzeniu.

Pretekstem do „obrócenia strony” i, przynajmniej chwilowego, zażegnania waśni okazała się, przeprowadzona w minioną sobotę, zmiana na prezydenckim fotelu Kolumbii. Znienawidzonego przez Hugo Cháveza i publicznie wyzywanego ostatnio od „ch**ów” i „lokajów Imperium” Alvaro Uribe, zastąpił były minister obrony w jego rządzie, Juan Manuel Santos.

I choć wenezuelski przywódca jeszcze niedawno potwornie złorzeczył także i jemu. Oraz mimo, że Santos nie zamierza wcale radykalnie zmieniać polityki swego poprzednika, wobec którego nie kryje swej admiracji, nazywając go „genialnym i niepowtarzalnym”, wystarczyło to aby skruszyć lody.

Zwłaszcza, że Santos podczas swej inwestytury wyciągnął rękę w stronę Wenezueli, stwierdzając, że normalizacja stosunków z sąsiednim, braterskim krajem będzie jednym z jego priorytetów i zapraszając Cháveza do „szczerego i otwartego dialogu”. A także dlatego, że do zakopania wojennego topora intensywnie namawiali wenezuelskiego przywódcę zarówno brazylijski prezydent Lula, jak i szef UNASUR Nestor Kirchner.

To zresztą pod auspicją tego ostatniego odbyło się wczorajsze spotkanie obu prezydentów. Kolumbijscy gospodarze na jego miejsce wybrali wyjątkowo symboliczne miejsce – położoną nieopodal Santa Marta posiadłość-muzeum San Pedro Alejandrino, miejsce w którym w 1830 roku zmarł urodzony w Caracas Wyzwoliciel Ameryki Południowej, Simón Bolivar – El Libertador, na którego duchowe i ideologiczne dziedzictwo bardzo często powołuje się Chávez.

fot: Presidencia de Colombia

Po trzech godzinach negocjacji, w których uczestniczyli także szefowie dyplomacji obu państw, Juan Manuel Santos i Hugo Chávez podali sobie ręce i poinformowali, że wspólnie podpisali Porozumienie z  Santa Marta.

Przewiduje on, poza przywróceniem stosunków dyplomatycznych, także wznowienie handlu, zniesienie w nim wszelkich barier, zwiększenie współpracy regionów przygranicznych, oraz jak najszybsze uregulowanie ponad 800 mln dolarów długu jaki wenezuelski rząd ma wobec kolumbijskich eksporterów.

Wenezuelski prezydent powiedział, że jego rząd w żadnym wypadku nie będzie tolerował na swym terytorium żadnych działających poza prawem grup – podkreślił też Santos. Potwierdzam, choć nie muszę tego robić, wenezuelski rząd którym ja kieruję nie popiera, nie pozwala i nie będzie pozwalać na działalność terrorystów, ani przemytników narkotyków na naszym terytorium – dodał Chávez.

Tym razem, naciskany przez dziennikarzy podczas konferencji prasowej, wenezuelski prezydent nie zaprzeczył jednak, że takich grup w Wenezueli nie ma. Penetracja grup zbrojnych nie jest niczym nowym i wenezuelskie wojsko już wielokrotnie scierało się z kolumbijskimi partyzantami, mieliśmy nawet ofiary śmiertelne po naszej stronie – zapewnił.

Prezydenci ustalili, że powołane zostaną specjalne grupy robocze do rozwiązywania ewentualnych nieporozumień między oboma państwami.

Hugo Chávez uznał też suwerenność Kolumbii w sprawie współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi, którą jeszcze nie tak dawno nazywał „kontynentalną zdradą”.

Po tylu perturbacjach przyjechałem tu aby zaświadczyć Ci moją miłość Kolumbio, i będzie ona wieczna. Chcemy zbudować pokój między nami, bez względu na to ile będzie to nas kosztowało – oświadczył wenezuelski przywódca. I cytując Bolivara dodał: Musimy zwalczyć nasze demony.

Podpisane wczoraj porozumienie nie oznacza bynajmniej, że do sprawy domniemanych obozowisk FARC i ELN na wenezuelskim terytorium nie będzie się już powracać. Były kolumbijski prezydent, Alvaro Uribe, już zapowiedział, że już jako osoba prywatna będzie zabiegał o postawienie Hugo Cháveza przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za wspieranie międzynarodowego terroryzmu.




Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Wenezuela i Kolumbia – konflikt (chwilowo?) zażegnany"

  1. Pingback: Kolumbia - umowa o współpracy wojskowej z USA jest nieważna! | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.