Bolsa Familia – brazylijski sposób na biedę


Dziesięć lat temu w Brazylii i Meksyku rozpoczęła się istna rewolucja pomocowa – nowe podejście do walki z biedą.

Odchodzący niebawem ze stanowiska prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva kończy kadencję z poparciem społecznym, o którym większość polityków może jedynie pomarzyć. Według badań opinii publicznej aż 70% Brazylijczyków ocenia go pozytywnie. Tymczasem, gdy w roku 2003 obejmował on urząd światowe media straszyły, że oto kolejny latynoamerykański kraj osuwa się w ramiona populistycznego demagoga, a inwestorzy z obawą patrzyli na jego robotniczą przeszłość.

Od tego czasu jednak wiele się zmieniło  – Lula umocnił pozycję Brazylii na arenie międzynarodowej, zwiększył zaufanie instytucji finansowych do swojego kraju, a przy tym nie zapomniał o obietnicach danych najuboższym. Przez dziesiątki lat państwo pozostawiało ich samym sobie. W Brazylii wciąż wskaźnik nierówności społecznych należy do najwyższych na świecie: wielkie i niebezpieczne favelas porastają obrzeża miast, podczas gdy horrendalnie drogie wille i apartamentowce tworzą ekskluzywne enklawy.

W ostatnim czasie pojawiła się nadzieja na zmianę. Flagowym okrętem polityki społecznej Luli stały się programy warunkowych transz pieniężnych skierowane do najbiedniejszych. Największym z nich jest Bolsa Familia, który obejmuje dzisiaj 11 milionów rodzin w całym kraju. Jego działanie jest proste: gospodarstwa domowe o najniższych dochodach otrzymują pomoc finansową po spełnieniu ściśle określonych warunków. Rodzice muszą dopilnować, by ich dzieci regularnie odwiedzały lekarza i dotrzymały kalendarza szczepień, a przede wszystkim były obecne w szkole na co najmniej 85% zajęć w każdym miesiącu.

Założenia programu są długofalowe – edukacja i dbałość o zdrowie mają doprowadzić do ograniczenia zjawiska tzw. dziedzicznego ubóstwa – przechodzących z pokolenia na pokolenie wzorców utrzymania z przestępczości, żebractwa i wykonywania najprostszych prac.

Jak skuteczne okazały się w tym względzie warunkowe transze pieniężne zaobserwować można zwłaszcza na obszarach wiejskich, których wcześniej nie obejmowały żadne państwowe programy pomocowe. Rodzina Marii Pereiry mieszka w niewielkiej wiosce w stanie Ceará na północnym wschodzie kraju. Ponieważ często dojazd do miejscowości samochodem osobowym nie jest możliwy, wojsko dostarcza wodę, albo cesta básicas – artykuły pierwszej potrzeby. Cała osada żyje w skrajnym ubóstwie. – Zanim rząd wprowadził Bolsa Familia nie mieliśmy żadnego stałego dochodu, teraz możemy planować wydatki – opowiada Pereira.

Głównym osiągnięciem w miastach było podniesienie liczby dzieci korzystających z państwowej edukacji. Wcześniej niektórzy rodzice woleli posyłać dzieci raczej do pracy i żebractwa, niż do szkół – efekt finansowy był niewielki, ale natychmiastowy. Tak wychowywane kolejne pokolenia mieszkańców faweli nie miały szans na znalezienie normalnej pracy. Błędne koło biedy toczyło się przez kolejne dekady, bez szans na przerwanie. Ponieważ większość slumsów znajduje się na przedmieściach, a miejska komunikacja jest stosunkowo droga, ich mieszańcy przenoszą się do centrów, by tam poszukiwać środków do życia. Śpią na ulicy i nierzadko posługują się dziećmi by zdobyć pieniądze – nawet przez prostytucję. –To prawda, że wciąż są w Brazylii ludzie głodni i żebrzący na ulicach, ale z pewnością jest ich mniej niż kiedyś – zauważa Randolph Oliveira, czarnoskóry programista z Recife, któremu udało się wydostać z ubóstwa i podjąć studia informatyczne. Zmiany na lepsze, jakie widzi w Brazylii, przypisuje zrównoważonej polityce społecznej i gospodarczej Luli.

Sam orezydent w 2006 roku przyznał, że osiągnął tylko 1% swoich celów w kwestiach socjalnych, a wielu działaczy lewicowych zarzuciło mu „zdradę”. Zwolennicy teologii wyzwolenia wycofali dla niego poparcie. Uważa się, że Lula próbuje szukać swoistej „trzeciej drogi” – polityki mariażu kapitalizmu z rozbudowaną opieką socjalną. – Wolę być prezydentem popularnym, niż populistycznym – lubi mawiać da Silva i wskazuje na pozytywne efekty swoich działań. Zyskały one zresztą uznanie za granicą.

Patrus Ananias od stycznia 2004 do marca 2010 kierował brazylijskim Ministerstwem rozwoju społecznego i walki z głodem. Uważa się go za jednego z "ojców" programu Bolsa Familia (fot: Leonardo Lara/Aldeia)

Bolsa Familia działa od 2003 roku i wzorowana była na pierwszym programie warunkowych transz pieniężnych w krajach rozwijających się – meksykańskim Oportunidades realizowanym od 1997 roku. Po sukcesie tych programów ruszyła fala podobnych projektów w niemal wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej. Sukces jaki przyniosła ich realizacja przywitał entuzjastycznie Bank Światowy i orgaznizacje humanitarne na całym świecie. Niektórzy ich działacze mówią o „rewolucji” w zwalczaniu ubóstwa. Dzisiaj projekty wzorowane na Bolsa Familia i Oportunidades działają m.in. w Jemenie, Burkina Faso, Maroko, Malawi, RPA, Kenii, Indonezji, Bangladeszu, Indiach, Kambodży, Nigerii i Turcji. Być może wkrótce obejmą także kraje wysoko rozwinięte – w 2007 roku uruchomienie pilotażowego programu Opportunity NYC zapowiedział burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg.

Większość nowo wprowadzanych projektów bazuje na wzorcach sprawdzonych w Ameryce Łacińskiej. Pieniądze wypłacane są matkom – badania wykazały, że pomoc udzielana kobietom przynosi najlepsze rezultaty. Po pierwsze, bardziej prawdopodobne jest, że środki dane matkom zostaną wydane na dzieci, a nie na przykład w sklepie monopolowym. Po drugie, rząd może w ten sposób zwiększać rolę kobiety w rodzinie i w dalszej perspektywie przeciwdziałać kulturze męskiej dominacji panującej w wielu krajach rozwijających się. – Tak zwalczane jest machismo, ogromny problem w krajach latynoamerykańskich – zauważa Katarzyna Baran, była wolontariusza w jednej z faweli w Rio de Janeiro.

Dla beneficjentów Bolsa Familia zarezerwowany jest też program zdobywania kwalfikacji zawodowych Próximo Passo (Następny Krok). Na zdjęciu prezydent Lula z jedną z jego absolwentek. (fot: Ricardo Stuckert/PR)

Aby zniwelować ryzyko korupcji i defraudacji ze strony administracji, środki przelewane są bezpośrednio ze skarbu państwa i wydawane w postaci specjalnych kart, z których pieniądze można wypłacać w bankach. Azjatyckie programy transz finansowych stały się narzędziem poprawiania losu kobiet. W Pakistanie i Jemenie objęto nimi dziewczynki, stawiając rodzicom wymóg posłania córek do szkół. Indyjski stan Haryana inwestuje po urodzeniu każdej dziewczynki 2,500 rupii w obligacje oszczędnościowe, których wartość ma ulec podwojeniu po pięciu latach. Kobiety mogą wypłacić zgromadzone środki, gdy osiągną pełnoletność, pod jednym warunkiem – że pozostaną niezamężne. Władze stanowe chcą w ten sposób dokonywanie aborcji na płodach płci żeńskiej i ograniczyć śmiertelność wśród dziewczynek.

W gruncie rzeczy programy transz finansowych są umowami pomiędzy rodzinami a rządem, w którym każda ze stron do czegoś się zobowiązuje. Państwo daje pieniądze i zapewnia dostęp do usług edukacyjnych i zdrowotnych, rodzice obiecują dopilnować dziecka i posłać dziecko do szkoły, zamiast do pracy. Jak wynika z raportu przygotowanego w tym roku przez brazylijski Instytut  Badawczy Stosowanych Nauk Ekonomicznych, liczba pracujących w tym kraju dzieci pomiędzy 5 a 14 rokiem życia spadła w ciągu ostatnich 15 lat o połowę. – Program Bolsa Familia odegrał kluczową rolę w walce ze zjawiskiem wykorzystywania dzieci do pracy – twierdzi Ricardo Paes de Barros, twórca raportu.

Osiągnięcia programów warunkowej pomocy realizowanych w krajach rozwijających się skłoniły Bank Światowy do zachęcania również najbiedniejszych państw do wdrażania podobnych projektów. Chodzi głównie o kraje afrykańskie zmagające się z problemem głodu i epidemii HIV/AIDS. Pracownicy organizacji humanitarnych podkreślają jednak, że państwa te mogą nie być w stanie sprostać wymogom finansowym i kadrowym, jakie pociąga za sobą wdrażanie programów. Kontrola ich realizacji, zbieranie danych, stały kontakt ze szkołami i ośrodkami zdrowia wymaga posiadania wykształconych urzędników i sporych zasobów. Koszty administracyjne programu Atención a Crisis w Nikaragui pochłaniają 22% jego środków. Projekt Chile Solidario wymaga natomiast dużego zaplecza wykwalifikowanej kadry. W czasie jego realizacji pracownicy socjalni odwiedzają 270 tysięcy najbiedniejszych gospodarstw domowych i przygotowują z ich mieszkańcami indywidualne programy wychodzenia z ubóstwa. Pieniądze są przekazywane rodzinom, które zobowiążą się do ich wdrożenia. Nie ulega wątpliwości, że dla krajów afrykańskich, gdzie brakuje podstawowych produktów, a nosicielami wirusa HIV jest nawet 16% społeczeństwa (przykład Botswany), problemy są innej natury i być może powinny być inaczej zwalczane. Bank Światowy argumentuje, że przy tworzenie projektów należy wziąć pod uwagę zarówno doświadczenia innych krajów, jak i miejscowy kontekst – i do niego dostosować stawiane biorcom pomocy warunki.

Programy warunkowych transz pieniężnych z pewnością będą się rozwijać w nadchodzących latach. Już zostały okrzyknięte rewolucją pomocową. Współautor książki „Just give money to the poor” (Po prostu daj pieniądze biednym), Armando Barrientos, zauważa: – Zamiast polegać na drogim przemyśle pomocowym, lepiej dać pieniądze i zasoby bezpośrednio ubogim, dzięki czemu mogą sami znaleźć najefektywniejszy sposób wydostania się z biedy.

Prześlij dalej:

About Kamil Karczewski

Absolwent stosunków międzynarodowych na UW, studiował również historię. Pasjonuje go wszystko co obce, inne. Zjeździł całą Europę, trzy miesiące podróżował z Dublina do Damaszku, znaczną część autostopem. Specjalizuje się w tematyce bałkańskiej, ale wraz z nauką portugalskiego dopadła go fascynacja Brazylią.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl

8 reakcji na "Bolsa Familia – brazylijski sposób na biedę"

  1. Chavez-ultras  24/09/2010 o 22:58

    Bardzo dobry artykuł, chciałoby się powiedzieć: więcej takich autorów pisujących z gruntowną wiedzą i znawstwem problemów państw latynoamerykańskich.

    Odpowiedz
  2. Aleksandra  29/09/2010 o 02:05

    Bardzo ciekawy artykuł. Oprócz Bolsa Familia w ostatnim czasie wprowadzono również dwa inne istotne projekty rządowe: „Światło dla wszystkich” (Luz para todos) oraz „Mój dom, moje życie” (Minha casa, minha vida). Już same nazwy projektów mówią za siebie: pierwszy ma zapewnić dostęp do elektryczności w rejonach, w których do tej pory jej nie było, drugi ułatwia otrzymanie kredytu na kupno mieszkania lub domu. Pozdrawiam z São Paulo, gdzie w czasie deszczu nie mam prądu w mieszkaniu.

    Odpowiedz
    • Polones  30/09/2010 o 02:53

      U mnie jest światło nawet jak pada deszcz :-). Chyba, że walą pioruny, to wtedy czasem coś zgaśnie.

      Odpowiedz
    • caraquena  19/11/2010 o 16:58

      W Caracas podczas deszczu zdarza się, że nie działają telefony i bankomaty. Ot, rewolucja…

      Odpowiedz
  3. Ania  11/10/2010 o 20:26

    Ciekawa sprawa, fajnie by było jakby ktoś zrobił badania w terenie, jak to wygląda.

    Odpowiedz
  4. Pingback: Brazylia - bierze i rozdaje | tierralatina.pl

  5. Chavez-ultras  28/11/2010 o 16:16

    Obecnie w Rio de Janeiro trwa polowanie na „zbędnych” w ramach przygotowań do mistrzostw i olimpiady. Ma ktoś nowe wieści na ten temat?

    Odpowiedz
  6. Pingback: ALTERNEWS - BOLSA FAMILIA – Brazylijski program pomocowy

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.