Stan wyjątkowy w Ekwadorze


Ulice ekwadorskich miast zostały w czwartek opanowane przez zbuntowaną policję, rozwścieczoną reformą ustawy o służbie publicznej. Rząd ogłosił stan wyjątkowy, a prezydent Rafael Correa mówi wręcz o „prawie zamachu stanu”. Zamknięte zostały granice kraju.

Ekwadorskim policjantom nie spodobała się forsowana przez lewicowy rząd Rafaela Correi reforma ustawy o służbie publicznej, która nie tylko zabiera im wiele przywilejów, ale też przedłuża minimalny czas służby niezbędny do promocji na wyższy stopień.

Swoje niezadowolenie policjanci wyrazili anonsując w czwartek, że przestają patrolować ulice i do czasu spełnienia ich żądań będą siedzieć zamknięci w komisariatach i koszarach, co niemal natychmiast doprowadziło do plądrowania sklepów i innych zuchwałych kradzieży w wielu miastach kraju.

Rafael Correa (fot: Fabio Pozzebom/ABr)

Prezydent, chcąc ratować sytuację, postanowił osobiście negocjować z policjantami i udał się do największych policyjnych koszar w Quito, gdzie zainicjowano krajowy protest. Rozmowy nie przebiegły jednak najlepiej – prezydent został zwyzywany przez policjantów, obrzucony pustymi, plastikowymi butelkami i potraktowany… gazem łzawiącym.

To niewdzięczni bandyci, nikt tak nie popierał policji jak właśnie ten rząd– mówił zdenerowany Correa do telewizyjnych kamer. A chwilę poźniej, z gołym torsem, krzyczał do gromadzących się wokół swoich zwolnenników: Jeśli chcą zabić prezydenta, niech zabijają. Ale prezydent i tak będzie robił to, co uważa że ma zrobić.

Późniejsze wydarzenia są dość niejasne, dość że prezydent pojawił się ponownie przed telewizyjnymi kamerami, ale tym razem w… policyjnym szpitalu. –Zatrułem się gazami łzawiącymi. Zerwano mi przeciwgazową maskę abym się udusił. Musiano mnie przetransportować do szpitala, bo naprawdę nie mogłem oddychać. Niesamowite są te nasze służby publiczne – zaatakowały Prezydenta!- tłumaczył, dodając że w owej klinice jest „prawie uwięziony”

Rafael Correa stwierdził też, że uważa policyjną rebelię za „przygotowywaną od wielu miesięcy próbę zamachu stanu”. Jego zdaniem w antyprezydenckiej konspiracji udział brali wraz z policjantami przedstawiciele opozycyjnej Partii Patriotycznego Społeczeństwa (PSP) byłego prezydenta Lucio Gutierreza.

Znacznie mnie dramatyczne były deklaracje szefa ekwadorskich sił zbrojnych, które przejęły odpowiedzialność za porządek w kraju po tym jak minister bezpieczeństwa, Miguel Carvajal, wprowadził stan wyjątkowy.

Generał Ernesto González stwierdził, że o zamachu stanu nie może być mowy bowiem wojskowa hierarchia pozostaje lojalna wobec demokratycznych władz kraju. I choć przyznał, że do policjantów przyłączyli się też niektórzy żołnierze, to – jego zdaniem – liczba protestujących mundurowych w Quito nie przekracza 800 osób. Jednak także i on, w trakcie swego przemówienie, wezwał rząd do odstąpienia od nowelizacji ustawy o służbie publicznej. –Policja i wojsko nie mogą tracić swych przywilejów– stwierdził kategorycznie.

Z kolei mer największego Guayaquil, największego miasta w Ekwadorze, opozycjonista Jaime Nebot, uznał, że czwartkowe wydarzenia są ostrzeżeniem dla prezydenta Correi. –On musi w końcu zrozumieć, że wszystkich obywateli trzeba słuchać. Bez względu na to kim są i jak myślą. Opozycję też trzeba też starać się zrozumieć, prowadzić z nią dialog, a nie tylko ją atakować i obrażać– mówił.

Późnym wieczorem, po około półgodzinnej wymianie ognia z użyciem broni automatyczniej, wojsko odbiło ekwadorskiego prezydenta z policyjnego szpitala i przewiozło go do prezydenckiego pałacu Carondelet, wokół którego czekały na niego setki sympatyków, skandujących „Lucio morderca!”. (Lucio to imię wspomnianego już, oskarżanego przez Correę o spiskowanie, byłego prezydenta Gutierreza, który – przebywając w Brazylii – zapewnił o swej niewinności, a prezydenckie oskarżenie nazwał „kłamliwymi i tchórzliwymi insynuacjami.)

I choć kryzys, wszystko na to wskazuje, został chwilowo zażegnany, to jednak na pewno nie jest zakończony. Rafael Correa, już po uwolnieniu przez wojsko, zapowiedział, że reformę kontrowersyjnej ustawy mimo wszystko przepchnie i pozbawi mundurowych części przywilejów. Zapowiedział też surowe ukaranie policyjnych rebeliantów.

Dla osób znających polityczne zwyczaje w Ekwadorze, czwartkowe wydarzenia nie są niespodzianką. Kraj ten, jak żaden inny w regionie, ma bogatą i żywą tradycję gwałtownych protestów i obalania prezydentów. Rafael Correa, rządzący od 2007 roku, może uważać się za rekordzistę. W ciągu ostatnich 13 lat kraj ten miał aż 7 prezydentów.




Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Stan wyjątkowy w Ekwadorze"

  1. Pingback: Wenezuelska armia "ożeniła się" z rewolucją Hugo Chaveza. | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.