Rewolucja, nie demokracja!


Wenezuelskie siły zbrojne są ożenione z rewolucyjnym projektem prezydenta Hugo Cháveza i nie zaakceptują ewentualnej wygranej opozycji w 2012 roku – tak, zupełnie bez ogródek, zapowiedział szef tamtejszego Strategicznego Dowództwa Operacyjnego, generał Henry Rangel Silva.

Łatwo sobie wyobrazić jaką burzę wywołała ta wypowiedź. I to zarówno w samej Wenezueli, jak i poza jej granicami. Bo oto jeden z najwyższych oficjeli wenezuelskiej armii otwarcie zapowiada, że siły zbrojne tego kraju nie będą stać – jak przewiduje to Konstytucja – na straży demokracji, lecz bronić będą chavezowskiej boliwariańskiej Rewolucji. Nawet wbrew woli wyborców!

Gen. Henry Rangel Silva

Słowa generała Rangela Silvy są jednoznaczne – w wywiadzie udzielonym dziennikowi Últimas Noticias wojskowy powiedział: Narodowe Siły Zbrojne nie wiedzą co to jest częściowa lojalność, my jesteśmy całkowicie lojalni wobec ludu, projektu życia i naszego Komendanta. Myśmy się ożenili z jego projektem dla kraju. Opozycja działa z poparciem obcych państw, to jest sprzeczne z nacjonalizmem. Hipoteza rządu opozycji jest trudna do zaakceptowania. To byłoby sprzedanie kraju, tego nie zaakceptuje ani lud, ani Narodowe Siły Zbrojne.

Dla wenezuelskiej opozycji i wielu organizacji pozarządowych takie słowa ze strony jednego z najwyższych szefów armii są, oczywiście, nie do zaakceptowania. Organizacja Control Ciudadano, próbująca egzekwować zagwarantowaną w wenezuelskiej konstytucji cywilną kontrolę nad siłami zbrojnymi, twierdzi że Henry Rangel Silva powinien zostać natychmiast zdymisjonowany. Jej zdaniem wypowiedź generała nie tylko jest groźbą wobec demokracji i werdyktu urn, ale stanowi wezwanie do wojskowej rebelii, co jest – wg. wojskowego kodeksu karnego – karane wydaleniem z armii i nawet 30 latami więzienia.

„Deklaracje generała Rangela Silvy idą tak daleko, że stawiają nasze narodowe siły zbrojne poza wartościami zawartymi w Międzyamerykańskiej Karcie Demokracji, która zakłada bezwarunkową podległość władz wojskowych wobec władz cywilnych” – pisze w swym komunikacie Control Ciudadano. Wg. tej organizacji generał nie respektuje też wenezuelskiej konstytucji, która mówi o apolityczności wojska i obowiązku służenia Państwu, a nie konkretnemu rządowi, czy prezydentowi. „Siły zbrojne nie mogą się ożenić z żadnym rządowym projektem, one mają być wierne Wenezueli, nie prezydentowi, który z natury rzeczy, nigdy nie będzie wieczny.” – podkreśla organizacja.

Z kolei Omar Barboza, przewodniczący partii Un Nuevo Tiempo, wypowiadając się w imieniu opozycyjnej koalicji MUD, stwierdził: Lojalność jest czymś zinstytucjonalizowanym, nie osobistym, misja Sił Zbrojnych jest zapisana w Konstytucji i nie można mylić żadnego z Prezydentów z Państwem. Ani lojalności z interesownym schlebianiem przez uprzywilejowane, mniejszościowe grupy oficerów, którzy poszukują bezkarności.

Oburzenia wypowiedzią generała nie kryje też sekretarz generalny Organizacji Państw Amerykańskich, José Miguel Insulza. Nie mam w zwyczaju komentować wypowiedzi wysokich państwowych urzędników, ale tym razem zrobię wyjątek bo sprawa jest naprawdę poważna. Tym bardziej, że dopiero co musiałem piętnować próbę przeprowadzenia zamachu stanu w Ekwadorze, gdzie część służb mundurowych przeciwstwaiła się się demokratycznie wybranym władzom cywilnym. Nie mogę być niekonsekwentny i milczeć, gdy inne siły zbrojne grożą, że niepodporządkują się wobec hipotetycznej władzy cywilnej. Nie można akceptować zapowiadania wojskowej niesubordynacji. Władze Wenezueli powinny coś z tym zrobić, gdyż gwałci to demokratyczne ideały, które wszyscy członkowie tej organizacji zobowiązali się przestrzegać. – powiedział chilijski dyplomata stojący na czele regionalnej organizacji.

Wypowiedź generała została też zdecydowanie skrytykowana przez Międzynarodówkę Socjalistyczną. W specjalnym komunikacie organizacja uznała, że jego słowa są „nie do przyjęcia” i stanowią „pogwałcenie demokratycznych zasad i obywatelskich praw politycznych”.

Wenezuelskie władze z tych wszystkich krytyk nic sobie jednak nie robią, a prezydent Chavez publicznie chwali rewolucyjną lojalność generała, przypominając przy tym, że już przecież od kilku lat oficjalną maksymą wenezuelskich sił zbrojnych jest: Socjalistyczna Ojczyzna lub śmierć. Wenezuelski przywódca zapowiedział wręcz, że Henry Rangel Silva zostanie wkrótce awansowany. Generał jest przykładem dla wszystkich mundurowych, wzorem skromnego, rewolucyjnego, boliwariańskiego żołnierza – ogłosił prezydent. I sam też postraszył wyborców: Jeśli, nie daj Boże, opozycja zdołałaby wygrać kiedyś wybory, to na pewno pierwszą rzeczą za jaką by się zabrała byłoby niszczenie wszystkiego co śmierdzi Chavezem. A to na pewno wywołałoby krwawą rewolucję na czele której stanęłaby armia i lud!

Oberwało się też sekretarzowi generalnemu Organizacji Państw Amerykańskich. Minister spraw zagranicznych Wenezueli, Nicolas Maduro, uznał że jego słowa dotyczące generała Rangela Silvy zostały wypowiedziane z „niewybaczalną łatwością” i stanowią „niedopuszczalną ingerencję w wewnętrzne sprawy Wenezueli”, którą można tylko i wyłącznie „stanowczo odrzucić”. Zdaniem szefa wenezuelskiej dyplomacji, generał Rangel Silva jest „wielkim patriotą”, a jego deklaracja to nic innego jak „wymagana przez Konstytucję troska o obronę suwerenności i ludu Wenezueli”.

Hugo Chávez dodał ze swojej strony, że „wypowiedź doktora Inzulzy budzi żałość” i nie ma najmniejszego znaczenia, bowiem – jego zdaniem – Chilijczyk reprezentuje „organizację, której nikt już nie chce i która nie ma żadnego znaczenia”. Tam nie podejmuje się żadnych decyzji, to bezsilne ciało i nawet nie wiem jak długo jeszcze będziemy przy niej utrzymywać swego ambasadora – dodał.

Generał Henry Rangel Silva jest od lat oskarżany przez Stany Zjednoczone o kontakty i pomoc kolumbijskiej, lewackiej partyzantce FARC, oraz udział w przemycie produkowanej przez nią kokainy. Zaangażowanie generała w narkotykowy biznes potwierdza też Walid Makled, przebywający w kolumbijskim więzieniu wenezuelski biznesmen, podejrzewany o handel na wielką skalę zakazanymi substancjami zarówno przez władze w Waszyngtonie, jak i w Caracas.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.