Koniec Gangsta’s Paradise w Rio?


Wspinając się wąskimi uliczkami faweli w Rio de Janeiro nie raz widziałam grupki mężczyzn w kolorowych szortach i havaianas, z nonszalancko noszonymi karabinami maszynowymi na plecach. Taki widok w brazylijskich slumsach był chlebem dość powszednim.  Nic więc dziwnego, że Brazylijczycy zdecydowanie odradzają turystom wchodzenie na ich teren. Wiadomo czym to się może skończyć. W najlepszym razie… zatrzymaniem przez policję pod zarzutem kupowania narkotyków.

Media często donosiły o strzelaninach i porachunkach między gangami. Ich ofiarami padały nierzadko przypadkowe osoby nie zamieszane w handel nielegalnym towarem. Fawele to terytoria gdzie policja najczęściej nie miała żadnej władzy. Kontrolowała jedynie główne wejścia do nich, od czasu do czasu przeprowadzając akcje „oczyszczające”.

Niewykluczone jednak, że już wkrótce sceny do jakich nas przyzwyczaiły filmy typu „Miasto Boga” czy  „Elitarni”, znać będziemy jednynie z owych filmów, czy opowieści i wspomnieniowych dokumentów. Władze Brazylii i Rio de Janeiro postanowiły bowiem wypowiedzieć wojnę narkoprzestępczości w fawelach.  Wprawdzie nie pierwszą, ale tym razem – zapowiadają – ostateczną.

Oko za oko?

Trwające godzinami wymiany ognia, płonące samochody, bomby, napady – tak wyglądały niektóre dzielnice Rio de Janeiro w niedzielę, 21 listopada. Władze miasta i kraju, będące świadome że pozostaje coraz mniej czasu na przygotowanie się do dwóch gigantycznych wydarzeń sportowych, które sprawią, że oczy całego świata skierowane będą na Brazylię(kraj będzie gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2014 i Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku) postanowiły rozprawić się z przestępczością za pomocą specjalnych jednostek pacyfikacyjnych, które mają odtąd stacjonować na stałe w fawelach. Gangom to się, oczywiście, nie spodobało. Przestępcy swę dezaprobatę okazały wywołując zamieszki na ulicach i stosując partyzancką walkę w obronie „swych” terenów. Tym razem władze się jednak nie ugieły. Takiej akcji Rio jeszcze nie widziało…

Czołgi, helikoptery i wozy pancerne

wojsko na terenie faweli Complexo do Alemão (fot: Marcello Casal Jr/ABr)

W zakrojonej na bezprecedensową skalę akcji sił bezpieczeństwa wymierzonej przede wszystkim w narkobiznes wzięło udział 800 żołnierzy i ponad 1600 policjantów, nie licząc bliżej nie określonej liczby jednostek specjalnych, wyposażonych w helikoptery, wozy pancerne i czołgi. Na początek uderzono w slumsy Vila Cruzeiro. Wielu przestępców zbiegło do niezajętego przez policję ogromnego skupiska faweli Complexo do Alemão. Postawiono im ultimatum – albo poddadzą się przed sobotnim zachodem słońca, albo Alemão czeka podobny los. W niedzielę zajęto te niezdobyte dotąd tereny, napotykając na opór mniejszy od oczekiwanego.

W wyniku operacji aresztowano ponad 120 osób podejrzanych o udział w narkobiznesie. Wiele kanałów brazylijskiej telewizji wielokrotnie pokazywało scenę, w której wyraźnie widać, że jeden z zatrzymanych bandytów nie wytrzymuje napięcia i mimowolnie oddaje mocz.

skonfiskowana podczas interwencji broń i narkotyki (fot: Marcello Casal Jr/ABr)

Gangi takie jak Comando Vermelho czy Amigos dos Amigos, uważane dotąd za nietykalne, straciły ważnych członków. Skonfiskowano ponad 30 ton marihuany i kokainy a także broń, amunicję i ogromne majątki ludzi z przestępczej branży. Światowe media obiegły zdjęcia ubogich dzieci kąpiących się w basenie, zajętej przez policję, luksusowej choć znajdującej się na terenie faweli, willi.

Ta akcja to nie był jednorazowy incydent, ale fragment nowego, długoterminowego planu zwalczania przestępczości i narkobiznesu – zapewniają władze.

Długotrwała pacyfikacja

UPP

Młoda mieszkanka faweli częstuje wodą członków UPP (fot: Marcello Casal Jr/ABr)

Naloty policji na fawele to nie nowość. Większość dotychczasowych akcji polegała jednak na jednorazowej interwencji, po której zakończeniu siły porządkowe wycofywały się ze slumsów. Tym razem scenariusz jest inny. To za sprawą Jednostek Policji Pacyfikacyjnej (Unidades de Polícia Pacificadora, UPP). Odziały te powstały dwa lata temu z myślą o zwalczaniu przestępczości „od środka”, a nie jak to było do tej pory „z zewnątrz”. Po zakończonej akcji UPP zostają w faweli na stałe. Nie inaczej ma być w przypadku Complexo do Alemão. Gubernator Rio, Sérgio Cabral, zapowiedział, że na razie – przez niecały rok – będzie tam stacjonować wojsko, które później zostanie zastąpione przez UPP.

Co na to cariocas?

Na pewno wielu mieszkańców oblężonych dzielnic Rio przeżyło w ciągu ostatnich dni chwile grozy. Nie pozostali jednak bierni – linia telefoniczna, gdzie można powiadomić o przestępstwie (Disque Denúncia) od 15 lat istnienia nie przeżyła takiego oblężenia. Relacje z pacyfikacji w brazylijskich mediach zgromadziły przed telewizorami widownię porównywalną z ostatnim mundialem. Odziały wojska kierujące się w stronę faweli witane były oklaskami. „Brawo! Brawo! Skończcie z tym nareszcie!” – krzyczeli ludzie wskazując im drogę. Wiele osób filmowało komórkami te zdarzenia.

Z drugiej zaś strony mieszkańcy faweli  na kilka dni zostali uwięzieni w domach. Ze względu na akcję policji nie mogli wyjść na ulice, do pracy czy do szkoły. Taki ruch mogliby przypłacić życiem. Ciężki wojskowy sprzęt, uzbrojeni po zęby żołnierze, a z drugiej strony zdesperowani gangsterzy – to czyniło fawele jeszcze bardziej niebezpiecznymi niż na co dzień.

Sondaż przeprowadzony przez IBOPE nie pozostawia jednak wątpliwości. Aż 88 proc. mieszkańców Rio popiera metody użyte przez władze w celu odzyskania kontroli nad owianymi najbardziej ponurą sławą fawelami. Przeciwnych używaniu aż takiej siły jest zaledwie 3 proc. cariocas. Co więcej aż 69 proc. mieszkańców jest przekonanych, że wyprowadzenie czołgów i pojazdów opancerzonych na ulice wpłynie na poprawę opinii jaką na temat Rio de Janeiro mają cudzoziemcy.

Zadowolenie władz

Brazylijska flaga powiewa nad fawelami nad którymi siły bezpieczeństwa odzyskały kontrolę (fot: Vladimir Platonov/ABr)

Żadnych wątpliwości nie mają natomiast władze. Opozycyjny gubernator Cabral o akcji mówi z nieukrywanym entuzjazmem. Pochlebnie wyraża się o niej również prezydent Lula. W poniedziałkowej audycji radiowej Kawa z prezydentem nazwał ją sukcesem, podkreślając, że to dopiero pierwszy krok w zwalczaniu przestępczości. Minister Sprawiedliwości Luiz Paulo Barreto przedstawił nawet międzynarodowy plan walki z narkobiznesem, który ma zachęcić inne latynoamerykańskie państwa do wzięcia przykładu z Brazylii.

Należą się oklaski?

Akcja spotkała się jednak także z krytyką, przede wszystkim ze strony organizacji chroniących prawa człowieka. Amnesty International oceniła działania policji i wojska jako zbyt brutalne, podkreślając, że w ich wyniku zginęło 50 osób, w tym 14-letnia dziewczynka. Amnesty podkreśla, że żadne wysiłki policji nie są w stanie zrekompensować braków i niedociągnięć brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości. Zdaniem obrońców praw człowieka akcja, mimo iż zdaniem władz zakończona sukcesem, nie likwiduje przyczyn przestępczości – biedy i nierówności społecznych.

W Rio de Janeiro jest ok. 1000 faweli. Do 2014 roku władze chcą odzyskać pełną kontrolę nad 100 tych, które uchodzą za najbardziej niebezpieczne.

Współpraca Kamil Karczewski.

Prześlij dalej:

About Katarzyna Baran

Pasjonatka Ameryki Łacińskiej. Skończyła stosunki międzynarodowe i psychologię na UW. Wiele miesięcy spędziła na latynoskiej ziemi. Rozmawiała z meksykańskimi guerrilleros, tańczyła forró na północy Brazylii, piła mate z gauchos i rum na Kubie, sprzedawała bransoletki na boliwijskich ulicach, przejechała stopem z Gwatemali do Panamy. Najbardziej zachwyciła ją Brazylia – chce wrócić tam na stałe.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl

5 reakcji na "Koniec Gangsta’s Paradise w Rio?"

  1. michal  05/12/2010 o 14:46

    Tytuł genialny! Profesjonalny copywriting:)
    Kolejny świetny tekst. Trzymasz poziom. Oby nadzieje się spełniły i gangi na fawelach przeszły do historii jak targowisko na stadionie dziesięciolecia.

    Odpowiedz
  2. BsAs  05/12/2010 o 17:59

    Jak to miło, że brazylijskie władze zdecydowały się w końcu na wyrywanie chwastów. Oby inni przywódcy w regionie też mieli takie „cojones”. Bo niestety w większości państw w tej części świata bandziorów jest sporo.
    A tzw. obrońcy praw człowieka, niech się lepiej pozamykają. Gadanie, że bieda i nierówność społeczna jest przyczyną przestępczości jest obrzydliwym lewicowym kłamstwem. Hipokryzyjną próbą usprawiedliwiania korupcji, nieudolności, a często wręcz świadomego politycznego wykorzystywania przestępczości (vide Argentyna, gdzie Kirchnerowie stali się mistrzami ochranianiu pewnych, wykorzystywanych od czasu do czasu do mokrej roboty, grup przestępczych).
    Gdyby było tak jak twierdzi Amnesty, to w Azji gdzie ubóstwo i różnice społeczne są znacznie większe niz w Ameryce Łacińskiej, przestępczość powinna być dramatyczna. A nie jest. Gdyby było tak jak twierdzi Amnesty to prezydentowi Uribe nie dałoby się w tak krótkim czasie rozprawić z bandytyzmem w Kolumbii. Tymczasem się to udało i to wcale nie dlatego, że skończył się problem z biedą.
    A co z Wenezuelą? Przecież ten pajac Chavez twierdzi, że odkąd on rządzi żyje się ludziom coraz lepiej. Tylko, że nic nie rośnie tak szybko w tym jego socjalistycznym raju, jak przestępczość właśnie.

    Odpowiedz
  3. Chavez-ultras  06/12/2010 o 12:22

    Świetny artykuł, gratuluję Autorce.

    Odpowiedz
  4. Polones  12/12/2010 o 01:28

    Tropa de elite, osso duro de roer
    Pega um pega geral, também vai pegar você

    http://www.youtube.com/watch?v=ajRMjErXIS8&feature=player_embedded

    Odpowiedz
  5. Polones  12/12/2010 o 01:35

    http://4.bp.blogspot.com/_DUzIjOJiZI4/TPV8y_0beeI/AAAAAAAAAks/j20cYdfuuPs/s1600/DROGA-numeros-size-460.jpg

    Bilans akcji (skonfiskowano):

    135 karabinów maszynowych
    33 tony marihuany
    235 kg kokainy
    27 kg cracku

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.