Evo się ugiął, gasolinazo cofnięte


Boliwijski prezydent Evo Morales ugiął się wobec skali protestów przeciw dekretowi drastycznie podwyższającemu ceny paliw. Na kilka godzin przed Nowym Rokiem obwieścił, że wycofuje się z gasolinazo. Ale też ze wszystkich innych, toważyszących mu, obietnic i zobowiązań.

Nowy Rok przyniósł Boliwii spokój. Blokowane od kilku dni w całym kraju drogi są ponownie przejezdne, na ulice miast powróciły autobusy, inne wyruszyły na międzmiejskie trasy. A w stacjach benzynowych litr normalnej, czy diesla ponownie kosztuje niewiele ponad pół dolara. Ta zmiana, to efekt ogłoszonego przez prezydenta Evo Moralesa, niecałe trzy godziny przed końcem 2010 roku, odwołania dekretu znoszącego państwowe subsydia do paliw.

Przyrzekłem rządzić słuchając ludu. Wysłuchałem więc i zrozumiałem moich towarzyszy, którzy mi mówili, że podwyżka paliw jest ważna i niezbędna, ale przeprowadzona niewłaściwie. Dlatego, kierując się zasadą słuchania ludu, postanowiłem dzisiaj anulować dekret nr. 748, oraz wszystkie dekrety, które mu towarzyszyły.– oznajmił prezydent Boliwii w specjalnym telewizyjnym wystąpieniu.

protesty przeciw podwyżce cen paliw w El Alto (fot: Talita Oliveira)

Nie da się ukryć, że tym razem głos ludu był gniewny i donośny. Już następnego dnia po zadekretowaniu, 26 grudnia, gasolinazo, czyli drastycznej podwyżki cen paliw, cały kraj został sparaliżowany przez strajki, protesty i uliczne blokady. Na ulice wyszli nawet przedstawiciele organizacji uważanych do tej pory za sojuszników rządzącej koalicji. Po raz pierwszy odkąd, prawie 5 lat temu, Evo Morales przejął władzę, podczas demonstracji w regionach uważanych za bastiony poparcia wobec pierwszego w historii kraju indiańskiego prezydenta, słychać było okrzyki wzywające go do dymisji. Zdarzały się nawet przypadki demolowania lokali prezydenckiej partii MAS, czy siedzib władz państwowych.

Evo Morales próbował załagodzić sytuację ogłaszając w ostatnich dniach szereg podwyżek wynagrodzeń w budżetówce, oraz udogodnień dla producentów rolniczych. Wszystko jednak bez skutku – protesty z dnia na dzień się nasilały. A na najbliższy poniedziałek górnicy, uważani dotąd za bezwarunkowych sojuszników prezydenta, zapowiedzieli rozpoczęcie marszu gwiaździstego w stronę La Paz.

I w sumie trudno sie dziwić – podwyżka była naprawdę drastyczna – i, co więcej, pociągnęła za sobą szereg innych. Np. cena pieczywa w Boliwii wzrosła w ostatnich dniach o 75 proc., a transportu publicznego o prawie 80 proc.

Wszystko będzie tak jak wcześniej. Wszystkie ceny ponownie spadną– uspokajał wczoraj prezydent. Równocześnie zastrzegł jednak, że podwyżka cen nie była błędem i – wcześniej czy później – Boliwia będzie musiała przez nią przejść. –Wiem, że to będzie duży cios, ale musimy kiedyś zatrzymać ten krwotok – stwierdził, nawiązując do potężnego przemytu subsydiowanych boliwijskich paliw do państw ościennych: Peru, Brazylii, Argentyny i Chile.

Evo Morales sprecyzował też, że wraz anulowaniem dekretu o podwyżce cen, unieważnione też zostały wszystkie towarzyszące mu decyzje osłonowe: o podwyżce minimalnych wynagrodzeń, o większych pensjach w budżetówce, o zamrożeniu cen prądu, wody i telefonicznych połączeń, etc.

Wiele wskazuje jednak na to, że – wbrew zapewnień prezydent Moralesa – Boliwia, mimo anulowania gasolinazo, nie będzie już taka sama. Np. piekarze już obwieścili, że choć ceny – oczywiście – obniżą, to na pewno nie wrócą one do poziomu sprzed feralnego dekretu. –Wtedy były zbyt niskie– tłumaczy szef ich związku zawodowego. Inne grupy, jak chociażby nauczyciele, zapowiedzieli że pójdą za ciosem i będą domagać sie polepszenia płac i warunków pracy.

Najważniejsza zmiana nastąpiła jednak w sferze politycznej. Charyzmatyczny Evo Morales, do tej pory pewny masowego ludowego poparcia, przekonał się że kredyt sympatii ma jednak swoje granice. Przypomniał sobie, że Boliwijczycy łatwo się burza i chętnie wychodzą na ulicę protestować przeciw rządzącym. A on, były związkowy lider, stojący onegdaj na czele społecznych protestów, które doprowadziły do dymisji dwóch jego poprzedników (Gonzalo Sánchez de Losada w 2003 r. i Carlos Mesa w 2005 r.), znajduje się teraz po drugiej stronie barykady.

To pierwsza poważna polityczna porażka Evo Moralesa. Poważna przede wszystkim dlatego, że największe protesty wybuchły w miejscach uważanych dotąd za jego polityczne mateczniki, jak chociażby El Alto. Prezydent stał się ofiarą swego własnego populistycznego dyskursu, że robi jedynie to, czego rządają jego bazy– stwierdził w rozmowie z serwisem tierralatina.pl boliwijski politolog Carlos Cordero Carrafa.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

2 reakcje na "Evo się ugiął, gasolinazo cofnięte"

  1. majer  12/02/2011 o 19:34

    so.pwn.pl – naprawdę polecam często tam zaglądać

    Odpowiedz
    • tierralatina.pl  12/02/2011 o 20:13

      Dziękujemy towarzyszu, dziękujemy za radę. Już skorzystaliśmy i juz poprawiliśmy… 😉

      Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.