Jak zginął Salvador Allende?


Chilijski sędzia śledczy Mario Carroza poinformował, że rozpocznie śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci Salvadora Allende. Jego znaniem najwyższy czas oficjalnie potwierdzić, czy rzeczywiście popełnił on samobójstwo.

Moje śledztwo nie oznacza automatycznie, że mam wątpliwości co do powszechnie przyjętej wersji wydarzeń, które doprowadziły do śmierci prezydenta Allende. Po prostu uważam, że władza sądownicza ma obowiązek wyjaśnić, wszystko to co nie zostało jeszcze oficjalnie wyjaśnione.To bardzo odpowiedzialne zadanie. – wyjaśnił sędzia Carroza, który od czerwca ubiegłego roku nadzoruje wszystkie nowe śledztwa związane z łamaniem praw człowieka w okresie dyktatorskich rządów gen. Augusto Pinocheta.

Śmierć byłego prezydenta znalazła się na przekazanej w tym tygodniu sędziemu Carrozie liście 726 niewyjaśnionych jeszcze oficjalnie spraw, którą sporządziła badająca ten okres prokurator Beatriz Pedrals. –Państwo prawa ma obowiązek uciąc wszelkie spekulacje dotyczące każdej śmierci. Nie wystarcza powiedzieć, że dana osoba zginęła, a inna zaginęła – koniecznie trzeba zawsze próbować ustalić jak i dlaczego do tego doszło. Niektóre śledztwa pewnie nic nowego nam nie przyniosą, inne tak.– uważa Pedrals.

Salvador Allende, 29. prezydent Chile

Prezydent Salvador Allende zginął w prezydenckim pałacu La Moneda w Santiago de Chile 11 września 1973 roku, kilka godzin po rozpoczęciu wojskowego zamachu stanu pod dowództwem gen. Augusto Pinocheta. Powszechnie obecnie przyjęta wersja wydarzeń mówi, że widząc iż nie ma szansy na obronę bombardowanej przez lotnictwo prezydenckiej siedziby, oraz nie chcąc przyjąć ofereowanej przez armię możliwości opuszczenia kraju, rozkazał on swym współpracownikom poddanie się, pożegnał się z nimi, a następnie popełnił samobójstwo. Potwierdziły to później wszystkie obecne wówczas w pałacu osoby z najbliższego kręgu Allende, w tym jego asystentka, dwaj prezydenccy lekarze, oraz szef ochrony. Niektórzy z nich byli naocznymi świadkami samobójczego strzału.

Taką wersję podali też wówczas wojskowi, którzy dosłownie chwilę później wtargnęli do La Moneda. Ich komunikat precyzował, że Salvador Allende zabił się kałasznikowem podarowanym mu przez Fidela Castro, do którego przytwierdzona była złota płytka z wygrawerowaną dedykacją: „Mojemu dobremu przyjacielowi Salvadorowi, który innymi środkami dąży do tych samych celów, od Fidela”.

prezydencki pałac La Moneda bombardowany przez puczystów

Samobójczej śmierci nie kwestionuje też najbliższa rodzina byłego prezydenta. –Nie ma żadnego elementu abym mogła wątpić w taką wersję wydarzeń– wielokrotnie powtarzała jego córka Isabel Allende, socjalistyczna polityk zasiadająca obecnie w chilijskim Parlamencie. –Mój ojciec jasno przecież powiedział, że nie wyjdzie żywy z pałacu La Moneda. Zmarł z własnej woli i uważał to za akt godności – chciał w ten sposób podkreślić, że konstytucynie wybrani prezydenci do samego końca sprawują powierzone im funkcje. Nie chciał być prezydentem uciekającym z kraju. Własnym życiem zapłacił swą lojalność wobec ludzi pracy– wyjaśnia.

I rzeczywiście chilijski prezydent  zapowiedział swoją śmierć w trakcie wygłoszonej już w trakcie puczu, na falach Radia Magellanes, pożegnalnej odezwy do narodu:

Moi przyjaciele!

To na pewno ostatnia okazja aby się do was zwrócić. Lotnictwo już zbombardowało przekaźniki Radia Portales i Radia Corporación.

Moje słowa nie zawierają goryczy, lecz zawód. I będą moralnym potępieniem tych, którzy złamali złożoną przysięgę… chilijskich żołnierzy, tytularnych dowódców sił zbrojnych, admirała Merino, który sam się mianował. I jeszcze pana Mendozę – służalczego generała, który jeszcze wczoraj zapewniał o swojej wierności i lojalności wobec rządu, a dzisiaj też sam mianował się szefem Carabiñeros.

Wobec tych wydarzeń wypada mi tylko powiedzieć: Nie ustąpię! Znalazłwszy się w momencie historycznej przemiany życiem zapłacę moją lojalność wobec ludu. I mówię wam, iż jestem pewny, że nasienie które zasiewamy w dumnej świadomości tysięcy Chilijczyków, nigdy nie zostanie do końca wyrwane…

Oni mają siłe, będą mogli nas sobie podporządkować, ale procesów społecznych nie zatrzyma ani zbrodnia… ani ta siła! Historia należy do nas i to lud ją tworzy!

Ludzie pracy mej ojczyzny! Chcę wam podziękować za lojalność, którą zawsze się wykazywaliście, za zaufanie którym obdarzyliście człowieka, będącym jedynie aktorem wielkich pragnień sprawiedliwości, który zobowiązał się do przestrzegania Konstytucji i prawa, i tego dotrzymał.

W tym końcowym momencie, ostatnim w którym mogę do was mówić, pragnę abyście zapamiętali tą lekcję. Obcy kapitał, imperializm, połączone z reakcjonizmem, stworzyły klimat w którym Siły Zbrojne zerwały ze swą tradycją, tą której nauczał Schneider i którą potwierdził komendant Araya, zanim oboje stali się ofiarami tego samego sektora społecznego, który dzisiaj w swych domach czeka, aby z pomocą obcej ręki odzyskać władzę i móc dalej bronić swych ziemskich majątków i przywilejów.

Zwracam się, przede wszystkim, do skromnej wiejskiej kobiety, do chłopki która w nas uwierzyła, do robotnicy która więcej pracowała, do matki która zrozumiała naszą troskę o dzieci. Zwracam się do wykształconych Chilijczyków, do wykształconych patriotów, do tych którzy jeszcze kilka dni temu przeciwwstawiali się buntowi sponsorowanemu przez korporacje zawodowe, te klasowe organizacje broniące między innymi przywilejów jakie kapitalistyczne społeczeństwo daje niewielu.

Zwracam się do młodzieży, do tych którzy śpiewali, którzy dali nam swą radość i ducha walki. Zwracam się do mężczyzn Chile, do robotników, do chłopów, do intelektualistów, do tych którzy będą prześladowani… bo w naszym kraju faszyzm pojawił się już wiele godzin temu: w zamachach terrorystycznych, w wysadzeniach mostów, w przerwaniu linii kolejowej, w niszczeniu ropociągów i gazociągów. A wszystko przy milczeniu tych, których obowiązkiem było przeciwdziałanie temu. Oni już byli w to zamieszani. Historia ich osądzi.

Z pewnością Radio Magellanes zostanie uciszone i nie dotrze do was spokojny tembr mojego głosu. Ale to nie ważne, bo nadal będziecie go słyszeć. Zawsze będę z wami. Pozostanie po mnie przynajmniej wspomnienie godnego człowieka, który był lojalny wobec lojalności  ludzi pracy.

Lud musi się bronić, ale nie poświęcać. Lud nie może dać się zniszczyć, ani poszatkować, ale też nie może dać się poniżać.

Ludzie pracy mej ojczyzny: wierzę w Chile i jego przyszłość. Inni ludzie przezwyciężą ten szary i gorzki moment, w którym zdrada próbuje nas przytłoczyć. Trwajcie pamiętając, że wcześniej niż później, ponownie otwarte zostaną aleje, po których przejdze wolny człowiek, aby budować lepsze społeczeństwo.

Niech żyje Chile! Niech żyje lud! Niech żyją ludzie pracy!

To są moje ostatnie słowa i jestem pewien, że moje poświęcenie nie pójdzie na marne. Jestem pewnien, że przynajmniej będzie moralną karą dla zbrodni, tchórzostwa i zdrady!

Mimo to, przez długie lata znaczna część chilijskiej lewicy kategorycznie odrzucała informację o samobójstwie Allende, twierdząc że to bezczelna propaganda wojskowej dyktatury. Wierzyła w romantyczno-martyrologiczny mit lewicowego bohatera, który walczył o demokrację i socjalizm do ostatniej kropli krwi. Tymczasem autorem tej wersji był nikt inny jak dość oddalony od miejsca wydarzeń… Fidel Castro. Kubański przywódca 28 września 1973 roku, zwracając się do blisko miliona Kubańczyków zgromadzonych na Placu Rewolucji w Hawanie,  opowiedział drżącym głosem chwytającą za sercę historię przyjaciela-prezydenta, zgładzonego w chwili gdy owinięty w chilijską flagę i uzbrojony w podarowanego mu wcześniej kałasznikowa, stojąc na dachu pałacu prezydenckiego,  bohatersko odpierał atak zdradzieckiej armii…

I to właśnie ta castrowska wersja zdarzań była też przez lata jedyną powtarzaną przez oficjalne media w obozie państw pozostających pod sowiecką dominacją (RWPG). Nawet jeszcze w drugiej połowie lat 80-tych, gdy przebywający na wyganiu w NRD Clodomiro Almeyda, jeden z politycznych chilijskiej liderów emigracji w Europie, próbował – podczas wywiadu z Echem Moskwy – powiedzieć, że Allende popełnił samobójstwo, transmitowana na żywo rozmowa została natychmiast przerwana.

Trudno się więc w sumie dziwić, że  choć jest już ich coraz mniej, to wciąż istnieją lewicowi radykałowie broniący idei, że były prezydent się nie zabił, lecz został zgładzony przez pinochetowskich siepaczy. Kurczowo trzymają się kontrowersyjnych tez wyrażanych przez kilku historyków i lekarzy sądowych, twierdzących że w opisach świadków mówiących o samobójstwie prezydenta są sprzeczności.

Zresztą po przeciwnej stronie politycznej areny też niektórzy mają wątpliwości – wciąż istnieją zażarci antykomunistyczni działacze nie mający wątpliwości, że Allende rzeczywiście został zabity, ale przez… kubańskich agentów, którymi był otoczony.

Isabel Allende ma nadzieję, że zapowiedziane śledztwo raz na zawsze przetnie wszelkie spiskowe teorie. Cieszy się, że sędzia Carroza zapowiadział, iż formalnie przesłucha wszystkich żyjących jeszcze świadków wydarzeń z 11 września 1973 roku, a jeśli będzie trzeba, to zwróci się o możliwość przeprowadzenia ekshumacji zwłok byłego prezydenta. –Będzie to siłą rzeczy bolesne dla naszej rodziny, ale na pewno nie będziemy się temu przeciwstawiać. I to mimo, że jestem głęboko przekonana iż niczego nowego się nie dowiemy. Sama wiele razy przecież rozmawiałam z osobami, które były wówczas z moim ojcem, uczestniczyłam też w 1990 roku w ekshumacji i sekcji, które towarzyszyły przeniesieniu resztek mojego ojca z anonimowej mogiły w Viña del Mar, do grobowca na głównym cmentarzu Santiago de Chile. Wiem co wówczas widziałam– tłumaczy córka byłego prezydenta.

Mam nadzieję, że śledztwa sędziego Carrozy, to dotyczące mojego ojca i te związane z innymi nie wyjaśnionymi jeszcze sprawami okresu dyktatury, zamkną pewien cykl w historii Chile. Historii z której w sumie jestem dumna, bowiem w krótkim czasie potrafiliśmy jako naród rozliczyć się z naszą bolesną przeszłością. W ciągu zaledwie dwóch dekad, udało się przejść z sytuacji w której udawaliśmy, że nic się nie stało i nikt niczemu nie jest winien, a Pinochet choć już nie sprawujący władzy, cieszył się immunitetem i odbierał honory, do postawienia przed sądem osób odpowiedzialnych za popełnione zbrodnie.– uważa Isabel Allende.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

10 reakcji na "Jak zginął Salvador Allende?"

  1. jożin  31/01/2011 o 18:17

    niestety w Chile wciąż jeszcze uważają tego zbrodniarza Allende za bohatera… nawet plakaty z nim można kupić… czy sam się rozwalił czy nie, niestety chyba tego nie zmieni…

    Odpowiedz
    • Maciej Jedynak  31/01/2011 o 19:49

      Rozumiem, że Ty wolisz wojskowy zamordyzm i mordercę Pinocheta? Nie martw się – w Chile plakaty z tym bandytą także są do nabycia.

      Odpowiedz
  2. jożin  31/01/2011 o 21:33

    A mnie się wydaje, że nie wypada w taki sposób imputować komuś stanowiska. Nie wszyscy widzą świat w schemacie czarny-biały.
    Zresztą może niepotrzebnie dziwię się latynosom, u nas przecież też były dyktator został ostatnio nobilitowany…

    Odpowiedz
    • Maciej Jedynak  31/01/2011 o 22:13

      Czyżbyś próbował porównywać polski stan wojenny i jego, szeroko licząc, 122 ofiary, z ponad 3000 zabitych i zaginionych w Chile podczas dyktatury Pinocheta? Gratuluje wyczucia.

      Odpowiedz
  3. jożin  31/01/2011 o 23:03

    ja przecież nic nie porównuję, przecież tu nie ma czego porównywać, dyktator to dyktator i będzie się smażył w piekle, nieważne ile ma ofiar na sumieniu. To chyba jasne…

    Odpowiedz
  4. bocajuniors.pl  31/01/2011 o 23:12

    Pytanie ile ofiar by zginęło gdyby w Chile na dobre zapanował komunistyczny raj na Kubie? Co do plakatów to nie ma się co dziwić, skoro ikoną popkultury jest Che, morderca i pedofil [‚]

    Odpowiedz
  5. niktważny  01/02/2011 o 13:45

    Akurat jeśli chodzi o pucz i poprzedzajacą go sytuację to mamy do czynienia z wyjątkowym pogmatwaniem z polataniem. Ani Pinochet nie był knującym spisek żołdakiem (nie przypadkiem Allende nie wspomina go w przemówieniu, prawdopodobnie był przekonanyże zginął lub został internowany) ani Allende nie usiłował wprowadzić komunizmu. Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem opisania tego co się działo, ale wrodzone lenistwo nie pozwala. W każdym razie znajdujące się od połowy 1972 roku w politycznej próżni Allende usiłował wybrnąć z sytuacji w którą zabrnął i stawić tamę komunizujacej części lewicy domagajacej się przekształcenia Chile w drugą Kubę jednocześnie wykluczając jakiekolwiek układy z prawicą, którą uważał za przyczynę wszelkich nieszczęść z kokluszem i gradobiciem włącznie. No i wymyślił coś, co dotychczas najwierniejszego z generałów (zdławił dwadzieścia dwie próby puczu!) zmobilizowało do przejścia na drugą stronę.

    Odpowiedz
  6. korkociag  13/02/2011 o 11:14

    1/ Jestem przekonany, ze Allende dostal czape od swoich KGBowskich mocodawcow, (a) za spapranie sprawy przejecia wladzy przez komuchow, (b) na wsiakoj pozarnyj sluczaj, zeby go uciszyc.
    2/ Pinochet nie zrobil zadnego puczu, przeciez dzialal na polecenie parlamentu, (czy tylko nizszej izby), szczegoly sa na Internecie, mozna to sprawdzic i poczytac odezwe parlamentu w trzech jezykach (hiszp, polskim i angielskim). Trzeba tylko chciec dociekac prawdy.
    3/ Te rzekome 3000 ofiar (ja czytalem 1700) to w ogromnej wiekszosci uzbrojeni po zeby milosnicy Fidela, ktorzy zaczeli mala wojne domowa i tu dopiero doszlo do tragedii, bo ze wszystkich wojen wlasnie domowa jest najkrwawsza, bo obie strony znaja teren i ludzi. W PL nie doszlo do takich strat, bo spoleczenstwo nie mialo doslownie skrzyn z bronia, jak to mieli allendowcy.
    4/ Fidel wykonczyl kilkadziesiat tysiecy i jest cacy, a bandyta Che pokazywany na plakatach. Juz za to nalezy sie komus dobrze po lbie (glupim).

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  13/02/2011 o 13:46

      Gadanie o spenianiu woli Parlamentu przez Pinocheta jest śmieszne. Ta odezwa na którą powołują się miłośnicy generała nie miała żadnej mocy prawnej. Przewrót Pinocheta był antykonstytucyjny, bezdyskusyjnie.

      Poza tym bandyci zdarzają się zarówno po prawej lak i lewej stronie. To, że Pinochet był bezlitosnym dyktatorem w niczym nie zmienia faktu, że Castro także jest bandytą. Niemniej, jakby nie patrzec, akurat w Ameryce Lacińskiej, znacznie więcej osób zginęło z rąk prawicowych prezydentów którzy władzę sobie wzięli gwałcąc demokrację. I najczęściej mieli na sobie mundury.

      Odpowiedz
  7. sad  18/12/2011 o 18:43

    Kato-prawica dalej wielbi morderców, ciekawe czemu nie chwalą nazistów którzy ukrywali się w Chile pod rządami tego terrorysty?

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.