Pod palmami w Dolinie Cocora


Mamy jechać do jakiejś doliny żeby obejrzeć palmy??? Palmy to ja widziałem na Karaibach!!! – tyle Jarek. Dodał jeszcze, że raczej powinniśmy zostać dłużej w Medellin, bo to przecież najnowocześniejsze miasto w Kolumbii i na pewno są tam „super rzeczy do oglądania”. Na to Bett odrzekła, że ani chwili dłużej nie wytrzyma w tym hałaśliwym molochu i zagroziła, że jak zaraz nie pojedziemy tam gdzie zielono, cicho i pięknie to ona zabiera przejściówkę i możemy sobie ładować te nasze baterie do cyfrówek na słońcu! Jarek zaryzykował i został (nie wiem, czy znalazł w Medellin jakiś sklep z akcesoriami elektrycznymi…). Ja jednak, razem z Bett, wsiadłam do pierwszego porannego autobusu w kierunku Valle de Cocora.

Miejscem wypadowym do Doliny Cocora jest Salento. To malutkie miasteczko, ze zgrabnym rynkiem i niezwykle kolorowymi kamieniczkami wokół, leży pół godziny drogi busem od Armenii – stolicy regionu Zona Cafetera. I jak sama nazwa wskazuje koniecznie powinni wybrać się tam wszyscy miłośnicy prawdziwej kolumbijskiej kawy.

Najpopularniejszy Przewodnik na Świecie (którego nazwy specjalnie nie wymienię, bo i tak jest już wystarczająco sławny) rekomenduje kilka hosteli w Salento. Jednak Bett uparła się, by nocować w hacjendzie La Serrana (w Przewodniku jej nie ma, jeszcze…). Na moje pytanie dlaczego tam, stwierdziła z lekkością: –bo mają ładną wizytówkę-. I wyjęła mocno już sfatygowany kwadracik z kieszeni. Bett jest graphic designerem i założyła, że skoro ktoś zadbał o ciekawe logo i wygląd czegoś tak zwykłego, jak wizytówka, to na pewno można spodziewać się czegoś równie obiecującego na miejscu. Miała rację, choć po drodze wątpiłam w jej wybór, bo okazało się, iż La Serrana leży jakieś 20 min marszu za miasteczkiem, co przy dwóch plecakach (podręcznym i głównym) robiło różnicę…

Zwiedzanie Salento warto zacząć od wspinaczki na punkt widokowy Alto de la Cruz. Nie było to łatwe, gdyż droga do niego wiedzie przez Calle Real, czyli Ulicę Królewską pełną sklepików z pamiątkami (artesanias), które są tak kolorowe, że przejść obojętnie obok nich nie sposób. Z góry rozciąga się wspaniały widok na pasmo Los Nevados, okoliczne wioski i plantacje kawy. Wiele z nich można zwiedzać za drobną opłatą. W cenie jest oczywiście degustacja. Można też kupić kawę od właścicieli plantacji, w ziarnach lub mieloną, w 100% eco! Smak i zapach niezapomniane! My wybrałyśmy się na plantację El Ocaso, około godziny marszu z Salento, na szczęście z górki. W drodze powrotnej warto jednak złapać „taksówkę”, czyli kursujące pomiędzy miasteczkami jeepy.

Do Doliny Cocora wybrałyśmy się następnego dnia. Pobudka o piątej rano, niestety… Pierwsze jeepy w kierunku osady Cocora odjeżdżają z rynku o 6.00 rano i warto się na nie załapać, bo im później tym pogoda mniej pewna. Wbrew pozorom najlepsze miejsca wcale nie są w środku auta, ale na zewnątrz na tylnym zderzaku. Droga jest kręta i wyboista, więc trzeba się mocno trzymać, ale widoki olśniewające!

Szlak do Valle de Cocora zaczyna się tuż za ostatnim przystankiem, za szlabanem, w prawo, i wiedzie wzdłuż rzeki i soczyście zielonych pastwisk z dalmatyńczykowatymi krowami. Pierwsza część trasy prowadzi właśnie doliną. My miałyśmy trochę pecha z pogodą. Deszcze padające codziennie od kilku tygodni zamieniły piaszczystą ścieżkę w błotniste bagienko sięgające miejscami do kolan (sprawdziłyśmy, niestety…).

Dolina Cocora

Charakterystyczne dla Valle de Cocora palmy woskowe (Ceroxylon quindiuense) są nie tylko najwyższymi palmami świata. To także narodowe drzewo Kolumbii.

Momentami zamiast podziwiać widoki, walczyłyśmy o przeżycie balansując na krawędzi pastwiska i łapiąc się drutów kolczastych, żeby przesunąć się choć kawałek dalej i nie utonąć w tym błocie… Z ulgą (chwilową) weszłyśmy do lasu, by zaraz przekonać się, że szlak co rusz przecina rwącą rzekę, a poukładanym na niej mostkom z kamieni i desek nie zawsze można ufać…

Dolina CocoraW połowie drogi znajduje się urokliwe gospodarstwo „La Montana”, z którego rozciągają się cudowne widoki na całą dolinę: smukłe palmy woskowe, dochodzące do 60 metrów wysokości, rosnące samotnie lub w grupkach na nieprzyzwoicie zielonych stokach lub wystające ponad las tak, jakby był on jakimś zaroślem ledwie.

Mgły, które tego dnia postanowiły bawić się z nami w chowanego, tylko potęgowały to wrażenie. Czasem nie było bowiem widać stoku, tylko pióropusze palm kołysały się na tle nieba jakby zawieszone w powietrzu. Droga powrotna do Cocora wiedzie w dół. Po lewej stronie podziwia się dolinę, którą przemierzało się jakieś półtorej godziny wcześniej, po prawej gęsty las z najbardziej osobliwymi kwiatami, drzewami i poroślami, jakie tylko można spotkać w Ameryce Południowej.

A przy końcu szlaku odsłania się dokładnie taki obrazek, jak na zdjęciu autorstwa Krzysztofa Dydyńskiego we wspomnianym wcześniej Przewodniku:

© fot. Krzysztof Dydyński

To właśnie to zdjęcie początkowo przekonało mnie, żeby koniecznie pojechać do Cocora, a nie siedzieć w gwarnym Medellin. A to co zobaczyłam na żywo sprawiło, że chcę jeszcze kiedyś tam wrócić. Jak będzie lepsza pogoda ;).

Warto wiedzieć:

  • przed wyruszeniem do doliny popytajcie jeszcze w mieście jaka pogoda była ostatnio, bo jeśli przez dłuższy czas padało, to radzę wypożyczyć gumowce (praktycznie każdy hostel dysponuje kilkoma parami, więc coś się powinno nadać).
  • warto wcześniej zarezerwować nocleg w tych popularnych hostelach – Salento to bardzo turystyczna miejscowość praktycznie przez cały rok, więc może się okazać, że tam, gdzie zaplanowaliście spać, może już nie być wolnych miejsc.
  • w każdym niemal hostelu są specjalne schowki, tylko trzeba mieć własną kłódkę; warto zostawić tam dokumenty i inne cenne rzeczy, szczególnie jeśli idzie się na trekking.

Tekst i zdjęcia (poza ostatnim): Monika Bębnowska – konsultant z wyboru, podróżnik z zamiłowania. Z mocnym skrzywieniem na Amerykę Południową.

Prześlij dalej:

5 reakcji na "Pod palmami w Dolinie Cocora"

  1. Ania  20/01/2011 o 23:47

    Nie mogę uwierzyć, że byłam tak blisko tego miejsca nawet o nim nie wiedząc. Następnym razem na pewno sie wybiorę. Tylko te jeepy… polega to na łapaniu stopa czy one jakoś regularnie kursują? 🙂

    Odpowiedz
    • mona_pola  21/01/2011 o 17:05

      kursują w miarę regularnie – o 6.00 jest ich na rynku kilka, jak się zbierze komplet, to jeep rusza, a z powrotem są też ustalone godziny z Cocory, ale łapanie go na stopa też jest frajdą 😉

      Odpowiedz
  2. Konrad  18/02/2011 o 11:46

    To samo miejsce, ale inny opis na moim blogu:
    http://empezo-en-hamburgo.blogspot.com/2010/08/salento.html
    Zapraszam, jest też sporo zdjęć do obejrzenia w galerii.

    Odpowiedz
  3. Pawel  16/06/2011 o 15:22

    W Salento jest mase hotelikow, kwater prywatnych i innych miejsc do mieszkania wiec nie przesadzalbym, z ta rezerwacja z wyprzedzeniem. Szczegolnie, ze najfajniesze i najtansze miejsca nie sa wymienione w zadnych przewodnikach ani w internecie.
    Moje wrazenia z doliny:
    http://wkolko.blogspot.com/2011/05/sroda-palmowa.html

    Odpowiedz
  4. Piotr  19/06/2015 o 02:39

    Witam. Ile kosztuje przejażdżka jeepem po terenie doliny?

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.