Szukają Polaka na Aconcagui


Argentyńskie górskie służby ratunkowe wciąż szukają polskiego turystę, który w minioną sobotę zaginął podczas zejścia z Aconcagui, najwyższego szczytu Ameryk.

Dojście do Canalety, 6600 m n.p.m. (fot: John Biggar)

Zaginiony, pochodzący z Podbeskidzia 39-letni Leszek Bednarz, wchodził w skład trzyosobowej grupy Polaków, która w minioną sobotę, mimo bardzo trudnych warunków klimatycznych, zdobyła Aconcaguę (6962 m n.p.m.), najwyższy szczyt Andów. Sytuacja skomplikowała się podczas zejścia, już po zapadnięciu zmroku. Padał wówczas śnieg, a wiatr wiał z prędkością przekraczającą 70 km/h. Polacy stracili kontakt ze swym kolegą podczas zejścia słynną Canaletą, bardzo stromym, usypującym się, podszczytowym odcinkiem, jednym z najtrudniejszych fragmentów klasycznej drogi na szczyt. –Leszek szedł jako ostatni. Odwróciliśmy się i nagle go nie było– powiedzieli, gdy – po północy – dotarli w końcu do posterunku ratowniczego znajdującego się na wysokości 5570 m n.p.m.

Z powodu złej pogody i toczących się już innych akcji ratunkowych, ratownicy nie mogli natychmiast wyruszyć na poszukiwania Polaka. We wtorek jednak, gdy chwilowo się przejaśniło, ratowniczy śmigłowiec przeleciał nad wszystkimi potencjalnymi miejscami biwakowymi, oraz trasami zejścia. –Niestety nigdzie nie znaleźliśmy najmniejszego śladu po polskim turyście – powiedział serwisowi tierralatina.pl David Spinelli, szef ratowników w Mendozie.

Ratownicy nie kryją jednak, że szanse na znalezienie Polaka żywego są już bardzo, bardzo małe. Wokół masywu Aconcagua wciąż panuje bardzo zła pogoda – wieją silne wiatry, w wyższych partiach często pada śnieg, a temperatury po zmierzchu spadają poniżej -30 stopni. Tylko w trakcie minionego weekendu próbę wejścia na szczyt dwie osoby opłaciły życiem – w obozie Berlin (5940 m n.p.m.) zmarł z wycieńczenia 38-letni Czech, a 500 metrów od szczytu 68-letni Australijczyk.

W tej chwili mamy na terenie Parku około 500 osób z permitami zezwalającymi na zdobywanie Aconcagui. I choć ostrzegamy, że pogoda jest bardzo zła to, niestety, wiele osób ignoruje te ostrzeżenia i próbuje, mimo wszystko, iść do góry– dodał David Spinelli. Ratownicy z Mendozy obawiają się, że aktualny sezon może się zakończyć rekordowo tragicznym bilansem. Odkąd, w latach 90-tych minionego wieku, zaczęto prowadzić dokładne statystyki, najgorszy był sezon 2008/2009: ratownicy przeprowadzili wówczas aż 280 akcji ratunkowych, a w masywie zginęło 7 osób.

W aktualnym sezonie, który kończy sie dopiero z końcem marca, akcji ratunkowych było już ponad 200 (w tym ta, która pomogła w zejściu członkom polskiej Richter Expedition – Aconcagua 2011), a zginęło 5 osób. Polak wciąż jest oficjalnie uznawany za zaginionego.

Dwójka towarzyszy Leszka Bednarza, po ustabilizowaniu ich stanu przez lekarzy pełniących dyżury w bazie pod Aconcaguą, została przetransportowana do szpitala w Mendozie. Jeden z nich cierpi na poważne, wymagające częściowych amputacji, odmrożenia rąk i stóp.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

42 reakcje na "Szukają Polaka na Aconcagui"

  1. obserwator  17/02/2011 o 12:40

    Szkoda człowieka. Nawet jeśli to wygląda, takie wychodzenie na szczyt przy złej pogodzie, na szukanie guza na siłę. Ech ta nasza „ułańska fantazja”…

    Odpowiedz
    • BsAs  17/02/2011 o 14:41

      Ja uważam, że nie powinni go wcale szukać. Poszli w góry przy złej pogodzie, mieli zły timing (po zapadnięciu zmroku powinni być już w obozie, a nie pod szczytem) – sami prosili się o kłopoty. I jeszcze, zgodnie z tym co pisze argentyńska prasa, nie znali hiszpańskiego, a angielski bardzo słabiutko – ratownicy mieli ponoć spore problemy w porozumieniu sie z tymi co prosili o pomoc dla kolegi. Nieodpowiedzialność i bezmyślność. Ot co.

      Odpowiedz
      • wallygator  20/02/2011 o 15:34

        Byłeś widziałeś. Dobrze się siedzi i gada. A nie słucha człowieka który to przeżył. Mój brat wrócił, był jednym z tych Trzech. Akurat tylko tych trzech Polaków chciało pomagać Australijczykowi, bo jego grupa go zostawiła. Dlatego zastała ich noc bo pomagali komuś walczyć o życie!
        A tobie żyjącemu w wirtualnym życiu życzę szczęścia.

        Odpowiedz
        • górołaz  20/02/2011 o 16:44

          Wybacz, ale to jest średnie tłumaczenie. Sam chodzę po górach. I tych mniejszych i tych wyższych i na Aconcagua też byłem. Zdarzyło mi się wielokrotnie pomagać innym, a nawet uczestniczyć w zorganizowanych akcjach ratunkowych.
          Pomoc jest zawsze chwalebna. Ale trzeba też zawsze pamiętać o sobie. I umieć wycofać się w odpowiednim momencie. Żeby właśnie nie było takich systuacji – że pomogliście Australijczykowi (a może i nawet nie pomogliście, bo jakiś Australijczyk przecież zginął wtedy), ale stracilicie kolegę. Moja dupa najważniejsza – to podstawowowa zasada.
          Niemniej współczuję bardzo.

          Odpowiedz
  2. Pingback: Zakażą Aconcagui przy złej pogodzie? | tierralatina.pl

  3. Krzysiek  19/02/2011 o 10:25

    BsAs – gowno wiesz a komentujesz odmrozony bartek zna perfekt jezyk angielski !!!! Jak mozna pisac takie bzdury , Leszek niestety musze napisac w czasie przeszlym to byl moj przyjaciel !!!!:( Jestem w jego domu rodzinnym , matka odchodzi od zmyslow a tu taka podlosc jak mozesz !!!!!

    Odpowiedz
    • górołaz  19/02/2011 o 15:12

      Wybacz, ale to że zna perfekt język angielski, w takiej sytuacji, ich tylko obciąża. Bo oznacza, że musieli doskonale zrozumieć ostrzeżenia o złej pogodzie i świadomie je zignorowali. Zresztą schodzenie ze szczytu już po zmroku też świadczy o braku wyobraźni/nieodpowiedzialności.
      Współczuję bardzo Tobie i wszystkim bliskim nieżyjącyego. Niemniej powinieneś się tak tu zaparzać i pisać o jakichś „podłościach”. Twój smutek i ból nie może być przeszkodą do nazywania rzeczy po imieniu. Nie ma się co oszukiwać – zdecydowana większość górskich wypadków to efekt brawury/głupoty/nieodpowiedzialności. I wygląda na to, że tak też było i tym razem.

      Odpowiedz
  4. Krzysiek  19/02/2011 o 18:32

    Wybacz , odnioslem sie raczej tylko do stwierdzenia ” Ja uważam, że nie powinni go wcale szukać” …ciekawe jakby Wasz bliski znajomy /rodzina byl w tej syt , czy rowniez padlyby takie slowa …Choc sadze , ze nie czas i nie miejsce na slowne potyczki …Leszka juz z nami nie ma ..Zawsze powtarzal , ze zginac mozna na przejsciu dla pieszych , a gory to bylo to co kochal …

    Odpowiedz
    • Kret  20/02/2011 o 10:52

      Witam,
      Wasze komentarze są nie na miejscu. Jestem jednym z uczestników. To co pisze prasa mija sie z prawdą. Bylem z ratownikami cały czas w kontakcie. Akcja nie została przeprowadzona perfekcyjnie (macie złudne wizje co do akcji na tamtym kontynencie). Schodziliśmy ze szczytu po ciemku bo ratowałem Australijczyka a nie dla tego ze nam sie wydawało że jesteśmy mistrzami świata. Gdyby nie nasza pomoc Australijczykowi to na pewno zdążylibyśmy do obozu. Byliśmy przygotowani na biwak na śniegu (śpiwory, płachty biwakowe etc). Proszę o powściągliwość co do komentarzy ponieważ na Ance jest przekonanie że twoja dupa twój problem. Jeżeli masz choć odrobinę etyki górskiej w sobie to płacisz za to życiem w takiej sytuacji.

      Co do komunikacji znam dobrze język angielski i nie pochwalam twojego ferowania wyroków BsAs. Jeżeli opierasz swoje wizje tylko na prasie to gratulacje twojej inteligencji. Nie wszystko prawdą jest co pisze prasa!
      Pozdrawiam zaginionych!
      Kret

      proszę o kontakt autora artykułu

      Odpowiedz
      • górołaz  20/02/2011 o 16:53

        Kontynent, IMHO, nie ma tu nic do rzeczy. Powyżej 6000 metrów po prostu nigdy nie będzie „perfekcyjnej akcji ratunkowej”. Zwłaszcza w złych warunkach atmosferycznych. Z dość zrozumiałych względów.
        Zaryzykowaliście wychodząc przy nienalepszej pogodzie, ponieśliście za to ryzyko bardzo wysoką cenę. Było warto?
        I żeby nie było, że oskarżam. W górach każdy odpowiada przed samym sobą. Nie powinno się więc mówić o innych (no chyba, że się idzie z przewodnikiem, ale to zupełnie inny temat). Sam wiele razy w górach ryzykowałem. Czasem świadomie, częściej ta świadomość przychodziła po fakcie. Mam już swoje lata, też straciłem kilku przyjaciół w górach. I gdy emocje opadły zawsze, analizując wszystko na zimno, wychodziło, że popełniliśmy błędy. Błędy, które były do uniknięcia.

        Odpowiedz
        • Kret  20/02/2011 o 19:45

          Miałem dużo czasu na przemyślenia. Błędów można by uniknąć. Stwierdzenie że atakowaliśmy przy złej pogodzie mija się z prawdą. W dniu ataku pogoda była dobra, zepsuła się ona dopiero w dniu następnym i gdyby nie biwak to nie byłoby sprawy. Masz rację po tych doświadczeniach wiem że moja dupa mój problem ale etyka wciąż zostaje.
          Z górskim
          Kret

          Odpowiedz
          • :(:(:  03/03/2011 o 08:29

            szkoda ze ta twoja etyka zawiodla:( ratowales australijczyka a tak latwo zostawilas swojego towarzysza wypraw gorskich żal:(

  5. jozin  22/02/2011 o 11:28

    Akcja ratunkowa się nie udała i oczernia się tu ludzi. Pewnie, gdyby udało się uratować tego Australiczyka, prasa wypowiadałaby się w zgoła odmiennym tonie.

    A tak…. żal… i to malkontenctwo, i te osoby jedną ręką oceniające zachowanie ludzkie w tak złożonej sytuacji, no to chyba nie jest takie proste. A pokażcie mi jednego alpinistę, który nigdy nie ryzykował. Udaje się komuś, to bohater, a jak nie – szaleniec…

    Zatem z szacunkiem do tych, co wykazali się szlachetnością:

    Chwała Bohaterom!

    Odpowiedz
  6. pseudonim anna  23/02/2011 o 20:09

    BsAs Twoja podłość nie zna granic, jestem koleżanką z pracy Leszka, to fantastyczmy kolega a ty podły czlowieku nic o nim nie wiesz wiec nie waż się wogóle go obrażac !!!!

    Odpowiedz
    • mala  23/02/2011 o 20:57

      żal tylko, że z tego świata odchodzą dobrzy ludzie a świnie pozostają i do tego mają sie dobrze ;(((

      Odpowiedz
  7. mala  23/02/2011 o 20:58

    nie obrażając świni

    Odpowiedz
    • BsAs  23/02/2011 o 22:03

      Litości dziewczyny. Nie sprowadzajcie dyskusji do takiego poziomu, bo naprawdę chwały swemu zmarłemu koledze tym nie przynosicie.
      Czy ja gdziekolwiek napisałem, że był złym człowiekiem? Czy w jakikolwiek sposób próbowałem go oceniać, jako osobę?
      OK, przyznaje że moja pierwsza wypowiedź była trochę niefortunna i mogła kogoś urazić. Jeśli tak się stało, to przepraszam. Nie taki był mój cel.

      Jednak Wasz ból po stracie bliskiej osoby nie powinien być przeszkodą do dyskusji o błędach jakie popełnili w górach nieżyjący i jego koledzy. Bo skoro wydarzyła się tragedia to błędy jakieś zostały popełnione. Rzeczowa o nich dyskusja jest jak najbardziej wskazana, bo może pomoże komuś kto też się wybiera w góry wyciągnąć odpowiednie wnioski.

      Bo na pisaniu tekstów w stylu „Chwała Bohaterom” refleksji z pewnością nie służy i przypomina trochę niektóre głosy padające w Polsce przy okazji śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku, o szarganiu opinii polskich pilotów i generałów. Ja osobiście bohaterstwa w śmierci turysty w górach nie widzę. Tak samo jak nie widzę bohaterstwa w próbie wylądowania samolotem z 90 pasażerami we mgle.

      Odpowiedz
      • tierralatina.pl  23/02/2011 o 22:07

        Bardzo prosimy o niemieszanie polskiej polityki do totalnie apolitycznego tematu. Wszelkie dalsze posty tego typu będziemy usuwać.

        Odpowiedz
  8. przyjaciólka  23/02/2011 o 21:49

    ..do tej pory nie moge otrząsnąc sie po tej tragicznej wiadomosci.. ;((
    Leszek byl moim przyjacielem. To czlowiek o wielkim sercu, zawsze pomocny, bezkonfliktowy, usmiechniety.. (i taki zostanie w moich myslach i sercu..)
    Nie umiem pogodzic sie z tym, ze odszedl.. wciaz czekam na raport smsa, ktorego do Niego wysłalam.. obawiam sie, ze on juz nigdy do mnie nie dojdzie..
    Leszku!!! Jesli mnie słyszysz pomachaj do mnie skrzydlami.. Skrzydlami Anioła -bo napewno nim byles i napewno nim jestes! (…) :* ;(((

    Odpowiedz
  9. mala  23/02/2011 o 22:49

    jak sam przyznałeś popełniłeś „gafę” – jeśli w tej sytuacji tak można to nazwać , nikt tu o nikim nie wypowiada sie bohater, ten człowiek miał pasję , realizował ją i był z tym szczęsliwy.
    nie oceniajmy ludzi po tym co zrobili, czy zle czy dobrze, bo tak naprawdę nikt z nas nie wie jak było i jak jest. Gdybanie jest moim zdaniem nie na miejscu kolego, bo tam nie byłeś i nie masz pojęcia.
    Zgadzam sie z przedmówczynią , tego uśmiechu i optymizmu nikt nie zapomni a ja nadal gorąco sie modlę ,żeby sie odnalazł bo NADZIEJA UMIERA OSTATNIA *

    Odpowiedz
  10. -znajomy-  24/02/2011 o 15:38

    Tyle sie pisze „nie wiecie jak bylo” -nie wiemy! Moze wlasnie ktos przyblizy obraz tamtejszej sytuacji? Skoro jak piszecie prasa na ten temat podaje bledne i nie do konca prawdziwe informacje.
    Nie chce nikogo oskarzac. Moje pytania temu nie sluza! Po prostu chce wiedziec dlaczego moj przyjaciel zginal?!!
    ;((
    Czy mozna bylo uniknac tej tragedi? Tysiace pytan siedzi mi w glowie i zadnych odpowiedzi. Tysiace historii wyjsc i wizji mi sie nasowa. Dlaczego mimo zlej pogody i nadchodzacej ciemnosci nie mozna bylo gdzies przeczekac tej nocy? Dlaczego nie zwiazaliscie sie zadnymi linami dla jakiegos bezpieczenstwa, skoro byliscie wycienczeni to czy nie mozna bylo przewidziec takiej ewentualnosci? Czy odleglosc w jakiej szliscie byla taka duza ze nie zauwazyliscie, ze Leszka juz nie ma? Czy ktorys z was probowal go szukac? Czy ktos sie po niego wracal? Dlaczego zostal tak zostawiony? Nie wiem, nie bylem tam. Moze, mozna bylo tego uniknąc? Moze zle sie poczul? Moze tylko poslizgnal? Moze gdyby akcja ratunkowa zostala przeprowadzona na goraco to moze moglby zyc! Wiem ze duzo tych „moze” Ale moje cierpienie po stracie przyjaciela nie daje mi spokoju. Nikogo nie oskarzam moje pytania sa wynikiem mojego bolu. Chcialbym wiedziec chociaz w najmniejszym stopniu jak to wygladalo i dlaczego, Leszka zginąl.
    Czy ktos z (dwojki uczestnikow) lub ktos znajacy blizej fakty tego zdarzenia moglby zabrac w tej sprawie glos?
    Nie moge pogodzic sie ze strata takiego PRZYJACIELA , czlowieka o tak wielkim sercu…

    Odpowiedz
    • Lukasz  25/02/2011 o 08:28

      Witam,
      odezwij sie na maila / jeżeli jestes ze Stalowej Woli to mozemy się spotkać w sobotę i wszystko Ci opiszę jak się to potoczyło.

      Lukasz
      kolega z wyprawy

      Odpowiedz
  11. ShazzA  25/02/2011 o 01:15

    do -znajomy-

    domyślam się kto dodał ten komentarz ale nie pisz tak! on nie zginął!! on napewno żyje!!! i wróci do nas!! musi wrócić!! :((( widzę że koleżanka wyżej podobnie jak ja czeka na raport sms-a. ja przynajmniej raz dziennie próbuję do niego dzwonić.. może wkońcu usłysze sygnał połączenia zamiast „abonent tymczasowo niedostępny..” ;( rok temu jak był w Nepalu, pisałam mu codziennie wiadomości na gg, co robie, co myśle, jak mi minął dzień itp. teraz robię to samo i wiem że on wróci i odczyta to wszystko, znów przyjdzie do mnie i będzie słychać nasz śmiech.. ja sobie nie wyobrażam i nigdy nie pogodzę z tym że mogłoby Lesia tu zabraknąć!! 🙁 nie mogę się na niczym innym skupić, ciągle mam tylko jego przed oczami 🙁 on musi żyć! zastanawiam się tylko co on teraz robi? o czym myśli? jak bardzo musi być mu tam źle 🙁 jeszcze nigdy tyle łez nie wylałam w życiu.. 🙁 bardzo mi go brakuje.. bardzo.. 🙁 LESZEK WRÓC DO NAS!! TAK BARDZO CHCĘ CIĘ PRZYTULIĆ I POMYŚLEĆ ŻE TO BYŁ TYLKO ZŁY SEN!! ;((((((((

    Odpowiedz
  12. -znajomy-  25/02/2011 o 11:26

    Piszac „zginal” mam na mysli -zginął, zaginął, nie ma go tu teraz..
    Myslisz, ze ja na niego nie czekam !? Wciaz widze jak przychodzi z tym swoim plecakiem. Odpala gg lub odbiera telefon.
    A co jest w tym zlego, ze chce wiedziec jak to wygladalo!? i wlasnie co bylo przyczyna, ze oni wrocili a Leszka nie ma z nami! Znam go. I wiem, ze on nawet ostatkiem sil, na plecach, czworaka a nawet ryzykujac swoje zycie pomogl by drugiemu! Dlatego zastanawia mnie fakt co tam sie tak naprawde zdarzylo? Powtorze to jeszcze raz! Nikogo nie oskarzam chce tylko wiedziec dlaczego On tam zostal a moglby tu teraz siedziec i pokazywac nam te swoje zdjecia gor i opowiadac jak bylo. Chce miec tylko obraz tamtego zdarzenia..

    Odpowiedz
  13. wallygator  25/02/2011 o 15:10

    Dziś ukazał się artykuł w Dzienniku Zachodnim o całej tej tragedii. Strona 30.

    Odpowiedz
  14. ktos  25/02/2011 o 16:36

    To nie nasz rejon! za zadne skarby nie dostaniesz tej gazety u nas.. :/

    Odpowiedz
  15. Brat  25/02/2011 o 20:05

    Jak wszystko sobie poukładam napiszę jak to mogło być – ale dalej nie wiem jak to się mogło zdarzyć 🙁

    Odpowiedz
  16. Asia  26/02/2011 o 15:10

    Maz – uczestnik wyprawy – dzis spotyka sie z rodzina Leszka. Jezeli chcecie spotkac sie i wszystko wyjasnic to skontakyujcie sie z Krzyskiem lub bratem. Rozumiem wasza zlosc i watpliwosci ale wierzcie mi ze maz chetnie wszystko opowie i wyjasni. Jezeli chcecie sie spotkac dajcie znac

    Odpowiedz
  17. krzysiek  26/02/2011 o 18:50

    Link do artykulu o ile ktos nie znalazl wczesniej

    http://dabrowagornicza.naszemiasto.pl/artykul/793836,w-trojke-zdobyli-najwyzszy-szczyt-andow,id,t.html

    Odpowiedz
  18. ShazzA  27/02/2011 o 13:58

    Jeszcze raz chciałabym ujrzeć Twoją twarz
    W moim sercu nie wygasła ani chwila z tamtych dni
    W mgnieniu barw wciąż widuję Cię za mgłą..

    :((( :((( :(( tęsknię Lesiu :((

    Odpowiedz
  19. Brat  28/02/2011 o 19:59

    Ciało Leszka zostało odnalezione wczoraj po południu – na wysokości 6.200 metrów. W miejscu trudno dostępnym, dlatego, jeśli warunki atmosferyczne pozwolą, jutro będzie przewiezione helikopterem na szlak, a stamtąd zabrane do Mendozy. Policja jest przekonana, że to mój brat, ponieważ był on jedyną poszukiwaną osobą w tamtym rejonie, ale formalna identyfikacja jeszcze nie nastąpiła. Po takiej informacji wszystkie nadzieje związane z odnalezieniem Leszka żywego…

    Jeżeli ktoś chciałby się ze mną skontaktować proszę zwrócić się do administratora strony z prośbą o udostępnienie mojego adresu e-mail.

    Odpowiedz
    • ShazzA  01/03/2011 o 00:38

      proszę o ten adres e-mail 🙁

      Odpowiedz
  20. ShazzA  01/03/2011 o 00:32

    to pewnie dlatego dziś w nocy śnił mi się ;( ja mam jeszcze wiarę że to nie jego ciało 🙁 Boże błagam… ;( ;( ;(

    Odpowiedz
  21. Beata  01/03/2011 o 10:11

    W daleką podróż zabrał Cię Bóg
    Jedną nadzieję nam dając,
    Że kiedyś przekroczą też Niebios próg,
    Ci, którzy tutaj w bólu zostają…..
    [*][*][*]
    Nie Umiera ten- kto pozostaje w pamięci bliskich[*]

    Odpowiedz
  22. Antek  01/03/2011 o 17:06

    co bede wiecej pisal.
    tutaj jest link:
    http://www.clarin.com/sociedad/Encontraron-muerto-polaco-desaparecido-Aconcagua_0_436156458.html
    bardzo mi przykro…
    lacze sie w bolu z rodzina i przyjaciolmi…

    Odpowiedz
    • ShazzA  02/03/2011 o 03:10

      co się łaczysz w bólu?! czy tu pisze o naszym PRZYJECIELU?

      NIE! tu są ogólne stastystyki! Leszek żyje i będzie żyć!!!!!!!! wiec nie dodawaj jakichś linków których sam dokonca nie rozumiesz!!!!!!!!!!!

      Odpowiedz
  23. Antek  02/03/2011 o 05:18

    akurat rozumiem tego linka jak i wiadomosci, ktore ukazuja sie w argentynskiej telewizji.
    sam stracilem przyjaciela, w patagonii i trudno mi bylo przyjac jego smierc, mimo ze umieral na moich rekach.
    na Aco bylem kilka/kilkanascie dni wczesniej i czuje atmosfere zdarzenia.

    Odpowiedz
  24. lusia  02/03/2011 o 08:47

    Ciało Leszka znalezione…
    Wieczny odpoczynek racz MU dać Panie…

    Odpowiedz
  25. Najbliższa rodzina  02/03/2011 o 13:04

    Bardzo prosimy … darujcie sobie sprzeczki o informacje napływające w sprawie LESZKA …

    Odpowiedz
  26. Pingback: Leszek Bednarz nie żyje | tierralatina.pl

  27. robson  09/12/2011 o 10:01

    Także tego samego dnia weszliśmy na górę: nasza 4ka Polaków „podpięła” się pod komercyjną wyprawę z Anglii – gdzie był Bob z Australii. W grupie było chyba 2-3 przewodników. Jeden z nich torował w głębokim śniegu trasę (gdyby nie on nie udałoby się wejść tego dnia). Anglicy zaczęli słabnąć i powinni zawrócić w mniejszej grupie a silniejsi do przodu. Bob i paru Anglików nie weszło na szczyt – zatrzymując się może 20min przed nim. Przy schodzeniu rozpoczął się bieg przypadków rzutujących na to co dalej się stało. Znieczulicy nie było bo wszyscy trzymaliśmy tempo gasnącego Boba. Jego partnerzy z Anglii byli słabi i sami wymagali pomocy, my 4 Polaków także. Co jakiś czas ktoś zjeżdżał ze szlaku, tragedia była bliska. Fakt widziałem Łukasza że na krótko wziął na plecy Boba ale nikt nie był wstanie tak normalnie mu pomóc. Potem doszliśmy do Canaletty, odpoczynek i dalej wolnym tempem Boba na dół, ja przy tym wolnym tempie wyziębiałem się na maxa. Nasza 4ka plus właśnie Łukasz, Bartek i Leszek próbowaliśmy zejść na GPS’a (jednak było tak zimno że GPS nie odpalił mimo że baterie było dobre, 2 zestawy). Zaczęliśmy błądzić, potem 3ka chłopaków zawróciła do Canaletty. Nasza 4ka schodziła dalej do Independencii. Anglicy słabli coraz bardziej, my zresztą też. Jednemu z nich zamarzły powieki i chodził z wielkim wytrzeszczem oczu (widok był niesamowity). W independencji szalała zamieć i nawet nie wiem kiedy nastąpił kolejny podział grupy. Część osób zeszła do Colera a ja z kolegą zostaliśmy w Independencii (schron bez dachu w którym szalała zamieć). Bob tutaj zapadł w śpiączkę z której już nie wyszedł. Przewodnik cały czas wzywał pomocy (od Canaletty) ale warunki nie pozwalały na akcje, mamił nas że helikopter będzie za godzinę i tak w koło. Rano nie widząć szans na helikopter z kolegą postanowiliśmy schodzić na dół solo (Anglicy byli już za słabi). Bob dostawał zastrzyki ale za późno, jego ciało w agonii było wywleczone na zewnątrz schronu. Przewodnik krzyczał aby się obudził i ruszył (dziwne i straszne to było). Po daremnych zabiegach Bob został z powrotem wciągnięty do schronu. Sam z kolegą zaczęliśmy schodzić w dół i torować zasypany szlak, wkrótce spotkaliśmy 2 policjantów zmierzających na ratunek Bobowi, którzy oznajmili, że dziś nie będzie helikoptera, to był dla niego wyrok. Tuż po naszym wyjściu z Independencji okazało się Bob zmarł a Łukasz z Barkiem tam dotarli po biwaku w Canaletcie. Pewnie potem Łukasz zawrócił szukać Leszka. Nasz bilans: tym którzy zeszli do Colera w nocy nic się stało, tym którzy zostali w Independencji czyli paru Anglików i nam: dostało odmrożeń, ja odmroziłem nos i lekko wszystkie palce. Bartka spotkałem po akcji ratowniczej w baraku, miał głębokie odmrożenia. Każdy z nas czekał na transport do szpitala w Mendozie. Ja że miałem ręce najmniej odmrożone z chłopaków przygotowywałem krakersy z dżemem, jakoś sobie radziliśmy. A potem to już szpital i powrót do domu. BTW – rodacy z którymi byłem na Aconca, po mojej ewakuacji helikopterem, zostawili moje bagaże w Argentynie (extra).

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.