Mercosur – niemrawy dwudziestolatek


Zapewne mało kto zwrócił uwagę, że 26 marca 2011 r., w minioną sobotę,  przypadła 20. rocznica podpisania Traktatu z Asunción, na mocy którego utworzony został Mercosur – jedna z najważniejszych organizacji polityczno-gospodarczych na kontynencie południowoamerykańskim.

I choć specjalne, okazjonalne oświadczenia,  wydały w miniony weekend minsterstwa spraw zagranicznych wszystkich państw członkowskich, to w światowej prasie, z wyjątkiem gazet państw wchodzących w skład organizacji (gdzie jubileuszowi poświęcono najczęściej jedynie krótkie notki), rocznica ta przeszła prawie bez echa.

Stosunek prasy do tego wydarzenia odzwierciedla prawdopodobnie kłopoty, jakie napotkał Mercosur po początkowym okresie intensywnego rozwoju, kiedy to nawet wróżono mu przyszłość na miarę Unii Europejskiej.

Bo choć w ciągu minionych 20 lat współpraca między państwami członkowskimi Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem uległa znaczącemu wzmocnieniu i wartość wymiany handlowej między tymi krajami wzrosła dziesięciokrotnie – z 4,5 miliarda dolarów w 1991 roku do 45 miliardów USD w 2010 r., to jednak wciąż wiele założeń, planów, a nawet decyzji pozostaje tylko na papierze.

Idea leżąca u podstaw organizacji jest niewątpliwie szczytna, zaś plany jej rozwoju były i nadal są ambitne, a wręcz wizjonerskie. Mercosur miał m.in. gwarantować – podobnie jak Unia Europejskia – swobodny przepływ towarów, usług i środków produkcyjnych. Tymczasem, mimo istnienia (ułomnej) unii celnej, wciąż nie istnieje równoległa strefa wolnego handlu obejmująca wszystkie kraje bloku – na granicach między państwami członkowskimi nadal są kolejki do odpraw, wciąż celnicy zaglądają do bagażników i pod siedzenia samochodów, a wielu rzeczy nie da się przewieźć bez opłacenia cła. Osiągnięto wprawdzie kilka innych sukcesów na drodze do integracji gospodarczej – na przykład wprowadzono wspólny kodeks celny i taryfę celną, ale życia obywateli państw bloku to nie zrewolucjonizowało. Tym bardziej, że wielokrotnie deklarowana przez przywódców chęć wprowadzenia wolności przepływu osób jest nadal tylko teoretyczna – obywatele państw Mercosuru muszą wciąż, jeśli chcą się przeprowadzić do innego państwa bloku, przechodzić przez, wprawdzie uproszczone, ale często bardzo czasochłonne procedury administracyjne.

Do tego wszystkiego dochodzą nieustanne spory polityczne między państwami członkowskimi; przykładowo spór o budowę zakładów papierniczych w Urugwaju tuż przy granicy z Argentyną zakończył się przekazaniem sprawy do rozstrzygnięcia Międzynarodowemu Trybunałowi Sprawiedliwości, wielomiesięczną blokadą przejścia granicznego, oraz znacznym ochłodzeniem stosunków między obydwoma krajami.

Wciąż też pozostaje nierozstrzygnięta kwestia członkowstwa Wenezueli: mimo akceptacji wniosku tego kraju o przystąpienie do bloku przez rządy czterech państw członkowskich, jego ratyfikacja utknęła w parlamencie Paragwaju. Większość tamtejszych senatorów jest zdania, że członkowstwo w Mercosurze zobowiązuje także do przestrzegania wspólnych wartości, z których podstawową jest demokracja. W ubiegłym roku zdecydowana większość paragwajskich senatorów wydała oświadczenie, że póki rząd Hugo Cháveza nie będzie w pełni przestrzegał reguł demokratycznych, póki nie będzie respektował własności prywatnej, nie przestanie nękać opozycji i kneblować prasy, oraz wspierać terrorystów z FARC, to oni nie wyrażą swej zgody na przyjęcie jego kraju do Mercosuru.

W sumie najbardziej, jak dotąd, udał się chyba rozwój mercosurowej administracji – wzorem Unii Europejskiej stworzono kilka stałych instytucji: Sekretariat, Parlament Mercosuru, Trybunał mający rozstrzygać spory handlowe między członkami organizacji, a nawet Fundusz Konwergencji Strukturalnej (FOCEM), którego zadaniem – podobnie jak Funduszu Spójności UE  –  jest finansowanie zmniejszania różnic w poziomie rozwoju między bogatszymi i biedniejszymi członkami organizacji.

Zadanie stojące przed FOCEM wydaje się być jednak niewykonalne – asymetria między potencjałami gospodarczymi poszczególnych państw, jest tak wielka, że aż trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek ich niwelację. W porównaniu z Brazylią, Urugwaj i Paragwaj wydają się gospodarczymi karzełkami. Ale nawet Argentyna nie jest żadną przeciwwagą dla brazylijskiego giganta. Produkt krajowy brutto Argentyny, Paragwaju i Urugwaju razem wziętych, stanowi zaledwie 17% PKB Brazylii.

To właśnie te niebotyczne wręcz różnice potencjałów są tak naprawdę, zdaniem wielu obserwatorów, podstawową przeszkodą w dalszej integracji. Mimo to politycy nadal wierzą w przyszłość Mercosuru. –To tylko dzięki tej organizacji Paragwaj, kraj który ma zaledwie 6 milionów mieszkańców, zaistniał w międzynarodowym handlu. Choć, oczywiście, jeszcze wiele jest przed nami. Trzeba m.in. porawić regulacje dotyczące wewnętrznej wymiany handlowej, oraz opracować nowe wspólne polityki, nie tylko celne, ale też monetarne, kulturalne, czy nawet obronne.– uważa były paragwajski prezydent, Nicanor Duarte.

Prześlij dalej:

About Michał Rudziecki

Rocznik 1972. Prawnik, absolwent CESLA. Rodem z Warszawy, od 2004 r. mieszka i pracuje w Brukseli. Żywo zainteresowany wszystkim, co ma związek z Ameryką Łacińską, z którą oprócz sentymentu łączą go też więzi rodzinne. Miłośnik literatury w oryginale, z wypiekami na twarzy pochłania książki Mario Vargasa Llosy, José Donoso i Roberto Bolaño. Przyrządza wyśmienite ceviche.

W sieci:

Inne teksty na tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.