Ekwador wyrzuca ambasador USA


Uznajemy ambasador Stanów Zjednoczonych za persona non-grata i prosimy aby jak najszybciej opuściła nasz kraj– oświadczył wczoraj, niespodziewanie, szef ekwadorskiej dyplomacji, Ricardo Patiño.

Decyzja ekwadorskiego rządu była dla władz w Waszyngtonie kompletnym zaskoczeniem. –Nasza ambasador w Ekwadorze dobrze pracuje i naprawdę nie widzimy żadnych powodów, dla których mogłaby zostać uznana za persona non-grata– stwierdził jedynie rzecznik Departamentu Stanu w Waszyngtonie, Mark Toner.  Ale, zgodnie z dyplomatycznymi zwyczajami, szefowa ambasady USA w Quito, będzie rzeczywiście musiała wkrótce opuścić Ekwador. A Stany Zjednoczone, zgodnie z zasadą wzajemności, nie będą miały innego wyjścia, jak poprosić wówczas, aby ekwadorski ambasador w Waszyngtonie także zaczął pakować swe walizki.

Amb. Heather Hodges reprezentowała Stany Zjednoczone w Ekwadorze od października 2008 r.

Rząd Rafeala Correi nie kryje, że ten nagły kryzys dyplomatyczny ma związek z Wikileaks. Wśród opublikowanych przez ten portal dyplomatycznych depesz, znalazły się wysyłane przez amerykańską ambasadę w Quito analizy, z których wynika, że ekwadorskie władze przymykają oko korupcyje związki wysokich urzędników. W jednym z clarisów wyraźnie wręcz powiedziano, że ekwadorski prezydent, gdy wręczał nominacje na szefa policji Jaimemu Hurtado Vace, musiał wiedzieć o licznych aferach, w które był on zamieszany. Jednak, wg. amerykańskich dyplomatów, dla ekwadorskiego prezydenta ważniejszy od zbrukanej reputacji funkcjonariusza był fakt, że deklarował mu on bezgraniczne posłuszeństwo i oddanie.

W ubiegłym tygodniu, zaraz po tym gdy Wikileaks opublikowało depesze ambasady USA w Quito, tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych wezwało ambasador Heater Hodges to złożenia natychmiastowych wyjaśnień. Ta jednak odmówiła, tłumacząc że nie będzie komentować wykradzionej wewnętrznej korespondencji. –Takie postawienie sprawy zupełnie nas nie satysfakcjonuje– wyjaśniał wczoraj rządową decyzję minister Patiño.

Uznanie amerykańskiej ambasador za persona non-grata zaskakuje tym bardziej, że opublikowane depesze nie zawierały nic niespodziewanego. O aferach korupcyjnych byłego już w tej chwili szefa policji szeroko pisała lokalna prasa, a prezydent Correa był przez nią wielokrotnie wiązany także z innymi skandalami. Najgłośniejszy z nich, to powierzanie przez rząd wielomilionowych kontraktów firmom należących do rodzonego brata prezydenta. Który zresztą, po tym jak Rafael Correa zaprzeczył jakiejkolwiek wiedzy na temat tych „rodzinnych” biznesów, sam nazwał prezydenta kłamcą i obecnie jest jednym z najbardziej zagorzałych jego krytyków.

Ekwadorski prezydent podejmując decyzje o wezwaniu ambasador USA do opuszczenia jego kraju, dołączył w tym względzie do swych najbliższych politycznych sojuszników na kontynencie – Wenezueli i Boliwii.  Ich rządy także, w ostatnich latach, z różnych względów, wyprosiły szefów amerykańskich ambasad. Absolutną premierą jest jednak motywowanie tego rewelacjami z Wikileaks. I to pomimo, że inne państwa regionu miałyby znacznie poważniejsze powody obrażania się na wysłanników Waszyngtonu.

Np. ambasada USA w Argentynie, w swych ujawnionych przez Wikileaks depeszach, analizowała (niezbyt pochlebnie) stan emocjonalny i psychiczny prezydent Cristiny Kirchner. Z kolei placówka w Nikaragui pisała o powiązaniach lokalnego prezydenta Daniela Ortegi z przemytem narkotyków i sygnalizowała, że nie jest on intelektualnie przygotowany do kierowania państwem. A z Caracas amerykańscy dyplomaci bez ogródek pisali, że wenezuelski przywódca Hugo Chávez jest wariatem i porównywali go do Hitlera.

W przeciwieństwie do Ekwadoru, w większości państw regionu, władze najczęściej minimalizowały znaczenie rewelacji Wikileaks, bądź oficjalnie w żaden sposób się do nich nie odnosiły. W Brazylii prezydent Lula, także krytykowany w amerykańskich clarisach za m.in. swą pobłażliwość wobec przywódców Wenezueli i Iranu, tłumaczył w ubiegłym roku, że są one „bez znaczenia” gdyż wyrażają jedynie osobistą opinię dyplomatów, a nie oficjalne stanowisko państwa które reprezentują.

Nawet Hugo Chávez ograniczył się do lakonicznego stwierdzenia, że publikacja depesz „obnażyła jeszcze bardziej imperialistyczną politykę Stanów Zjednoczonych i pokazała jak bardzo tek kraj wszystkich szpieguje, ze swymi sojusznikami włącznie”.

Zupełnie inną diagnozę postawił z kolei prezydent Salwadoru, Mauricio Funes, który tłumaczył jak absurdalne jest mówienie o opublikowanych amerykańskich depeszach jako o szpiegostwie. –Przygotowywanie takich raportów należy do normalnych obowiązków placówek dyplomatycznych wszystkich krajów świata, nie tylko Stanów Zjednoczonych– stwierdził.

Wyganiana z Quito amerykańska ambasador może się jednak pocieszać, że – mimo wszystko – nie jest pierwszą, która musi się pakować z powodu Wikileaks. Choć w innych przypadkach wynikające z publikacji korespondencji nieporozumienia rozwiązywano w sposób o wiele bardziej… dyplomatyczny.

Np. w ubiegłym miesiącu ambasador USA w Meksyku, Carlos Pascual, sam zrezygnował, gdy prezydent tego kraju Felipe Calderón wyraził swą głęboką dezaprobatę wobec informacji zawartych w jego ujawnionych depeszach. Zdaniem meksykańskiego przywódcy ambasador Pascual wyrządził „bardzo duże szkody” w tradycyjnie dobrych stosunkach między sąsiadującymi ze sobą państwami, piszac do Waszyngtonu o – jego zdaniem – „nieudolnie prowadzonej” meksykańskiej wojnie z narkotykowymi kartelami.

Z Wikileaks więże się także ubiegłoroczną, przedterminową wymianą amerykańskich ambasadorów w Panamie. Tamtejszy prezydent, Ricardo Martinelli, nie krył bowiem swego niezadowolenia z faktu, iż w swych depeszach amerykańska ambasador zarzucała mu autorytaryzm i wątpiła w jego przywiązanie do demokracji. A już zupełnie musiało mu się nie spodobać, gdy okazało się, że amerykańska ambasada alarmowała Waszyngton o – jego zdaniem oczywiście nieistniejących – prośbach jego otoczenia, w zdobyciu nowoczesnej aparatury do podsłuchowej.

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Jedna reakcja na "Ekwador wyrzuca ambasador USA"

  1. Pingback: Latynoamerykański ambaras z Wikileaks | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.