Tajemniczy świat wenezuelskich tepui


Michał Kochańczyk to człowiek-instytucja: podróżnik, alpinista, polarnik, żeglarz, afrykanista, ekonomista, prezes Klubu Wysokogórskiego „Trójmiasto”. Z czytelnikami serwisu tierralatina.pl dzieli się wspomnieniami ze swej pierwszej naukowej ekspedycji do Wenezueli.

* * *

W listopadzie 2000 roku zwrócił się do mnie z propozycją udziału w wyprawie do Wenezueli Janusz Kasza z Krakowa, doktor nauk biologicznych, etymolog:

Michale, mam dla Ciebie propozycję. Widzę Ciebie jako szefa grupy alpinistycznej w organizowanej przeze mnie wyprawie na tepui do Wenezueli.

Dobrze, że czytałem trochę książek i wiedziałem, że tepui to takie wielkie płaskowyże, góry stołowe w południowej części Wenezueli, rozciągające się wzdłuż granicy brazylijskiej od Kolumbii po Gujanę. Na wielką tepui w Parku Narodowym Jaua Sarisariñama dotarli helikopterem polscy speleolodzy, penetrując wielkie jaskinie – simas. Tę wyprawę z 1976 roku opisał Maciek Kuczyński w książce pt. Tajemniczy płaskowyż, a Jurek Surdel zilustrował filmową trylogią Sarisari – Świat Zaginiony.

Bo to jest cholernie ciekawy temat – kontynuował Janusz Kasza – Roślinność, wszelkie żyjące stworzenia na wierzchołkach tepui, odizolowane kilkusetmetrowymi, pionowymi ścianami, ewoluowały w odmienny sposób niż otoczenie, wyobraź sobie, przez miliony lat nie było komunikacji genetycznej między płazami, gadami, niektórymi stawonogami żyjącymi na górze i na dole. Nie uwierzysz, ale na około dziewięćset tepui tylko sześć, siedem, no może kilkanaście zostało zbadanych przez naukowców.

Dotychczas zbadane szczyty tepui dostarczyły naukowcom z całego świata niezwykle ciekawego materiału, według którego opisano około czterdziestu procent nowych dla nauki endemitów, głównie botanicznych (w tym rośliny drapieżne), ale również zoologicznych (wśród kręgowców płazy, a wśród bezkręgowców owady).

Główny problem to kwestia dostania się na wierzchołek. I tu widzę Twoją rolę. Założysz liny poręczowe, po których na szczyt wejdą naukowcy. Zobaczysz, pojedziemy z dobrą ekipą. Zrobimy dużą rzecz dla polskiej i światowej nauki.-

Wyjazd doszedł do skutku i pod koniec września 2002 roku wyruszyliśmy poprzez Frankfurt do Caracas, stolicy Wenezueli. Rzeczywiście Janusz Kasza skompletował dobrą ekipę. Oprócz nas w wyprawie udział wzięli: Tomasz Kubala – botanik, specjalista z zakresu flory tropikalnej; Tadeusz Kusibab – botanik, hodowca i znawca rzadkich roślin z doświadczeniem w warunkach tropikalnych, współautor książek i publikacji o storczykach świata; Paweł Zubko – botanik, znawca roślin tropikalnych i sukulentów; Marek Kopeć – entomolog i herpetolog, członek kilku wypraw do dżungli w Azji i Ameryce Południowej; Marcin Drwota – alpinista i paralotniarz; Marek Kulczycki – topograf i kajakarz; Piotr Trybalski – geomorfolog i dziennikarz; Dariusz Gusiew – kajakarz i filmowiec, uczestnik wyprawy do “Zielonego Piekła” w Gujanie francuskiej; Rafał Sarbiński – żeglarz, podróżnik, fotograf; Marcin Rudowski – wspinacz. Moja rola polegała na kierowaniu zespołem alpinistycznym, założeniu lin poręczowych na krawędź tepui i wprowadzeniu tam naukowców.

Wyprawę wzmacniał Marek Rudowski – motolotniarz z dwudziestoletnim stażem. Wyprawa bowiem zabrała ze sobą tajną broń – motolotnię, która to umocowana na pontonie, startowała i lądowała na wodzie. Miała być niezbędna dla rekonesansów, w celu ułatwienia wyboru najłatwiejszej drogi wspinaczkowej na tepui. Z motolotni zamierzaliśmy też dokonywać zrzutów sprzętu i żywności. W przypadku sytuacji awaryjnej miała też służyć jako karetka pogotowia.

Niestety motolotnia w dużym stopniu pokrzyżowała plany wyprawy, bowiem cały tydzień trwało jej wydobywanie z komory celnej na lotnisku. Tylko dzięki wybitnej pomocy Ambasady RP w Caracas udało się nam pokonać bariery celne.

Kolejna niemiła niespodzianka spotkała nas nad rzeką Cuchivero, orograficznie nad prawym dopływem Orinoco, w pobliżu miasta Caicara del Orinoco. Gdy popłynęliśmy wąskimi łodziami w górę rzeki Cuchivero i w jej dopływ Guanamo, okazało się, że w planowanym rejonie działania nie znajduje się żadna tepui, mimo że mapy sugerowały taką możliwość. Loty rekonesansowe na motolotni potwierdziły nasze wstępne obserwacje z okolicznych wzgórz. Brak czasu i pieniędzy uniemożliwił penetrację kolejnych obszarów. Wyprawa jako całość zakończyła działalność, część kolegów pojechała w Andy w okolice Meridy, część na Gran Sabana na tepui Roraima. Plany na prowadzenie działalności naukowej i alpinistycznej na niezdobytej tepui trzeba było odłożyć na później.

Po wysłaniu motolotni do Polski, wyruszyłem samotnie z wenezuelskiej stolicy na południe, chciałem wejść na Roraima, najwyższą tepui w Wenezueli. Tysiąckilometrowa podróż poprzez Ciudad Bolivar do San Francisco de Yuruani, osady w pobliżu Roraima zajęła mi ponad dwa dni. W Caracas był strajk generalny, a w dodatku w połowie drogi rolnicy urządzili blokadę, domagając się między innymi dostaw prądu do wioski.

W San Francisco de Yuruani spotkałem Marcina Drwotę, Marka Kulczyckiego i Darka Gusiewa. Właśnie wrócili z sześciodniowej wycieczki na tepui Roraima. Wyposażyli mnie w niezbędny sprzęt, otrzymałem GPS z naniesionymi pozycjami biwaków, dokładną mapę, kuchenkę benzynową, paliwo, a przede wszystkim cenne informacje, opisujące drogę wejścia na tepui. Okazało się że wejście to jest łatwe (zbędne wyposażenie alpinistyczne i brak trudności technicznych). Prosta orientacja w terenie wymagała tylko opisu drogi, a właśnie taki otrzymałem od kolegów.

Całą dobę czekałem na okazję – dwudziestokilkukilometrowa przeprawa w prawie czterdziestostopniowym upale do indiańskiej osady Paraitepui na zakurzonej, wystawionej na skwar słoneczny drodze nie uśmiechała mi się za bardzo.

Czekając na autostop, uzupełniałem z przewodników swoją wiedzę na temat tych wielkich ostańców, stanowiących charakterystyczny element krajobrazu wenezuelskiej Gujany. Tepui (czasami używana jest pisownia tepuey) to słowo zaczerpnięte z języka Indian z plemienia Pemón i oznacza „Dom Bogów”. Nazwa tepui przyjęła się jako określenie wielkich stoliw ze skał osadowych górnego mezozoiku (głównie piaskowców, kwarcytów, zlepieńców).

na szczycie Roraimy…

Z kolei Roraima o wysokości 2810 m n.p.m. jest najwyższą tepui na Wyżynie Gujańskiej. Na wierzchołku Roraimy spotykają się granice trzech państw: Wenezueli, Gujany i Brazylii. Roraima określana jest jako Matka Wszystkich Wód. Wody potoku Arabobo, spływające z Roraimy poprzez rzeki Kukunan i Caroni, wpływają do Orinoco, Potok Cotingo po brazylijskiej stronie należy do dorzecza Amazonki, natomiast potok Kako w gujańskiej części tepui poprzez rzekę Mazzurani wpływa do wielkiej rzeki Essequibo w Gujanie.

Na wszystkich mapach Wenezueli znaczna część państwa Gujana (była Gujana Brytyjska) opisywane jest jako strefa sporna (zona en reclamación). Wenezuela uzurpuje sobie prawo do tego terytorium. W języku Indian Pemón-Taurepán poprawną nazwą najwyższej tepui jest Roroima. Słowo roroi znaczy niebieskawa zieleń, a ma to wielki. Czyli Roroima to wielka niebieskawo-zielona góra.

Angielski bohater morski i odkrywca, sir Walter Raleigh, w 1596 roku opublikował swoją książkę Odkrycie rozległego i bogatego terytorium Gujany. W opisie autor wzmiankuje o Kryształowej Górze i opis sugeruje, że dotyczy on właśnie tepui Roraima. Pierwszym Europejczykiem, który dotarł pod ścianę Roraimy był Niemiec Robert Schomburk. Było to w 1845 roku. Natomiast na jej płaski wierzchołek, po ośmiodniowej wspinaczce, wdarli się jako pierwsi Anglicy Everard Im Thurn i Harry I. Perkins. Najwyższy punkt zwany Ford Maverick osiągnęli 18 grudnia 1884 roku. Weszli kilkusetmetrową zachodnią ścianą, korzystając z wielkiej, porośniętej selwą, rampy, ukośnie podchodzącej prawie pod samą krawędź płaskowyżu. Obecnie tą drogą wchodzą wszyscy turyści.

Wejście na Roraimę stało się popularne. Wiele biur podróży w pobliskiej miejscowości Santa Elena de Uairen przy granicy wenezuelsko-brazylijskiej organizuje profesjonalnie tygodniowe wycieczki na Roraimę. Ponad osiemdziesiąt procent turystów stanowią cudzoziemcy z całego świata.

Opis odkrywców tego regionu zainspirował Conan Doyle’a do napisania sensacyjnej książki. W 1912 została wydana powieść The Lost World, której akcja odbywa się na odizolowanej od świata tepui. Conan Doyle z pewnością słyszał, że ewolucja żyjących na wierzchołku gadów i tamtejszej flory przebiegała w prawie całkowitej izolacji od otoczenia, pozwolił sobie bowiem na odrobinę fantazji i akcja bohaterów książki na wierzchołku płaskowyżu rozgrywa się wśród dinozaurów, ludzi małpokształtnych i dzikich Indian. Książka ta oczywiście wywołała duże zainteresowanie tym kawałkiem świata.

W indiańskiej osadzie Paraitepui miałem pewne problemy. Szef wioski zdecydowanie sugerował, bym wynajął przewodnika. Na szczęście przekonałem go moimi kwalifikacjami górskimi i posiadaną znajomością terenu. Objuczony żywnością na pięć dni, dużymi zapasami wody, sprzętem biwakowym, fotograficznym i dużą kamerą wideo, przez dwanaście godzin szedłem z wioski w upalnym słońcu, po rozgrzanym trawiastym płaskowyżu do chatek w campamento base, znajdujących się, już w selwie, u podnóża pionowych ścian tepui. Widoczne na wschodzie ich wielkie masywy przypominały z daleka sylwetki kadłubów ogromnych pancerników, w niewiadomy sposób osadzonych na płaskowyżu.

Turystom droga zajmuje dwa dni, wszak idą “na lekko”, a cały bagaż noszą tragarze. Ja skazany byłem tylko na siebie. Po drodze mogłem się ochłodzić w potoku Kukenam. Czasami potok ten może stać się pułapką. Podczas intensywnych opadów deszczu wzburzone wody potoku na wiele dni potrafią uniemożliwić powrót. Tego wieczoru zaś gwałtowne, przelotne deszcze na szczęście nie były aż tak intensywne. Za to przyniosły nagrzanemu ciału sporo ochłody.

Następnego dnia o wschodzie słońca wyruszyłem w górę wąską kamienistą ścieżką przez gęstą selwę. Piąłem się stosunkowo wolno, przy ścieżce bowiem rosły ciekawe rośliny, które fotografowałem i filmowałem. Fotografowanie było utrudnione, gdyż wielopiętrowe korony drzew dawały dużo cienia, w głębi selwy było wręcz ciemno. Niestety nie było czasu ani na rozstawianie statywu przy robieniu wszystkich zdjęć, ani na podziwianie wszystkich okazałych bromelii, storczyków, roślin z rodzin sitowatych, wrzosowatych, Liliaceae.

Niezwykle bogato prezentowało się też poszycie tego lasu, pnie i konary drzew porośnięte były grubym mchem, a na ziemi mięsisty chrobotek w niczym nie przypominał naszego rachitycznego tatrzańskiego chrobota reniferowego.

Po kilku godzinach wydostałem się ponad górne piętro lasu i poprzez ażurowe wielkie paprocie drzewiaste zobaczyłem sterczące nade mną pionowe ściany tepui. Kilkakrotnie mijałem się z przewodnikami, tragarzami i turystami, schodzącymi z góry. Wszystkich dziwiła moja wędrówka bez lokalnego przewodnika.

Fragment sąsiadującej z Roraimą Kukenamtepui

Z wielkiej rampy mogłem podziwiać ogromną strugę wody o wysokości 610 m, spadającą z sąsiedniej tepui Kukenan. Jest to czwarty pod względem wysokości wodospad na świecie. W Wenezueli oczywiście znajduje się najwyższy wodospad świata – Salto Angel, liczący sobie 980 metrów wysokości. Spada z tepui Auyan w odległości dwustu kilometrów na północny zachód od Roraimy. Wenezuelczycy są bardzo dumni z posiadania najwyższego wodospadu na świecie.

Ostatni odcinek kamienistej rampy prowadził pod pionową ścianą, z której z dużej wysokości spadały strugi wody. Tuż po południu dotarłem na krawędź płaskowyżu.

Sceneria płaskowyżu wyglądała jak kraina z marzeń, wywoływała skojarzenia z filmów science fiction: poczerniałe skały o wręcz urojonych kształtach, sieć parowów, a w nich płynące leniwie strumienie, różowawe plaże i bagniste obszary, jakby ogrody porośnięte unikatowymi roślinami. Przychodzące chmury i mgły dodawały tajemniczości temu miejscu. Niektóre formacje skalne posiadały nazwy, w przybliżeniu określające ich zadziwiające kształty jak: Latający Żółw, Małpa Jedząca Lody, Wściekły Wilk, Dziób, pewne miejsca aż kusiły swoimi nazwami: Labirynt Północy, jezioro Gladys, Bezdeń, Otchłań.

interesujące formacje skalne w masywie Roraimy

Namiot ustawiłem pod wielkim okapem skalnym, w pobliżu wejścia rampy na płaskowyż. Takie miejsca biwakowe, przykryte dachem skalnym, otrzymały miano hoteli. Tuż obok mojego Hotelu Piaskowego znajdowała się Kryształowa Dolina, dokąd po ustawieniu namiotu szybko dotarłem. Wspinałem się w prawie wszystkich górach świata, ale nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości przeźroczystych górskich kryształów, zalegających na kamienistych dnach płytkich basenów wodnych. Zbieranie minerałów górskich i roślin z tepui jest zabronione. W drodze zejściowej strażnicy Parku Narodowego Canaima, na którego terytorium znajduje się Roraima, rewidują turystów.

Na płaskowyżu można się bardzo łatwo zgubić w labiryncie skalnych wąwozów, szczelin, krętych grani, kopców kamieni i podobnych do siebie płytkich poletek bagiennych. Doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy nad ranem robiłem zdjęcia zapierającemu dech w piersiach widokowi na stronę Gujany i przemykając w pośpiechu nad szczelinami, między jeziorkami, zagubiłem się w gęstym labiryncie płytkich dolinek. Cudem znalazłem miejsce biwaku.

Nie sposób opisać świat roślinny na wierzchołku tepui. Każda z nich ma charakterystyczną dla siebie roślinność, różniącą się od tej na sąsiednich płaskowyżach. Botanicy oceniają, że prawie połowa z dwóch tysięcy gatunków roślin znalezionych na wierzchołkach to endemity, czyli rosnące tylko w danym miejscu. Jest to największy procent endemicznej flory występującej gdziekolwiek na świecie. Na większości tepui do tej pory nie stanęła jeszcze stopa ludzka, zatem przed naukowcami widnieją możliwości zebrania niezwykle cennego materiału i odkrycia nowych endemicznych gatunków.

Ja również podziwiałem niespotykane gdzie indziej gatunki kwiatów i roślin, rosnących na płaskowyżu. Dopiero po powrocie do kraju, na podstawie fotografii, poznałem ich nazwy. Najbardziej popularne na powierzchni tepui storczyki to Laelia i Maxilaria, oraz trochę rzadsze Epidendrum. Często trafiałem na epifityczne tillandsie z gatunku bromelii, kwiaty przypominające naszą lwią paszczę – to Gesneriaceae, w skałach widziałem Ericaceae – wrzosowate.

Poprzez Ciudad Bolivar, gdzie podziwiałem wielki most, zresztą jedyny wówczas na całej długości rzeki Orinoco, wróciłem do Caracas. W drodze powrotnej podjąłem decyzję, by wrócić jeszcze kiedyś do Wenezueli i wejść z naukowcami na niezdobytą do tej pory tepui. W Caracas w dyrekcji Parku Narodowego oraz w Misterstwie Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych zdobyłem niezbędne formularze potrzebne do złożenia pozwolenia na prowadzenie działalności naukowej.

Być może niedługo uda się zorganizować kolejną, tym razem dobrze przygotowaną wyprawę, która we współpracy z naukowcami Wenezueli zdobędzie wierzchołek dziewiczej tepui…

Wszystkie zdjęcia ilustrujące ten tekst także są autorstwa Michała Kochańczyka.




Prześlij dalej:

5 reakcji na "Tajemniczy świat wenezuelskich tepui"

  1. Pingback: Fascynacja Andami Michała Kochańczyka | tierralatina.pl

  2. izydor  28/06/2011 o 08:42

    Mam pytanko: czy panowie sobie wycieczkują na własny koszt,
    czy też na koszt dobrego wujka czyli państwa?

    Odpowiedz
    • traveller  28/06/2011 o 14:03

      Nawet jesli to na bylo na koszt Panstwa, to jako jeden z Panstwo to finansujacych ciesze sie, ze czasem te moje pieniadze pojda na cos takiego, niz mialyby isc wylacznie na pensje leniwych urzednikow.

      Odpowiedz
  3. Ofca  09/07/2011 o 14:28

    Co za tupet?!?! Takie ‚pytanka’ to tylko zgorzkniały, tępy, brzuchaty i pijący piwsko przed tv Polus umie zadawać!

    Odpowiedz
  4. Pingback: Polsko Wenezuelska Wyprawa Tramen Tepui 2012 | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.