Argentyna zakazuje erotycznych ogłoszeń


Prezydent Argentyny, Cristina Kirchner, wydała dekret zakazujący prasie umieszczania ogłoszeń reklamujących usługi seksualne. Władze nie kryją, że to decyzja z premedytacją wymierzona w Clarín, największy dziennik w kraju.

Ten dokument jest wielkim krokiem. Oferty usług seksualnych w prasie są przestępstwem i potworną dyskryminacją kobiet, na których zarabiają krocie koncerny prasowe.– stwierdziła wczoraj prezydent Argentyny, podpisując dekret nr. 936 zakazujący wydawcom zamieszczania tego typu ogłoszeń, zarówno w wydawnictwach drukowanych, jak i w internecie.

Prezydent Kirchner oparła swój dekret na istniejącej Ustawie o zapobieganiu i karaniu handlu ludźmi, oraz pomocy jego ofiarom, która zakazuje osobom trzecim czerpania korzyści z prostytucji, która sama w sobie w Argentynie jest legalna.

typowa strona z erotycznymi ogłoszeniami

Aby zapewnić przestrzeganie zakazu, prezydencki dekret utworzył też, podlegający Ministerstwu Sprawiedliwości i Praw Człowieka, Biuro Monitorowania Publikacji Ogłoszeń Ofert Handlu Seksem, którego pracownicy będą mieli za zadanie przeglądać na bieżąco strony z ogłoszeniami publikowane przez argentyńskie gazety.

Zdaniem ekspertów ich zadanie będzie trudne. Bowiem prostytutki już zapowiedziały, że wcale nie zamierzają rezygnować z reklamowania swoich usług. I jeśli nie będą mogły robić tego w dotychczasowy, bardzo dosłowny sposób, to będą uciekać się do bardziej zawoalowanych treści ogłoszeń, które mogą okazać się nie lada wyzwaniem dla rządowych prawników. Bo na jakiej podstawie zakazać ogłoszeń typu:

Zgrabna, otwarta na wszystko masażystka o dużym biuście wymasuję cię tak jak tego chcesz. Seks, gdyby się ktoś pytał, oczywiście wykluczony.

 

22-letnia słodka studentka chętnie się dzieli swymi słodyczami. Lody za 25 pesos, słodka bułeczka za 60, a czekoladka za 100. Jeść będziemy przez pół godziny.

 

Dwie długowłose brunetki lubią sport. I szukają trenera. Za udział w castingu trzeba zapłacić 150 pesos.

Prostytutki nie są jedynymi niezadowolonymi z prezydenckiego dekretu. Nosem kręci także opozycja – jak zauważyła Fernanda Gil Lozano z Koalicji Obywatelskiej, prezydencki dekret jest bardzo podobny do zakazu publikowania ogłoszeń o treści seksualnej zawartego w opozycyjnym tekście projektu nowelizacji Ustawy o Handlu Ludźmi, który… od ponad roku blokowany jest przez rządzącą koalicję w parlamentarnych komisjach.

Bardzo dziękuje pani prezydent, że skorzystała z naszego projektu aby przygotować swój dekret– stwierdziła sarkastycznie Gil Lozano podczas zwołanej wczoraj konferencji prasowej. I dodała: –Byłoby jednak znacznie praktyczniej, gdyby rządząca koalicja po prostu poparła nasz projekt nowelizacji, bo jest chyba jednak lepiej gdy w demokracji prawo stanowi się ustawami, a nie dekretami. Jest to troszkę żałosne, że koalicja blokuje inicjatywy opozycji tylko po to, aby w odpowiednim momencie przedstawić je, tryumfalnie, jako swoje własne. Bo nie jest to wcale ani pierwszy, ani ostatni tego typu przypadek.

Współpracownicy argentyńskiej prezydent nie kryją tymczasem, że dekret wymierzony jest przede wszystkim w największy dziennik tego kraju, Clarín, z którym rządzący obóz jest od wielu miesięcy w otwartym konflikcie, i który do tej pory był liderem w zamieszczaniu tego typu ogłoszeń.

Aníbal Fernández, szef prezydenckiego gabinetu, na swoim blogu wytknął dziennikowi, że nie ma moralnego prawa krytykować bezradności argentyńskich władz w walce z handlem ludźmi i zmuszaniem kobiet do prostytucji, gdy równocześnie tą prostytucję kilka stron dalej reklamuje. Wyliczył nawet, że w ciągu jednego miesiąca Clarín zamieścił 6774 ogłoszeń o treści seksualnej, za które osiągnął przychody przekraczające milion pesos. „To podwójna moralność. (…) Ale z nich sku…wiele.” – napisał nawet szef prezydenckiego gabinetu.

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.