Bezdomny Polak na lotnisku w São Paulo


44-letni elektryk z Krakowa spędził ponad dwa tygodnie koczując na lotnisku w São Paulo – bez pieniędzy i znajomości jakiegokolwiek obcego języka. Niewykluczone, że miał zostać – nieświadomie – narkotykowym kurierem.

Historię polskiego elektryka brazylijska prasa porownuje najczęściej do historii z filmu Terminal z Tomem Hanksem, w reżyserii Stevena Spielberga. W przeciwieństwie do ekranowego bohatera nasz rodak nie utknął jednak, z przyczyn administracyjnych, w strefie tranzytowej lotniska – on przeszedł kontrolę paszportową, został wpuszczony na teren Brazylii. Postanowił jednak nie wypuszczać się poza teren lotniska…

brazylijska prasa opublikowała nawet zdjęcia paszportu Polaka mieszkającego na lotnisku (fot: Felix Lima/Folhapress)

Nic zresztą dziwnego: 44-letni Robert Parzelski – bo tak nazywa się Polak, który zamieszkał na brazylijskim lotnisku – przyleciał do tego kraju po raz pierwszy w swym życiu, bez powrotnego biletu, bez pieniędzy, z niewielkim bagażem i nieznając żadnego języka poza ojczystym. I’am Poland – powtarzał jedynie pracownikom lotniska, którzy po kilku dniach zainteresowali się osobą dyskretnie okupującą jedną z ławek przed terminalem lotniska. To także oni zaczęli mu przynosić resztki jedzenia z lotniskowych restauracji, wodę, jogurty, papierosy i jakieś okrycia.

Gdy minęło kilkanaście dni i Polak nadal nie ruszał się ze swojej ławki, przez cały ten czas nie myjąc się i nie przebierając, pracownicy lotniska zaalarmowali w końcu policję. Ta jednak stwierdziła, że Parzelski na terenie Brazylii znajduje się legalnie i nie ma podstaw prawnych aby zająć się jego przypadkiem. Jego historią zainteresowano wówczas media – dziennikarze dziennika Folha de São Paulo poprosili dr. Witolda Brodę, polskiego lekarza mieszkającego w Brazylii od 47 lat, aby pomógł im porozumieć się z bezdomnym z lotniska.

Parzelski wyjaśnił, że jest elektrykiem samochodwym z Krakowa, ma piątkę dzieci, a w ostatnim czasie pracował jako robotnik budowlany w Wielkiej Brytanii. Stracił tam jednak pracę i pozostał bez środków do życia. Wtedy jeden z kolegów zaproponował mu nietypową robotę – wspólną podróż do Brazylii po… telefony komórkowe.

Dwójka przyleciała do São Paulo 18 czerwca, samolotem British Airways z Londynu. Po wylądowaniu rozdzielili się. Kumpel powiedział mu, że sam pojedzie po paczkę do przewiezienia, pieniądze i powrotne bilety. Polecił, aby Parzelski czekał na niego na lotnisku i obiecał, że wróci za jeden, góra dwa dni. Nigdy jednak nie wrócił.

I może w sumie może dobrze się stało, bo w przeciwnym razie, polski elektryk zamiast na lotniskowej ławce mógłby skończyć w brazylijskim więzieniu…

Jego historia odpowiada bowiem typowym schematom werbowania narkotykowych kurierów. Mafie bardzo często wyszukują osoby w trudnej sytuacji finansowej, na tyle zdezesperowane, aby przyjąć bez zbędnych pytań nietypową pracę i na pozór prostą pracę – przywieźć z egzotycznego kraju niewielką paczkę…

W przypadku Parzelskiego historia kończy się happy-endem. Po 15 dniach spędzonych na lotnisku i po nagłośnieniu sprawy przez brazylijskie media, sytuacją Polaka zainteresował się Konsulat RP w São Paulo. Wczoraj Robert Parzelski odleciał z powrotem do Europy. Bez telefonów…

Prześlij dalej:

12 reakcji na "Bezdomny Polak na lotnisku w São Paulo"

  1. Polones  07/07/2011 o 14:05

    Polak wracajacy do Europy:

    http://f.i.uol.com.br/folha/cotidiano/images/11186506.jpeg

    Odpowiedz
  2. Chavez-ultras  07/07/2011 o 21:57

    Już niedługo Brazylia stanie się znowu rajem dla biednych emigrantów z Polski. Historia kołem się toczy…

    Odpowiedz
  3. Thai  09/07/2011 o 12:27

    Nie wiem jak mozna byc tak latwowiernym sama taka propozycja jest tak glupia jak ci ludzie, ktorzy probuja zarobic na wkrecajac wlasnie takie osoby w nielegalne interesy, bylem w tajlandii tam sa surowe kary za narkotyki wiedzcie nigdy nie ufajcie nikomu nawet osobom, ktore poznaliscie i wydaja sie waszymi przyjacilmi, od przewozenia paczek sa firmy kurierskie, poczta, yak sie interesow legalnych nie prowadzi takie interesy to tylko interesy nielegalne.

    Odpowiedz
  4. anna  09/07/2011 o 19:50

    CZEMU NIE NAPISALIŚCIE JAK KONSULAT OLAŁ TEGO PANA NA POCZĄTKU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ?????????? Wiedząc, że ten człowiek nie zna żadnego języka wysłali taksówkarza (pierwszego lepszego), aby go odebrał i WIEDZĄC ŻE NIE MA W OGÓLE PIENIĘDZY ZE SOBĄ kazali taksówkarzowi zawieźć go do NAJTAŃSZEGO hotelu, gdzie oczywiście go nie przyjęto bo nie miał pieniędzy. gdyby nie życzliwość obywateli Brazylii i rozgłośnienie sprawy konsulat by go miał nadal w d*** wstyd, że w takim kraju żyjemy

    Odpowiedz
    • obserwator  10/07/2011 o 08:47

      Wybacz, ale nie sądzę aby służby konsularne powinny być niańką i kasą zapomogową dla każdego palanta, który gdzieś za granicą utknął bez pieniędzy.
      Za głupotę się płaci. Samemu. Nie z kasy podatnika.

      Odpowiedz
  5. przemek  10/07/2011 o 09:39

    Obserwator, poczekaj , az tobie przytrafi sie przygoda za granica , ciekawe czy bedziesz takim bohaterem. Wystarczy , ze ktos cie okradnie , i co ?

    Odpowiedz
    • obserwator  10/07/2011 o 13:48

      Kolejny naiwny? Myślisz, że konsul jest od tego, żeby Ci pieniądze dawać gdy zostaniesz okradziony? No to się grubo rozczarujes jeśli kiedyś coś takiego Ci się przytrafi.
      Od dawania forsy w takich przypadkach są ubezpieczenia, nie służby konsularne. Konsul da Ci forsę jedynie, gdy Twoja rodzina równowartość tej forsy wpłaci w Polsce na konto MSZ. I tyle. To i tak dużo.

      Odpowiedz
  6. Ela  12/07/2011 o 14:49

    A co stało sie z Panem, który poszedł po telefony i nigdy nie wrócił ?

    Odpowiedz
    • Chavez-ultras  13/07/2011 o 17:45

      Może wybrał wolność w Brazylii?

      Odpowiedz
      • martynka  14/07/2011 o 23:53

        Pewnie wolnosc z olowiana kulka w glowie.

        Odpowiedz
        • Chavez-ultras  17/07/2011 o 16:13

          Tak się kończą „bajeczne interesy”

          Odpowiedz
  7. Kolega  30/06/2013 o 11:21

    Robert nie był z Krakowa, tylko ze Skały!!! Znałem go bardzo dobrze osobiście. W Polsce był to bardzo fajny, sympatyczny gość, niestety na wyspach z tego, co wiem, nie znając języka i nie mając stałej pracy zagubił się całkowicie…

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.