Celina i Jarek nie żyją

Para trójmiejskich kajakarzy, Jarosław Frąckiewicz i Celina Mróz, którzy pod koniec maja zaginęli na peruwiańskiej Ukajali, nie żyje. Zostali zabici przez Indian, prawdopodobnie w dzień po tym, jak po raz ostatni aktualizowali swój blog.

Niestety nie wydarzył się cud – Jarek i Celina nie żyją. Choć od ich zaginięcia minęło już blisko 40 dni, bliscy i przyjaciele wciąż mieli nadzieję, że może jednak uda się odnaleźć ich żywych. Ja także tak myślałem, zwłaszcza od momentu w którym, na ich prośbę przyleciałem do Peru, aby na miejscu koordynować poszukiwania.

Znajdą się żywi! Już sześć lat pracuję w wydziale osób zaginionych i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby osoby których sprawą się zajmuję, nie odnalazły sie żywe!– zapewniała mnie w Limie kapitan Rebeca Gonzales z wydziału osób zaginionych peruwiańskiej policji kryminalnej. –Niewykluczone, że gdzieś jeszcze płyną. Ukajali bardzo się w tym roku rozlało i ma masę odnóg, plątaninę kanałów, nawet lokalni mieszkańcy się gubią– twierdził szef śledczych w Pucallpa, największym porcie w górnej części rzeki, tam gdzie Celina i Jarek, w pierwszej połowie czerwca, mieli zakończyć swój spływ. –Lokalna ludność jest przyjazna. Są wprawdzie miejsca, w których grasują rzeczni piraci, ale oni grożą bronią i kradną, raczej nie strzelają– tłumaczył ojciec Curro, hiszpański franciszkanin, który od kilku lat pracuje w Atalaya, mieście z którego trójmiejscy kajakarze po raz ostatni wysyłali maile do bliskich i aktualizowali swój blog.

W sumie tylko oficerowie peruwiańskiej Marynarki Wojennej, której łodzie patrolują czasem Ukajali zaburzali ten optymizm. Opowiadali dużo o wirach, o których już pisał Arkady Fiedler, o zdradliwych prądach i o tym, że „ta rzeka niczego nie oddaje”. Mówili, że w przypadku wypadku jest możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, iż nie pozostanie żaden ślad.

Na miejscu, w Atalaya, szybko jednak się przekonałem, że oficjalnym zapewnieniom nie można do końca wierzyć. Odnalazłem kilku świadków, którzy wg. policyjnych raportów widzieli kajakarzy w połowie drogi do Pucallpy. I wszyscy zgodnie zaprzeczyli – sami nikogo nie widzieli, a jedynie słyszeli że ktoś ich widział, ale – tak naprawdę – nie wiedzą nawet kto i gdzie.

Okazało się też, że wbrew wcześniejszym informacjom wszystkie wioski wzdłuż Ukajali nie zostały wcale o zaginięciu Polaków powiadomione. Dopiero z pomocą Ronalda Suareza – indiańskiego dziennikarza z plemienia Shipibo, poleconego przez Mirka Rajtera, językoznawcę od kilku lat mieszkającego w Peru, udało się wykorzystać system komunikacji radiowej, za pomocą którego porozumiewają się ludzie mieszkający wzdłuż rzeki. W eter poszły informacje w lokalnych językach. Także indiańskie stacje radiowe zaczęły nadawać apele o zgłaszanie wszelkich informacji o zaginionych.

Na efekty długo nie trzeba było czekać. W ciągu 24 godzin kilka osób poinformowało, że już od kilku tygodni mówi się wzdłuż rzeki, iż w jednej z wiosek Indianie zabili parę pishtacos. Pishtaco, to według wciąż żywych wierzeń wielu peruwiańskich Indian, biały człowiek który zakrada się do wiosek, aby zabijać, zdzierać skórę z twarzy i wycinać tłuszcz, który potem używany jest jako lekarstwo, czy nawet paliwo do samolotów.

Do policji zgłosił się jeden ze sterników łodzi regularnie pływających między Atalayą i Pucallpą. Jego informacje okazały się na tyle wiarygodne i precyzyjne, że postanowiono zweryfikować je w terenie. Do Atalaya przyleciał oddział Zielonego Szwadronu, specjalnej policyjnej formacji wyszkolonej do interwencji w dżungli. Jego członkowie sami, w dużej części, są Indianami. Wraz z funkcjonariuszami lokalnego komisariatu, oraz żołnierzami Marynarki Wojennej, wypłynęli – w czwartek w nocy – w dół Ukajali.

Wrócili w piątek po południu. Przywieźli ze sobą trzy zatrzymane osoby, krewnych osób podejrzanych o morderstwo, i torbę rzeczy znalezionych w ich osadzie. Kilka chwil później poproszono mnie abym je przejrzał. Były tam m.in. polskie kosmetyki, polski kołowrotek wędkarski i przewodnik po Peru i Boliwii, także po polsku. A w nim zaznaczona trasa: Lima – Cusco – Urubamba – Atalaya – Ukajali. Dokładnie taka, jaką pokonali Jarek i Celina…

Zeznania zatrzymanych okazały się zbieżne i wstrząsające. Otóż członkowie ich rodziny zauważyli obozowisko Celiny i Jarka w pobliżu swej osady. Kazali im się wynosić. Nie czekając jednak aż się spakują, jeden z nich, pijany, zaczął strzelać. Później, przy pomocy kuzyna, rozczłonkował zwłoki zabitych i wrzucił do rzeki. Część ich ekwipunku i kajak także została zatopiona, a reszta rozdzielona wśród pozostałych mieszkańców osady…

Wszystko to wydarzyło się najprawdopodobniej 27 maja. Na koniec tego samego dnia, w którym Celina i Jarek wypłynęli z Atalaya. Dzień wcześniej napisali na swoim blogu: „Bez Indian trudno jest na Urubambie”…

Indianie, którzy Celinie i Jarkowi tak często pomagali należeli do plemienia Asháninka. Zabójcy byli ich „kuzynami” Ashéninka.

(zdjęcia ilustrujące ten tekst zostały wykonane przez peruwiańską policję podczas akcji poszukiwania śladów zaginionych)

PS. AKTUALIZACJA: przedstawiona w tym tekście, pierwotnie przyjęta przez policję wersja wydarzeń, nie została w pełni potwierdzona przez śledztwo. Złapany kilka dni później jeden z domniemanych sprawców przyznał m.in. że Celina i Jarek nie wyszli na brzeg, nie rozbili wcale obozu w pobliżu wioski. Oni jedynie obok tej wioski przepłyneli – zostali zabici w kajaku, na rzece.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

41 reakcji na "Celina i Jarek nie żyją"

  1. Ofca  09/07/2011 o 13:43

    O kurwa, przepraszam, ale to „rozczłonkowanie zwłok” mnie powaliło. Mam tylko nadzieję, że nie cierpieli długo, a morderców szlag szybko trafi. A czy tę zbrodnię też można zakwalifikować, że zabrała ich Pachamama?

    Odpowiedz
  2. Agnieszka  09/07/2011 o 14:18

    Moje najszczersze wyrazy kondolencji.

    Mieszkałam w Peru przez niespełna rok, pracowałam tam jako nauczycielka. Jestem też pilotem po tamtych terenach i jestem wstrząśnięta tym, co zaszło.

    Agnieszka

    Odpowiedz
  3. MONIKA  09/07/2011 o 15:40

    biedni ludzie…mieli pasję zyciową…realizowali swoje marzenia..ale niestety żli ludzie im to odebrali..wspołczuje rodzinie i bliskim zamordowanych…tez bałam sie o swojego brata MIRKA,który bral udział w poszukiwaniach w PERU…pozdrawiam wszystkich łaczących sie w bólu…

    Odpowiedz
  4. Mm  09/07/2011 o 16:49

    Boże to straszne co się stało, ciągle mi się wydawało, że jednak się odnajdą cali i zdrowi. Taka piękna wyprawa, przygoda… i taka tragedia… Co oni komu zawinili, komu przeszkadzali? Na całym świecie ludzie są tacy sami – nienawiść jest uniwersalna i niezależna od kraju czy kontynentu. Składam kondolencje rodzinie, przyjaciołom i wszystkim bliskim zabitych..

    Odpowiedz
  5. Kk  09/07/2011 o 18:54

    Czapki z głów dla tych wszystkich przyjaciół Celinki i Jarka, którzy zorganizowali całą akcję ratunkowo-poszukiwawczą, też ryzykując własnym życiem. Bez ich determinacji, energii i pomyslowości najprawdopodobniej nic by nie wyszlo na jaw – Celinka i Jarek zostali by na zawsze jako „zaginieni bez wieści”.
    Niech Bóg przyjmie Celinke i Jarka do Swojego Krolestwa i… niech zlituje się nad ich zabójcami.

    Odpowiedz
  6. mona_pola  09/07/2011 o 19:30

    wstrząsające… bardzo, bardzo przykro… jestem na świeżo po lekturze „Lituma w Andach” Lliosy – wierzenia w pishtacos to jednak nie historia 🙁

    Odpowiedz
  7. Marysia  09/07/2011 o 20:06

    Poznałam ich na nartach w Korbielowie. Tego roku spotkaliśmy się znów…Szalony, roześmiany Jarek i ciepła, kochana Celinka. Serdecznie współczuję ich rodzinie i przyjaciołom.

    Odpowiedz
  8. darek  09/07/2011 o 22:39

    Pozwolę sobie zacytować fragment strony internetowej:

    „The Asháninka traditional way of life is a casualty of the war between the national army and guerrilla groups. The mountain area of the Asháninka’s forest territory was the birthplace of the rebel Shining Path (communist movement). The Asháninka and other Indian peoples of the region have tried to remain outside of the conflict between the national army and the guerrillas, but have often been its victims. Many are refugees in their own land. Those who have been able to remain in their villages have seen their social structure severely affected by political violence. Furthermore, the coca that has been grown in the area for centuries and used since ancestral times for its medicinal qualities has been turned into cocaine in the hands of outsiders. This dangerous and profitable drug attracts those who are interested in the illegal trade.

    Asháninka peoples, together with other indigenous tribes, have formed pressure groups. Along with the help of international organizations, they demand justice and defend their human rights. There is still a long way to go before they can also secure Amerindian rights and be free to conduct their own way of life”.

    Odpowiedz
    • antropolog  10/07/2011 o 09:11

      Ciekawe skąd takie bzdury? Bo to jednak dość oryginalna kompilacja nieprawdziwych informacji na temat Asháninkas. Bo plemię to ani nigdy nie miało kultury związanej z liściami koki, ani wcale nie unikało konfliktu z Sendero Luminoso. Wręcz przeciwnie – oni stworzyli własną, w pełni ustrukturyzowaną armię, która regularnie ścierała się z partyzantami SL.

      Odpowiedz
  9. Marek  10/07/2011 o 12:11

    Po co się tam pchali? Mieli Cuzco, Machu Picchu, Nazca, po co starsi ludzie w taką dzicz?!

    Odpowiedz
    • latinbrand  10/07/2011 o 13:57

      Tak, jasne. Pewnie gdyby spadł z nimi samolot lecący nad Nazca (w zeszłym roku były takie przypadki) to pewnie byś się pytał, czemu nie pojechali sobie, jak na strarsze osoby przystało, do Ciechocinka, albo innego uzdrowiska? A wogóle to dlaczego jeszcze nie siedzieli w jakmiś domu spokojnej starości, po co podróżowali?

      Marek, Twój komentarz jest tak idiotyczny, że aż Ci współczuję. Widocznie nie masz żadnej pasji w życiu, albo jest nią siedzenie przed komputerem.

      Współczuję Ci bo nigdy nie zrozumiesz dlaczego ludzie podróżują bez biur turystycznych, dlaczego chodzą w góry, dlaczego „pchają się” w nieznane, dlaczego chcą poznać coś czego jeszcze nie znają.

      Całe szczęście, że istnieją takie osoby jak Celina i Jarek. Nie znałam ich, ale szanuję i podziwiam. Zapłacili najwyższą cenę za swoją pasję. Nie oni pierwsi, nie oni ostatni.

      Odpowiedz
    • Piotr  10/07/2011 o 20:01

      Marku, obawiam sie że wypowiadasz się o sprawie, której niestety nie rozumiesz do końca. Jarek i Jego żona należeli do nielicznej grupy ludzi z pasją. Należeli do grupy niewielu aktywnych, szczęśliwych starszych ludzi, którzy pomimo wieku (był na emeryturze) robili takie rzeczy, jakich nie byłoby w stanie zrobić wielu młodych ludzi. Wybacz sposób w jakim piszę, ale jako facet niepełnosprawny myślę że czuję ich lepiej niż Ty. Miałem zaszczyt Ich znać o wiele za krótko i za mało. Ostatnio płynęliśmy razem Wdą. Teraz siedzę nad zdjęciami z tej imprezy i wspominam tą wspaniałą parę. Trudno mi myśleć o tym spokojnie wiedząc że było to nasze ostatnie spotkanie.

      Odpowiedz
    • Mirek  10/07/2011 o 23:56

      Może się zdziwisz – ale ludzie nigdy nie są starsi. Dla nich Cuzco to jak chodzenie po Krupówkach w Tatrach; świeczkę byś zapalił , za młody człowieku.

      Odpowiedz
    • Marta  12/07/2011 o 17:59

      bo po ulicach Cuzco i tarasach Machu Picchu kiepsko spływa się kajakiem

      Odpowiedz
  10. z.  10/07/2011 o 14:50

    głupoty opowiadasz. Po pierwsze w takie rejony należy się wybierac z przewodnikiem i w większej grupie. Z tego co czytałam oni nawet nie znali hiszpańskiego ,a wkraczając do wioski nawet nie przywitali się ze starszyzną ,nic ,tylko rozbili gdzieś pod krzakiem swój namiot. Planując tego typu wyprawy trzeba być przezornym ,Amazonia z dala od utartych szlaków to nie Disneyland.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  10/07/2011 o 19:07

      Oczywiście masz rację, że Celina i Jarek popełnili kilka błędów i najwyraźniej nie znali zasad panujących w Amazonii. Niemniej i są to słowa liderów Asháninka, „w żadnym stopniu nie może to być usprawiedliwieniem tej zbrodni”.

      Odpowiedz
      • Piotr  10/07/2011 o 20:42

        Panie Tomku! Celina i Jarek już nic nie powiedzą, natomiast wszyscy komentują wersję przedstawioną przez morderców i ich wspóplemieńców. Często nawet robią to bez podaia źródeł. Nie dowiemy się prawdy, to więcej niż pewne. Natomiast zamiast bić przysłowiową pianę, warto byłoby zorganizować darmowe szkolenia dla osób wybierających się w tak niebezpieczne tereny jak Celina i Jarek. Takie połączenie kursu przetrwania + obyczaje innych nacji. Niech śmierć tych wspaniałych ludzi nie będzie daremna. Może to pozwoli zaoszczędzić czyjeś życie…

        Odpowiedz
  11. Marek  10/07/2011 o 21:05

    🙂 byłem w 42 krajach a Amerykę Płd. mam w małym palcu. jak wchodziłem w dżunglę to miałem dwóch przewodników, Brazylijczyka i Indianina. Bez nich byłoby to samobójstwem. ludzi bardzo szkoda ale ich tragedia powinna być przestrogą dla kolejnych. trzeba myśleć, zanim się coś zrobi.

    Odpowiedz
    • Roman  11/07/2011 o 21:51

      Co za palant. Uprawia tutaj własny lans. A Jugosławię liczysz jako jeden kraj , czy już po nowemu? I ten głupi uśmieszek w rogu. W tym palcu co masz jeszcze ? Brud z dżungli? Czemu tak mało opiekunek na te swoje „wyprawy” bierzesz. Żenada.

      Odpowiedz
      • Marek  13/08/2011 o 13:51

        sam jesteś palantem 🙂

        Odpowiedz
    • Marta  12/07/2011 o 18:02

      już na ich blogu był wpis o tym, że (co prawda w innym miejscu) ale kobiety z plemienia kazały im zwinąć obóz. to powinno dać do myślenia

      Odpowiedz
    • Aja  13/07/2011 o 14:01

      Ale oni nie wchodzili w dżunglę!

      Odpowiedz
  12. z.  10/07/2011 o 21:39

    dokładnie Marku ,szkoda ludzi ,ale postąpili nierozważnie ,aż dziw ,że na wcześniejszych wyprawach nic im się nie stało…

    Odpowiedz
  13. mój_debil  11/07/2011 o 07:35

    Wielka tragedia i …szczescie ze nas to nie spotkalo…pisalem juz w jednym komentarzu – po co tam jezdzic?…w ta dzicz…ale mniejsza o to…
    Czytam ten artykul i zastanawia mnie pewna kwestia – czy pan Tomasz musial osobiscie leciec z Polski by rozmawiac z pania Kapitan PNP…Krzyzanowski sam dupy ruszyc nie mogl…po co wogole trzymac ta „psia bude” na Salavery jak to do niczego nie sluzy. Byl w miare dobry ambasador to trzeba bylo go wyrzucic bo po tylu latach pracy w ameryce poludniowej nagle „wczoraj” okazalo sie ze byl komunistom i szpiegiem – smiech…
    Inna sprawa to czy teraz Komorowski z Sikorskim wypowiedza wojne Peru…czy jak? – po bestialskim zabojstwie pewnego inzyniera w „talibanie” media w Polsce niemal nie oszalaly w edukacji spoleczenstwa na temat jak niebezpieczni i okrutni sa Talibowie…a tu jakos cicho…no ale Peru jest wpelni podporzadkowane jedynie slusznej linii politycznej wiec ta zbrodnie potraktuje sie jako przykry incydent.

    Odpowiedz
    • bogdan  11/07/2011 o 15:17

      „mój debilu” …niebywale i nieuprawnienie upraszczasz .Niepotrzebnie atakujesz „służby”.Wszyscy wiedzieliśmy że bez mądrego i doświadczonego naszego przedstawiciela ze świata podróżników nie uda się nic ustalić albo niewiele.Zaczął nad tym myśleć krąg przyjaciół i Michał Kochańczyk a dokończył Tomek Surdel współpracując z kim trzeba.Praca była na każdej płaszczyznie zespołowa.Tomek powiem to co Jarek mówił jak dziękował.JESTEŚ WIELKI i ja życzę ci nasz chłopie , wszystkiego najlepszego w życiu.

      Odpowiedz
    • Aja  13/07/2011 o 14:03

      Na szczęście przy takim nicku nie trzeba komentować Twojej wypowiedzi.

      Odpowiedz
    • martynka  14/07/2011 o 23:25

      Z tego co sie orientuje Pan Tomek wcale nie musial jechac z Polski, on mieszka w Ameryce Poludniowej. Poza tym z tego co wiem jego rola zdecydowanie nie ograniczyla sie wylacznie do „rozmawiania z Kapitan PNP”.

      Odpowiedz
  14. Grzegorz  11/07/2011 o 08:02

    Upraszam wszystkich o respektowanie załoby i szacunku dla zmarłych. Proszę uzywać cenzurowanego słownictwa i tonu wypowiedzi jaki przystoi zważywszy na powagę chwili.
    Kajakarz z Warszawy

    Odpowiedz
  15. Włodek  11/07/2011 o 08:02

    Celinko i Jarku. Bardzo przeżywam Waszą tragedię. Ostatnio widzieliśmy się na tegorocznych Kolosach. Zdjęcia, które zrobiłem Tobie Celinko już nie zdążyłem Ci przesłać. Na przyszłorocznych Kolosach będziemy Was wspominać. Cześć Waszej Pamięci. Włodek

    Odpowiedz
  16. America Latina  11/07/2011 o 08:14

    nie ma nic bardziej wkurzajacego niz przemadre rady doswiadczonych zyciowo internautow. Spedzajac pol zycia przed komputerem, dziela sie z nami cennymi radami. Ciesze sie, ze swiadomosc jedynej slusznej drogi, jaka nalezy obrac w zyciu, jest im znana wbita gleboko w umysl. Tak gleboko, zie nie ma w niej miejsca na zrozumienie potrzeb innych szerszego spojrzenia na zycie cele. Zginela para wielkich podroznikow, a kilku troli znalazlo sobie miejsce by siac ferment. Smutna historia, ale dobrze ze wyjasniona.

    Odpowiedz
  17. Ofca  11/07/2011 o 21:07

    Wiecie co ludziska, jak czytam te Wasze slowne przepychanki, jaki to jeden bardziej madry i doswiadczony podroznik od drugiego, to noz mi sie w kieszeni otwiera. Eksperci jedni kurza twarz! A Pan Swoj Debil niech tu nie politykuje ani filozofii zadnej nie uprawia, bo Pan Tomek z zadnej Polski nie lecial, gdyz na stale mieszka w Buenos Aires!
    Tragedia sie stala wiec uszanujmy pamiec zmarlych! Amen.
    (Tomus, tradycyjnie i samozwanczo robie Ci za portavoz kiedy Ty odwalasz kawal dobrej roboty w terenie 😉

    Odpowiedz
    • mój_debil  12/07/2011 o 01:07

      Panie Ofca, ja z policji nie jestem i nie wiem gdzie kto na stale mieszka i gowno mnie to obchodzi…po drugie uwazam, ze Buenos Aires w Peru nie lezy, (ale pewno sie myle) ta wiec czy z Warszawy, Wladywostoku czy tego tam calego Buenos Dias, leciec musial…a po trzecie to mam prawo pisac i opiniowac tematy tak jak mi sie to podoba a pan bijesz piane jakas rzucajac frazesami o tym, ze ktos „filozuje” czy nie filozuje…po to jest mozliwosc dodawania komentarzy aby zachecic komantatorow do wspolnej dyskusji a nie skwitowac wszystko tym, iz ktos cos uprawia…tak jak i po to jest ambasada jak dupa od srania aby dbac w pierwszej kolejnosci o obywateli kraju jaki reprezentuje – to jest panie sluzba… dyplomatyczna ale sluzba… a nie schadzki w najlepszych hotelach z szampanem…i jak czytam, ze ktos musial leciec zeby z policjantka porozmawiac??? no panie, to po co oni tam siedza albo sie woza „beemkami” po Limie…

      Odpowiedz
      • Ofca  12/07/2011 o 14:16

        Wiesz co Panie Debil, byle co jesz i byle co gadasz, a pojecia o pracy w sluzbie dyplomatycznej to masz tyle co kot naplakal. Idz lepej sie madrzyc na jakies inne forum gdzie podobne oszolomy maja potrzebe sie uzewnetrzniac. Tu nie znajdziesz sobie towarzystwa rownie niskich lotow.
        PANI Ofca

        Odpowiedz
        • mój_debil  12/07/2011 o 22:55

          …alez droga pani Ofca…ja jedynie dostosowuje swoje wypowiedzi do poziomu interlocutora…Cytat:” Ofca – 09/07/2011 – 13:43 …O kurwa, przepraszam, ale to „rozczłonkowanie zwłok” mnie powaliło…” – zasite lata pani dosc wysoko…
          Jak zwykle wchodzac w interakcje z osoba „wysokich lotow” jej wypowiedzi oraz argumentacja sprowadza sie jedynie do wyrazania nieprzyjemnych raczej opinii na moj temat. Gratuluje „dyplomatycznego” wyczucia…

          Odpowiedz
      • Marta  12/07/2011 o 18:07

        Panie „moj_debil” tak jak ktoś wyżej napisał – przez szacunek dla Zmarłych Podróżników zastanów się 2 x zanim wyslesz kolejnego posta z niecenzuralnymi słowami

        Odpowiedz
  18. moniak53  12/07/2011 o 01:45

    Zostalem bardzo poruszony tym tragicznym wypadkiem. W latach 70-ch mialem zajecia na UG z Jarkiem Frąckiewiczem. Zapamietalem go jako pogodnego, milego czlowieka.
    Sam rowniez podrozowalem wielokrotnie po Ameryce Pld i Peru. Wybieralem sie tez do Pucallpa i Tingo Maria, czyli tam gdzie zgineli. Okolice te byly uwazane za niezbyt bezpieczne.
    Nie ma sensu szukania winy, gdy sprawca,byl pijany szaleniec. To moglo sie zdarzyc gdziekolwiek, rowniez i w bardziej cywilizowanym miejscu i nie tylko na tym kontynencie.

    Odpowiedz
  19. Nina Sisay  14/07/2011 o 19:03

    Jestem latynoamerykanistą z wykształcenia i z pasji..Niestety, ale wejście do dżungli czy w jakiekolwiek miejsce zamieszkane przez ludność autochtoniczną, zwłaszcza na terenach odizolowanych, w Ameryce Południowej bez lokalnego przewodnika znającego zwyczaje i to, do czego goście są zobowiązani, to faktycznie, jak wspomniał ktoś wyżej ,samobójstwo.sami jestesmy wrażliwi na to, czy goście w naszym kraju zachowują się z szacunkiem wobec naszych zwyczajów i osób będących autorytetami i nierzadko mimo teoretycznie podobnych korzeni kulturowych, bywamy urażeni czy obrażeni…Ameryka Łacińska indiańska opiera się na zupełnie innych , różnorodnych kulturach.Nie ma jednolitości nawet w ramach jednego kraju. dodajmy sobie jeszcze do tego fakty, dotyczące dyskryminacji ludności indiańskiej w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Indianie są traktowani jak spoza prawa,więc sami walczą o swoje, czy to z urzędnikami czy z korporacjami naftowymi plądrującymi ich tereny i niszczącymi środowisko. Są niejednokrotnie oszukiwani i obietnice im dawane oraz uzgodnienia nie są respektowane.Ich reakcje mogą być agresywne, jeśli nie wie się, jak trzeba się zachowywać…Czy my jesli nie życzymy sobie czyjejś obecności i komunikujemy to, przechodzimy do porządku dziennego nad tym że intruz ignoruje nasze żądanie i chce wbrew naszej woli zostać w naszym domu?? Dla tych Indian teren ich wioski czy okolica to właśnie dom..Jadąc w takie miejsca , naprawdę trzeba przygotować się na respektowanie zasad lokalnych… Niech chociaż śmierć P.Celiny i P.Jarka przyczyni się do tego, by nikt nie powtarzał ich błędów…i nei mówmy że popełnili jakies kilka błędów, bo znamy tylko konotacje zachowań z naszej strefy kulturowej.Tam mogą być zupełnie odwrotne.

    Odpowiedz
    • America Latina  15/07/2011 o 14:48

      Niniu,
      niby masz racje w tym co sie wypowiadzasz ale fakty odnosnie tej sprawy sa troszke inne.
      Celina i Jarek zostali napadnieci i zabici w bandycki sposob.
      http://www.gazetakaszubska.pl/15259/nowe-fakty-zostali-zastrzeleni-na-rzece
      niestety swiat sie zmienia i nawet u indian honor jest juz tyle wart co u bialego czlowieka.

      Tomku! zaaktualizuj newsy na ten temat, bo zeby bola od komentarzy swiatowych podroznikow. abstrahujac od tendencyjnej mentalnosci.

      Antek

      Odpowiedz
  20. Pingback: Aresztowano oprawcę polskich kajakarzy zabitych nad Ukajali | tierralatina.pl

  21. jb  14/10/2011 o 23:35

    „Za odwagę trzeba płacić. Strach jest za darmo.” – Anonim

    Odpowiedz
  22. Pingback: Marcin Gienieczko – rekordzista, czy mistyfikator? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.