Ja tylko zabiłem! – tłumaczy zabójca kajakarzy

Jarosław Frąckiewicz i Celina Mróz, trójmiejscy kajakarze zabici nad Ukajali w Peru, nie stracili życia z powodu naruszenia jakiegokolwiek lokalnego zwyczaju. Wygląda na to, że po prostu trafili na złych ludzi, którzy urządzili sobie polowanie na nich. Tak przynajmniej wynika z najnowszych ustaleń peruwiańskich śledczych.


Legła w gruzach początkowo przyjęta przez peruwiańską policję i prokuraturę wersja mówiąca, że polscy kajakarze rozgniewali pijanych Indian, rozbijając -nie pytając się nikogo o zgodę – obozowisko w pobliżu ich osady Aririca. 40-letni Roger Mauricio Ruiz, człowiek który przyznał się do zabicia Jarosława Frąckiewicza, wyjaśnił, że żadnego obozowiska nie było. Małżeństwo z Gdańska nawet nie wyszło na ląd. Zostali oni zabici na rzece, w kajaku, gdy spokojnie spływali Ukajali.

Zatrzymanie zabójcy to efekt bezprecedensowej współpracy lokalnych Indian z organami ścigania. Indiańscy liderzy plemion Asháninka i Ashéninka zobowiązali się do niej i wyrazili woję całkowitego wyjaśnienia okoliczności śmierci Polaków w ubiegłą sobotę – w otwartym, przepraszającym liście do rodzin zabitych, narodu polskiego i wszystkich Europejczyków.

Już 24 godziny później Felipe Suarez, szef wspólnoty Tahuarapa – znajdującej się na przeciwległym wobec osady Aririca brzegu Ukajali, poinformował, że jego ronderos, czyli istniejące w regionie górengo Ukajali, od czasów wojny ze Świetlistym Szlakiem, indiańskie oddziały samoobrony,  wytropiły i zatrzymały jednego z ukrywających się zabójców.

W porannej mgle kilkakrotnie gubiliśmy się w starorzeczach i bocznych kanałach

Przekazanie go policji nastąpiło w miniony poniedziałek, w Tahuarapa właśnie, czyli 2,5 godziny rejsu szybką motorówką z Atalaya – miasteczka w którym Celina i Jarek po raz ostatni, 26 maja, uzupełniali  swój blog, zapowiadając rozpoczęcie spływu po Ukajali.

Do Tahuarapy wypłynęliśmy o świcie trzema najszybszmi jednostkami będącymi w dyspozycji bazy marynarki wojennej w Atalaya. W sumie prawie 30 osób – piechota morska, policja, prokurator i dwóch gości z Polski – ja, jako wysłannik rodzin i najbliższych zabitych kajakarzy, oraz wspierający mnie wiedzą i spokojem Mirek Rajter, językoznawca z Limy.

zabójca Jarosława Frąckiewicza składa pierwsze zeznania

To co usłyszeliśmy po wejściu do drewnianego budynku starej szkoły, w której mieszkańcy Tahuarapy, w oczekiwaniu na policję, przetrzymywali złapanego zabójcę, wprawiło chyba wszystkich w osłupienie. Nawet komandosi marynarki wojennej, w sporej części będący weteranami wojny między Peru i Ekwadorem, z niedowierzaniem kręcili głowami słuchając jego pierwszych zeznań.

Policjanci ze strzelbą, z której strzelał Roger

Roger Mauricio Ruiz spokojnym, cichym głosem opowiadał, że na pomysł zabicia kajakarzy wpadł jego 24-letni siostrzeniec Fredy, który zauważył przepływający obok wioski kajak. –Wujku, to są pelecaras, trzeba ich zabić!- tłumaczył siostrzeniec. Pelecaras, dosłownie „zeskrobywacze twarzy”, to rodzaj pishtacos, legendarnych złych białych, którzy zakradają się do wiosek, aby zabijać Indian. –Ja mówiłem, że nie, że nie powinniśmy im nic robić, bo przecież się oddalają, ale on naciskał abyśmy ich jednak zabili. No i w końcu postanowiliśmy, że tak zrobimy. Wzięliśmy strzelby i łuki, w pięć osób wsiedliśmy do łódki i zaczęliśmy ich gonić– wyjaśnił Roger.

Policjanci przesłuchują mieszkańców wioski, którzy zatrzymali zabójce. On sam stoi w kącie.

W czasie późniejszej wizji lokalnej zabójca pokazał miejsce zbrodni. –Tutaj się z nimi zrównaliśmy. Bez zadawania żadnych pytań zaczęliśmy strzelać, z odległości jakichś 6-7 metrów. Najpierw mój siostrzeniec Fredy strzelił ze strzelby w pierś kobiety, potem ja także ze strzelby w pierś mężczyzny. Później jeszcze jeden z naszych towarzyszy wystrzelił do nich z łuku. Gdy po chwili wrzucałem ich ciała do wody, już nie żyli– wyjaśnił Roger. Był to najprawdopodobniej 27 maja, około godziny 16.

Wizja lokalna – to właśnie w tym miejscu, ok. 8 metrów od brzegu zastrzelono spływających Ukajali kajakarzy

Tą wersję potwierdził indiański drwal, który płynął wówczas w górę rzeki i zaintrygowany odgłosami strzałów podpłynął aby zobaczyć co się dzieje. Roger z kompanami przekładali wówczas, tuż przy brzegu, rzeczy polskich turystów z kajaka do swej łodzi. Ciał już nie było. Roger zagroził drwalowi, że jeśli piśnie komuś słówko o tym co widział, to też może zostać zabity. –Przestraszyłem się, bo Roger ma opinię złego człowieka. Mówi się, że kilka lat temu zabił swoją krewną i zakopał ją na plaży.– wyjaśnił świadek prokuratorowi.

Generalnie cała Aririca, osada składająca się z zaledwie kilku chat, ma w okolicy dość złą famę. Jej mieszkańcy żyją na marginesie lokalnych, dobrze zorganizowanych społeczności. Formalnie nie stanowi ona części ani znajdującej się po przeciwnej stronie rzeki Tahuarapy, ani znajdującej się tuż obok Chicosy.

Roger wyjaśnił też, że najbardziej wartościowy ekwipunek Jarka i Celiny zabrał Fredy, pozostali mieszkańcy Aririca rozdzilili między siebie przedmioty bez większej wartości, jak polskojęzyczny przewodnik po Peru, kosmetyki, czy fragmenty garderoby. A ty co sobie wziąłeś? – zapytał się Rogera prokurator. –Ja naprawdę nic nie wziąłem. Ja tylko zabiłem!– odparł ten bez wahania.

Dopytywany, czy – tak jak to opowiadały pierwsze przesłuchiwane osoby – ciała ofiar zostały rozczłonkowane, Roger odpowiada enigmatycznie: –Ja tego nie zrobiłem, gdy wyciągałem je z kajaka były całe-. Precyzuje natomiast, że maczetami pocięty został sam kajak. A następnie zatopiony. Wskazuje nawet miejsce w którym poszedł na dno.

peruwiańska piechota morska zabezpieczała transport zabójcy do Atalaya

Próby lokalizacji zatopionej jednostki niestety nie są brane pod uwagę. Tak samo jak nie było, nie ma i nie będzie poszukiwania przez nurków ciał ofiar. I to nie tylko dlatego, że po 40 dniach w rzece w której żyją m.in. piranie i kajmany, szanse na znalezienie jakichkolwiek szczątków są bardziej niż nikłe. Po prostu w Ukajali nigdy się nie nurkuje. –Jest tu zerowa widoczność, bardzo silny prąd i niebezpieczne palisadas – czyli gnane przez nurt gałęzie i całe drzewa, które często się łączą w olbrzymie tratwy. Nurkowanie w takich warunkach byłoby bezcelowym igraniem z życiem nurka. – tłumaczy Christian Dobbertin, szef bazy marynarki wojennej w Atalaya.

Priorytetem peruwiańskiej policji jest obecnie złapanie pozostałych 4 osób, które wraz z aresztowanym już Rogerem znajdowały się w łodzi z której padły strzały w stronę polskich kajakarzy, a zwłaszcze domniemanego prowodyra zbrodni – Frediego, siostrzeńca Rogera. –Dopiero gdy oni wszyscy zostaną pojmani, przesłuchani, a ich zeznania ze sobą skonfrontowane, będziemy mogli mieć pewność, co do dokładnego przebiegu wydarzeń– tłumaczy zajmujący się sprawą prokurator.

Czy możliwe są jeszcze jakieś niespodzianki, nowe wątki, czy wersje wydarzeń? Wykluczyć się tego nie da. Śledczy mówią nieoficjalnie, że sprawdzane są obecnie informacje wg. których ciała zabitych nie zostały jednak wrzucone do rzeki, ale gdzieś zakopane. –To bardzo prawdopodobne– powiedział mi jeden z zajmujących się sprawą policjantów. Ten sam, który wcześniej zapewniał iż policja jest o krok od odzyskania telefonów satelitarnych zabitych. Sęk w tym, że Jarek i Celina takich telefonów wcale nie mieli…

Może jednak uda się odzyskać ich aparaty fotograficzne? Tego też policja nie wyklucza.

To był zwykły bandycki rabunek. Te opowiadania o pishtacos, czy pelecaras to bajki. – twierdzi tymczasem major Carlos Bouroncle Herrera, szef policji w Atalaya.

Faktem jest jednak, że wiara w pishtacos jest żywa. Zarówno w Atalaya, jak i w Pucallpa wiele osób opowiadało mi różne historie o łowcach organów, o tajemniczych mordercach wypruwających wnętrzności, o „twarzach zeskrobywanych żyletką”. I nie byli to tylko Indianie i ludzie prości. Takie historie opowiadają też ludzie wykształceni, po uniwersytetach. Niektórzy twierdzą, że osobiście widzieli ofiary takich tajemniczych morderstw. Przypominają też nigdy do końca nie wyjaśnioną historię z 2009 roku, kiedy to peruwiańska policja hucznie ogłosiła rozbicie międzynarodowego gangu mordującego dla uzyskiwania ludzkiego tłuszczu do wyrobu ekskluzywnych kosmetyków, która jednak nie zakończyła się żadnym wyrokiem skazującym.

Pishtacos istnieją, trzeba być ostrożnym. Ale na pewno nie można zabijać pierwszego napotkanego gringo z obawy, że to jeden z nich. Tym bardziej, że pishtacos bywają i nasi współbracia – Indianie– tłumaczy, bardzo poważnie, jedna z rdzennych liderek.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

21 reakcji na "Ja tylko zabiłem! – tłumaczy zabójca kajakarzy"

  1. Pingback: Zachęcał Indian do zabicia "człowieka o jasnych oczach"? | tierralatina.pl

  2. Martynka  18/07/2011 o 19:28

    Przerażające. Po prostu przerażające. Aż nie chce się wierzyć, że coś takiego mogło się wydarzyć w XXI wieku.
    Wielki żal tych ludzi. Ich rodzin. Strasznie to wszystko smutne.

    Odpowiedz
  3. Pingback: To nie mnie zatrzymała policja w Peru! | Sur del Sur

  4. Marcello  19/07/2011 o 16:32

    Przeciez to wszystko to wrecz kwintesencja realizmu magicznego. Bez takich historii i wierzen, Ameryka Lacinska nie bylaby tym czym jest. Nie bylaby tak atrakcyjna, tak egzotyczna,
    Oczywiscie szkoda, ze polskie malzenstwo musialo zaplacic za to najwyzsza cene.

    Odpowiedz
  5. mój_debil  19/07/2011 o 22:27

    To jest skandal jak z wydarzenia tak tragicznego mozna robic promocje regionu!
    Carlos Bouroncle Herrera, szef policji z Atalaya wydaje sie wiec byc jedynym w miare rozsadnym czlowiekiem…i zapewne jako „pies” nigdy zbyt wiele nie „bierze”.
    Pan Tomasz bardzo poetycko i basniowo przedstawil cala historie w stylu lepszym nizli sam Broniarek…no ale taka wersje mu podano – a czy mogla byc ona inna – absolutnie nie!
    W republice turystycznej jaka jest Peru oraz swiatowej potedze klamcow i bandytow przypadajacych na jeden kilometr kwadratowy, tylko taka wersja jest mozliwa. Mozna rowniez zapytac sie owego Mauricio – co tak na prawde mu obiecano za takie bzdury…ze nie zabija go szybko w „pudle” czy dostarcza mu comiesiecznie swiezy zapas koki y ayahuaski do podzialu. Facet byl zapewne zwyklym bandytom/zlodziejem jakich w Peru setki tysiecy…napadl, gdyz ofiary – jak wiekszosc starszych wiekiem turystow – wydawaly sie latwym kaskiem a ze sie bronili, to zabil…no zwyczajne prawo lasu jakie generalnie obowiazuje na wszystkich poziomach zycia w tym kraju…no ale panowie z promperu stwierdzili, ze taka wersja bedzie zbyt niepopularna i malo korzystna…a to „taksowkarz” wiezie pare australijczykow do jakiejs nory gdzie przez tydzien ich tluka do nieprzytomnosci by „wydebic” piny do kart, a teraz morderstwo polakow…nie…to indianie, bogowie, wierzenia, ksiezyc, slonce, muchy, legenda, machu picchu…i promocja gotowa.
    Z calym szacunkiem ale co do ludzi wyksztalcenych w Peru, o ktorych wspomnial pan Tomasz – poziom nabytej wiedzy mozna porownac do poziomu pietnastolatka z Polski wiec nie dziwota iz na tym etapie sa oni w stanie uwierzyc w dychy, zjawy i inne miejscowe gusla.

    Odpowiedz
    • zuercher  19/07/2011 o 22:45

      Chciałbym jedynie zauważyć, że Ty swoją „ortografiom” nie wstawiasz najlepszego świadectwa polskiej edukacji. I kultura, poziomem wypowiedzi też zbytnio nie brylujesz.

      Odpowiedz
      • mój_debil  20/07/2011 o 23:31

        Wszystko normalnie i po staremu – jak ktos nie ma nic do powiedzenia w temacie, to zazwyczaj czepia sie przedmowcy (przedkomentujacego)…Panie „kurturarny ortograf” – uwazaj pan, bo na tych elytarnych salonach, gdzie pan brylujesz, budowa zdania od „I”, moze zostac uznana jako wysoce niestosowna.
        „…nie zgnebi mnie zaden wytyk, w dupie mam miejsce dla krytyk…”

        Odpowiedz
  6. latinbrand  19/07/2011 o 23:13

    @mój_debil: Wybacz, ale gdzie Ty tu widzisz jakąkolwiek promocję regionu, czy samego Peru? Albo w czym się dopatrzyles poetyzmu i basniowosci? Chyba czytaliśmy jakieś inne opisy. Bo ja tu widzę jedynie opis bandyckiej zbrodni. To że towarzyszy jej opis backgroundu kulturowego w niczym nie umniejsza to jej okrucieństwa.
    Może powinieneś czytać teksty w miejscach bardziej odpowiadających Twemu nickowi? Gdzie świat jest prostszy i bardziej czarno-biały. Taki jak w Twoich komentarzach.

    Odpowiedz
    • mój_debil  20/07/2011 o 23:42

      gdzie widze i jak…opisalem w poprzednim komencie…
      Teraz tak…gdzie i jakie fora powinienem odwiedzac…hmm – niech mi bedzie wolno wybrac samemu – forum/blog tierralatina pamietam jeszcze jak podczepione bylo pod jakas subdomene. Ktos z Wenezueli, rozpoczal od „wrzucania” postow o Chavezie a nastepnie poszerzyl horyzonty o cala AP – i bardzo dobrze, akurat byla taka nisza – wykupil domene, zebral pewna grupe redagujaca z roznych stron – i ot jest efekt, ale czy oznacza to iz w tym miejscu nalezy wypowiadac sie jedynie pozytywnie, pisac bajki jak pieknie i kolorowo jest na tym kontynencie – nie wiem, ale czasami jak tu zagladam w komenty to mam wrazenie ze jestem w jakims zramolalym towarzystwie wzajemnej adoracji i uwazam, ze przyda sie tu „troche ruchu” – poza tym pytanie – czy mowic ludziom to co chca slyszec, czy to co ma sie do powiedzenia, pozostaje zawsze otwarte…
      Co do czarno bialego swiata…taki juz jestem, dla mnie tak to tak, nie to nie, zwyczajnie uwazam, ze nie mozna byc od poniedzialku do czwartku dobra i przykladna zona, a reszte tygodnia pracowac w burdelu…i moze wlasnie dzieki tej prostolinijnosci wielu znajomych ceni mnie za uczciwosc i szczerosc…

      Odpowiedz
      • tierralatina.pl  21/07/2011 o 00:36

        Zapewniamy Cię (i innych) – z żywych dyskusji i wymiany poglądów zawsze bardzo się tu cieszymy. Zwłaszcza jeśli toczą się ad rem i nie ad personam. Wpadaj tu częściej, przekonasz się, że staramy się opisywać i tą ciemniejszą stronę kontynentu. Czego chyba najlepszym dowodem jest temat tekstu, pod którym w tej chwili piszemy.

        Trochę się natomiast mylisz co do genezy naszego serwisu. Fakt, że zbieżność nazw trochę konfunduje, ale wspominany przez Ciebie blog Podróż na Południe nadal istnieje i wbrew temu co wielu sądzi nie ma z naszym serwisem, poza kontaktami towarzyskimi, niczego wspólnego. Na samym początku tierralatina.pl była rzeczywiście „redakcyjna” współpraca, lecz dawno się ona skończyła. Nasze drogi się rozeszły, poróżniła nas wizja rozwoju serwisu. Obecnie kibicujemy sobie nawzajem, czasem pomagamy, ale na tym się to kończy.

        Wracając do meritum i nawiązując do wypowiedzi @latinbrand – każdy jest i będzie tu mile widziany. Bez względu na to czy patrzy z prawa, czy z lewa, bez różnicy czy ma spojrzenie krytyczne, czy uwielbiające. Wystarczy, że się interesuje tym niewątpliwie ciekawym, choć skomplikowanym, fragmentem naszego świata.

        Odpowiedz
      • Miki  18/06/2013 o 08:30

        Jesteś po prostu głupi? Prawda? Odpowiedz na to pytanie.

        Odpowiedz
  7. aleksander  20/07/2011 o 15:30

    Nigdy nie byłem w Ameryce Południowej i chyba tam się nie wybiorę, chociaż jestem żeglarzem i kajakarzem od wielu lat.
    Zapewniam ,że w naszej „europejskiej” Polsce też można zarobić nożem w plecy, lub butelką w głowę.
    Śledząc różne strony w internecie m.innymi na temat Ameryki Południowej można stwierdzić ,że po za skłonnością do bandytyzmu, handlu narkotykami można też zauważyć charakterystyczną skłonność do wymyślania niestworzonych i fantastycznych historii, np. słynna „chupacabra” ,która jak wiadomo wysysa krew z kóz. Cóż taki folklor…
    Natomiast to co spotkało naszych rodaków to skutek pospolitego bandytyzmu , z czego kraje latynoamerykańskie słyną.
    Kilka lat temu na Amazonce zastrzelono znanego żeglarza Petera Blake…

    Odpowiedz
  8. Pingback: List otwarty indiańskich liderów w sprawie zabójstwa polskich kajakarzy | tierralatina.pl

  9. Ofca  20/07/2011 o 20:51

    No, widzę że i tu Pan Debil prym wiedzie. Humanista, podróżnik i znawca, tylko z ‚ortografiom’ kiepsko.

    Odpowiedz
    • mój_debil  20/07/2011 o 23:50

      Szanowna pani jak zwykle nie na temat…prosze sprawdzic swoja interpunkcje a nastepnie zajac sie krytykom mojej ortografii, kultury itp…
      Swoja droga to zaskakujace – jak w najbardziej plebejskim medium na swiecie, mozna doszukiwac sie takich drobiazgow…
      Jak pani ma cos do mojej osoby, personalnie – prosze bardzo – podam pani email, adres telefon…wypowie sie pani prosto w moje oblicze…bede zaszczycony

      Odpowiedz
  10. BX  21/07/2011 o 11:30

    Czy w zgodzie z prawem jest publikacja wizeruneku oskarżonego bez jego zgody przed zapadnięciem wyroku? Takie to cywilizowane?

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  21/07/2011 o 15:45

      Prawo peruwiańskie na to zezwala. Nawet pytałem się prowadzącego tą sprawę prokuratora, czy mogę zdjęcia opublikować i powiedział, że nie widzi żadnych przeciwwskazań.
      Poza tym policja przekazała peruwiańskiej prasie własne zdjęcia i film z akcji, a dwa dni później „okazała” zatrzymanego fotoreporterom na specjalnej konferencji.
      To samo dotyczy publikacji danych osobowych.

      Odpowiedz
  11. bruja  06/08/2011 o 11:35

    Realizm magiczny to chyba najlepsze okreslenie tego zjawiska, ktore wystepuje nie tylko w Am.Pld. Chodzi o swiat widzialny (materialny) i niewidzialny, ktory istnieje i o tym mowia nie tylko szamani, takze religie (niesmiertelna dusza). To ,ze ktos tego nie doswiadczyl nie znaczy, ze nie istnieje. Natomiast zwykle przestepstwa jak handel ludzmi w calosci czy w czesciach, istnieja naprawde i z realizmem magicznym nie maja nic wspolnego.
    Istnieje cos wiecej niz to co widzimy naszymi 5-oma zmyslami, ale trudno przekonac kogos, kto uwaza,ze zyje sie tylko tu i teraz.

    Odpowiedz
  12. Pingback: Zabici w Peru polscy kajakrze promują... region swojej śmierci. | tierralatina.pl

  13. Pingback: Zapraszam na spotkanie w Sopocie | Sur del Sur

  14. Pingback: Andrzej Piętowski na tropie kłamstw Marcina Gienieczki | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.