Rak dobry na popularność?


Popularność prezydenta Wenezueli, Hugo Cháveza, wyraźnie wzrosła odkąd ujawnił, że choruje na raka. Socjologowie ostrzegają jednak, że na współczuciu długotrwałego wzrostu sympatii zbudować się nie da.

Odkąd prezydent Wenezueli, Hugo Chávez, ujawnił że zmaga się z rakiem, jego notowania ponownie idą w górę. Po raz pierwszy w tym roku wszystkie liczące się instytuty sondażowe wskazują, że przywódcę Rewolucji Boliwariańskiej popiera co najmniej 50 proc. aktywnych politycznie Wenezuelczyków.

57-letni wenezuelski prezydent to, że choruje na raka ujawnił pod koniec czerwca. Wcześniej, przez kilka tygodni, jego ministrowie publicznie zapewniali, że rewolucyjnemu przywódcy – choć wiadomo było, że przebywał w kubańskim szpitalu – nic poważnego nie jest. Twierdzili, że przeszedł jedynie drobną operację przewodu pokarmowego. Kłamali. Sam Hugo Chávez w końcu przyznał, że z jego organizmu usunięto „guza wielkości piłki bejsbolowej, w którym wykryto komórki rakowe”.

I choć wenezuelski prezydent w miniony weekend znowu poleciał na Kubę, aby poddać się już drugiej sesji chemioterapii, Wenezuelczycy wciąż nie wiedzą jaki jest naprawdę stan prezydenta. Nie wiadomo skąd usunięto guza, ani jakie są prognozy lekarzy. Chávez ogranicza się do zapewniania, że czuje się coraz lepiej.

Hugo Chávez żartuje, że jego choroba to… powrót do dzieciństwa. Bo gdy był małym dzieckiem – tłumaczy – także był łysy… (fot. Prensa Presidencial)

Ta wyjątkowa dyskrecja sprawia, że część Wenezuelczyków powątpiewa w to czy ich prezydent jest naprawdę chory. Nie brakuje głosów, że jego rak jest wyłącznie tworem kubańskich ekspertów od socjotechniki i po prostu częścią kampanii przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, w których – oczywiście – Hugo Chávez będzie się ubiegał o reelekcję. Argumentują, że w ten sposób prezydent pragnie odwrócić uwagę wyborców od problemów w kraju.

Jakby nie było, nowotwór – prawdziwy lub nie – Chavézowi się politycznie, póki co, opłaca. W minionym miesiącu, zdominowanym przez nieliczne oficjalne doniesienia i masę plotek o prezydenckiej chorobie, jego popularność wyraźnie wzrosła.

Po raz pierwszy w tym roku wszystkie liczące się wenezuelskie instytuty sondażowe wskazują, że co najmniej połowa Wenezuelczyków deklarujących gotowość pójścia na wybory popiera urzędującego prezydenta. Wg. firmy Consultores 21, Hugo Cháveza popiera obecnie blisko 51 proc. aktywnych wyborców. Zdaniem Datanálisis poparcie to wynosi równo 50 proc., a z sondażu Hinterlaces wynika że prezydent mógłby liczyć obecnie na aż 55 proc. głosów, o aż 10 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Tradycyjnie już, największe poparcie wenezuelskiemu przywódcy przepowiada instytut GIS XXI. Ta założona przez powiązanych z rządem byłych wojskowych sondażownia, daje Chávezowi aż 57,8 proc. poparcia wyborców, czyli o 3 proc. więcej niż przed miesiącem.

Większość ekspertów przepowiada jednak, że ten wywołany prawdopodobnie współczuciem wzrost sympatii nie będzie długotrwały. –Trudno będzie prezydentowi utrzmać tą tendencję na dłuższą metę. We wrześniu skończą się wakacje i Wenezuelczycy przypomną sobie o codziennych problemach – o przestępczości, inflacji, bezrobociu, kryzysie na rynku mieszkaniowym– tłumaczy serwisowi tierralatina.pl Saúl Cabrera, wicedyrektor Consultores 21.

Zdaniem Luisa Vicente Leóna, szefa Datanálisis, na długą metę choroba prezydenta może mieć wręcz negatywny wpływ na jego popularność. –Można współczuć, ale i mieć opory przed powierzaniem losów państwa osobie chorej– twierdzi. Jego zdaniem, los przyszłorocznych wyborów prezydenckich leży, jak zwykle, w rękach osób nazywanych w Wenezueli „Ni-Ni”, czyli tych którym nie podoba się Boliwariańska Rewolucja aktualnego przywódcy, ale którzy zarazem nie odnajdują się w postulatach antychavistowskiej opozycji. –Zobaczymy czy i kto zdoła ich przyciągnąć. Bo obecnie mamy mniej więcej 1/3 chavistów, którzy nie przestaną nimi być z powodu choroby prezydenta; 1/3 opozycjonistów, którym też choroba nie zmieni poglądów i 1/3 osób które nie popierają nikogo.- uważa León.

Póki co, Hugo Chávez stara się nieznacznie łagodzić swój polityczny dyskurs i rezygnuje z niektórych rewolucyjnych symboli. Zapowiedział już rezygnację z czerwonych koszul i czapeczek, które w ostatnich latach musieli nosić pracownicy niemal wszystkich państwowych urzędów i przedsiębiorstw. On sam i jego ministrowie, w ostatnich dniach zaczęli niespodziewanie nosić garnitury, które jeszcze nie tak dawno uważane były za godny pogardy „burżuazyjno-kapitalistyczny mundur”. Prezydent zapowiedział też odejście od dotychczasowego oficjalnego hasła rewolucji „Ojczyzna, Socjalizm, lub śmierć”. Stwierdził bowiem, że Wenezuela nie powinna się identyfikować ze śmiercią, lecz przeciwnie – z nadzieją i życiem.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

4 reakcje na "Rak dobry na popularność?"

  1. Chavez-ultras  27/08/2011 o 11:13

    Nie można grać na uczuciach ludzkich litością i nienawiścią.

    Odpowiedz
  2. Pingback: Brazylia: Lula ma raka | tierralatina.pl

  3. Pingback: Argentyna: prezydent ma raka tarczycy | tierralatina.pl

  4. Pingback: Prezydent Wenezueli szykuje się do odejścia? | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.