Cristina na kolejne 4 lata!


Aktualna prezydent Argentyny, Cristina Fernández, rządzić swym krajem będzie przez kolejną 4-letnią kadencję. Już w pierwszej turze wyborów otrzymała blisko 54 proc. głosów.

Po przeliczeniu ponad 98 proc. oddanych we wczorajszych wyborach głosów, wynik urn jest bezapelacyjny – za tym aby Cristina Fernández pozostała na czele kraju, opowiedziało się 53,96 proc. głosujących. Drugie miejsce, wśród siedmiu polityków aspirujących do prezydenckiego mandatu, przypadło socjaliście Hermesowi Binnerowi, ale otrzymał on tylko 16,9 proc. głosów.

Miss Botox, jak często mówią na argentyńską prezydent jej krytycy, stała się tym samym trzecim w historii tego kraju prezydentem, któremu wyborcy przedłużyli mandat. Lepszy od niej wynik miał tylko Juan Domingo Perón, który w 1973 roku wybrany został na drugą kadencję z 62 proc. poparciem.

Wczorajsze zwycięstowo Cristiny nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Jej aktualne poparcie w społeczeństwie jest tak duże, że polityczni konkurenci poddali się już w przedbiegach – wybory poprzedziła wyjątkowo senna, zwłaszcza jak na Amerykę Łacińską, kampania, w trakcie której nawet nie odbyła sie żadna zauważalna debata prezydenckich kandydatów. Poprzestano na licytowaniu się populistycznymi hasłami w stylu: „internet za darmo i dla każdego”, „więcej mieszkań dla wszystkich”.

Jednak zwycięstwo aktualnej prezydent, dzisiaj tak oczywiste, jeszcze dwa lata temu wydawało się niemożliwe. W 2009 roku jej ugrupowanie zdecydowanie przegrało wybory uzupełniające do Parlamentu, a popularnośc jej samej oscylowała w sondażach wokół 30 proc. Argentyńczycy narzekali na coraz większą inflację, niespełnione obietnice, wzrost przestępczości, korupcję i nepotyzm w najwyższych kręgach władzy. Wytkali jej, że jej że jej rodzina na politycznych stanowiskach dorobiła się majątku liczonego w dziesiątkach (jeśli nie setkach) milionów dolarów.

Niespodziewanym momentem zwrotnym pierwszej kadencji Cristiny stał sie 27 października 2010 roku. Na zawał serca zmarł wówczas jej mąż i zarazem poprzednik na prezydenckim fotelu – Nestor Kirchner. Część Argentyńczyków dostrzegła wówczas, że ich prezydent to nie tylko „żona swego męża” i polityczna marionetka w jego rękach. Że to jednak rasowy polityk, zdolny do samodzielnego podejmowania decyzji i potrafiący stawić czoła trudnym sytuacjom. I równocześnie także człowiek z krwi i kości: matka, wdowa, nie wstdząca się swych łez i smutku po utracie męża. W ciągu kilku sympatia wobec pani prezydent wzrosła wówczas do ponad 60 proc. I już nigdy nie spadła poniżej 50.

Śmierć Nestora skonsolidowała także polityczne zaplecze rządzącej grupy – ten trudny do precyzyjnego zdefiniowania odłam peronizmu, króry Argentyńczycy nazywająpo prostu kirchneryzmem – mieszają się w nim związkowcy, skrajni lewacy, jak i wielcy przedsiębiorcy. A także socjalizm z laickim nacjonalizmem, okraszony mocną dozą populizmu i naciskiem na potrzebę ochrony praw człowieka.

Po śmierci męża Cristina zmodyfikowala wyraźnie swój polityczny dyskurs. Wcześniej bardzo konfrontacyjny, często wręcz arogancki, stał się nagle niebywale koncyliacyjny. Potwierdziła go zresztą wczoraj w nocy, gdy przemawiała do tłumów świętujących jej zwycięstowo pod Casa Rosada – pałacem prezydentów Argentyny w Buenos Aires. Nie spodobały jej się bowiem śpiewy drwiące z pokonanych politycznych rywali: –Najgorsze co może się przytrafić człowiekowi, to być maluczkim. A my musimu być wielcy, cieszyć się z naszego zwycięstwa, a nie z przegranej innych! Bądźmy wielcy! Chcę poprosić wszystkich Argentyńczyków o narodową jedność! Skończymy z niepotrzebnymi konfliktami!– apelowała do swych sympatyków.

Komentarze tłumów zgromadzonych przed prezydenckim pałacem były ekstatyczne: „Jaka ona piękna!”, „Jaka dzielna!”, „To druga Evita!”. Nawet pytania o korupcję i rodzinną fortunę obłędnie pomnożoną w okresie prezydencji jej i jej męża nie burzyły nastrojów. –Każdy polityk na świecie bogaci się. Po to się idzie przecież do polityki! Wy dziennikarze zamiast wytykać jej miliony, zobaczcie ile przy tym zrobiła dla kraju. Jak bardzo Argentyna się rozwija!– tłumaczył mi Maxo, tańczący pod Casa Rosada z flagą Związku Zawodowego Pracowników Telekomunikacji FOETRA.

Nowa czteroletnia kadencja Cristiny Fernández rozpocznie się 10 grudnia. W czasie kampanii prezydent obiecywała „pogłębianie modelu”. Cokolwiek miałoby to znaczyć, nic nie będzie jej stało na przeszkodzie, aby to realizować – wstępne wyniki, przeprowadzonych wraz z prezydenckimi, częściowych wyborów parlamentarnych (w Argentynie co dwa lata wybiera się połowę Izby Deputowanych i 1/3 Senatu) wskazują, że kirchneryści wraz z aliantami będą tym razem stanowić legislacyjną większość.

Czego się można spodziewać po tych nadchodzących 4 latach? Ostatni rok był prawdziwym festiwalem prosocjalnych programów i decyzji: znaczne podwyższenie minimalnych płac i emerytur, hojne „becikowe”, laptop dla każdego ucznia szkoły publicznej, tanie mięso dla ubogich, etc. Rządzący już zapowiedzieli, że to się nie zmieni. Wręcz przeciwnie – tuż przed wyborami wiceminister ekonomii Roberto Feletti mówił bez ogródek: „jeśli je wygramy, to nasz populizm nie będzie miał granic”.

I wszystko bez względu na ostrzeżenia niezależnych ekonomistów, że Argentyna już żyje na kredyt, że topnieją rezerwy banku centralnego, a inflacja już dawno wymknęła się spod kontroli. Co więcej, gospodarka rozwijająca sie w ostatnich latach w tempie 6-7 proc. rocznie, wykazuje obecnie coraz wyraźniejsze symptomy zadyszki, a eksport zaczyna spadać. -Kryzys może nadejść już w przyszłym roku- straszą.

Cristina tym razem nie ma jednak nic do stracenia – konstytucja zabrania jej ubiegania się o kolejny prezydencji mandat. I choć niektórzy jej współpracownicy przypominają, że ustawę zasadniczą „zawsze można zmienić”, ona ciągle podkreśla, że nie ma tekiego zamiaru: –Ja już nic więcej nie chcę, nie mam kolejnych ambicji. Marzy mi się jedynie Argentyna w której będzie kontynuacja. Ale nie polityków, czy partii, lecz wizji rozwoju kraju. Argentyna w której kolejny prezydent nie będzie niszczył dokonań poprzedniego, ale budował przyszłość na tym co zostało już zrobione– mówiła wczoraj.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

7 reakcji na "Cristina na kolejne 4 lata!"

  1. Jożin  25/10/2011 o 09:46

    W 2009 roku byłem w sumie 4 miesiące w Argentynie i nie spotkałem nikogo, kto by popierał Kirchneryzm. Widziałem za to wiele manifestacji przeciwko K. oraz ludzi z pogardą odnoszących się do pani Prezydent. Spytałem w końcu jednego kolesia – Jak to jest, nikt ich nie popiera, a wygrywają wybory? – Tak to już jest w Argentynie, zobaczysz, rok przed wyborami zaczną rozdawać materace dla biednych i znowu wygrają. W świetle tego jakże prawdziwy wydaje mi się ten artykuł!

    Odpowiedz
  2. M.J.R.  25/10/2011 o 11:08

    „chojne >>becikowe<<" – powinno być "hojne", panie Tomku.

    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Tomek Surdel  25/10/2011 o 14:55

      Ups… 🙂 Juz jest jak najbardziej hojnie! Dzieki za czujnosc!

      Odpowiedz
  3. Pingback: Argentyna - wyniki wyborów prezydenckich | tierralatina.pl

  4. Pingback: Argentyna: prezydent ma raka tarczycy | tierralatina.pl

  5. Pingback: Garnkami przeciw Cristinie Kirchner | tierralatina.pl

  6. Pingback: Argentyna po wyborach - Cristina wygrywa i przegrywa. | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.