Sócrates nie żyje!


W szpitalu w São Paulo zmarł, w niedzielę rano, doktor Sócrates – legendarny brazylijski piłkarz i kapitan reprezentacji. Mial 57 lat. Przez większość część swego życia zmagał się z alkoholizmem.

Naprawdę nazywał się Sócrates Brasileiro Sampaio de Souza Vieira de Oliveira, ale na stadionach znany był po prostu jako Sócrates. Tudzież jako doktor, gdyż – to dość rzadkie u zawodowych piłkarzy – swą zawodniczą karierę umiał połączyć ze studiami i – grając jeszcze w brazylijskiej ekstraklasie – ukończył bardzo prestiżowy wydział medycyny w Ribeirão Preto. Co mu zresztą pozwoliło, po zakończeniu futbolowej kariery, otworzyć początkowo prywatny gabinet, a z czasem i nawet niewielką klinikę.

Piłkarzem był znakomitym, grał w najsławniejszych brazylijskich klubach: zaczął w Botafogo, po czym przeszedł do Corinthians, spróbował też swych sił we włoskiej Fiorentinie, a po powrocie do kraju nosił jeszcze koszulki Flamengo i Santos. W sumie, w 396 ligowych meczach, w których wziął udział w trakcie swojej kariery, strzelił aż 207 bramek. Przez aż siedem lat był też powoływany do brazylijskiej reprezentacji, z którą rozegrał 63 spotkania, strzelając 25 goli. W czasie Mundialu w Hiszpanii, w 1982 r., był nawet kapitanem Canarinhos.

Jego piłkarski talent był wielkorotnie nagradzany – w 1983 roku uznany został za południowoamerykańskiego Piłkarza Roku, prestiżowy brytyjski miesięcznik World Soccer umieścił go na liście 100 najlepszych piłkarzy XX wieku, a Pele włączył go stworzonej na 100-lecie FIFA listy 125 wybitnych graczy z całego świata.

Socrates z charakterystyczną opaską z politycznym hasłem

Jedak Brazylijczycy Sócratesa zapamiętają nie tylko jako futbolistę. Dla nich jest on także symbolem zaangażowania politycznego. Nie bez powodu brazylijska prezydent Dilma Rousseff, gdy tylko dowiedziała się o śmierci piłkarza, wydała oficjalny komunikat w którym można m.in. przeczytać:

Brazylia straciła jednego ze swych najbardziej ukochanych synów: doktora Sócratesa. Znanego nie tylko ze swojej genialności na boisku, ale także z zaangażowania politycznego i troski o mieszkańców naszego kraju.

Jeszcze bardziej wymowny był jej poprzednik, Lula da Silva:

Odchodzi przykład obywatelstwa, inteligencji i świadomości politycznej. Odchodzi przyjaciel. Jego rola w Corinthians, w piłce nożnej i brazylijskim społeczeństwie nigdy nie zostanie zapomniana. Za to wszystko wielkie dzięki Doktorze!

Bo to właśnie Sócrates wprowadził politykę na brazylijskie boiska. I do klubów. Na przełomie lat 70′ i 80′, gdy zaczynał grać w Corinthians, Brazylia nie była bynajmniej demokracją. Krajem, od 1964 roku, rządzili nieprzerwanie i żelazną ręką wojskowi dyktatorzy. Nawet piłka była kierowana przez ludzi w mundurach – szef Brazylijskiej Federacji Futbolowej miał przysłanych z góry „wojskowych doradców”. Kluby sportowe były przede wszystkim maszynami do dostarczania ludowi igrzysk.

Mimo panującego wszędzie wojskowego zamordyzmu Sócrates zdołał wówczas przekonać nowowybranego prezesa klubu, Waldemara Piresa, że Corinthians powinno przypomnieć społeczeństwu, że istnieje coś innego niż dyktatura: piłkarze zaczęli brać udział w decyzjach klubowych władz, wszystko – wybór miejsca zgrupowania, sponsorów, dostawców, czy nawet sposobu przeprowadzania treningu – poddawano pod głosowanie. A zawodnicy coraz częściej wychodzili na murawę z napisami na koszulkach, bądź opasakach na głowie, w stylu: „chcę wybierać swego prezydenta”, czy „wybory bezpośrednie już!”. Nowy sposób zarządzania klubem oficjalnie nazwano Demokracja Corinthiańska.

Wojskowym to oczywiście się nie spodobało. Wielokrotnie wzywali klub do wstrzemięźliwości i niezajmowania się polityką. Jednak klub, świadomy swej popularności – zwłaszcza że wraz z wprowadzeniem nowego sposobu zarządzania zaczął odnosić sukcesy – niezmiennie odpowiadał, że nie robi nic zakazanego, a slogany noszone przez piłkarzy odnoszą się do wewnętrznych spraw klubowych…

Sócrates był urodzonym buntownikiem. Nie lubił treningów, ani zawodniczej dyscypliny. Nie znosił abstynencji. Palił papierosy, pił alkohol, grał na gitarze, uwielbiał całonocne imprezy, na które chętnie zapraszał swe (liczne) fanki. Także w dniach poprzedzających ważne mecze. –Ważne jest jak gram, nie to co robię poza boiskiem– tłumaczył zawsze swym trenerom.

Ale, niestety, to właśnie ten rozrywkowy styl życia, a zwłaszcza słabość do alkoholu, przyczynił się do przedwczesnej śmierci piłkarza. Za namową poślubionej 3 lata temu żony, zaledwie kilka miesięcy temu, w jednym z wywiadów, Socrates zupełnie otwarcie potwierdził to, co i tak dla nikogo w Brazylii nie było niespodzianką: –Jestem alkoholikiem, bo ktoś kto codziennie pije alkohol nim bez wątpienia jest. Próbowałem z tym zerwać, ale okazało się to być ode mnie silniejsze. Nie piję przez cały czas. Piję trochę rano, trochę wieczorem… 

Nałóg zniszczył organizm piłkarza-lekarza. Od lat cierpiał na marskość wątroby. A w ostatnich miesiącach jego stan wyraźnie się pogorszył – już w sierpniu wylądował na intensywnej terapii z powodu wewnętrznego krwawienia. W miniony piątek do szpitala trafił ponownie, w niedzielę rano zmarł. Miał 57 lat. Za bezpośrednią przyczynę zgonu lekarze uznali sepsę.

Kilka godzin po śmierci Sócratesa na murawy stadionów w całej Brazylii wybiegli piłkarze aby rozegrać swe ligowe mecze. Zostały one, wszędzie, poprzedzone minutą ciszy. Na mitycznym stadionie Pacaembú Corinthians zremisowali z Palmeiras, zapewniając sobie tym samym mistrzostwo kraju. Pierwsze od 2005 r. Dedykowano je – oczywiście – Doktorowi.

Legendarny piłkarz pochowany został już wczoraj, w dniu swojej śmierci,  w rodzinnym Ribeirão Preto. Wdowa, Katia Bagnarelli,  zapowiedziała że w najbliższych dniach zostanie zorganizowana huczna, publiczna stypa. Socrates poprosił bowiem aby jego śmierć także była, tak jak większość jego życia, radosną imprezą. Swój udział w tym wydarzeniu już potwierdziło wielu muzyków, którzy przyjaźnili sie z piłkarzem, wśród nich m.in. popularni Raimundo Fagner i Zeca Baleiro.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.