„Zmartwychwstanie” dziecka poruszyło Argentynę


Poszli po raz ostatni spojrzeć na ich zmarłe w trakcie porodu dziecko… Ciałko wyciągnięte z trumienki spoczywającej w lodówce nagle się poruszyło. Matka prawie zemdlała, a argentyńscy politycy już ustawiają się w kolejce do zdjęć z „cudownym” dzieckiem, lub przynajmniej jego rodzicami.

Najpierw był przedwczesny poród. Analía Bouter, Argentynka mieszkająca w Resistencia, 900 km na północny-zachód od Buenos Aires, wiedziała od razu że dzieje się coś złego, gdy w 27 tygodniu ciąży zaczęła nagle tracić wody płodowe. Zwłaszcza, że to nie był jej pierwszy raz – mimo 29 lat ma już czwórkę dzieci. Ale jednak za pierwszym razem ze szpitala odprawiono ją z kwitkiem. –Posikała się pani, a nie zaczęła rodzić– usłyszała od dyżurnej lekarki. Na porodówke przyjęto ją dopiero trzy dni później, gdy z dróg rodnych zaczęła obficie krwawić .

I choć wcześniej prowadzący jej ciąże lekarz zalecał poród przez cesarskie cięcie, w szpitalu zdecydowano że mimo wszystko ma wypchnąć płód naturalnie. –Z rozmów które toczyły nade mną położna, neonatolog i dyżurna ginekolog zrozumiałam, że dziecko urodzi sie martwe. I to mimo, że monitor wskazywał, że jego serce wciąż bije– wspomina teraz Bouter. Ale samego końca porodu zbyt dobrze nie pamięta – została uśpiona.

Gdy się obudziłam, jedna z pielęgniarek zapytała mnie co zrobimy z ciałem. W ten właśnie sposób dowiedziałem się, że dziecko rzeczywiście nie żyje. I że w oczekiwaniu na decyzję mała została odesłana do kostnicy.– dodaje matka.

Zrozpaczona utratą dziecka matka nie wiedziałą co robić, wolała poczekać na męża. Denerwowała się, że tak długo nie przyjeżdża, nie wiedząc jeszcze, że poprzedniego dnia ukradziono mu ze szpitalnego parkingu motocykl. Gdy w końcu się zjawił, wspólnie decydują, że pojadą do kostnicy aby zobaczyć jak dziecko wyglądało, do kogo było podobne. I pożegnać się z nim.

Analia Bouter i Fabian Veron – rodzice "cudownego" dziecka (fot: Télam)

Pracownicy kostnicy początkowo nie chcą się zgodzić na taką wizytę. Tłumaczą, że trumienka, a raczej drewniana skrzynka, została już zamknięta. Że otwieranie jej będzie zbytecznym stresem dla i tak już umęczonej matki. W końcu jendak ustępują, proszą jedynie aby ta wizyta krótko trwała.

Ojciec bez większego problemu otwiera wyjętą z lodówki niewielką skrzyneczkę. Matka ostrożnie rozwija znajdujące się wewnątrz zawiniątko i nagle, prawie mdlejąc, osuwa się na ziemię . –Była oszroniona, ale wyraźnie poczułam że żyje, że oddycha. Zdążyłam ją tylko podać osobie z obsługi, która z nami tam była i gdy ona ze zdziwieniem potwierdziła „ona żyje!” poczułam, że upadam – tłumaczy teraz ekipom telewizyjnym, które na wieść o „cudownym zmarchwychwstaniu” zaczęły zjeżdżać się do Resistencii nawet z zagranicy.

W ponad tydzień po porodzie i po blisko 12 godzinach w kostniczej chłodni, urodzone w 6 miesiącu ciąży dziecko i wciąż żyje. Waży 850 gramów i jest podłącznone do respiratora. Lekarze jego stan oceniają jako ciężki, ale stabilny. Matka nazwała córke Luz Milagros, czyli tłumacząc dosłownie Światło Cuda.

Cytowani przez argentyńską prasę eksperci nie mają wątpliwości, że ekipa przyjmująca poród popełniła błędy. –To oczywiście nie jest żaden cud, ani zmartwychwstanie, lecz błędne stwierdzenie śmierci– twierdzi Gabriel Musante, szef neonatologii w prestiżowym prywatnym szpitalu Austral w Buenos Aires.

Jednak zarówno on, jak i inni specjaliści podkreślają, że przy tak wczesnych wcześniakach ocena ich stanu bywa bardzo trudna. –Zdarza się u nich bardykardia tak ekstremalna, że bicie serca jest praktycznie niesłyszalne. To samo z oddechem.– dodaje Bernardo Chomsky ze szpitala Argerich. Ich zdaniem właśnie dlatego w wielu porodówkach przyjęto zasadę, że ciała wcześniaka uznanego za klinicznie martwego nie odsyła się do kostnicy przes upływem 2 godzin. Nie potrafią wytłumaczyć dlaczego w Resistencii zrobiono to już po 15 minutach.

Sprawa „cudu w kostnicy” nabrała w Argentynie takiego rozgłosu, że do rodziców zaczęli pielgrzymować politycy. Prowincjonalny gubernator, Jorge Capitanich, osobiście nadzoruje opiekę nad małą i zapowiedział „najlepszych specjalistów i sprzęt niezbędny do poprawy jej zdrowia”. Obiecał także pomoc w znalezieniu pracy dla bezrobotnego od kilku tygodni ojca dziecka. Do małżeństwa zadzwoniła nawet sama prezydent Argentyny, Cristina Kirchner. –Powiedziała, że bardzo chciałaby poznać moje dziecko, gdy tylko wyjdzie ono ze szpitala– ujawniła Analia Bouter.

Matka dziecka ma jednak przede wszystkim nadzieję, że politycy pomogą szybko rozwiązać niebagatelny administracyjny problem – póki co nikt bowiem nie wie jak wydać akt urodzenia dziecku, które ma już akt zgonu…

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.