Wiktor Ostrowski (1905-1992)

Józef Nyka i Michał Kochańczyk dzielą się z czytelnikami tierralatina.pl swymi wspomnieniami o Wiktorze Ostrowskim, pionierskim polskim andyniście.


Józef Nyka, taternik i alpinista, wieloletni redaktor naczelny Taternika: –Z Wiktorem byłem zaprzyjaźniony, stale dzwonił, odwiedzał nas. Jak pamiętam, jego domowe opowieści obracały się głównie wokół spraw internowania w Sojuzie, a potem walk o Monte Cassino i innych wydarzeń wojennych. Przeżycia górskie schodziły jakby na dalszy plan. Przez radzieckie łagry przeniósł swoją podartą na arkusze książkę „W skale i w lodzie”. Była to jedyna polska książka, jaką mieli, i wszyscy ją czytali, co wspomina w swoich dziennikach Czapski. Czytelnicy dopisywali uwagi na marginesach – były to ostatnie ślady, jakie pozostały po wielu przyszłych ofiarach Katynia. Był tam wpis gen. Andersa ale też Ilii Erenburga i Władysława Broniewskiego. „Czy Kochany Wiktorze spotkamy się jeszcze na tatrzańskich ścieżkach?” – napisał Broniewski.

Wiktor był cudownym gawędziarzem i był bardzo aktywny jako prelegent: radio, telewizja, spotkania z czytelnikami. Najpierw do Polski przyjeżdżał, chyba od r. 1963, potem przeniósł się na stałe i raczej szczęśliwie ożenił. Zamieszkał na Saskiej Kępie. Pamiętam w Empiku na ścianie wschodniej wspólny wieczór Ostrowskiego i Malejnowa. Wiktor po polsku, Alosza po rosyjsku. Wiktor parę lat wcześniej odwiedził go w Moskwie i razem pojechali w Kaukaz. Podczas warszawskiego wspólnego występu Ostrowski wspominał te odwiedziny: na lotnisku w Moskwie bałem się, że mnie nie pozna – w 1935 bujna czarna czupryna… Alosza tego nie zrozumiał i powiedział swoje: Poznałem go od razu, w 1935 był tak samo łysy, jak obecnie. Był on radzieckim opozycjonistą, bardzo wobec nas pod tym względem szczerze otwartym.

Wiktor swoich górskich zasług w opowieściach nie eksponował, ale sprawami alpinizmu żył do ostatnich dni. Bywał na wszystkich imprezach, miał wielu przyjaciół, kupował wszystkie, tak rzadkie wówczas, nowości prasowe i księgarskie. Pisał, udzielał wywiadów. Swoje prelekcje regularnie kończył magnetofonem i melodią „El cóndor pasa”. Pamiętam jego pogrzeb na Powązkach Wojskowych. Po przemówieniach – m.in. Tomka Łubieńskiego – jakiś kombatant wyjął magnetofon i nagle w ciszy wśród grobów rozbrzmiało „El cóndor pasa”. Była zima i srogi mróz, więc magnetofon szybko zaczął zamarzać a melodia cichnąć. Wreszcie ucichła zupełnie i przeszła w coś jakby łkanie. Było to bardzo symboliczne i bardzo wzruszające, ludzie mieli łzy w oczach…-

Wiktor Ostrowski i Wojtek Kurtyka – różnica kilku pokoleń (fot: Józef Nyka)

Rzadko kiedy śmierć alpinisty starszej generacji wywołuje tak duże poruszenie w społeczeństwie, jak to po odejściu Wiktora Ostrowskiego. Bo też był on postacią niezwykle popularną. Napisał szereg poczytnych książek, miał bogate w przygody życie, a swój niewątpliwy talent gawędziarski wykorzystywał w programach telewizyjnych i setkach prelekcji, z którymi objeżdżał cały kraj.

Urodzony w roku 1905 w Rosji, Wiktor Ostrowski wychowywał się w Sosnowcu, studia zaś odbył na Politechnice Warszawskiej. Działalność górską oraz taternicką rozpoczął przed r. 1930, a wprowadzał go w Tatry Jędrzej Marusarz starszy, który „w góry szedł jak do kościoła”. Z sukcesów tego okresu najważniejszym było przejście z Wiesławem Stanisławskim i Bolesławem Chwaścińskim środka słynnej północnej ściany Małego Kieżmarskiego Szczytu. Brał później udział w wyjazdach w Alpy oraz w Kaukaz, gdzie dokonał ósmego z kolei wejścia na Dychtau i nawiązał trwałą przyjaźń z „Aloszką” Malejnowem, późniejszym bohaterem bitwy o Kaukaz i jednym z wczesnych dysydentów radzieckich.

W latach 1933-34 uczestniczył w I Polskiej Wyprawie w Andy, dokonując kilku wejść na dziewicze szczyty, w tym na czwarty co do wysokości szczyt Ameryki, Cerro Mercedario (6670 m). Wyprawa przerzuciła się następnie pod dziewiczą wschodnią ścianę Aconcagua (6960 m) wytyczając przez nią piękną i popularną dzisiaj „Ruta de los Polacos”. Na pamiątkę bohaterów tej wyprawy alpiniści argentyńscy wprowadzili na mapy – już po wojnie – nazwy Glaciar Ostrowski i Glaciar Karpiński, a także El Pico Polaco.

Internowany we wrześniu 1939 r. przez oddziały radzieckie, Wiktor Ostrowski przeszedł przez łagry jenieckie, m.in. Starobielsk, a „nieludzką ziemię” opuścił wraz z armią utworzoną przez gen. Andersa, z którą przebył szlak przez Bliski Wschód oraz Włochy, walcząc m.in. pod Monte Cassino i pod Anconą.

W r. 1945 Wiktor Ostrowski zorganizował wyprawę na Klimandżaro, a w 1952 uczestniczył w wyprawie na Lądolód Patagoński. Mieszkając od r. 1947 w Buenos Aires, wyszkolił tam silną drużynę alpinistów polonijnych, których nazwiska – Jerzego Peterka, braci Dudzińskich, Blicharskich – przewijają się przez kroniki wejść andyjskich.

Drugą, oprócz gór, pasją Wiktora Ostrowskiego były sporty wodne. Był wioślarzem w latach studenckich, w Ameryce Południowej odbywał wielkie spływy rzekami, np. Paraną na trasie 2500 km. Plonem wypraw górskich i wodnych były tysiące pięknych zdjęć, filmy dokumentalne, a przede wszystkim artykuły prasowe oraz książki. W r. 1935 ukazała się książka „Na szczytach Kordyliery”, w 1937 wspomnienia kaukaskie „W skale i lodzie”, w r. 1947 – „Safari przez Czarny Ląd”. Wydana w r. 1954 w Buenos Aires książka „Mas alto que los condores” stała się z miejsca klasyczną pozycją w bibliotece andyjskiej. Książki te były później wznawiane w kraju i tłumaczone na inne języki.

W r. 1975 Wiktor Ostrowski powrócił na stałe do Polski. W uznaniu jego wybitnych zasług, różne organizacje górskie obdarzyły go członkostwem honorowym: Klub Wysokogórski (w r. 1963), Centro Andino Buenos Aires (słynny CABA), Club Andino Mercedario. W mieszkaniu na Saskiej Kępie powstawała od nowa biblioteka górska i wojenna, gromadziły się pamiątki. Wiktor miał wielorakie zainteresowania, ale góry zawsze były na pierwszym planie. Trawiony długotrwałą bezlitosną chorobą, do ostatnich dni życia łaknął wiadomości ze skalnego świata, cieszył się sukcesem Wandy Rutkiewicz, martwił o dalszy rozwój naszej działalności wyprawowej. Zmarł 19 stycznia 1992 r. i pochowany został w wojskowej części Cmentarza Powązkowskiego – wśród towarzyszy broni i niedaleko swych tatrzańskich partnerów, Wiesława Stanisławskiego i Justyna Wojsznisa (Smoczy Szczyt w zimie), spoczywających na tzw. Starych Powązkach. Będzie nam go naprawdę bardzo brakowało…

Józef Nyka, „Głos Seniora” (styczeń 1992)

Od lewej: Andrzej Paczkowski, Wiktor Ostrowski, Alosza Malejnow, Wanda Rutkiewicz, Andrzej Zawada (fot: Józef Nyka)

Michał Kochańczyk, alpinista i eksplorator: –W październiku 1986 roku wraz z Piotrem Lutyńskim odwiedziliśmy Wiktora Ostrowskiego w Jego mieszkaniu w Warszawie. Przyjął nas bardzo serdecznie. Okazał się ciepłym człowiekiem. Bardzo przyjazna, interesująca rozmowa w mieszkaniu, które było jedną wielką biblioteką, trwała kilka godzin, Dla nas było wielkim przeżyciem spotkanie z człowiekiem, który był nie tylko wielką kartą historii polskiego alpinizmu, ale też u życiorysem, mogącym „obsłużyć” kilka osób. Czuliśmy też, że Wikor Ostrowski wyraźnie cieszył się podczas tej rozmowy , że spotkał się z kolejnym pokoleniem Polaków, których zaraził fascynacją górami i i które  kontynuuje skutecznie Jego działalność. Sama książka, mimo że została napisana kilkadziesiąt lat temu, nie ulegla presji czasu. W sposób naprawdę interesujący opisuje pionierską ekspedycję i wciąga kolejnych czytelników w czar wypraw w góry wysokie.-

Hiszpańskojęzyczna wersja „Wyżej niż kondory”, kultowej książki Wiktora Ostrowskiego, doczekała się właśnie reedycji w Argentynie.




Prześlij dalej:

5 reakcji na "Wiktor Ostrowski (1905-1992)"

  1. Chavez-ultras  05/06/2012 o 23:07

    Czytałem kiedyś wspaniałą książkę Ostrowskiego „Srebrna rzeka”.
    Ile to przygód Wiktor przeżył razem z Lalo Szychowskim, synem Don Juana Szychowskiego!
    Piękna postać, szkoda że nieco zapomniana przez dzisiejszych eksploratorów Ameryki Południowej.
    Wyczyn Wiktora powtórzył Antek Wielki. Szkoda, że tylko niektóre fragmenty tej kajakowej wyprawy są na Jego stronie.

    Odpowiedz
  2. Chavez-ultras  05/06/2012 o 23:12

    Przepraszam, książka o spływie kajakowym to oczywiście „Życie wielkiej rzeki”

    Odpowiedz
    • Wiesław Król  16/09/2012 o 13:05

      Książki Pana Wiktora Ostrowskiego są wspaniałe. Mam dwie jedna Wyżej niż Kondory druga Życie wielkiej Rzeki. Poszukuję pozostałych wydawnictw, oczywiście za zapłatą.

      Odpowiedz
  3. americalatina  17/04/2013 o 21:02

    Wiktor Ostrowski jest dla mnie wielka Legenda i autorytetem.
    jego ksiazka „zycie wielkiej rzeki”, zmienila bieg mojej rzeki, mojego zycia.
    nie probujac kopiowac jego zycie, nieswiadomie poruszam sie jego sciezkami (andy, lodowiec kontynentalny, rzeki).
    zaluje, ze nie mialem mozliwosci spotkac sie z nim osobiscie, ale ciesze sie, ze moglem zaprzyjaznic sie z bohaterem jego ksiazki – Lalo Szychowskim.

    saludos,
    Antek

    PS @Chavez, nie Antek Wielki, tylko Antek.
    ksiazka typu „zycie wielkiej rzeki – 50 lat pozniej”, od dluzszego czasu chodzi po mojej glowie, ale ciezko jest mi znalezc czas by przysiasc przy biurku.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.