Dymisja argentyńskiego biskupa. Za „przyjaciółkę z dzieciństwa”.


Wpływowy argentyński biskup, Fernando María Bargalló, podał się do dymisji, po tym jak prasa tego kraju opublikowała zdjęcia jego plażowych zabaw z kobietą, która – jak się okazało – jest jednak kimś więcej niż tylko „przyjaciółką z dzieciństwa”.

57-letni Fernando Bargalló był od 15 lat biskupem graniczącej z Buenos Aires diecezji Merlo-Moreno. Od zawsze był hierarchą bardzo aktywnym społeczno-politycznie, przez co też i mocno kontrowersyjnym. Jako przewodniczący Caritasu na Amerykę Łacińską i Karaiby zaangażował się w aktywną pomoc najbardziej ubogim, niestroniąc przy tym od krytyk wobec rządzących i kontrowersyjnych wypowiedzi. O swym rodzimym kraju mówił chociażby: „Wciąż mamy w Argentynie skandalicznie wysoką liczbę biednych. Jesteśmy krajem marzeń dla wielu, niemniej jednak wielu innych ma potworne trudności aby żyć w nim godnie”.

W siedzibie swej diecezji w Merlo biskup Bargalló bardzo często organizował, często burzliwe i trwające do późnych godzin nocnych, debaty społeczno-polityczne. A rządzącemu Argentyną od 2003 r. małżeństwu Kirchnerów zarzucał podsycanie „przemocy politycznej”, przeciw której wielokrotnie organizował pochody i manifestacje. Zarzucał też rządowi, że manipuluje danymi publikowanymi przez Narodowy Instytut Statystyki, twierdząc że dane na temat ubóstwa w biedy zupełnie nie odpowiadają rzeczywistości.

W 2008 r., gdy  prezydent Cristina Kirchner, podczas konfliktu z producentami rolnymi, zarzuciła im, że „grzeszą swoim skąpstwem” i straszyła, że jest to „najsurowiej przez Boga karany grzech”, biskup Bargalló natychmiast odparował, żeby sama uważała „bo znacznie poważniejszym od skąpstwa grzechem, będącym jednym z grzechów głównych, oddalającm człowieka od Boga i bliskich, jest pycha”.

Nic więc w sumie dziwnego, że biskup Bargalló cieszył się szczególną uwagą argentyńskich mediów. Te prorządowe często zarzucały, że choć „kreuje się na biskupa biednych”, to spędza wakacje w hotelach, w których płaci po 500 dolarów za dobę. I to też właśnie one, kilkanaście dni temu, opublikowały jako pierwsze serię zdjęć, podobno zrobionych przypadkowo przez reportera stacji telewizyjnej América 24, na plaży w meksykańskim Puerto Vallarta. Widać na nich biskupa Bargalló bawiącego się wodzie z kobietą. Nic nadzwyczaj pikantnego, lecz jednak nie do końca chyba zgodnego ze składanymi przez katolickich duchownych ślubów czystości…

Na tyle, w każdym bądź razie, niezgodnego, że tuż po publikacji tych zdjęć Nuncjatura Apostolska w Buenos Aires poinformowała, że szykuje stosowny raport dla Watykanu.

Sam biskup, początkowo wszystkiemu zaprzeczał, twierdąc że nie poznaje nikogo (w tym siebie) na pokazywanych zdjęciach. Ale gdy sprawa nabrała rozgłosu Bargalló przpomniał jednak sobie, że jednak, w styczniu 2011 r., odpoczywał na meksykańskiej plaży z kobietą. –Przepraszam jeśli kogoś uraziłem. Może rzeczywiście byłem nieostrożny i zachowywałem się dwuznacznie, To jednak zdjęcia z wakacji spędzonych z przyjaciółką z dzieciństwa. Znamy się odkąd tylko to pamiętam. Łączy nas tylko przyjaźń– tłumaczył.

Szybko okazało się jednak, że parę ze zdjęć łączy więcej. Znacznie więcej.  Dziennik Perfil potwierdził wprawdzie, że kobieta i biskup rzeczywiście znają się całe życie, ale też odkrył że byli parą jako nastolatkowie. Ustalono także, że to właśnie Bargalló udzielił swego czasu ślubu przyjaciółce (która jednak od kilku już lat jest w separacji), oraz że jest ojcem chrzestnym jej najstarszego syna. Dziennikarze odtworzyli też cały przebieg owych wakacji ze stycznia 2011 roku – wylot z Buenos Aires dwoma różnymi rejsami, spotkanie w Miami, wspólna podróż przez Meksyk z postojami w ekskluzywnych hotelach, powrót do Argentyny dwoma różnymi lotami.

W miniony czwartek biskup Fernando Bargalló wezwał wszystkich księży swej diecezji i zakomunikował im, że – rzeczywiście – z kobietą ze zdjęć łączy go miłosna historia. Ujawnił równocześnie, że zwrócił się już do Stolicy Apostolskiej o zdymisjonowanie go biskupiej funkcji. Przedwczoraj Watykan wydał komunikat informujący, że dymisja została przyjęta.

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Dymisja argentyńskiego biskupa. Za „przyjaciółkę z dzieciństwa”."

  1. ArtZ  28/06/2012 o 23:07

    Byc może nie byłoby problemu, gdyby ów biskup był mężem swojej żony. Pismo Św., a konkretnie 1 List do Tymoteusza 3;2, mówi (wg katolickiej Biblii Tysiąclecia, wyd. II poprawione): „Biskup więc powinin byc nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity (…)”.
    Co byłoby złego w tym, gdyby ten biskup znajdował rozkosz w objęciach żony, którą poślubił? Po co komu celibat, skoro nie ma poparcia w Piśmie Św., a w jego wyniku często dochodzi do patologii albo do takiego jak widoczna tu zabawa w ciuciubabkę z paparazzi? Dlaczego jedni czują się zmuszeni walczyc z własnym sumieniem, drudzy – z naturą, a jeszcze inni stają się zdemoralizowanymi cynikami, traktującymi stan duchowny jak zwykły zawód?

    Odpowiedz
    • latinbrand  01/07/2012 o 21:31

      Nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Też uważam, że dla Kościoła katolickiego byłoby o wiele ZDROWIEJ gdyby księża mogli mieć rodziny. Poza uniknięciem części skandali obyczajowych, sprawiłoby to też, że duchowni nie byliby aż tak bardzo oderwani od rzeczywistości.

      A wracając do sprawy argentyńskiego biskupa – przerażający jest poziom komentarzy i sposób w jaki wprowadzają do tematu te prezenterki telewizyjne. Nie wiem, czy w Ameryce Łacińskiej jest kraj z telewizją o gorszym poziomie niż ta w Argentynie.

      Odpowiedz
  2. Wiesław Nowak  12/07/2012 o 12:57

    Decydując się na kapłaństwo trzeba liczyć się z tym, że nie będzie można robić wszystkiego tak jak zwykli ludzie. Niestety oddajemy się wtedy w ręce Boga i jemu chcemy służyć. Musimy pamiętać, że to nasza dobrowolna decyzja do której nikt nas nie zmusza i sami decydujemy się na życie w czystości. To jest jeden z przykładów, gdzie biskup został przyłapany. Istnieje wiele duchownych, którym takie rzeczy uchodzą na sucho.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.