Caracas – południowoamerykańska stolica przemocy


Wciąż nie widać żadnych rezultatów ogłaszanych regularnie przez rząd Hugo Cháveza reform w służbach mundurowych, specjalnych programów walki z przestępczością, czy z nielegalnym posiadaniem broni. Przeciwnie – liczba zabójstw w wenezuelskiej stolicy, Caracas, nieustannie rośnie.

Od 1 stycznia do końca maja do policyjnej kostnicy Bello Monte w Caracas, gdzie obowązkowo trafiają wszyscy, którzy w wenezuelskiej stolicy umierają w sposób nienaturalny, trafiło 2178 ciał. Według szacunków organizacji pozarządowej Paz Activa, co najmniej 80 proc. to właśnie ciała ofiar przestępców. Pozostali to samobójcy i ofiary wypadków.

2178 ciał w Bello Monte w pierwszych 5 miesiącach tego roku oznacza – zdaniem szefa Paz Activa, Luisa Cedeño – że liczba zabójstw w Caracas, które od lat jest najbardziej niebezpieczną stolicą Ameryki Południowej, nie przestaje rosnąć. W ubiegłym roku, w tym samym okresie, denatów przewiezionych do tego policyjnego prosektorium było o 11 proc. mniej – 1950.

Krwawiące Caracas

"Caracas sangrante", praca wenezuelskiego fotografa Nelsona Garrido

Władze Wenezueli, mimo że wysoka przestępczość wg. prawie wszystkich sondaży jest na czele zmartwień mieszkańców kraju, tradycyjnie w tej sprawie milczą. Rząd Hugo Cháveza zaprzestał regularnego publikowania oficjalnych kryminalnych statystyk w 2004 r., gdy wytknięto mu, że liczba morderstw, od czasu gdy stał się on prezydentem, była jednym najdynamiczniej rosnących wskaźników.

Publikowane co jakiś czas wyrywkowe oficjalne dane są najczęściej, zdaniem niezależnych ekspertów, mocno zmanipulowane. Standardem stało się chociażby katalogowanie osób zastrzelonych wewnątrz auta, jako ofiary wypadków samochodowych.

Rządzący natomiast chętnie zarzucają opozycyjnym mediom i organizacjom pozarządowym, że wyolbrzymiają problem i zawyżają opracowywane przez siebie statystyki. Zdarza się nawet, że grożą przy tym sankcjami administracyjnymi, a nawet procesami za „usiłowanie wzbudzenia paniki w społeczeństwie”. Tymczasem, gdy w 2010 roku, wewnątrzrządowy tajny raport o przestępczości niespodziewanie ujrzał światło dzienne okazało się, że niezależnie opracowywyane dane nie są wcale przesadzone, ale wręcz mocno niedoszacowane. W 2009 r. – przeczytać można było w rządowym opracowaniu – przestępcy zabili w Wenezueli 19133 osób.

Kilka miesięcy później, w lutym  2011 roku, minister spraw wewnętrznych tego kraju, Tareck el-Aissami, przekonywał, że wskaźnik liczby morderstw na 100 tys. mieszkańców wynosi 48 (dla porównania – w Polsce, w ubiegłym roku, wskaźnik ten wynosił niespełna 1,8). Równocześnie przyznał, że w styczniu owego roku zabito w Wenezueli 1347 osób. Eksperci natychmiast zauważyli, że między tymi dwoma danymi istniej spora niezgodność. Bo jeśliby nawet przyjąć, że pozostałe miesiące roku są równie tragiczne (podczas gdy w rzeczywistości styczeń należy do miesięcy relatywnie spokojnych), to 2011 musiałby się zamknąć z liczbą morderstw przekraczającą 16 tys. i dającą Wenezueli średnią 56 zabójstw na 100 tys. mieszkańców.

W ubiegłym roku morderstw było jeszcze więcej. Wg. Wenezuelskiego Obserwatorium Przemocy – struktury założonej przez największe wenezuelskie uniwersytety – w 2011 r. śmiertelnych ofiar przestępstw było 19336, najwięcej w historii tego kraju. Dla porównania – 10 lat wcześniej, w 2001 r., było ich 7980. Oznacza to, że w 2011 – statystycznie – mordowano w Wenezueli 1611 osób miesięcznie, czyli 53 dziennie.

Niestety wszystko wskazuje na to, że bieżący rok także będzie rekordowy. Nie trzeba patrzeć w statystyki, abu zdać sobie sprawę, że z bezpieczeństwem w Caracas jest coraz gorzej. W maju doszło chociażby do bezprecedensowej i tragicznej w skutkach strzelaniny na jednej ze stacji metra, które wcześniej uważane było za najbezpieczniejszy środek komunikacji publicznej w wenezuelskiej stolicy. Bandyci coraz częściej napadają w ciągu dnia, także w ścisłym centrum miasta.

W Caracas nie ma żadnego efektywnego programu walki z przestępczością, zwłaszcza z morderstwami. Stworzona w 2009 r. Narodowa Boliwariańska Policja, okazała się klęską – nie ma jej wcale w miejscach znanych jako najbardziej niebezpieczne.– narzeka Luis Cedeño. I zauważa, że w Wenezueli śmierć bardzo się zbanalizowała. –Informacje o morderstwach rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Jeśli już trochę oburzamy się, to tylko wtedy gdy ofiarą jest kobieta lub małe dziecko. Tak poza tym to traktujemy przemoc jako część naszej codzienności. Oswoiliśmy ją, bo uważamy że nie mamy innego wyjścia, wiedząc że Państwo nie jest w stanie stawić jej czoła.– mówi szef Paz Activa serwisowi tierralatina.pl.

***

W pierwszych 18 dniach czerwca do kostnicy Bello Monte w Caracas trafiło 250 ciał. Wśród uznanych za ofiary przemocy jest m.in. 53 nieletnich, 34 kobiety i 44 policjantów.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.