Masakra w Paragwaju


Co najmniej 16 osób – 7 policjantów i 9 rolników – zginęło w miniony piątek w wyniku starcia służb porządkowych z grupą okupującą ziemię, należącą do jednej z wpływowych paragwajskich rodzin. Prezydent kraju, Fernando Lugo, już zdymisjonował ministra spraw wewnętrznych i szefa policji.

Okupacja terenów należących do 83-letniego milionera i byłego szefa opozycyjnej, prawicowej Partii Czerwonej Blasa Riquelme  trwała od ponad miesiąca. „Firmowała” ją Liga Nacional de Carperos, ruch chłopów bezrolnych kierowany przez José Rodrígueza, powszechnie uważanego w Paragwaju za człowieka powiązanego towarzysko z rządem i samym prezydentem Lugo. Manifestanci – jak zwykle w podobnych sytuacjach – domagali się podziału wielkich majątków ziemskich, argumentując dodatkowo, że Riquelme bezprawnie przywłaszczył sobie należące do niego tereny za czasów dyktatury Alfredo Stroessnera.

To są zwykli złodzieje, a nie chłopi bezrolni– odpowiadała rodzina właściciela, argumentując, że okupanci wcale nie zajęli gruntów rolnych, lecz utworzony przez Riquelmów rezerwat przyrody, na którym w dodatku znajduje się stacja badawcza. –Nie pierwszy raz okupowali należące do nas tereny. I jedyne co ich zawsze interesuje to wycinanie starych potężnych drzew i szybkie sprzedawanie ich nielegalnym handlarzom– tłumaczył wczoraj, w jednym z paragwajskich kanałów telewizji, Jorge Riquelme, syn właściciela.

Jego zdaniem to właśnie obecność stacji badawczej na okupowanym terenie sprawiła, że tym razem lokalny sąd nakazał policji usunięcie okupantów siłą. Bowiem jak zgodnie mówią właściciele ziemscy, od czasów kiedy Lugo został prezydentem, państwowe organy robią wszystko aby chronić organizacje domagające się podziału majątków, a nie ich właścicieli. Potwierdza to m.in. Cristina Villalba, gubernator departamentu Canindeyú, na terenie którego doszło do piątkowej tragedii: –Liderzy tych ruchów to przyjaciele prezydenta, często pokazujący się w towarzystwie jego najbliższych współpracowników. W większości to nie są chłopi bezrolni, a osoby które mają tu całkiem spore majątki, a okupowanie terenów stało się ich podstawową pracą– cytuje ją agencja AFP. Najczęściej bowiem okupacje kończą się „porozumieniem finansowym” między właścicielem, a zajmującym jego tereny ruchem.

W piątek jednak doszło do konfrontacji. Na teren  należącej do Blasa Riquelme, znajdującej się 380 km na północny-wschód od stolicy kraju, okupowanej hacjendy Morumbí weszła, mając w ręku sądowy nakaz, policja. Mundurowe służby, wspierane przez śmigłowiec, na pierwszą linię wystawiły funkcjonariuszy elitarnej, wyspecjalizowanej w tłumieniu manifestacji, jednostki GOP. Policjanci wyposażeni w kamizeliki kuloodporne, broń z kauczukową amunicją i miotacze gazu, zupełnie nie spodziewali się, że przywita ich ogień jak na linii frontu. –Strzelali do nas z broni snajperskiej i karabinów typu M-16. Dokladnie takiej jaka zginęła kilka miesięcy temu w napadzie na policyjny arsenał. Strzały był tak silne, że poprzebijały kamizelki kuloodporne.- tłumaczył później Walter Gómez, jeden z szefów policji śledczej.

W wyniku tego ataku z zaskoczenia zginęło 7 policjantów, wśród nich m.in. szef GOP, Erven Lovera, brat szefa ochrony prezydenta Lugo. Ich przeciwnicy strzelali nawet do śmigłowca, który pomagał w ewakuacji rannych. Mundurowi, po przegrupowaniu się i wymianie broni na bardziej adekwatną do sytuacji,  przeprowadzili kontratak. W tym drugim starciu zginęło co najmniej 9 protestujących. Liczba rannych, po obu stronach, przekroczyła setkę. Bilans ten może się jeszcze zresztą zmienić – jeszcze wczoraj wojsko przeczesywało okoliczne lasy w poszukiwaniu ewentualnych rannych lub zabitych.

Te piątkowe wydarzenia w Curuguaty zaszokowały większość Paragwajczyków. Bo choć okupacje prywatnych terenów stały się w tym kraju codziennością, to jednak  – w ciągu ostatniej dekady – nigdy nie kończyły się podobną masakrą.

Reakcja rządu Fernando Lugo też, zdaniem wielu paragwajskich komentatorów, pozostawia wiele do życzenia. Zbyt długo – ich zdaniem – trzeba było czekać na oficjalną jego reakcję. Co więcej, początkowo niektórzy politycy bliscy obozu rządzącego insynuowali, że za wszystko odpowiedzialna może być jakiś oddział lewicowej organizacji terrorystycznej, Wojsko Ludu Paragwajskiego (EPP). Jednak niezależni eksperci twierdzą, że to wysoce nieprawdopodobne, EPP jest – ich zdaniem – zbyt małą organizacją, w dodatku której modus operandi to porwania i niewielkie zamachy bombowe, a nie bezpośrednia konfrontacja.

Zresztą rząd dość szybko sam przestał sugerować udział EPP. Zanim jednak Lugo zabrał oficjalnie głos, zdążył wypowiedzieć się José Rodríguez, lider ruchu który zorganizował tragicznie zakończoną okupację. –To był policyjny autozamach. Sami siebie pozabijali aby w ten sposób zamaskować to, że zmasakrowali bezbronnych chłopów– stwierdził, zanim jeszcze policja opublikowała otwierające ten tekst nagranie wideo, na którym wyraźnie widać jak została zaskoczona przez strzały.

Fernando Lugo wypowiedział się dopiero późnym popołudniem, wiele godzin po tragedii. W ostrych słowach skrytykował starcie i wyraził „absolutne poparcie” wobec działań mundurowych. Dodał też, że przyjmie dymisję ministra spraw wewnętrznych i odwoła szefa policji, gdyż  – jak stwierdził – policyjna akcja została najwyraźniej źle zaplanowana i dlatego skończyła się „bolesną śmiercią” funkcjonariuszy.

Opozycja jednak wrze. Wielu jej polityków oskarża prezydenta, że zbyt długo tolerował bezprawne działania organizacji okupujących ziemie. Zarzuca mu też, że rząd wspiera niewielkie „wspólnotowe” rozgłośnie radiowe, z których wiele – jak stwierdziła gubernator Villaba – „nie robi nic innego jak siać nienawiść i namawiać do łamania prawa”.

Analitycy w Asunción ostrzegają, że Fernando Lugo, który już chyba się przyzwyczaił do nieustannych i często nieuzasadnionych krytyk opozycji, tym razem ma jednak powody do zaniepokojenia. Wśród jego krytyków pojawili się bowiem wczoraj prominentni politycy Autentycznej Partii Liberalno-Radykalnej (PLRA), która jest jedną z głównych składowych Patriotycznego Aliansu dla Zmiany, szerokiej partyjnej koalicji, która w 2008 r. wyniosła Fernando Lugo do władzy, przerywając tym samym 61-letni okres nieprzerwanej władzy Partii Czerwonej.

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Masakra w Paragwaju"

  1. Pingback: Franco za Lugo w Paragwaju | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.