Wolontariat w Kolumbii


Tak, tak, co poniektórzy to by się do Kolumbii bardzo chętnie i dobrowolnie udali, by popróbować tego czy owego… (zgodnie z tłumaczeniem łac. voluntarius – dobrowolny), ale my tu na poważnie raczej.

Pojechać sobie gdzieś na drugi koniec świata jako turysta to zawsze wielka przygoda i dużo wrażeń, ale pojechać i popracować z „lokalesami”, wtopić się w tamtejszą społeczność, pogadać z ludźmi, pobyć z nimi dłuższy czas, to są dopiero niezapomniane wspomnienia!

A było to tak…

Ze wszystkich krajów Ameryki Południowej, które do tej pory odwiedziłam, to właśnie Kolumbia, a właściwie Kolumbijczycy zrobili na mnie największe wrażenie: niezwykle pomocni, radośni, skorzy do żartów i bezpośredni. A przy tym są bardzo dumni ze swojego kraju, z honorem bronią jego godności i walczą o zmianę jego wizerunku (bo skojarzenia są jednoznaczne: narcotraffic, FARC, niebezpiecznie). Pomyślałam sobie więc, że może by tam tak chwilę pomieszkać? I wtedy do głowy wpadł mi wolontariat.

Origami i robienie kartek świątecznych z uczniami Colegio Ricuarte de Soacha pod Bogotą

Organizacja, z którą się związałam, to Emerging Voices, fundacja z Bogoty, prowadząca kilka projektów, głównie na rzecz dzieci, osób pozbawionych środków do życia i wykluczonych ze społeczeństwa. Najciekawsze było to, że mogłam popracować przy każdym projekcie, a potem wybrać te, które mi najbardziej pasowały.

W poniedziałek pojechałam do domu dziecka. 150 dzieciaków w wieku od kilku miesięcy do 15 lat, mieszkających w swego rodzaju kampusie. Rzuciliśmy się w wir ich codziennego życia. Najpierw stałam na bramce (172cm, więc uznano mnie za osobę strategiczną w drużynie), potem porządkowaliśmy kostiumy teatralne – rany, czego tam nie było!!! Uczenie angielskiego dzieciaki z drugiej i trzeciej klasy to też niezłe wyzwanie, zwłaszcza jak się nie mówi super po hiszpańsku, a trzeba im wytłumaczyć jak działa Simple Present.

Niewidome dzieci z ośrodka Instituto para Ninos Ciegos w Bogocie

We wtorek zapakowaliśmy się w autobus i z piętnastką niewidomych dzieciaków pojechaliśmy na basen. Wszystkie w jednakowych dresach i z jednakowymi workami, w których miały ręczniki, klapki i jakieś slipki na zmianę. No i połap się potem, co jest czyje, bo przecież taki dzieciak nie wskaże ci palcem i nie powie, że to jego. Dla mnie najbardziej niesamowite było to, jak one szalały w wodzie, a mieliśmy wydzielony jeden tor, z jednej strony dość płytki, ale z drugiej głęboki. Zamknij sobie oczy i spróbuj popływać w takim torze, no i miej jeszcze z tego dziką przyjemność! Powodzenia ;o).

Zabawy z niewidomymi dziećmi z ośrodka Instituto para Ninos Ciegos w Bogocie

W środę obrałam skrzynkę marchwi i pokroiłam w kostkę, dość tępym nożem, więc skończyło się na pęcherzach. Potem przyszła kolej na ogromne papaje (melonowce) na sok i wreszcie nakładałam chochlą ryż na ponad 150 talerzy, które potem powędrowały do bezdomnych. Zadziwiające, jaki porządek i dyscyplina panowały w tej stołówce. Potem, gdy wszyscy już zjedli, niektórzy panowie pomagali nam posprzątać. Tak okazywali swoją wdzięczność za darmowy posiłek. Nie powiem, było to wzruszające.

W czwartek bladym świtem wyruszyliśmy kolorowym, bardzo głośnym, zdezelowanym i mega szybkim busikiem (bogotański transport miejski) do Soacha, miasteczka pod Bogotą, gdzie w szkole podstawowej wolontariusze uczą angielskiego i organizują czas po lekcjach. Umiejętność origami (żaba, kwiatek i łabędź) okazała się bezcenna, podobnie jak tańczenia (jakieś proste układy choreograficzne). Na piosenkach niestety poległam.

Autorka tekstu z uczennicą Colegio Ricuarte de Soacha pod Bogotą

Piątek zarezerwowany dla „abuelitas”, czyli po hiszpańsku „babć”. Tak mówimy na starsze panie, opuszczone przez rodziny, znalezione chore na ulicy, niezdolne do samodzielnego życia, które mieszkają w ośrodku prowadzonym przez siostry z zakonu Matki Teresy z Kalkuty. To było dla mnie duże wyzwanie, bo nigdy wcześniej nie zajmowałam się osobami w podeszłym wieku. Dla tych co wolą konkretne prace: ścielenie łóżek, segregowanie ubrań z suszarni, czy pomoc w pralni. Starsze panie liczą jednak przede wszystkim, że choć trochę umili się im czas. Uwielbiają jak się im czyta, rysuje z nimi, czy czesze je albo maluje paznokcie. Każda kobieta chce być piękna – zawsze i wszędzie ☺.

Weekend jest zazwyczaj wolny od pracy, można więc zaszaleć w klubie salsowym, a blondynki naprawdę nie mają się co przejmować, że nie znają kroków. Panowie „salseros” (jak się tu lokalnie nazywa tancerzy salsy) bardzo chętnie pokażą co i jak. Można się powłóczyć po mieście, zajrzeć do muzeów, wpaść na „almuerzo” (lunch) do jednej z tanich i wyśmienitych jadłodajni w starej dzielnicy Bogoty: La Candelaria. Ja zwiewam za miasto.

Wystarczy jedna godzina busem od Bogoty i klimat zmienia się diametralnie – gorąco, słonecznie, wilgotno. 1500 metrów niżej (Bogota leży w kotlinie na wysokości 2.400 – 3.500 m n.p.m.), a zupełnie inny świat! Dogrzałam się więc i wracam.

Do moich niewidomych dzieciaków, bo ten właśnie projekt wybrałam po przeglądzie wszystkich dostępnych. Zdobyły moje serce uśmiechem, dobrym humorem, ciekawością świata i ciągłym zwracaniem się do siebie: „¡Mira!”, co znaczy: Patrz!

Przydatne informacje:
– wolontariat w krajach tzw. „trzeciego świata” jest zazwyczaj płatny – stawki zależą od organizacji; sprawdzone przeze mnie: IVHQ i Emerging Voices Colombia
– nie trzeba się obawiać, że nie zna się języka kraju, w którym chciałoby się pracować jako woluntariusz/ka – prostych słów uczy się bardzo szybko, a osoby, z którymi się pracuje (czy to dzieciaki, czy osoby starsze) są niezwykle przyjazne i wyrozumiałe
– oferta wolontariatów jest ogromna – można uczyć angielskiego, zajmować się dziećmi, zwierzętami, osobami starszymi, niepełnosprawnymi, albo też pomagać przy budowie szkół, czy innych ośrodków potrzebnych lokalnie – każdy znajdzie coś dla siebie
uwaga: wolontariat uzależnia! Pojedzie się raz i już co roku będzie się chciało robić w wakacje właśnie to.

Autorem tekstu jest Monika Bębnowska – konsultantka po fachu, wolontariuszka z wyboru, aktualnie zasiedziała w Kolumbii. tierralatina.pl publikowała wcześniej jej teksty o zderzeniu stereotypów z rzeczywistością w Wenezueli, tamtejszym archipelagu Los Roques, oraz o Ciudad Perdida i Dolinie Cocora w Kolumbii.

***

P.S. Wolontariatowi i różnego rodzaju praktykom, czy stażom poświęcony jest jeden z działów naszego forum dyskusyjnego.

Prześlij dalej:

7 reakcji na "Wolontariat w Kolumbii"

  1. Sebastian  23/04/2013 o 18:22

    Wow, świetny wpis. 🙂 Super przygoda. Byłem już w Meksyku w odwiedzinach znajomych, ale marzy mi się naprawdę Kolumbia i 6mc wolontariat tam 🙂 dotego może to jedynie moje błędne wyobrażenie iż jest tam nieco niebezpiecznie, ale to także sprawia że chcę tam jechać 🙂 Co możesz Moniko powiedzieć o bezpieczeństwie w Kolumbii?

    Odpowiedz
    • mona_pola  22/05/2013 o 21:23

      Hej Sebastianie,
      mogę powiedzieć tyle, że rząd kolumbijski zrobił w ostatnich latach naprawdę dużo, żeby poprawić bezpieczeństwo, zarówno w miastach, jak i na drogach (wiele razy podróżowałam autobusami nocą, absolutnie żadnych problemów :o). W miejscach turystycznych policji jest mnóstwo, w większości super uprzejmi i pomocni w znalezieniu drogi.
      Oczywiście trzeba się mieć na baczności, bo złodziei nie brakuje. Po prostu trzeba być ostrożnym i dobrze pilnować wartościowych rzeczy, jak telefony czy aparaty fot., a paszport i karty kredytowe najlepiej zostawić zamknięte w hostelu czy hotelu.
      Kolumbijczycy są przemili, radośni, ‚salsa everywhere’ ;). Na pewno Ci się spodoba. Gdybyś miał jeszcze jakieś pytania, daj znać!
      Saludos, Monika

      Odpowiedz
    • tierralatina.pl  22/05/2013 o 22:26

      Na naszym forum jest dział poświęcony podróżowaniu po Kolumbii. Sprawa bezpieczeństwa też jest często tam poruszana. Polecamy.

      Odpowiedz
  2. Ania  07/08/2014 o 16:45

    Dzięki za ten tekst Moniko, od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pomysł wolontariatu własnie w Kolumbii. Po roku spędzonym w Hiszpanii i poznaniu wspaniałych latynoskich rodzin nie mogę się powstrzymać od chęci wyjazdu. Świetny tekst który przeczytałam z wypiekami na twarzy, mam nadzieję że za rok ja będę mogła podzielić się podobnymi wrażeniami.

    Odpowiedz
  3. Beata  28/03/2015 o 06:02

    Właśnie zainspirowałaś mnie do kontaktu z Emerging Voices, dziękuję! Wybacz moje dość przyziemne pytanie, ale czy możesz doradzić jak najtaniej dolecieć do Kolumbii? I ile pieniędzy powinnam zagospodarować na miesiąc + ile wynosi „”fee?

    Odpowiedz
    • tierralatina.pl  04/04/2015 o 08:25

      Jeśli chodzi o poszukiwanie tanich (najtańszych) biletów lotniczych, to polecamy dział temu poświęcony na naszym latynoamerykańsko-karaibskim forum dyskusyjnym. Regularnie pojawiają się tam informacje o promocjach i okazjach:
      http://www.tierralatina.pl/forum/viewforum.php?f=21
      O odpowiedź na pozostałe pytania poprosimy autorkę tekstu.

      Odpowiedz
  4. mona_pola  06/04/2015 o 18:59

    @Beata, przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale święta, wiosna… :).
    Jeśli chciałabyś pojechać na wolontariat do Kolumbii i pracować dla Fundacji Emerging Voices, to na stronie partnerskiej organizacji IVHQ masz wszystkie dane: https://www.volunteerhq.org/volunteer-in-colombia-bogota są tam zarówno programy jak też fee. Z mojego doświadczenia wynika, że jak jechać to minimum na dwa tygodnie. W Bogocie w fundacji zarządza teraz kolejna Polka, więc na pewno będzie łatwiej :). Powodzenia!

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.