Argentyńczycy się buntują!


Dziesiątki tysięcy Argentyńczyków wyszły w czwartek wieczorem na ulice, aby zaprotestować przeciw polityce rządu Cristiny Fernández Kirchner. Korupcja, rosnąca przestępczość, inflacja i ograniczenia w zakupie dolarów były najczęstszymi zarzutami protestujących.

W Buenos Aires na ulice wyszło, wg. większości szacunków, ponad 100 tys. osób. Manifestacje odbyły się także m.in. w Cordobie, Santa Fe, Mendozie, La Placie i Rosario. Wszędzie ulicznym protestom towarzyszyły tzw. cacerolazos, czyli głośne bicie łyżkami o garnki, będące tradycyjnym sposobem wyrażania niezadowolenia z rządzących. Protesty, których oficjalnie nie poparła żadna z opozycyjnych partii, zwołane zostały za pośrednictwem mediów społecznościowych, głównie Facebooka i Twittera. Była to największa demonstracja niezadowolenia z rządów Cristiny Fernández, od czasu wybrania ją, w październiku ubiegłego roku, na drugą kadencję.

„Argentyna bez korupcji!”, „Nie chcemy reformy Konstytucji, chcemy bezpieczeństwa!”, „Boudou kłamczuch!”

Haseł wymalowanych na transparentach, bądź skandowanych przez manifestujących było bardzo wiele. Od narzekań na rosnącą przestępczość, przez wypominanie wiceprezydetowi Amado Boudou wciąż niewyjaśnionych korupcyjnych afer w które jest zamieszany, po domaganie się przestrzegania Konstytucji. To ostatnie w nawiązaniu do rozważanej przez polityków z prezydenckiej partii propozycji wniesienia do ustawy zasadniczej poprawek, które umożliwiłyby Cristinie Fernández ubieganie się o kolejną, trzecią czteroletnią kadencję (obecnie konstytucja mówi, że urzędujący prezydent może zostać ponownie wybrany tylko raz).

„Chcemy wolności”, „Cristina, nie mów nam na co możemy wydawać pieniądze!”

Nie brakowało też zarzutów, że rząd coraz bardziej ogranicza obywatelom dysponowanie własnym majątkiem, m.in. praktycznie uniemożliwiając legalny zakup dolarów po oficjalnym kursie. I to w sytuacji, w której oszczędzanie w lokalnej walucie jest całkowicie pozbawione sensu, gdyż inflacja – choć rząd nie chce się do tego przyznać – sięga niemal 30 proc. rocznie.

„Dość podatkowego Gestapo!”, „Nie chcemy być Kubą, ani Wenezuelą!”

Argentyńczycy coraz bardziej też narzekają – i dobitnie wyrażali to podczas wczorajszych manifestacji – na coraz większą inwigilację przez urząd podatkowy. Fiskus może już m.in. na bieżąco sprawdzać gdzie i jakie sumy wydają obywatele korzystając z kart płatniczych. Dodatkowo firmy telekomunikacyjne, oraz te które dostarczają wodę, prąd i gaz, mają obowiązek informować go którzy klienci płacą rachunki większe niż równowartość ok. 200 dolarów miesięcznie. Tacy obywatele muszą później składać wyjaśnienia dlaczego tak dużo płacą i skąd mają na to pieniądze. Nikt natomiast nie domaga się wyjaśnień od polityków, którzy na swych deklaracjach majątkowych ujawniają wielomilionowe fortuny.

„Nie Cristina, nie boimy się ciebie”, „Tylko dyktatorów należy się obawiać!”

Wiele transparentów, czy po prostu haseł wypisanych na kartkach trzymanych przez protestujących dotyczyło strachu. To reakcja na ubiegłotygodniowe słowa pani prezydent, która – podczas przemówienia do narodu transmitowanego obowiązkowo przez wszystkie kanały telewizji i radia – ostrzegła, że należy się jej bać.

Sama prezydent, podczas gdy setki tysięcy Argentyńczyków manifestowały swe niezadowolenie, brała udział w inauguracji fabryki tekstylnej należącej do francuskiego koncernu Lacoste, zlokalizowanej w San Juan. Stwierdziła tam, że nie denerwuje się protestami będącymi, jak się wyraziła: „narodowym łańcuchem strachu i pesymizmu”, gdyż wie że po przeciwnej stronie „znajdują się miliony Argentyńczyków wierzących w ten narodowy i demokratyczny projekt” jakim są jej rządy. Podkreśliła, że wraz z nieżyjącym już mężem Nestorem (poprzedził ją na prezydenckim fotelu) wydobyła Argentyńczyków z otchłani kryzysów: instytucjonalnego, społecznego i kulturalnego, w które wpędziły ich „kataklizmy potwornych wcześniejszych rządów”. „Nigdy nie podjęłam i nie podejmę żadnej decyzji, która doprowadziłaby do likwidacji choć jednego miejsca pracy” – dodała.




Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Argentyńczycy się buntują!"

  1. BsAs  14/09/2012 o 16:06

    Bezczelność Czarnej Wdowy jest impresjonująca. A gdzie jest Carlos Menem, czyli ten, który doprowadził do zapaści gospodarczej Argentyny i który był zamieszany w kilka największych argentyńskich skandali korupcyjnych końca XX wieku? No gdzie jest?

    Odpowiedź dla tych, którzy nie śledzą na bieżąco argentyńskiej polityki: Carlos Menem jest senatorem, należącym do koalicji wspierającej mafię K(irchner).

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.