Argentyna poczeka na Formułę 1


Bernie Ecclestone, szef Formuły 1, w bardzo ostrych słowach zdementował zapewnienia władz w Argentynie, że do kraju tego powrócą wkrótce zmagania najlepszych kierowców wyścigowych świata. –Wrócimy, gdy będą tam poważni ludzie– stwierdził.

Minister turystyki Argentyny, Enrique Meyer, powinien chyba zacząć obawiać się o swoje życie… Bo gdy – 15 lutego tego roku – jego szefowa, prezydent Cristina Fernández, ogłosiła powrót Formuły 1 do swego kraju, równocześnie ostrzegała go, stojąc przed telewizyjnymi kamerami: -Mam nadzieję, że sfinalizujemy ten kontrakt, bo w przeciwnym razie, przysięgam, zabiję cię!

Zapowiadany kontrakt miał zapewnić jej państwu prawo do organizacji zawodów Formuły 1 przez co najmniej 3 lata z rzędu. Prezydent sprecyzowała nawet wówczas, że Argentyna zorganizuje swoje Grand Prix już na przełomie listopada i grudnia 2013 roku, i że będzie to wyścig nie na torze, lecz po ulicach nadmorskiego miasta Mar de Plata. Trasę miał zaplanować niemiecki architekt Hermann Tilke.

Dla nas będzie to bardzo ważne wydarzenie, ponieważ po futbolu, to właśnie wyścigi samochodowe są ulubionym sportem Argentyńczyków– mówiła prezydent. I dodała: –Osiągnąć to, że Argentyna będzie gospodarzem wyścigów Formuły 1 jest czymś na co my, Argentyńczycy, zasługujemy. Będziemy mogli dzięki temu pokazać światu, to co mamy!-

Crstina Fernández zapowiedziała powrot Formuły 1 do Argentyny w dniu, w którym przyjęła w Pałacu Prezydenckim argentyńskich uczestników ostatniego Dakaru (fot: Presidencia Argentina)

Prezydent przyznała, że pomysłem ponownego ściągnięcia Formuły 1 do Argentyny zaraził ją minister turystyki. –To będzie wspaniała okazja, aby wypromowac nasz kraj na świecie.– wyjaśnił Meyer. A prezydent wtórowała: –Już organizacja Dakaru sprawiła, że nasz kraj zobaczyło w telewizorach 150 milionów ludzi. Formuła 1 ma widzów znacznie więcej.

Jednak gdy kilka tygodni później dziennikarze niemieckiej agencji DPA zapytali się Berniego Ecclestona, szefa firmy organizującej wyścigi Formuły 1, o szczegóły kontraktu jaki niby z jego firmą „domykał” argentyński rząd, ten nie krył swego zaskoczenia: –Jaki kontrakt? Pierwsze słyszę!- Choć równocześnie stwierdził, że Argentyna i Meksyk należą do państw, w których chętnie by ponownie zobaczył wyścigi bolidów.

W Buenos Aires rządowi oficjele, niczym nie zrażeni, wciąż jednak mówili o przyszłorocznym Grand Prix w Mar de Plata. Pokazywali nawet plany miejskiego toru! Wczoraj jednak Ecclestone raczej definitywie pozbawił ich i argentyńskich kibiców wszelkich złudzeń. W wywiadzie udzielonym brytyjskiej telewizji Fox Sports szef Formuły 1 powiedział:

Argentyna nie ma żadnego terminu zarezerwowanego w przyszłorocznym kalendarzu wyścigów. Oczywiście w przyszłości chętnie coś w Argentynie zrobimy, ale będzie to dopiero wtedy, gdy będziemy mieli tam do czynienia z poważnymi ludźmi. Nie teraz.

Rząd Cristiny Fernández jeszcze na to nie zareagował. A minister turystyki, wg. ostatnich doniesień, wciąż jest jeszcze żywy…

****

Argentyna – w latach 1953-1998 – wyścigi Formuły 1 organizowała 20 razy. Ich sceną był zawsze tor wyścigowy, wybudowany w 1952 r. na przedmieściach Buenos Aires, z inicjatywy ówczesnego prezydenta tego kraju, Juana Domingo Peróna. To nagłe zainteresowanie tym sportem wynikło z wywalczonego rok wcześniej przez Argentyńczyka Juana Manuela Fangio mistrzostwa świata. Słynny „El Chueco” wyczyn ten powtórzył później jeszcze czterokrotnie i przez kolejne 46 lat żadnemu kierowcy nie udało się aż 5 razy sięgnąc po mistrzostwo Formuły 1. Rekord Fangio wyrównał, a następnie poprawił dopiero Michael Schumacher. Niemiec jest też kierowcą, który wygrał ostanie zorganizowane Grand Prix Argentyny. Było to 12 kwietnia 1998 r.

Book Hostels Online Now

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Argentyna poczeka na Formułę 1"

  1. Polak z Montevideo  25/09/2012 o 01:41

    Ecclestone: „Oczywiście w przyszłości chętnie coś w Argentynie zrobimy, ale będzie to dopiero wtedy, gdy będziemy mieli tam do czynienia z poważnymi ludźmi.” Czyli nigdy. Argentyna to przecież kraj oszustów i kombinatorów. Zakorzeniona tam przez włoskich emigrantów mafijna mentalność stała się stylem życia i częścią narodowego jestestwa. Gdyby przeprowadzić tam akcję „Mani Puliti” to nie zostałby pewnie nikt w parlamencie i radzie ministrów. I siedzieć poszliby z całymi rodzinami.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.