Miłość, szmaragd i… kopalnia


Kolumbia jest niekwestionowanym światowym liderem w wydobyciu szmaragdów. W zależności od roku (i szczęścia górników), z kraju tego pochodzi od 50 do 95 proc. pojawiających się na rynku tych charakterystycznych zielonych kamieni. Swą wizytę w jednej z kolumbijskich szmaragdowych kopalni opisuje, specjalnie dla tierralatina.pl, Monika Bębnowska.

Z miłości do błyskotek dałam się zwabić do kopalni szmaragdów w Kolumbii. A początek tej historii był taki: któregoś dnia zobaczyłam na palcu Fernandy, mojej kolumbijskiej przyjaciółki, cudny pierścionek z zielonymi kamyczkami. Był najbardziej zjawiskowym pierścionkiem, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam. Okazało się, że rodzina Fernandy zajmuje się sprzedażą szmaragdów wydobywanych w Cordiliera Oriental w Kolumbii, a jej pierścionek był zaprojektowany specjalnie dla Swarovskiego.

Z zachwytem przyjęłam więc jej zaproszenie, aby wybrać się do Chivor i zwiedzić jedną z kopalni szmaragdów, należącą do jej znajomego.

Zalew Embalse la Esmeralda

Zapakowaliśmy się w busa i po czterech godzinach jazdy od Bogoty dotarliśmy do doliny Valle de Tenza. Nad malowniczo położonym zalewem Embalse la Esmeralda rozciągał się soczysto-zielony łańcuch Kordyliery Orientalnej. U stóp 70-metrowego wodospadu Cascada de Cristo Rey zjedliśmy śniadanie, przygotowane przez rodzinę mieszkającą w pobliżu, a potem ruszyliśmy szlakiem wzdłuż zalewu. Tropikalny klimat tego miejsca był miłą odmianą od chłodnej i deszczowej Bogoty. Przedzieraliśmy się przez las deszczowy podziwiając niezwykłe gatunki drzew i kwiatów, a przewodnik opowiadał nam legendy o tamtejszych trollach, zwanych Los Mojanes.

Pod wieczór wyruszyliśmy z Chivor terenowymi samochodami na szczyt jednej z gór, by następnego dnia rano wejść z górnikami do kopalni szmaragdów.

Górnik przy swoim wagoniku podczas przerwy obiadowej

Gdy dotarliśmy do hacjendy było już ciemno. – O piątej rano wschodzi słońce, nie przegap tego momentu! – powiedział mi na dobranoc Diego, który miał być nazajutrz naszym przewodnikiem. Nastawiłam więc budzik. Tuż przed piątą, okutana w śpiwór i wyposażona w aparat, wymknęłam się z domu. Dopiero teraz mogłam się przekonać, że naprawdę znajdujemy się na szczycie góry. Wdrapałam się na jej najwyższy punkt, gdzie gospodarze zbudowali altankę i tam czekałam na słońce. Widok był niezwykły: z trzech stron otaczał nas łańcuch Kordyliery, a z czwartej, w dolinie, widać było zalew i położone nad nim miasteczka. Granat nieba powoli ustępował, robiło się fioletowo, różowo, aż w końcu rozbłysły pierwsze promienie słońca. Oszałamiający spektakl.

Po śniadaniu dopasowywaliśmy gumowce i kaski. Ja dodatkowo dostałam czołówkę i zostałam przewodnikiem naszej czteroosobowej podgrupy. Kopalnia, do której mogliśmy wejść, nie jest już w użytkowaniu, choć po drodze spotkaliśmy kilku chłopaków przeszukujących osuwisko w tunelu z nadzieją, że może jeszcze coś znajdą. Warunki wydobycia są tu dość prymitywne – wiekowe wagoniki, wąskie tunele, w których często stoi woda. Kilka razy musieliśmy się wspinać po rachitycznych drabinkach, albo spuszczać po linach. Zdecydowanie nie jest to przygoda dla osób mających klaustrofobię.

Tunele w kopalni szmaragdów

W trakcie zwiedzania kopalni przewodnik opowiadał nam o specyfice pracy tutaj: górnicy nie otrzymują klasycznego wynagrodzenia. Mogą liczyć tylko na to, co sami znajdą poza miejscem wydobycia, które należy do właścicieli kopalń – tam wszystko jest monitorowane, a górnicy restrykcyjnie kontrolowani. Wszyscy, którzy tu pracują, to zapaleńcy i marzyciele na miarę legendarnych poszukiwaczy złota. Diego opowiedział nam o kilku szczęśliwcach, którzy po znalezieniu bryłki ze szmaragdem diametralnie odmienili swój los. Zazwyczaj jednak nie na długo… Trochę to przypominało historie osób, które wygrały pokaźne sumy w totolotka – łatwo przyszło, łatwo poszło…

Mi też łatwo przyszło – za „ładne oczy” dostałam od jednego z górników bryłkę ze szmaragdzikiem, którą z radością przeszmuglowałam w bagażu głównym do Polski.

Prezent od jednego z górników – to zielone to szmaragd

Historię wydobycia kolumbijskich szmaragdów, uchodzących w świecie za najwyższej jakości, warto obejrzeć w Muzeum Szmaragdów w Bogocie. Są tam zarówno różnej wielkości bryłki, jak i przykłady biżuterii i przedmiotów, wysadzanych tymi szlachetnymi kamieniami. Znajomy dziennikarz z „El Tiempo” opowiadał mi, że niektórzy twierdzą, iż kolumbijskie szmaragdy znajdują się nawet w koronie królewskiej Wielkiej Brytanii. Fernanda nie znała tej historii, ale obie chętnie w nią uwierzyłyśmy…


Wyświetl większą mapę

Autorem tekstu i zdjęć jest Monika Bębnowska – konsultantka po fachu, wolontariuszka z wyboru, aktualnie zasiedziała w Kolumbii. tierralatina.pl publikowała wcześniej jej teksty o zderzeniu stereotypów z rzeczywistością w Wenezueli, tamtejszym archipelagu Los Roques, o Ciudad Perdida i Dolinie Cocora w Kolumbii, oraz o wolontariacie w tym kraju.

****

O podróżowaniu po Kolumbii, jej turystycznych atrakcjach, dyskutować można w poświęconym temu państwu dziale naszego latynoamerykańskiego forum dyskusyjnego.




Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Miłość, szmaragd i… kopalnia"

  1. Camparis  13/09/2012 o 22:14

    Ech 😉 Czytam Wasze wpisy z zapartym tchem. To prawie jakbym sama była na jakiejś wyprawie.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.