Kto ma płacić za akcje ratunkowe na Aconcagui?


Władze argentyńskiej prowincji Mendoza, na terenie której znajduje się Aconcagua – najwyższa góra obu Ameryk, rozważają wprowadzenie opłat za akcje ratunkowe przeprowadzane w jej masywie.

W chwili obecnej, na Aconcagui, za wszelkiego rodzaju akcje ratunkowe, czy poszukiwawcze – w tym te najdroższe, czyli z użyciem śmigłowca – płaci prowincja. Pieniądze na to idą z kasy Prowincjalnego Parku Aconcagua, który zarabia pobierając opłaty od osób wchodzących na jego teren. Opłaty – trzeba to przyznać – niemałe, bo po ostatnich podwyżkach, cudzoziemiec chcący wejść na najwyższy szczyt Ameryk, bez opieki lokalnego przewodnika, musi za odpowiedni permit zapłacić nawet 5700 pesos, czyli – licząc po aktualnym oficjalnym kursie – równowartość prawie 1200 USD.

Władze prowincji twierdzą, że mimo tych wysokich cen wstępu, Aconcagua nie jest bardzo dochodowym przedsięwzięciem. Bo akcji ratunkowych jest dużo i z roku na rok są one coraz droższe. Jak wyjaśnia Marcos Zandomeni, szef prowincjalnego Departamentu środowiska i zrównoważonego rozwoju, któremu podlega Park, tylko w tym sezonie, od jego początku (15 listopada) do końca stycznia, przeprowadzono już ponad 170 akcji, z których aż 90 wymagało użycia śmigłowca, za którego każdą godzinę lotu władze muszą zapłacić 13500 pesos. W efekcie realny koszt niektórych poszukiwań połączonych z ewakuacją może przekroczyć nawet i 40 tys. dolarów. A przecież – przypomina Zandomeni – z pieniędzy pozostawianych przez turystów w kasie Parku finansuje się też m.in. pensje jego strażników i lekarzy, którzy wraz z policją górską pełnią dyżury w obozowiskach na zboczach Aconcagui, zapewnia łączność, opłaca wywóz śmieci (także śmigłowcem), etc.

klasyczna droga podejścia na Aconcaguę (kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

klasyczna droga podejścia na Aconcaguę (kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Zandomeni przekonuje, że gdyby turyści zaczęli płacić z własnej kieszeni za koszty ewentualnych akcji ratunkowych, to na pewno byliby bardziej ostrożni i w efekcie liczba interwencji ratowników znacząco by spadła. A prowincja mogłaby zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zainwestować chociażby w poprawę parkowej infrastruktury, w tym remontując bądź odbudowując zniszczone górskie schrony.

Pomysł wprowadzenia pełniej odpłatności za akcje ratunkowe nie podoba się jednak znaczniej części przewodników górskich, oraz większości lokalnych firm turystycznych oferujących wejście na Aconcaguę. I to mimo, że najczęściej – zupełnie ochotniczo – biorą one udział w akcjach ratunkowych.

Nie możemy zapominać, że Aconcagua, choć jest najwyższym szczytem Ameryk, to jest też tylko jednym z bardzo wielu sześciotysięczników w Andach. I jak postawimy zbyt wielkie finansowe bariery, to turyści zaczną się bardziej interesować innymi szczytami, nie tylko w Argentynie, ale też w Chile, Peru, Boliwii i Ekwadorze. Zwłaszcza, że już od pewnego czasu liczba osób decydujących się na zdobywanie szczytu Aconcagui stopniowo maleje. Więc zamiast tracić czas na dywagacje o ewentualnych opłatach za akcje, czy wprowadzeniu obowiązkowego ubezpieczenia, władze powinny się zastanowić jak lepiej zarządzać tym co już mają. Możnaby na przykład zacząć od bardziej skrupulatnego aplikowania już istniejących przepisów, nie dopuszczając np. do tego, aby na szczyt próbowały wchodzić nieprzygotowane i źle wyposażone zorganizowane grupy, pozostające pod opieką ludzi którzy nie mają żadnych uprawnień przewodnickich.- tłumaczył w rozmowie z tierralatina.pl Alejandro Randis, instruktor przewodników i ratowników górskich z Mendozy.

W rozpoczętych w ostanich dniach konsultacjach między Prowincją, Parkiem a przedstawicielami lokalnych firm turystycznych, te ostatnie jako negatywny przykład zjawiska, które władze powinny wyeliminować, wskazywały m.in. niedawną, tragicznie zakończoną, polską ekspedycję w trakcie której zaginął jeden z uczestników. –Nie rozumiem jak można było doprowadzić do sytuacji w której ponad 20 osób próbuje wejść na szczyt pod opieką tylko jednego przewodnika. Przecież nie jest on w stanie ich wszystkich kontrolować. Coś takiego kończy się właśnie tak, jak się skończyło – ktoś się odłącza od grupy i ginie.– argumentował Horacio Cunietti, wiceprzewodniczący Argentyńskiego Stowarzyszenia Zawodowych Przewodników Górskich.

Władze prowincji dają sobie czas do końca czerwca na podjęcie decyzji na jakich zasadach będzie się wchodzić na szczyt Aconcagui w przyszłym sezonie. Zandomeni zapewnia, że wszystkie opcje są wciąż otwarte, czyli zarówno wprowadzenie odpłatności za akcję (czyli de facto obowiązku posiadania specjalnego ubezpieczenia, bądź kaucji), jak również pozostawienie status quo, z ewentualną korekcją opłat za permity.

Pewnym wariantem tego drugiego rozwiązania – mającym duże poparcie branży turystyczno-górskiej w Mendozie – jest wprowadzenie jeszcze większej różnicy w cenie permitu, w zależności od tego, czy na szczyt idzie się z licencjonowanym przewodnikiem, czy bez.

***

Rozpoczęty 15 listopada letni sezon na Aconcagui trwać będzie do końca marca. Ale tak jak rok temu przez całe lato w masywie zaginął tylko jeden turysta, tak tego lata, tylko do 30 stycznia, swe marzenie o zdobyciu najwyższej góry Ameryk życiem opłaciły aż już 4 osoby:

  • W ostatnich dniach grudnia, tuż pod szczytem, zginęło dwóch, wchodzących razem Amerykanów.
  • 24 stycznia w swym namiocie w Nido de Condores, najprawdopodobniej na zawał serca, zmarł 53-letni Niemiec
  • 27 stycznia, podczas zejścia ze szczytu, zaginął 47-letni Polak, Leszek Krawczyński. Choć jego poszukiwania wciąż trwają, ratownicy nie kryją, że – po tylu dniach – można mieć tylko nadzieję na odnalezienie ciała.




Prześlij dalej:

6 reakcji na "Kto ma płacić za akcje ratunkowe na Aconcagui?"

  1. Pingback: Jak zaginął Jacek Krawczyński? Opowiada Leszek Cichy. | tierralatina.pl

  2. Bulderowiec  15/02/2013 o 01:59

    Nie dziwi mnie zupełnie, że Argentyńczycy szukają sposobu na zmianę aktualnej sytuacji. Bo ta aktualna świadomość, że jak coś się stanie to po mnie przylecą/przyjdą jest nie tylko demoralizująca, ale i prowadzi do nadużyć.
    Nie wiem czy to przypadkiem nie tutaj, na tym serwisie, nie pisalem już jakiś czas temu o moim „koledze” – cwaniaczku, który na Aconcagua spełnił swoje marzenie o locie śmigłowcem. Po prostu podsymulował przy zejściu, oczywiście w pobliżu strażników i dopiął swego – zleciał w dolinę helikopterem. Do tej pory się chełpi jak to on „wych…ał głupich Argentyńczyków”.

    Odpowiedz
  3. americalatina  17/04/2013 o 21:08

    w takim razie co ma pokrywac haracz pobierany przez park w wysokosci 1200 dolarow?
    utrzymanie straznikow?
    ja tego nie potrzebuje.

    niech zlikwiduja oplate za parmit lub ustala ja na minimalnym poziomie, a wtedy akcje ratownicze moga byc czardzowane.

    Odpowiedz
  4. maria babicka  18/06/2013 o 20:12

    moj syn zginął w zejściu ze szczytu 6 lat temu. w snieżycy sie zagubił. zadna akcja ratunkowa, zadne śmiglowce. przewodnik argentynski minął mego syna, ale go zostawil, bo „ponoć agresywnie się zachowal i kopnął go w nogę” i tylko przekazał do bazy wiadomość, że mój syn jeszcze żyje.zostawił go umierającego. nikt nie wyruszyl na pomoc. sama oplaciłam prywatnie argentynskiego przewodnika z bazy za wszystkie dolary jakie miałam przy sobie (około 1000), by poszedl po mego syna. niestety, wyszedl nastepnego dnia i znalazl juz Jarka leżącego na śniego martwego. mial obrzęk płuc. dopiero wtedy ruszyli „dzielni” ratownicy argentyńscy, by znieść mego syna w dół z wysokości około 5000m. ja wtedy bylam na wyprawie z Maćkiem Berbeką. To był prawdziwy przewodnik i wspaniały człowiek. po zejsciu ze szczytu nastepnego dnia ruszyl spowrotem na poszukiwania mego syna. nie znam pana Leszka Cichego, ale sądzę że również jest wspaniałym przewodnikiem i partnerem w górskich wyprawach. więc niech ci argentyńscy pseudo ratownicy z Mendozy, zamiast krytykować pana Cichego,lepiej niech się uczą od polskich przewodników nie tylko technik i umiejetności ale i stylu i etyki gorskiej

    Odpowiedz
    • Andrzej Marczuk  19/06/2013 o 16:26

      Sama piszesz, że nie znasz Cichego. Więc proszę nie porównuj go do Maćka Berbeki, bo nie jest to chwalebne dla tego ostatniego. Nie ten kaliber ludzi, zupełnie inni przewodnicy. Dla Cichego liczy się tylko kasa. Maciek był odpowiedzialny. On sam nigdy by nie zabrał w wysokie góry ponad 20 klientów i nie pozwoliłby im iść samemu na szczyt wiedząc, że nie są ani odpowiednio zaaklimatyzowani, ani nie mają odpowiedniego doświadczenia.
      To co zrobił Cichy na Aconcagui zasługuje na sprawę karną. Więc nie stawiaj go proszę jako przykład. A już na pewno nie porównuj do Maćka. Bardzo proszę.

      Odpowiedz
  5. Pingback: Aconcagua - ceny permitów w sezonie 2013/2014 | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.