Polak zaginął na Aconcagui


Władze argentyńskiej prowincji Mendoza poinformowały, że 27 stycznia, w masywie Aconcagui, najwyższej góry obu Ameryk, zaginął turysta z Polski. Dotychczasowe poszukiwania nie przyniosły niestety rezultatu.

Wg. opublikowanego komunikatu zaginiony 47-letni Polak, będący członkiem większej grupy turystów z Polski, dotarł do obozowiska pod Aconcaguą 20 stycznia. 7 dni później, wraz z jeszcze inną osobą, odłączył się od grupy i zaatakował wierzchołek najwyższej góry Ameryk. Dwójka cel osiągnęła między godz. 14 a 15 – wtedy na szczycie Aconcagui widziała ich grupa Szwajcarów.

Z niewiadomych względów i mimo psującej się pogody turyści postanowili się podczas zejścia rozdzielić. Spotkać się mieli ponownie w położonym na wyskokości blisko 6000 m n.p.m. obozowisku Cólera, gdzie znajduje się m.in. inaugurowany 2 lata temu wysokogórski schron Elena. Niestety Polak nigdy tam nie dotarł.

Aconcagua

Aconcagua – 6960 m n.p.m. (fot.: Mario Roberto Duran Ortiz)

Zaalarmowane służby ratownicze akcję poszukiwawczą rozpoczęły o świcie następnego dnia – 28 stycznia. Ratownicy przeszukali m.in. teren powyżej obozowiska Cólera, a śmigłowiec wielokrotnie przelatywał nad trasą, którą powinien pokonać Polak. Nie znaleziono jednak ani jego, ani żadnego śladu po nim. Ratownicy obawiają się, że mógł przez pomyłkę zejść na znacznie trudniejszy szlak prowadzący przez Lodowiec Polaków i tam wpaść w jakąś szczelinę.

Serwisowi tierralatina.pl udało się ustalić, że zaginony to pochodzący z Opola, ale mieszkający ostatnio w Londynie Jacek Krawczyński. Zdobywać Aconcaguę przyjechał, wraz z innymi osobami, pod opieką słynnego polskiego himalaisty Leszka Cichego.

Prześlij dalej:

18 reakcji na "Polak zaginął na Aconcagui"

  1. Marcin K.  05/02/2013 o 18:33

    Boże. Aż nie mogę w to uwierzyć. Znałem Jacka dobrze, wspaniały człowiek. Straszna sprawa. Współczuję żonie. 🙁

    Odpowiedz
  2. Andrzej  05/02/2013 o 20:22

    Byłem z Cichym na wyprawie w Himalajach. I powiem krótko – nie jestem zdziwiony tą wiadomością, bo wręcz oczekiwałem, że kiedyś tego typu typu wiadomość nadejdzie. Odpowiedzialność i troska o klientów nie jest najlepszą jego stroną. Czasami wydawało mi się po prostu, że jego filozofią jest: „skoro to góry, to musi być niebezpiecznie – a wy jesteście dorośli, podpisaliście że jesteście za siebie odpowiedzialni, to sobie radźcie. Wasze życie, moja kasa.” Szkoda, że musiał zginąć człowiek.

    Odpowiedz
    • andrzej  10/02/2013 o 22:54

      ależ dokładnie tak właśnie jest: w górach jest niebezpiecznie i każdy odpowiedzialny jest za siebie. Czy idzie z grupą komercyjną czy nie, nikt nikomu nie da gwarancji że wszystko będzie dobrze. „skoro to góry, to musi być niebezpiecznie – a wy jesteście dorośli, podpisaliście że jesteście za siebie odpowiedzialni, to sobie radźcie. Wasze życie, moja kasa. ” Super to napisałeś i to święta prawda. A co myślałeś że ktoś Cię wniesie na lektyce na szczyt? Proponuję zmienić hobby…

      Odpowiedz
  3. przewodnik  05/02/2013 o 21:20

    Po raz kolejny przerażająco podobny scenariusz – dwie osoby schodzą i nie dość, że nie połączone liną (której pewnie nie mieli, bo Aconcagua to przecież „łatwa góra”), to jeszcze w dodatku rozstają się, bo najprawdopodobniej jeden był wolniejszy od drugiego. Przerażające błędy. I w głowie mi się nie mieści, że wszystko to dzieje się na wyprawie zorganizowanej przez tak doświadczoną osobę jak Leszek. Bardzo jestem ciekawy jego wyjaśnień.

    Odpowiedz
  4. Dariusz Purzycki  06/02/2013 o 07:44

    Niestety u góry jestes zdany sam na siebie, chyba ze idziesz z kumplem ktory Cie nie zostawi i pomoze (jak bedzie mial sile), a na takim komercyjnym gowno-spedzie wszystko sie moze wydarzyc i nie liczcie ze ktos za Ciebie bedzie tam ryzykował. Karawana jedzie dalej.

    Odpowiedz
  5. filozof  06/02/2013 o 15:17

    mysla ludzie, ze jak himialaisci chodza po gorach sami to oni tez moga
    jak widac tez gina
    nie, nie szkoda – kazdy ma prawo umrzec gdzie chce

    Odpowiedz
  6. Marcin Morawiecki  08/02/2013 o 13:44

    Moja żona jest na tej wyprawie, wraca w Niedziele to cos napisze z pierwszej ręki

    Odpowiedz
  7. Adam  08/02/2013 o 22:14

    …mialem „przyjemnosc” byc kilka razy z Leszkiem na wyprawie… mozna bylo spodziewac sie, ze kiedys to nastapi… szkoda tylko, ze Jacek musial byc ofiara nonszalancji Leszka Cichego. Przykro tylko, ze ten czlowiek nigdy nie przyzna sie do bledu, ze na wyprawie nie potrafi opiekowac sie o swoich klientow. W pogoni za zarobkiem zawsze organizuje wyprawy samodzielnie, bez wzgledu na to czy zabiera ze soba dwie osoby czy kilkanascie, nie rozumie, ze to nie sportowcy tylko ludzie, ktorzy nawet jesli posiadaja doswiadczenie wysokogorskie, to z uwagi na tryb życia (rodzaj wykonywanej pracy) wyjezdzaja w gory wysokie raz w roku lub nawet rzadziej…

    Odpowiedz
  8. Pingback: Kto zapłaci za ratunek na Aconcagui? | tierralatina.pl

  9. Refini  09/02/2013 o 18:42

    Adamie

    Ja też byłem z Leszkiem na kilku wyprawach, na tą też miałem jechać, ze względów osobistych musiałem zostać. Może i po części masz rację, ale nie feruj tak łatwo oskarżeń. Jesteśmy dorośli i odpowiadamy za siebie, jadąc z Leszkiem też się na coś decydujemy, zawsze przecież mogliśmy pojechać z przewodnikiem klasy IVBV. On by pewnie wciągnął nas na krótkiej. Ale czy o to chodzi w Górach…
    Jedziemy do nich bez szacunku, nie słuchając i nie wsłuchując się w nie. Czas spędzamy na przechwałkach o pracy, o rodzinie itd. Ilu z nas po przyjeździe w Góry potrafi wyjść w nocy i ich posłuchać, poradzić się, poczuć jak bije nasze serce, dostroić się do rytmu marszu. To wszystko tylko kolejne szczyty, kolejne zwycięstwa i kolejne zaliczenia…

    Odpowiedz
  10. Salceson  09/02/2013 o 20:22

    Refini – masz rację tak jest jak piszesz….
    Jadąc na wyprawę – czy w góry nie myślimy o tym że coś się nam stanie lub zgniemy, myślimy aby tam być …..być w ich -tym otoczeniu – być w centrum i czuć że sięjest innym niż wszyscy. Kasa to drugorzędna sprawa.
    Wkurwia mnie to jak ktoś myśli inaczej: …..pieprzeni biurkowscy a są tu tacy!!!!!

    Odpowiedz
  11. Anna Dworak  09/02/2013 o 21:23

    Znałam Jacka, wyrazy współczucia dla rodziny. Byłam z Leszkiem na wyjeździe i niestety spodziewałem się czegoś podobnego. . .

    Odpowiedz
  12. Jan  11/02/2013 o 21:23

    Primo – wyrazy współczucia dla Rodziny. I żal, że tak tragicznie kończy się wspaniała wyprawa.
    Secundo – z wygłaszaniem sądów i ocenami wstrzymajcie się proszę do powrotu grupy i poznania szczegółów. Zwłaszcza ci, którzy: „mieli „przyjemnosc” byc kilka razy z Leszkiem na wyprawie”, bo skoro, to była taka w cudzysłowie „przyjemność”, to czemu kilka razy jechali.
    Tertio – byłem z Leszkiem i grupą moich znajomych w październiku 2013 roku na Kilimanjaro. I był to dla mnie wyjazd inny niż zwykle, gdyż zazwyczaj sam kieruję grupą – czy to w czasie szkoleń narciarskich, czy to w czasie rejsów żeglarskich. I obserwowałem w jaki sposób Leszek podejmuje decyzje – jak ocenia naszą wydolność (przy podejściu do kolejnych obozów), jak sprawdza możliwości grupy (w czasie wdrapywania się na Lava Tower), jak w nocy chodzi wokół namiotów i nasłuchuje jak oddychamy, i jak na koniec proponuje zejście z Whisky Route i zdobycie Uhuru Peak trudniejszą i zdecydowanie piękniejszą trasą przez Western Bridge (via Arrow Gletscher).
    Ewentualne zagrożenia i potencjalne niebezpieczeństwo mogłem oceniać także jako lekarz (na codzień pracuję jako anestezjolog; i kwestia odpowiedzialności za ludzkie życie jest mi znana także i od tej strony).
    I z punktu widzenia uczestników naszej wyprawy, Leszkowi – za opiekę i profesjonalizm – możemy tylko podziękować.

    Odpowiedz
    • Darek  12/02/2013 o 09:10

      Janie – dzięki! Takiego komentarza mi brakowało. Byłem z Jackiem i Leszkiem na wyprawie (bo wyjazd w góry powyżej 6000 m to jest wyprawa!) na Aconcaguę 3 lata temu. Czego jak czego, ale odpowiedzialności i troski o uczestników nigdy bym Leszkowi nie zarzucił. Wręcz przeciwnie. Pamiętam, co powiedział, kiedy musieliśmy zawrócić ze względu na warunki: nie sztuką jest wejść na szczyt, sztuką jest z niego wrócić. Jacek był z Leszkiem na kilku wyjazdach i to, że pojechał z nim kolejny raz o czymś świadczy. Ten wypadek to ogromna tragedia dla rodziny i bliskich, jak również dla mnie. Przebywanie w trudnych, ekstremalnych sytuacjach bardzo zbliża do ludzi, szczególnie gdy są to osoby o takim charakterze jak Jacek.

      Odpowiedz
  13. Pingback: Jak zaginął Jacek Krawczyński? Opowiada Leszek Cichy. | tierralatina.pl

  14. Bogusław  13/02/2013 o 08:13

    Leszek który zdobył szczyt jest moim kuzynem, Jest bardzo twardym facetem i to było jego celem wyjazdu. Nie dziwi mnie więc że za wszelką cenę dokonał tego wejścia. Szkoda że zginął człowiek ale taka jest cena egoizmu w górach.

    Odpowiedz
  15. Pingback: Znaleziono ciało zaginionego na Aconcagui Jacka Krawczyńskiego | tierralatina.pl

  16. Tomasz Lesniak  05/03/2013 o 20:51

    przerazajace, facet z taka wiedza i zyciorysem…

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.