Zmarł Bebo Valdés


W Szwecji, w wieku 94 lat, zmarł Bebo Valdés – jeden z najwybitniejszych kubańskich muzyków jazzowych.

Bebo Valdés nie żyje. Wybitny kubański muzyk, laureat aż 9 nagród Grammy, zmarł wczoraj w Szwecji – poinformowała rodzina, nie podając  powodu śmierci. Wiadomo jednak, że mający 94 lata Kubańczyk już od lat zmagał się z alzheimerem i w ostatnich tygodniach jego stan się gwałtownie pogorszył.

Ramón Emilio Valdés Amaro, bo tak naprawdę nazywał się Bebo Valdés, urodził się 9 października 1918 r. w Quivicán w okolicach Hawany. Tam też, jeszcze jako nastolatek, założył wraz z kolegą swój pierwszy zespół – Orquesta Valdés-Hernández. Quivicán szybko jednak stało się zbyt ciasne dla muzycznego talentu Ramóna. Na szczęście rodzice, widząc zdolności syna, zdecyowali się przeprowadzić do Hawany, aby mógł on uczęszczać do tamtejszego konserwatorium.

Bebo Valdes, już jako gwiazda, w 1952 roku.

Bebo Valdes, już jako gwiazda, w 1952 roku.

W stolicy młody, jeszcze uczący się muzyk, przyjęty został do bardzo tam popularnej w latach 40-tych orkiestry Julia Cueva, gdzie dał się poznać nie tylko jako świetny pianista, ale też kompozytor i aranżator. Jego taneczne mamba stały się przepustką na ówczesny kubański muzyczny szczyt – w 1948 zaproszono do stałego muzycznego zespołu w słynnym hawańskim kabarecie Clubie Tropicana, uchodzącym w powojennym dziesięcioleciu, za jeden z najmodniejszych nocnych lokali świata, w którym bawiły się razem gwiazdy Holywoodu, amerykańscy politycy i mafijni „capo”.

Bebo Valdés komponował wówczas m.in. przeboje Rity Montaner i akompaniował na pianinie często goszczącemu na Kubie Nat King Cole’owi. Był tak dobry, że po kilku latach pozwolono mu utworzyć własny zespół, który w Tropicanie występował równolegle z oficjalną klubową orkiestrą kierowaną przez słynnego Armando Romeu. Ten pierwszy big-band Valdésa nazywał się „Sabor de Cuba” (Smak Kuby).

Sukces stawał się coraz bardziej międzynarodowy – Bebo ze swymi muzykami zapraszany był coraz częściej na sesje nagraniowe do Stanów Zjednocznonych i koncerty w Meksyku.

Bebo Valdes z czwórką z piątki swych kubańskich dzieci. Zdjęcie z 1959 r. - kilka miesięcy później muzyk zostanie zmuszony do emigracji i pozostawienia ich na Kubie. Stojącego obok Chucho, najstarszego z synów,  Bebo zobaczy dopiero po 18 latach, córkę Maryę po 30, Miriam i Raúla po 36 latach. Najmłodszego syna Ramóna nie zobaczy już nigdy.

Bebo Valdes z czwórką z piątki swych kubańskich dzieci. Zdjęcie z 1959 r. – kilka miesięcy później muzyk zostanie zmuszony do emigracji i pozostawienia ich na Kubie. Stojącego obok Chucho, najstarszego z synów, Bebo zobaczy dopiero po 18 latach, córkę Maryę po 30, Miriam i Raúla po 36 latach. Najmłodszego syna Ramóna nie zobaczy już nigdy.

Jego kariera się skomplikowała, gdy w 1959 r. rozpoczęła się na Kubie rewolucja pod przywództwem Fidela Castro. Bebo odmówił brania udziału w wiecach poparcia dla nowej władzy oraz przystąpienia do rewolucyjnej partii. –Mnie polityka nie interesowała. Tak jak nie popierałem reżimu Batisty, tak nie zamierzałem identyfikować się z nową władzą. Chciałem tylko grać.– wspominał w swojej autobiografii „Bebo de Cuba”. Rewolucyjny reżim wyznawał jednak zasadę „ten kto nie jest z nami, jest przeciw nam”. I Bebo w końcu usłyszał: „Albo stąd wyjedziesz, albo trafisz do więzienia, albo nawet cię zastrzelimy”.

Wyjechał w październiku 1960 r. zostawiając za sobą m.in. piątkę dzieci. Trafił początkowo do Meksyku, później do Szwecji gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Rose Marie Pehrson. On miał wtedy 45 lat, ona 18. Mimo to się pobrali i wkrótce mieli dwójkę dzieci. Choć wciąż napływały propozycje koncertów Bebo Valdes postanowił pozostać jak najbliżej swej nowej rodziny. Zamieszkali w Sztokholmie i Kubańczyk zaczął wieść dyskretne, choć wcale nie łatwe, życie pianisty grającego w restauracjach i hotelowych piano-barach szwedzkiej stolicy i innych miast tego kraju, grywał też jako akompaniator w szkołach tańca i baletu.

O wybitnym kubańskim pianiście i kompozytorze Bebo Valdésie świat ponownie przypomniał sobie dopiero w latach 90-tych minionego wieku, po globalnym sukcesie filmu i płyty „Buena Vista Social Club”.  W 1994 r. muzyk nagrał, wraz z saksofonistą Paquito D’Riverą, płytę „Bebo Rides Again” i ponownie zaczął koncertować. Potem, w 2000 r., hiszpański reżyser, Fernando Treuba, namówił Valdésa do udziału w nominowanym później do Oscara, fantastycznym dokumencie o początkach Latin Jazzu, „Calle 54”.

Bebo Valdés miał już wówczas ponad 80 lat. I nagle stał się znowu międzynarodową gwiazdą. Większą niż kiedykolwiek wcześniej. Lágrimas negras” – płyta wydana w 2003 r., i nagrana wspólnie ze słynnym śpiewakiem flamenco Diego el Cigalą, sprzedała się w milionach egzemplarzy i została nagrodzona Grammy. Tak samo jak „Juntos para siempre” album przygotowany w 2008 r. wraz z synem, również wyjątkowym pianistą, Chucho Valdésem.

Te sukcesy nie były jednak w smak władzom w Hawanie, dla których Bebo Valdés, choć nigdy nie zaangażował się w polityczną działalność kubańskiej emigracji, był po prostu zdrajcą i uciekinierem. Mimo starań syna, informacje o ponownych sukcesach ojca, jednego z twórców latin jazzu, były w kubańskich mediach cenzurowane. –Nie rozumiem tego, czuję potwornę frustrację – jak można tak uparcie pomijać tego, który tak wiele zrobił dla kubańskiej muzyki i przyniósł Kubie taki rozgłos.– żalił się w 2009 r. Chucho Valdés.

Ostatnie lata swego życia Bebo Valdés spędził w Benalmádenie na południu Hiszpanii i dopiero kilka tygodni temu, wobec pogarszającego się stanu pianisty, część rodziny postanowiła zabrać go do Sztokholmu. Tam też zostanie pochowany.

Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.