Kto zastąpi Hugo Cháveza?


Choć Hugo Chavez wciąż oficjalnie żyje, Wenezuelczycy wybiorą w niedzielę tego, który dokończy 6-letni mandat prezydencki fizycznie nieobecnego już przywódcy… Liczących się kandydatów jest dwóch – Nicolas Maduro, kierowca autobusu, który przez wiele lat szefował dyplomacji byłego prezydenta, oraz reprezentujący opozycję adwokat i gubernator, Henrique Capriles Radonski.

Jak możesz mówić, że Komendant Chavez nie żyje? Nie widzisz, że On jest w nas, że każdy z nas jest Chavezem? Przecież ktoś, kto umarł z poświęcenia dla życia i ludu, nie może być nazywany zmarłym!– Maria, studentka stworzonego przez rząd Hugo Chaveza, Boliwariańskiego Uniwersytetu Sztuk, strofuje mnie powtarzając propagandowe hasła, którymi rząd zalewa Wenezuelę od 5 marca.

To właśnie tego dnia ogłoszono, że rządzący tym krajem od prawie 14 lat Hugo Chavez, twórca Boliwariańskiej Rewolucji i Socjalizmu XXI wieku, “odszedł do wieczności” i – to też regularnie oficjalnie używany zwrot – “fizycznie zniknął”.

Choć tak naprawdę dla Wenezuelczyków zniknął on znacznie wcześniej – Hugo Chaveza po raz ostatni widziano publicznie 8 grudnia ubiegłego roku. Wtedy to wenezuelski prezydent przyznał przed kamerami, że ponownie musi stawić czoła nowotworowi, z którym zmagał się od ponad roku. I choć jeszcze kilka tygodni wcześniej zapewniał, że chorobę definitywnie pokonał, to tym razem po raz pierwszy stwierdził, że być może to ona pokona jego. –Choć to może zabrzmieć brutalnie, to jednak muszę to powiedzieć. Jeśli zdarzyłoby się tak, że nie mógłbym dokończyć aktualnego mandatu i rozpocząć nowego, to w mojej nieodwołalnej, absolutnej i jasnej jak Księżyc w pełni opinii, powinien mnie zastąpić Nicolas Maduro. Jego także powinniście wybrać  na mojego następcę w ewentualnych przedterminowych wyborach.zaapelował wówczas Chávez.

 

Nicolas Maduro to 50-letni, nie mający matury, były kierowca autobusu miejskiego i przywódca związku zawodowego pracowników metra, który przez ostatnie 7 lat kierował wenezuelską dyplomacją i należał do najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników Hugo Chaveza. „Mierny, bierny, bezgranicznie wierny” – tak określają go jego krytycy. „Prawdziwy lewicowiec. Bezkompromisowy zwolennik reform i programu Hugo Chaveza” – tak mówią o nim zwolennicy.

Gdy Hugo Chavez wyjechał w grudniu na Kubę, gdzie się leczył, Maduro, będący też wiceprezydentem, stał się twarzą wenezuelskiego rządu. I to on zapewniał, że Chavez mimo wszystko kieruje z szpitalnego łóżka jego pracami, a spotkania prezydenta z ministrami trwają po wiele godzin. I to mimo że – jak to w końcu oficjalnie przyznano – prezydent miał być podłączony do respiratora. –Nasz Dowódca porozumiewa się z nami pismem i spojrzeniem. Trwa to trochę dłużej niż zazwyczaj, ale też daje więcej czasu na przemyślenia. W czasie tych spotkań prezydent napełnia nas swą energią i siłą. I tą swą niesamowitą, przenikliwą mądrością.zapewniał rodaków.

Opozycja nie ma wątpliwości, że były to kłamstwa. Wielu Wenezuelczyków jest święcie przekonanych, że Hugo Chavez zmarł znacznie wcześniej niż to ujawniono. Pośrednim dowodem ma być fakt, że wezwani przez władze w Caracas po 5 marca najlepsi światowi specjaliści od balsamowania zwłok, jednogłośnie stwierdzili, że eksponatu z byłego prezydenta nie są już w stanie zrobić. Wg. krytyków oficjalnej wersji Nicolas Maduro przeciągał podanie tragicznej informacji, aby przygotować się do kampanii wyborczej i wypromować siebie jako następcę i spadkobiercę Hugo Chaveza. A nawet wręcz duchowego syna, bo tak też jest teraz Maduro nazywany na wyborczych plakatach.

Maduro, z mojego serca... - jeden z plakatów wyborczych kandyata namaszczonego przez Hugo Chaveza

Maduro, z mojego serca… – jeden z plakatów wyborczych kandyata namaszczonego przez Hugo Chaveza

I wielu ludzi w to najwyraźniej uwierzyło. Na czwartowym megawiecu w Caracas, oficjalnie zamykającym kampanię wyborczą, studentka Maria, ta sama która tłumaczyła mi, że Chavez wciąż żyje, na pytanie dlaczego zagłosuje na rządowego kandydata odpowiedziała krótko: –Bo tego sobie życzy nasz Przywódca-. Inni zgromadzeni zapewniali mnie z żarliwością, że „Maduro był biedny, więc będzie prezydentem biednych”, albo wręcz że „w Maduro wstąpił duch Chaveza”.

Sam Maduro w ostatnich tygodniach umiejętnie podsycał tą religijną wręcz fascynację wielu Wenezuelczyków wobec Hugo Chaveza. Zdarzało się, że na wyborczych mitingach na scenę wchodził sobowtór byłego prezydenta, a kandydat krzyczał do rozentuzjazmowanego tłumu: –Zobaczcie, on żyje. On jest z nami!-. Albo opowiadał, jak to w dniu rozpoczęcia kampanii, w rodzinnym domu Hugo Chaveza w stanie Barinas, podleciał do niego ptaszek, w którym – tak stwierdził Maduro – był duch Hugo Chaveza. I ten ptaszek ćwierkając zagrzewał go do walki, dając instrukcje jak ma być prowadzona kampania…

Dla opozycji to dowód, że Maduro powinien iść do psychiatry, a nie ubiegać się o prezydenturę. Wielu chavistów nie ma jednak wątpliwości, że Chavez i Maduro sie komunikują. Gdy na czwartkowym wiecu kandydat rządu wypuścił na scenie małe ptaszki, tłum ryknął bez wahania: Chaaaaaavez! I niektórzy mieli łzy w oczach.

Dla kandydata opozycji, 40-letniego adwokata i gubernatora okalającego Caracas stanu Miranda, Henrique Caprilesa Radonskiego, największym prawdopodobnie problemem w tej krótkiej, bo oficjalnie trwającej zaledwie 10 dni, kampanii wyborczej był fakt, że konkurentów, tak na dobrą sprawę, miał dwóch. Albo, jak twierdzi Armando Briquet, jeden z szefów jego sztabu, nawet trzech: –Maduro to najmniejszy problem, bo on sam właściwie nie istnieje. Naszymi rywalami jest pamięć o zmarłym prezydencie i cała państwowa machina jaka, z jawnym pogwałceniem ordynacji wyborczej, została zaprzęgnięta do kampanii wyborczej konkurenta.– tłumaczył mi.

Władza nawet nie próbuje tego ukryć – plakaty wyborcze Maduro rozwieszali, oczywiście w godzinach pracy, pracownicy zakładów energetycznych i gazowni. Jego wizerunki zdobią samochody i budynki wszystkich chyba ministerstw. A na udział w czwartkowym wiecu poparcia dla Maduro, też odbywającym się w godzinach pracy, wolne dostała większość pracowników administracji publicznej i państwowych firm w całym kraju. Autobusy zwożące ich do stolicy niemal całkowicie sparaliżowały przecinającą je autostradę. Wielu dostało też służbowe polecenie uczestnictwa w nim.

Nie da się jednak ukryć, że większość zgromadzonych znalazła się tam z przekonania. Było wśród nich wielu z tych którzy dostali ostatnio od Państwa socjalne mieszkania. Wg. oficjalnych danych otrzymało je w ciągu ostatnich 2 lat ponad 350 tys. rodzin. Opozycja wytyka, że bardzo często warunkiem otrzymania lokum było zapisanie się do chavistowskiej Zjednoczonej Socjalistycznej Partii Wenezueli, bądź/i zapłacenie łapówki. Spotkana przeze mnie Yurcenis, której domek w slumsach otaczających Caracas spłynął 3 lata temu podczas jednej z ulew mieszka teraz z rodziną w samym centrum stolicy. I nawet nie zaprzecza, że zapłaciła łapówkę. –Zapłaciłam tyle ile było mnie stać, trochę pożyczyłam od znajomych ale już oddałam. Ale teraz mieszkam w mieszkaniu, na które nigdy nie byłoby mnie stać. I za to Chavezowi będę wdzięczna do końca życia!

plakat wyboczy Radonskiego

plakat wyboczy Radonskiego

Henrique Capriles Radonski jest świadomy, że wiele osób bardzo wiele zawdzięcza boliwariańskiej rewolucji prezydenta Chaveza. W ciągu 14 lat jego rządów liczba żyjących w biedzie zmalała z 49 proc. populacji do 29. A tych co żyją w skrajnym ubóstwie z 21 proc. do 11. I nawet jeśli te oficjalne dane są trochę naciągane, to trend jest niezaprzeczalny. Ekipa kandydata opozycji przyznaje to bez wahania. Capriles zapewniał więc podczas swych meetingów, że nie zamierza rezygnować z programów socjalnych Chaveza. A jedynie je ulepszyć i usprawnić.

Przypominał, że rząd Chaveza miał do dyspozycji przychody ze sprzedaży ropy naftowej większe niż jakikolwiek jego poprzednik i mowa tu o sumach liczonych w setkach miliardów dolarów. Co się z nimi stało? Chavez sporo rozdał innym krajom, zyskując w ten sposób wielu polityczne sojuszników. Sporo zginęło w setkach rozpoczętych ale nigdy nie dokończonych faraonicznych projektów, jak budowa mającej przeciąć kraj linii kolejowej. Miliony pochłania też rozrośnięta do niewyobrażalnych rozmiarów biurokracja. No i przede wszystkim korupcja, dzięki której powstała w Wenezueli nowa kasta ludzi: boliburżuazja – kochają Chaveza, kupują sobie apartamenty w Miami, jeżdżą w czerwonych hummerach i posyłają dzieci do najlepszych szkół w USA i Europie. I są oczywiście rewolucjonistami. –To nie rewolucjoniści, to „wtyczki” które podpięły się pod rewolucję. Jak mnie wybierzecie to ich wszystkich poodłączam.– zapewnia Capriles. I obiecuje też walkę z przestępczością, która – nawet dla wielu chavistów – stała się czarną plamą na rządach ich idola. Statystycznie w ubiegłym roku w Wenezueli każdego dnia ofiarą zabójców padało w tym kraju ponad 50 osób!

Mimo to wg. sondaży Wenezuelczycy wybiorą w niedzielę na następcę Chaveza namaszczonego przez niego Nicolasa Maduro. Żaden liczący się instytut nie przewiduje zwycięstwa kandydata opozycji. Ten jednak wciąż wierzy w cud. W jego sztabie pokazują, że tendencje są korzystne – miesiąc temu przewaga Maduro przekraczała 20 proc. W ostatnich dniach, nieoficjalnie, bo sondaże są już zakazane, zmalała do mniej niż 10.

Zwolennicy Caprilesa z nadzieją przypominają też słowa Chaveza, który kiedyś powiedział: „Radonski zostanie prezydentem jak ja umrę!”. Ale jego przeciwnicy przypominają, że Chavez wciąż żyje. –I będzie żyć wiecznie!– zapewniają.




Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.