Wenezuela nie radzi sobie z malarią


Wenezuela jest jedynym państwem w Ameryce Łacińskiej, w którym ilość zachorowań na malarię nie maleje, lecz wzrasta. I to dramatycznie.

Jeszcze w połowie października wenezuelska minister władzy ludowej ds. komunikacji i informacji tryumfalnie obwieszczała, że „dzięki staraniom rewolucyjnego rządu ilość zachorowań na malarię maleje”. Niestety kłamała. Nie przypuszczała pewnie, że zaledwie kilka dni później nadejdzie informacja, która sprawi, że problem zachorowań na tą chorobę w Wenezueli trafi na czołówki gazet na całym świecie. I międzynarodowe organizacje zajmujące się zdrowiem, a nawet bardzo lokalne Ministerstwo Władzy Ludowej ds. Zdrowia będą musiały przyznać, że z malarią w Wenezueli jest źle. Najgorzej na całym kontynencie.

Co ciekawe, owa wiadomość która sprawiła, że malaria w Wenezueli stała się gorącym tematem nadeszła… z Polski. Bo oto mieszkający w naszym kraju, trenujący w Piaście Gliwice, wenezueliski mistrz olimpijski w szermierce, Rubén Limardo, kilka dni po powrocie ze swej ojczyzny, nagle poczuł się źle: gorączka, bóle mięśni, dreszcze… Limardo znajdował się akurat w Sankt Petersburgu, gdzie miał startować w Światowych Igrzyskach Sportów Walki, ale natychmiast poprosił o przewiezienie go do Polski. Lekarze w Szpitalu Zakaźnym w Warszawie szybko potwierdzili podejrzenia samego sportowca – była to malaria.

Anopheles darlingi jest najpowszechniejszym gatunkiem komara roznoszącym malarię w Wenezueli (fot:  Fábio Costa)

Anopheles darlingi jest najpowszechniejszym gatunkiem komara roznoszącym malarię w Wenezueli (fot:
Fábio Costa)

Wenezuelski szpadzista pochodzi z Ciudad Bolivar, miasta będącego stolicą stanu Bolivar, które jest epicentrum epidemii malarii. Bo niektórzy specjaliści nie wahają się już używać tego właśnie słowa – epidemia. Liczby są rzeczywiście niepokojące – władze w Caracas oficjalne właśnie przyznały, że od stycznia do końca października zarejestrowano w Wenezueli prawie 64 tys. potwierdzonych zachorowań na malarię. To o 71 proc. więcej przypadków niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Po raz ostatni tak wiele przypadków malarii zanotowano w Wenezueli… 52 lata temu!

Ponad 80 proc. chorych zaraziła się właśnie w stanie Bolivar. Najgorsza sytuacja panuje w znajdującej się tam gminie Sifontes. Szacuje się, że więcej niż 75 proc. jej ok. 50 tys. mieszkańców mogło zachorować w tym roku na malarię. To region w którym działają liczne nielegalne kopalnie złota, których górnicy mieszkają w prowizorycznych, pozbawionych jakiejkolwiek infrastruktury sanitarnej, osiedlach.

Prof. José Félix Oletta, lekarz i były minister zdrowia, wystawia z rozmowie z tierralatina.pl bezlitosną diagnozę: –W Wenezueli od kilku dobrych lat nie ma efektywnej, ciągłej polityki zapobiegania malarii. Były wprawdzie przyznawane na nią duże środki, ale nie wiadomo co się z tymi pieniędzmi stało. Bo brakuje wszystkiego: edukacji, walki z komarami, moskitier, lekarstw. Już od 4 lat liczba zachorowań na malarię w naszym kraju nieustannie i coraz szybciej rośnie-. Rubén Limardo, w wywiadzie udzielonym z łóżka w polskim szpitalu dziennikowi „El Universal” z Caracas także zauważa: –Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem odbywały się dni walki z komarami i jeździły specjalne ciężarówki rozpylające insektycydy. Teraz tego się już nie widuje.

Poza stanem Bolivar przypadki zachorowań na malarię notuje się ostatnio także w stanach Vargas, Sucre, Miranda, Falcón, Aragua i Carabobo. Ale pojedyńcze zachorowania zarejestrowano niemal w całym kraju, z turystyczna Margaritą włącznie.

Szczęście w nieszczęściu, malaria w Wenezueli, tak jak w niemal całej Ameryce Łacińskiej, wywoływana jest przede wszystkim przez przenoszonego przez komary pierwotniaka zarodźca ruchliwego (Plasmodium vivax), który wywołuje u człowieka mniej groźną odmianę choroby niż jego kuzyn, aktywny przede wszystkim w Afryce i na Karaibach, zarodziec sierpowaty (Plasmodium falciparum).

Na szczęście w Ameryce Łacińskiej, poza Wenezuelą, dzięki konsekwentnym politykom walki z tą chorobą, malaria staje się coraz mniejszym problemem. W ciągu ostatnich 12 lat liczbę zachorowań udało się zmniejszyć w tym regionie o prawie 60 proc., a wywołanych przez malarię zgonów o ponad 70 proc. Wg. Panamerykańskiej Organizacji Zdrowia Salwador, Paragwaj, Ekwador i Surinam są krajami, które od 2000 r. najefektywniej zmniejszyły ilość zachorowań na malarię na swoim terytorium. Salwador i Paragwaj, a także Meksykm, Argentyna i Kostaryka są wręcz państwami, która są wręcz bliskie całkowitego wyeliminowania choroby.

O tym jakie efekty daje konsekwentna publiczna polityka antymalaryczna najlepiej świadczy przykład Salwadoru, gdzie jeszcze w 1998 r. było ok. 10 tys. chorych na malarię, w 2000 r. – tysiąc, mniej niż 100 w 2005, 20 w roku ubiegłym, a od stycznia do końca października roku bieżącego zaledwie 8.

W regionie latynoamerykańsko-karaibskim jedynym poza Wenezuelą krajem, w którym wyraźnie wzrosła ostatnio zachorowalność na malarię jest Haiti. I tam niestety chorobę wywołuje przede wszystkim zarodziec sierpowaty.

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Wenezuela nie radzi sobie z malarią"

  1. polven  21/11/2013 o 14:33

    No to podsumujmy dokonania rewolucyjnego rządu:
    -największa na świecie inflacja
    -najwyższa przestępczość na kontynencie
    -jedyny kraj w regionie w którym zakup takich rzeczy jak papier toaletowy, cukier, masło, czy mąka stał się dla wielu marzeniem
    -jedyny kraj w regionie który nie potrafi poradzić sobie z malarią

    No rzeczywiście, fanatycy Cháveza mogą być dumni,jest z czego.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.