Santos na kolejne 4 lata

Juan Manuel Santos, aktualny prezydent Kolumbii, zwyciężył w II turze wyborów prezydenckich. Wyborcy przedłużyli jego mandat o kolejne 4 lata licząc, że zakończy w tym czasie trwający od ponad półwiecza konflikt wewnętrzny.


Sondaże przewidywały bardzo „ciasny” wynik. Tak bardzo, że praktycznie żaden liczący się instytut badania opinii publicznej nie zaryzykował przed minioną niedzielą jednoznacznego wskazania faworyta. Wszystkie twierdziły, że różnice poparcia między oboma kandydatami do prezydenckiego fotela w Kolumbii nie przekraczają błędu statystycznego.

Najwyraźniej jednak znowu się pomyliły, choć już nie tak bardzo jak przy pierwszej turze prezydenckiej elekcji cztery lata temu. Ale ponownie tym, który został przez firmy sondażowe niedoszacowany, okazał się Juan Manuel Santos. Bo to on, bezapelacyjnie, wygrał wczorajsze wybory i pozostanie na prezydenckim fotelu przez kolejne 4 lata.

Wg. oficjalnych wyników na aktualnego prezydenta zagłosowało wczoraj 50,95 proc. wyborców. Na jego kontrkandydata, Oscara Ivana Zuluagę,  45 proc. To prawie milion głosów różnicy.

Juan Manuel Santos

Juan Manuel Santos to aktualny prezydent Kolumbii. Złośliwi twierdzą, że bardziej niż wynegocjowanie pokoju w kraju marzy mu się Pokojowa Nagroda Nobla. (fot: Wilson Dias/ABr)

To jest koniec ponad 50-letniego okresu przemocy w naszym kraju, to początek Kolumbii bardziej sprawiedliwiej i bardziej socjalnej.” – taką własnie optymistyczną deklaracją zareagował na wynik urn stary-nowy prezydent. Bo wczorajsze wybory były przede wszystkim plebiscytem na temat tego w jaki sposób zakończyć trwającą w Kolumbii od ponad półwiecza wojnę domową, w której lewicowe partyzantki FARC i ELN walczą z centralnym rządem w Bogocie. Wojnę, która kosztowała już życie ponad 200 tys. Kolumbijczyków, głównie cywili.

Już samo hasło wyborcze Juana Manuela Santosa nie pozostawiało wątpliwości o co chodziło w wyborczej kampanii. Brzmiało ono po prostu PAZ! Czyli – POKÓJ! I wczoraj, na wiecu zwycięskiego kandydata, wielu jego zwolenników miało je wymalowane na koszulkach, twarzach, czy dłoniach.

Obaj kandydaci, kilka lat temu zasiadający razem w rządzie Alvaro Uribe i działający ramię w ramię w wspierającej go partii, różnili się głównie pomysłem na koniec konfliktu. Juan Manuel Santos chce kontynuować rozpoczęte we wrześniu 2012 r. negocjacje pokojowe. Zuluaga, w przeciwieństwie do Santosa wciąż politycznie bliski byłemu prezydentowi Uribe, twierdzi że z terrorystami nie powinno się negocjować, lecz wtrącić do więzienia. Oskarżał Santosa, że ten chce zapewnić liderom partyzantów bezkarność.

W sztabie Santosa zapewniano jednak, że żadna amnestia nie jest tematem negocjacji. I dodawano, że wygrana Zuluagi byłaby, dla odmiany, gwarancją bezkarności dla Alvaro Uribe, na którym ciążą poważne oskarżenia – przeprowadzane przez wojsko bezprawne egzekucje, zakładnie podsłuchów sędziom i dziennikarzom, czy tolerowanie, a nawet wspieranie, paramilitares. To właśnie podczas 8-letnich rządów (2002-2010) Alvaro Uribe rozkwitły (choć później prezydent wynegocjował ich samorozwiązanie) owe prawicowe grupy zbrojne, które poza walką z partyzantami, masowo przepędzały chłopów małorolnych z ich gospodarstw, natychmiast włączanych do wielkich majątków ziemskich, których garstka właścicieli dostawała w dodatku od rządu hojne subwencje rolne.

Nic więc w sumie dziwnego, że ci wielcy obszarnicy byli wśród tych, którzy najaktywniej wspierali finansowo kampanię Zuluagi. Bo Santos już zapowiedział, że ziemię zabraną bezprawnie będą musieli oddać.

Alvaro Uribe, po ogłoszeniu wyniku wczorajszego głosowania, w telewizyjnym wystąpieniu uznał przeprowadzone wybory za „największy skandal korupcyjny w historii Kolumbii”, zarzucajac aktualnemu prezydentowi masowe kupowanie głosów i przyzwolenie na to aby lewicowi partyzanci zastraszali wyborców popierających Zuluagę. I, choć Kolumbia ma rzeczywiście długą tradycję przekupywania wyborców, to międzynarodowi obserwatorzy obecni podczas głosowania nie zgłosili żadnych poważnych nadużyć, a sam Uribe nie przedstawił żadnych dowodów.

Wyborcza frekwencja, która w pierwszej turze wyniosła zaledwie 40 proc. wzrosła wczoraj do 48. Ale wielu wyborców, ponad milion, wyraziło swój sprzeciw wobec obu kandydatów, oddając „puste” bądź nieważne głosy. Dla wielu Kolumbijczyków Santos i Zuluaga to to samo zło – prawicowi politycy, którzy zasiadali w uwikłanym w wychodzące obecnie na jaw skandale rządzie Alvaro Uribe. I nie zapomnieli, że Juan Manual Santos, jeszcze 4 lata temu, uważał Uribe za swego politycznego mentora i wygrał wówczas wybory prezydenckie jedynie dzięki jego poparciu. Nie brakowało też wyborców, którzy mieli kandydatom za złe, że skupili się na wewnętrznym konflikcie, mało mówiąc podczas kampanii o problemach społecznych i ekonomicznych kraju.

Kolumbia, choć od kilku lat jej gospodarka rozwija się w tempie budzącym w regionie zazdrość, wciąż jest wśród krajów o najniższych na kontynencie średnich zarobkach. I to właśnie to martwi najbardziej Kolumbijczyków. Wg. ostatnich sondaży wewnętrzny konflikt z FARC i ELN za największy problem kraju uważa zaledwie 5 proc. z nich.

Prześlij dalej:

Jedna reakcja na "Santos na kolejne 4 lata"

  1. Pingback: José Pékerman na prezydenta Kolumbii! | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.