Są ranni po wybuchu bomby w stolicy Chile

W Santiago de Chile już po raz 26. w tym roku wybuchła bomba. Po raz pierwsi są ranni - 14 osób.


Fala zamachów bombowych w Chile trwa od 2005 roku. W ciągu tych 9 lat wybuchło ich blisko 200, niemal wyłącznie w stolicy – Santiago de Chile. Bomby najczęściej budowane są z gaśnic wypełnionych czarnym prochem, połączonych z prymitywnymi zapalnikami czasowymi. I, do tej pory, jeśli nie liczyć jednego zamachowca, który zginął niosąc przygotowany przez siebie ładunek wybuchowy, zawsze obywało się bez ofiar – bomby, naczęściej pozostawiane przy bankach, czy komisariatch policji, wybuchały zazwyczaj w nocy, gdy nikogo nie było w pobliżu. I w przynajmniej połowie przypadków do zamachów przyznawały się różne organizacje anarchistyczne. „Walczymy z systemem!” – powtarzały regularnie w swych komunikatach.

Bomba, która wybuchła wczoraj też była starą gaśnicą wypełnioną prochem. Tym razem jednak umieszczono ją tak, aby poszkodowanych było jak najwięcej – w metalowym koszu na śmieci, przy fast-foodzie, w odwiedzanym codziennie przez kilkadziesiąt tysięcy ludzi podziemnym centrum handlowym Subcentro, położonym w ekskluzywnej dzielnicy Las Condes, tuż przy stacji metra Escuela Militar. Wybuchła o 14:04, czyli w porze obiadowej, gdy handlowe podziemie wypełnia się pracownikami pobliskich biurowców. Rannych zostało 14 osób, w tym dwie poważnie, choć ich życiu, na szczęście, nie zagraża niebezpieczeństwo.

miejsce wczorajszego zamachu (fot: Carabiñeros de Chile)

miejsce wczorajszego zamachu (fot: Carabiñeros de Chile)

To jest wyraźnie akt terrorystyczny. To coś potwornego i użyjemy wszystkich dostępnych środków, aby odpowiedzialni za ten czyn za niego odpowiedzieli. Zrobimy wszystko aby ludzie mogli mieć spokojne, pokojowe życie. Równocześnie chcę zaapelować o spokój – to co się stało jest straszne, ale Chile jest i będzie bezpiecznym krajem.– zareagowała prezydent kraju Michelle Bachelet.

Nie ma wątpliwości, że ta druga część jej wypowiedzi skierowana była nie tylko do Chilijczyków, ale też do wspólnoty międzynarodowej. Bo w ostatnich miesiącach kilka państw, w tym Wielka Brytania, Belgia, Stany Zjednoczone, Kanada i Australia, wydały skierowane do swych obywateli ostrzeżenia, aby zachowali ostrożność podczas podróży do Chile, właśnie ze względu na zagrożenie terrorystyczne.

Wszystko dlatego, że w bieżącym roku anarchiści stali się bardziej zuchwali – coraz częściej bomby wybuchały już nie w nocy, ale w momentach gdy w miejscu eksplozji mogli wciąż znajdować się ludzie. Celem stały się już nie tylko banki i komisariaty, ale i stacje metra, czy okolice przedszkoli. Niemnie do tej pory, jeśli umieszczali ładunki w miejscach bardzo ruchliwych, to ostrzegali telefonicznie o ich podłożeniu, co dawało służbom czas na ewakuację okolic i czasem też neutralizację samych bomb.

Wczorajszy wybuch był, wg. obliczeń chilijskich mediów, co najmniej 26 ładunkiem podłożonym w tym roku w Santiago de Chile.

I choć liczne śledztwa w sprawie anarchistycznych zamachów trwają w Chile już od 9 lat, to przez cały ten czas przed sądy doprowadzono zaledwie 11 osób, z których tylko jedna została skazana na karę więzienia. Pozostałe zwolniono z powodu braku wystarczających dowodów. Wśród tych zatrzymanych i po jakimś czasie wypuszczonych byli m.in. Francisco Solar i Mónica Caballero – para siedzących obecnie w hiszpańskim więzieniu Chilijczyków, która w ubiegłym roku podłożyła bombę pod katedrę w Saragossie i planowała kolejne ataki w Barcelonie.

W Chile coraz głośniejsze są głosy, że ta trwająca już 9 lat fala anarchistycznych zamachów i „eksport” terrorystów jest kompromitacją lokalnych służb specjalnych. Bo jak to możliwe, że po podłożeniu blisko 200 bomb wciąż tak mało wiadomo na temat sprawców i ich motywacji. Do dotychczasowych zamachów przyznawało się w sumie ponad 30 różnych organizacji anarchistycznych. Czy naprawdę jest ich aż tyle, czy może to te same grupki zmieniające nazwy? A jeśli jest ich wiele, to czy i jak są ze sobą powiązane?

Na te pytania nikt w Chile, póki co, wydaje się nie znać odpowiedzi. Pomóc je znaleźć ma, zapowiedziana przez rząd w sierpniu, gruntowna reforma wewnętrznych służb wywiadowczych.

Ta słabość tajnych służb to, w pewnym sensie, efekt odzyskania przez Chile, w 1990 r. demokracji. Za czasów Pinocheta tajne policje, zwłaszcza wojskowe, były bowiem wszechmocne i osiągnęły wysoki stopień zaawansowania w inwigilacji społeczeństwa. Po zakończeniu dyktatury kolejne rządy starały się, przede wszystkim, rozmontować to tajniackie „państwo w państwie” i próbować rozliczyć agentów z nadużyć z przeszłości. Politycy rządzącej obecnie lewicowej koalicji przyznają coraz bardziej otwarcie, że trochę zbagatelizowano istniejące zagrożenia – m.in. terroryzm, zorganizowaną przestępczość, przemyt narkotyków – i zbyt długo nie potrafiono otwarcie powiedzieć, że demokratyczne państwo także potrzebuje sprawnie działających tajnych służb.

Z drugiej strony jednak, wśród prominentnych polityków rządzącej koalicji wciąż pojawiają się głosy broniące anarchistów i solidaryzujące się z ich celami, czyli „walką z systemem”. Bo kraj wciąż nie uporał się z wieloma, odziedziczonymi po czasach dyktatury, problemami, jak chociażby niebywała komercjalizacja szkolnictwa wyższego (czesne za studia na chilijskich uniwersytetach należą do najwyższych na świecie). Nie brakuje też osób, które – tak jak senator Jaime Quintana – są przekonani, że środowiska anarchistyczne są zinfiltrowane przez byłych agentów pinochetowskiej bezpieki, którzy manipulują zbuntowaną młodzieżą, popychając ją do czynów, które zmuszą rząd do odbudowy aparatu bezpieczeństwa i sprawią, że większość społeczeństwa to poprze.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.