Brazylia wybiera prezydenta. Będzie dogrywka.

Dilma i kto? Największą niespodzianką tegorocznych wyborów prezydenckich w Brazylii jest to, że towarzyszą im jednak emocje i poczucie niepewności. Przynajmniej w pierwszej turze.


Dwie rzeczy w dzisiejszej, pierwszej turze wyborów prezydenckich w Brazylii są pewne:

  1. Najwięcej głosów zdobędzie, ubiegająca się o 2. czteroletnią kadencję, aktualna prezydent Dilma Rousseff.
  2. Kandydatka rządzącej Brazylią już od 12 lat Partii Pracujących (PT) nie zdoła przekroczyć 50 proc. progu poparcia, czyli będzie konieczna, przewidziana na 26 października, wyborcza dogrywka.

Wszystko inne to, mniej lub bardziej poparte sondażami, przedwyborcze domysły i spekulacje. Choć nie, pewne jest też to, że Brazylia nie zboczy z, obranego już 19 lat temu, kursu w lewo – poparcie dla żadnego z kandydatów partii otwarcie konserwatywnych, czy prawicowych nie zbliżyło się do poziomu mogącego pozwolić na najśmielsze nawet marzenia o wyborczym podium (poparcie dla najsilniejszego z nich nie przekracza 2 proc.!).

Wyborcze emocje dzisiejszego dnia ograniczają się w sumie do odpowiedzi na pytanie, czy w 2. turze z Dilmą Rousseff zmierzy się pretendentem socjaldemokratycznej partii PSDBAécio Nevesem, czy może jednak z niespodziewaną kandydatką Brazylijskiej Partii Socjalistycznej (PSB)– popularną działaczką ekologiczną, Mariną Silvą.

To zresztą właśnie ta ostatnia sprawiła, że w dzisiejszych wyborach prezydenckich są jakiekolwiek emocje i niewiadome. Bo jeszcze 2 miesiące temu wszystko było jasne – wg. każdego z liczących się w Brazylii instytutów badania opinii publicznej do 2. tury przechodzili Rousseff i Neves, a w dogrywce, ten drugi zdecydowanie przegrywał.

Wszystko zmieniło się 13 sierpnia, gdy w katastrofie lotniczej zginął, zajmujący 3. ale słabe miejsce (mniej niż 10 proc. poparcia) w rankingu prezydenckich preferencji, kandydat socjalistów, Eduardo Campos. Partia postanowiła wówczas zagrać va banque i jako swego nowego kandydata wystawić Marinę Silvę – polityka z partią tą związanego od zaledwie kilku miesięcy, ale bardzo znanego. Bardziej niż sama partia.

Decyzja ta okazała się być strzałem w dziesiątkę – przedwyborcze notowanie Silvy błyskawicznie poszybowały w górę – tak wysoko, że nawet w pewnym momencie wydawało się, że nie tylko na pewno wejdzie do 2. tury, ale może to nawet zrobić z pierwszego miejsca, a później pokonać Dilmę Rousseff!

Marinie udało się początkowo zagospodarować niezwykle zróżnicowany elektorat: od części ekologów i osób, które uważają, że po 12 latach rządów Partii Pracujących konieczna jest jakaś „zmiana”; przez takich którzy uważają PSDB za partię prawicową, a PT za niedostatecznie lewicową; po tych którzy myślą, że tylko ona potrafiłaby rozprawić się z korupcją, która wciąż jest potężnym problemem brazylijskiej klasy politycznej.

Ta 53-letnia absolwentka historii, która – jako pierwsza w swej bardzo licznej rodzinie – nauczyła się pisać i czytać w wieku 16 lat, cieszy się też sympatią części czarnoskórych obywateli Brazylii, którzy widzą w niej szansę na pierwszego w historii tego kraju afroamerykańskiego prezydenta; a także – jako zadeklarowany zielonoświątkowiec – uzyskała poparcie części, coraz bardziej w Brazylii popularnych, konserwatywnych kościołów i ruchów ewangelikalnych. Ba, nawet niektórzy przedsiębiorcy dali się uwieść jej obietnicom ograniczenia państwowego interwencjonizmu i zagwarantowania niezależności brazylijskiemu bankowi centralnemu.

Neves, Silva, Rousseff

Neves, Silva i Rousseff podczas jednej z debat telewizyjnych.

Jak łatwo sobie jednak wyobrazić, trudno długo razem utrzymać wyborców o tak różnych przekonaniach i motywacjach. I po kilku tygodniach entuzjazmu i zachłystywania się „świeżością i nowością” kandydatury Silvy, przyszło opamiętanie. Zwłaszcza, że coraz bardziej widoczne były, czasem wręcz rażące, niespójności w jej programie i nie dające się w żaden sposób pogodzić stanowiska różnych, wspierających jej grup i organizacji.

Najbardziej wyraźnym i najszerzej komentowanym w mediach przykładem tych sprzeczności był, wynikający z wiary Mariny Silvy, jej jednoznaczny sprzeciw wobec proponowanej przez Brazylijską Partię Socjalistyczną liberalizacji zakazu aborcji, oraz zgody na małżeństwa homoseksualne.

Nie pomógł jej też najnowszy skandal korupcyjny, w centrum którego się znalazł państwowy gigant naftowy Petrobras. Okazało się bowiem, że wśród wielu polityków, którzy otrzymywali łapówki był, obok członków obozu rządzącego, także m.in. uważany do tej pory za raczej uczciwego, nieżyjący Eduardo Campos – ten, dzięki któremu Marina Silva znalazła się w wyścigu prezydenckim.

Efekt tego wszystkiego jest taki, że wg. ostatnich sondaży Marina nie musi się już zastanawiać czy i jak uda się jej pokonać Dilmę Rousseff, ale raczej modlić się, aby do bezpośredniego wyborczego starcia z aktualną prezydent mimo wszystko doszło. Trzy największe ośrodki badania opinii publicznej dały jej bowiem, w ostatnim przez ciszą wyborczą pomiarze preferencji wyborczych, mniejsze szanse na II turę niż Aecio Nevesowi.

Sondażowa różnica między tymi outsiderami jest wprawdzie taka, że niespodzianka wciąż jest możliwa, niemniej tendencja jest wyraźna i nieubłagana – w ostatnich tygodniach elektorat Mariny Silvy się rozsypał.

Patrząc na wyborcze prognozy z ostatniego miesiąca wyraźnie widać, że znaczna część osób, które na przełomie sierpnia i września chciały głosować na popularną ekolożkę, zdecydowała się w końcu poprzeć aktualną prezydent. Co też nie powinno dziwić. Bo choć Brazylia zmaga się od kilku miesięcy z recesją, oraz rosnącą inflacją i bezrobociem, to jednak wiele wyborczych argumentów Partii Pracujących jest niepodważalnych:

  • 12 lat rządów PT to dla brazylijskiej gospodarki okres największego i najbardziej stabilnego rozwoju w całej historii kraju
  • dzięki rządowym programom socjalnym, takim jak np. Bolsa Familia, co najmniej 22 milionów Brazylijczyków wyciągniętych zostało z ubóstwa i zasiliło szeregi coraz zamożniejszej klasy średniej
  • kraj poczynił wyraźne postępy w walce z analfabetyzmem i dostępem do publicznej służby zdrowa
  • ponad 15 milionów obywateli zyskało dostęp do energii elektrycznej
  • Brazylia stała się – politycznie, militarnie i gospodarczo – niekwestionowanym regionalnym liderem i krajem liczącym się na międzynarodowej scenie

I choć dla wielu wyborców, zwłaszcza tych najmłodszych, nie pamiętających rządów innych niż Partii Pracujących, Dilma stała się symbolem partyjnego establishmentu, takiego samego z jakim walczył, dochodząc do władzy 12 lat temu, Inacio Lula da Silva, to jednak znaczna część społeczeństwa, nawet jeśli krytykuje niektóre decyzje aktualnego rządu i z wielu rzeczy jest niezadowolona, ma świadomość, że obrany przez nią kurs wciąż przynosi Brazylii korzyści, a partia przy władzy jest jedyną, która jest w stanie przeprowadzić wciąż niezbędne dla kraju reformy.

Bo nawet jeśli niektóre postulaty Mariny Silvy brzmią bardzo atrakcyjnie, to prawda jest taka, że nie ma ona żadnego zaplecza politycznego. Socjalistyczna Partia Brazylii, która ją do wyborów wystawiła, jest partią silną jedynie w jednym stanie – Pernambuco. Poza nim, najczęściej, nie ma nawet struktur organizacyjnych.

Tymczasem Partia Pracujących nie dość, że jest jedyną brazylijską formacją polityczną działającą na terenie całego kraju, to jeszcze – tego też nie można niedoceniać – posiada byłego charyzmatycznego prezydenta Lulę, który wciąż jest cieszącym się największą sympatią społeczeństwa, żyjącym brazylijskim politykiem.

Jego zaangażowanie się w kampanię wyborczą Dilmy Rousseff to także zasługa Mariny Silvy. Były prezydent ruszył w sukurs swej politycznej protegowanej, celnie wytykając Marinie, że obarczając odpowiedzialnością o niemal wszystkie bolączki rządy Partii Pracujących, najwyraźniej zapomniała, że sama w tych rządach brała udział. Bo to właśnie Lula wciągnął ekologiczną działaczkę do wielkiej polityki, powierzając jej tekę ministra środowiska w swoim rządzie. Silva stanowisko to piastowała ponad 5 lat.

Zdaniem większości brazylijskich politologów i komentatorów politycznych przebieg kampanii wyborczej, a zwłaszcza nagła popularność Mariny Silvy i równie gwałtowny jej spadek, wskazują, że większości Brazylijczyków bardziej niż na zmianie rządzących, zależy na zmianie formy rządzenia. I że jej niespodziewana kandydatura doskonale spełniła swe zadanie – zimnego prysznica, który przypomniał aktualnym decydentom, że nic nie trwa wiecznie i – mimo niewątpliwych zasług – nie mogą spoczywać na laurach i muszą pozbyć się buty typowej dla długo sprawujących władzę. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji gospodarczej stagnacji.

Dilma to zrozumiała i w ostatnich debatach wyborczych otwarcie przyznawała, że korupcja jest problemem także w jej partii. –Skorumpowani są, niestety, wszędzie. Ale mamy instytucje powołane do walki z tym zjawiskiem. Mamy, od niedawna, rozwiązania prawne, które pozwalają skonfiskować majątek skorumpowanego urzędnika. Nikt nie może czuć się bezkarny. Gwarantuję, że wszystkie doniesienia zostaną objęte śledztwem, a winni ukarani. Obojętnie kogo to będzie bolało. – mówiła podczas ostatniej telewizyjnej konfrontacji najważniejszych kandydatów.

Dzisiaj dowiemy kto zmierzy się z aktualną prezydent w wyborczej dogrywce 26 października. Jeśli będzie to, jak sugerują ostatnie sondaże, Aecio Neves, to de facto oznaczać to będzie koniec wyborczych emocji.

PSDB ma zbyt duży negatywny elektorat aby móc liczyć na jakąkolwiek niespodziankę w 2. turze – znaczna część ludzi o poglądach lewicowych uważa tą partię za zbyt prawicową, a część prawicy za zbyt lewicową. Co więcej uznawana jest ona za jeszcze większy „establishment” niż PT i była zamieszana w większość korupcyjnych skandali nowoczesnej Brazylii.

Jeśli jednak dzisiaj 2. miejsce na wyborczym podium zajmie Marina Silva, to… czeka nas z pewnością niezmiernie ciekawa ostatnia prosta wyborczej kampanii!

W Brazylii uprawnionych do głosowania są ponad 142 miliony osób. Udział w wyborach jest obowiązkowy, z wyjątkiem wyborców między 16 a 18 rokiem życia, oraz tych którzy ukończyli 70.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

3 reakcje na "Brazylia wybiera prezydenta. Będzie dogrywka."

  1. Carioca  05/10/2014 o 23:28

    Po prawie 20 latach w tym kraju mogę bez wahania powiedzieć, że największą jego tragedią jest brak jakiejkolwiek nowoczesnej, prorynkowej partii prawicowej. I jakikolwiek brak etyki i moralnych hamulców większości polityków, zwłaszcza z tych lewicowych, czy kryptolewicowych partii w stylu PT, PSDB, czy (a właściwie przede wszystkim) PMDB.

    Odpowiedz
  2. minasgerais  06/10/2014 o 01:25

    Są już wynik i finał jednak będzie Dilma-Neves. Zaskakująco dobry wynik tego drugiego. Myślę, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i druga tura może być bardziej zacięta niż się to mogło do tej pory wydawać.

    Odpowiedz
  3. Marcin Zarzycki  06/10/2014 o 01:36

    Obowiązkowy udział w wyborach! To mi się podoba i to powinno zostać zaimplementowane w Polsce. Dla wszystkich tych wiecznych malkontentów, którzy non-stop narzekają, ale tyłka do lokalu wyborczego ruszyć im się nigdy nie chce!

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.