Chile zezwoli na aborcję?

Izba niższa Kongresu w Chile zatwierdziła projekt ustawy depenalizującej aborcję w trzech konkretnych przypadkach: gwałtu, poważnej malformacji płodu i zagrożenia życia matki.


Projekt ustawy zezwalającej na aborcję w tych trzech konkretnych przypadkach, popiera – wg. ostatnich sondaży – ponad 70 proc. chilijskiego społeczeństwa. Mimo to, dyskusje w Izbie Deputowanych były do ostatniego momentu bardzo gorące. Enrique Van Rysselberghe z postpinochetowskiej Niezależnej Unii Demokratycznej (UDI) porównywał zwolenników nowej ustawy do nazistów i komunistów, a René Manuel García z centoprawicowego Odrodzenia Narodowego (RN) grzmiał z parlamentarnej trybuny: –Możnaby powiedzieć, że Rząd Wojskowy, czy dyktatura – obojętnie jak ją się nazywa – zabijała w tym kraju osoby dorosłe. Wy chcecie dziś zabijać osoby, które jeszcze się nie narodziły. Powiedzcie, jaka jest różnica między tymi zbrodniami?

I choć projekt zdecydowanie ogranicza możliwość aborcji do przypadków ciąży będącej wynikiem gwałtu, poważnej malformacji płodu (niedającej szansy na przeżycie po urodzeniu) i zagrożenia życia matki, to zdaniem niektórych polityków to i tak zbyt wiele. –Ten tekst jest tak permisywny, tak generalny, że otwiera drogę do eugeniki. Nie będzie już trzeba organizować programów pomocy dla niepełnosprawnych, bo oni się nie będą rodzili!– denerwował się Gustavo Hasbún z UDI. –Gdyby to faceci rodzili, to aborcja już dawno byłaby w pełni legalna!– ripostowała Camila Vallejo z Komunistycznej Partii Chile (PCCh).

Aborcja w Chile

W trakcie kampanii na rzecz legalizacji aborcji w szczególnych przypadkach, wiele znanych osobistości – polityków, dziennikarek, artystek – przyznało się publicznie, że mają za sobą aborcję.

I choć depenalizacja aborcji w tych trzech przypadkach była jedną z wyborczych obietnic socjalistycznej prezydent, lekarki z wykształcenia, Michelle Bachelet, projekt budzi kontrowersje nawet wewnątrz rządzącej obecnie koalicji, zwłaszcza wśród chadeków. Koniec końców, Demokracja Chrześcijańska (PDC) przyjęła stanowisko, że dopuszczenie do aborcji w tak konkretnych przypadkach to nie kwestia wiary i religii, lecz praw człowieka. –Nasza parta zawsze będzie opowiadać się za prawami człowieka.- stwierdził deputowany-sprawozdawca DC, Matías Walker.

To zdecydowanie nie był łatwy temat. Stworzenie mocnego poparcie dla projektu tej ustawy kosztowało nas bardzo wiele pracy. – przyznała minister ds. kobiet, Claudia Pascual.

Ale najwyraźniej koalicji udało się porozumieć – w decydującym głosowaniu projekt ustawy poparło 66 deputowanych, 44 było przeciw.

Aborcja w Chile

Aborcja w Chile ma być legalna tylko w trzech, bardzo konkretnych, przypadkach.

Wcześniej deputowani zatwierdzali osobno każdy z trzech powodów mogących doprowadzić do legalnej aborcji. Okazało się, że relatywnie najmniej kontrowersji budzi zagrożenie życia matki (67 za, 43 przeciw), zaś za najbardziej dusksyjne deputowani uznali przerwanie ciąży będącej efektem gwałtu (59 za, 47 przeciw).

Ta debata i głosowanie w Izbie Deputowanych były wyjątkowo uważnie śledzone przez chilijską opinię publiczną i media. A jej wynik większość komentatorów przyjęło ze sporym entuzjazmem. –Chile wreszcie zaczęło spłacać dług demokracji. Bo choć 26 lat temu tą demokrację odzyskaliśmy, to my – kobiety – przez większość demokratycznych reform byłyśmy zapomniane, albo wręcz szykanowane, bo wiele demokratycznych ustaw tylko wzmocniło płciowy podział i role jakie uważa się, że tradycyjnie powinny przypadać kobietom.– mówiła w telewizji TVN, Laura Albornoz, była minister ds. kobiet, a obecnie adwokat specjalizująca się w równości płci.

Większość komentatorów przypominała też, że całkowity zakaz aborcji nie jest dla Chile czymś tradycyjnym. Wprowadził go, zaledwie w 1989 r., dyktatorski rząd Augusto Pinocheta, dosłownie na kilka tygodni przed oddaniem władzy. Wcześniej, przez cały czas jego władzy, tzw. aborcja terapeutyczna była w tym kraju dozwolona.

Aborcja w Chile

Tzw. aborcja terapeutyczna była w Chile legalna zanim kobiety w tym kraju dostały prawo głosu.

Eksperci podkreślają też, że zezwolenie na aborcję w trzech objętych ustawą przypadkach, tak naprawdę dotyczyć będzie bardzo niewielu kobiet. Mówi się o 2500-3000 ewentualnych legalnych aborcji rocznie. To niewiele w porównaniu z tzw. podziemiem aborcyjnym. Szacuje się bowiem, że obecnie, każdego roku, ciąże usuwa od 70 do 150 tys. Chilijek.

Osoby zamożne najczęściej decydują się na nielegalne zabiegi w ginekologicznych gabinetach, albo wyjeżdżają do państw, w których aborcja na życzenie jest legalna (np. Urugwaj lub Kuba). Te kobiety, których na to nie stać, stosują zdobywane na czarnym rynku farmakologiczne środki poronne, bądź – zwłaszcza na prowincji – proszą o pomoc tzw. „parteros”, czyli osoby nie posiadające wykształcenia medycznego, ale oferujące zabiegi przerwania ciąży „domowymi metodami”. Które nierzadko prowadzą do poważnych komplikacji, a nawet śmierci matki. Wg. danych ministerstwa zdrowia co roku do chilijskich szpitali trafia ponad 33 tys. kobiet z powikłaniami po „przerwaniu ciąży” (liczba ta obejmuje także naturalne poronienia).

Przyjęty przez deputowanych projekt ustawy zakłada, że legalną aborcję, w tych trzech przewidzianych przypadkach, przeprowadzić będzie można do 12 tygodnia ciąży (do 14 tygodnia w przypadku kobiet poniżej 14. roku życia). W przypadku ciąży będącej efektem gwałtu lekarz będzie miał obowiązek zawiadomienia prokuratury, choć to od kobiety będzie zależało, czy chce formalnie zgłosić przestępstwo. Takiego przywileju nie będą jednak miały nieletnie – zgłoszony przez lekarzy gwałt na nich będzie ścigany z urzędu.

Projekt ustawy trafi teraz do Senatu, gdzie walka o głosy będzie jeszcze bardziej zacięta niż w Izbie Deputowanych. Minister Claudia Pascual zapewnia jednak, że koalicja jest „raczej pewna”, ze i tam odniesie sukces. Przeciwnicy ustawy nie poddają się jednak i obiecują, że zaskarżą ją do chilijskiego Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent Bachelet przekonana jest jednak, że przed końcem jej kadencji, czyli do marca 2018 roku, ustawa wejdzie w życie.

W tej chwili Chile jest jednym z 7 państw na świecie, które nie dopuszczają do legalnej aborcji w żadnych okolicznościach. Pozostałe to Salwador, Honduras, Nikaragua, Dominikana, Malta i… Watykan.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.