Ponownie iskrzy na granicy Gwatemali z Belize

Gwatemala skierowała na swą kontestowaną granicę z Belize 3 tys. dodatkowych żołnierzy.


To gwałtowne wzmocnienie gwatemalskiej obecności wojskowej na granicy z Belize jest reakcją na wciąż niewyjaśniony incydent, do którego doszło na pograniczu obu państw w minioną środę, i w wyniku którego zginął 13-letni Gwatemalczyk.

Wg. komunikatu gwatemalskiego MSZ, żołnierze Belize zaatakowali przebywającą na terenie Gwatemali rodzinę, zabijając chłopca i raniąc jego ojca i strarszego brata. –To był tchórzliwy i dysproporcjonalny atak.– stwierdził prezydent tego kraju, Jimmy Morales, twierdząc że sekcja wykazała, iż 13-latek trafiony został aż 8 razy, z czego 4 były strzałami w plecy.

Premier Belize, Dean Barrow, przekonuje  jednak, że gwatemalska wersja środowych wydarzeń jest kłamstwem, a patrol graniczny wojska jego kraju strzelał w „usprawiedliwionej obronie własnej”, po tym jak został zaatakowany z broni palnej  przez gwatemalskich cywili zajmujących się bliżej niesprecyzowaną „nielegalną działalnością” na terenie belizeńskiego Parku Narodowego Chiquibul.

Rząd Belize twierdzi wręcz, że zaatakowany patrol poruszał sie w towarzystwie cywilnych pracowników lokalnej organizacji pozarządowej, którzy byli świadkami całego zajścia i już zwrócił się do Organizacji Państw Amerykańskich z prośbą o przeprowadzenie niezależnego śledztwa.

Gwatemala uznaje jednak całą sprawę za kolejną „prowokację” i podkreśla, że od 1999 r żołnierze Belize zabili już, na pograniczu, aż 10. jej obywateli.

Prezydent Morales wezwał „na konsultacje” ambasadora swego kraju w Belize i zarządził wprowadzenie natychmiast „ścisłej ochrony granicy”, kierując na nią 3000 żołnierzy, w tym wielu kailbiles, czyli elitarnych gwatemalskich komandosów.

Ten nagły wzrost napięcia na gwatemalsko-belizeńskiej granicy dostrzeżony już został nawet w Waszyngtonie. Amerykański Departament Stanu wydał komunikat, w którym wyraża „głębokie zaniepokojenie” śmiercią gwatemalskiego chłopca, ale też wzywa obie strony do „spokoju i opanowania”.

Nazdorujący w terenie rozmieszczanie dodatkowych sił na granicy, gwatemalski minister obrony, Williams Mansilla, uspokajał w piątek, że „to tylko prewencja, a nie wypowiedzenie wojny”.

Napięcia na granicy między Gwatemalą i Belize nie są niczym nowym i wiążą się z tym, że oba kraje odziedziczyły po dawnych kolonialnych imperiach, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, nigdy nieuregulowany konflikt terytorialny.

Gwatemala uważa, że zaznaczona na tej mapce na niebiesko część Belize powinna być integralną częścią jej terytorium.

Gwatemala uważa, że zaznaczona na tej mapce na niebiesko część Belize powinna być integralną częścią jej terytorium.

Tak jak Hiszpania nie uznawała praw jakie Londyn rościł sobie do części terytorium, które w 1862 roku stało się Brytyjskim Hondurasem, tak niepodległa Gwatemala nigdy nie uznała swej aktualnej granicy z Belize za definitywną. Przeciwnie – Gwatemalczycy uważają aż 53 proc. terytorium Belize za swoją prowincję i w XX wieku, wielokrotnie oficjalnie grozili, że sobie ją zbrojnie zajmą.

mapa będąca częścią gwatemalsko-brytyjskiego Traktatu Wyke–Aycinena.

mapa będąca częścią gwatemalsko-brytyjskiego Traktatu Wyke–Aycinena.

Władze Gwatemali swe roszczenia motywują m.in. tym, że Wielka Brytania nigdy nie wywiązała się z warunków zawartych w podpisanym w 1859 r. tzw. Traktatu Wyke–Aycinena. Gwatemala zobowiązywała się w nim do uznania granic sąsiadującej z nią brytyjskiej kolonii w zamian za m.in. wybudowanie przez Anglików drogi mającej połączyć ich port w Punta Gorda z drogami gwatemalskimi. Droga ta jednak nigdy nie powstała.

W efekcie, gdy Belize stało się niepodległym państwem w 1981 r., Gwatemala ociągała się aż 10 lat z formalnym uznaniem istnienia swego sąsiada i nawiązania z nim stosunków dyplomatycznych.

Ale nawet i wtedy Gwatemala nie porzuciła swych terytorialnych roszczeń. Belize czuło się na tyle zagrożone, że poprosiło swego byłego kolonizatora o utrzymywanie obecności wojskowej na swym terytorium.

Brytyjskie bazy wojskowe w Belize zlikwidowane zostały zaledwie 5 lat temu, gdy oba państwa podpisały w końcu porozumienie, że swój konflikt rozwiążą drogą dyplomatyczną. Plan jest taki, że oba kraje mają zorganizować równoczesne referenda, w których zapytają się swych obywateli, czy zgadzają się aby terytorialną dysputę rozsądził, raz na zawsze, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze.

Gdyby obywatele obu państw wyrazili taką zgodę sprawa skierowana zostałaby do Hagi. W przeciwnym razie oba państwa mają wspólnie szukać nowej, pokojowej drogi do rozwiązania konfliktu.

Referendów wciąż jednak nie przeprowadzono, a spór jest regularnie podgrzewany przez polityków po obu stronach granicy. Gwatemalski prezydent Jimmi Morales wielokrotnie w ostatnich miesiącach przypominał obywatelom swego kraju, że „wciąż jeszcze nie straciliśmy Belize”.




Prześlij dalej:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.