Marcin Gienieczko – rekordzista czy mistyfikator?

Polski podróżnik Marcin Gienieczko został uhonorowany rekordem Guinnessa za swą ubiegłoroczną, samotną podróż canoe po Amazonce i jej dorzeczu. Ale czy ta wyprawa była rzeczywiście "samotna"? Są wątpliwości.


Guinness przyznał Marcinowi Gienieczko, w marcu tego roku, rekord „najdłuższej na świecie, samotnej podróży w canoe„, za przepłynięcie w ubiegłym roku 5573 km, między Pucallpą w Peru i Belém w Brazylii. Podróż ta nosiła nazwę Energa Solo Amazon Expedition.

Problem w tym, że jego peruwiański przewodnik i szef logistyki tej wyprawy twierdzi obecnie, że Polak nie tylko nie pokonał wszystkich etapów samotnie, ale wręcz niektóre odcinki przebył z pomocą jednostek z napędem mechanicznym.

Marcin Gienieczko

Marcin Gienieczko podczas Energa Solo Amazon Expedition. Solo? (fot: Guinness World Records)

Szefem logistyki ubiegłorocznej wyprawy Marcina Gienieczki był Gadiel „Cho” Sánchez Rivera, 37-letni Peruwiańczyk mający na swym koncie wiele eksploracyjnych osiągnięć. Uczestniczył on m.in. w słynnej pieszej wyprawie Eda Stafforda „Walking the Amazon”, a w 2013 roku wziął udział, wraz z Belgiem, Louisem-Philippem Loncke, w wyprawie TitiKayak, w trakcie której po raz pierwszy okrążono kajakami jezioro Titicaca.

Gadiel "Cho" Sánchez

Gadiel „Cho” Sánchez

Polski podróżnik, sam siebie nazywający Ostatnim Mohikaninem, zatrudnił Gadiela jako logistyka i „łącznika” z indiańskimi wspólnotami na trasie ekspedycji. –Pan Gienieczko bał się Indian. Chciał zapobiec temu co kilka lat wcześniej przytrafiło się polskim kajakarzom na Ukajali.– wspomina Peruwiańczyk.

Szybko okazało się jednak, że rola przewodnika w czasie wyprawy, miała też być bardziej „siłowa”. –Gdy wyruszyliśmy z Atalaya, ja płynąłem na towarzyszącej panu Gienieczce łodzi lokalnej organizacji indiańskiej. Ale bardzo szybko pan Gienieczko zaczął mnie prosić, abym wsiadał do jego canoe i wiosłował wraz z nim. Więc wiosłowałem tyle ile miałem sił.– stwierdził Gadiel Sánchez Rivera w długiej, nagranej na wideo, rozmowie z, mieszkającym w Limie, polskim dziennikarzem, Jackiem Klisowskim.

Towarzyszyłem panu Gienieczce do położonego już nad Amazonką w Brazylii São Paulo de Olivença. Były dni, że pomagałem mu wiosłować tylko w najtrudniejszych miejscach, były też takie, które całe spędzaliśmy wiosłując razem. Ale zawsze gdy trzeba było robić dokumentujące zdjęcia, pan Gienieczko kazał mi opuszczać canoe.– wspomina Gadiel.

Facebookowy wpis Marcina Gienieczki z 3 lipca ubiegłego roku. Kilka tygodniu później został usunięty.

Facebookowy wpis Marcina Gienieczki z 3 lipca ubiegłego roku. Kilka tygodni później został usunięty.

Co ciekawe, podczas trwania ekspedycji, Marcin Gienieczko kilkakrotnie wspominał, w swych relacjach na Facebooku, o tym że nie wiosłuje samotnie. Później jednak wszystkie wzmianki wskazujące na to, że spływ nie był wcale taki „solo” jak w zgłoszeniu do Guinnessa, zostały usunięte.

Ale to nie wszystko. Sánchez Rivera twierdzi też, że Marcin Gienieczko dwukurotnie podczas tych 2300 km „samotnej” podróży, które spędzili razem, prosił o hol towarzyszącą im na niektórych odcinkach łódź peruwiańskiej Marynarki Wojennej. –Za pierwszym razem wojsko holowało Gienieczkę przez blisko godzinę w drodze do Bolognesi na Ukajali. Później, przez prawie 3 godziny, aby przed zmrokiem zdążyć do portu w Orellana.– wspomina Peruwiańczyk.

Pomocy logistycznej na Amazonce udzielała także Marynarka Wojenna Brazylii. –Za Tabatingą towarzyszyła nam duża łódź. Nocowaliśmy na niej, a żołnierze nas karmili.– dodaje „Cho”.

Gadiel Sánchez Rivera nie ukrywa, że rozstał się z polskim podróżnikiem w nienajlepszej atmosferze. –Z jednej strony zupełnie już nie mam ochoty mówić o tym panu, ale z drugiej zależy mi na tym aby prawda ujrzała światło dzienne. Dla mnie dane słowo jest święte. A pan Gienieczko nie dość, że nie mówi prawdy o tym jak przebiegała jego podróż, to jeszcze w jej trakcie nie dotrzymał danego słowa. Przed startem ekspedycji umówiliśmy się na konkretną sumę za mój udział, a potem powiedział mi, że tyle jednak nie zapłaci. To samo było z kapitanem łodzi z organizacji indiańskiej z Atalaya – z nim także wynegocjowaliśmy konkretną sumę, a on potem zapłacił zdecydowanie mniej. I jeszcze w dodatku, podczas naszej wspólnej podrózy, często dostawałemo od niego przeterminowane jedzenie, podczas gdy on jadł świeże rzeczy.– twierdzi Peruwiańczyk.

To sprawa wiarygodności. Obserwowałem ekpedycję Marcina Gienieczki z dużym zainteresowaniem. Jednak w świetle informacji jakie otrzymywałem jeszcze w jej trakcie, zasugerowałem mu aby zrezygnował z nazywania swej wyprawy „solo”, bo to wprowadzanie w błąd i sponsorów i opinii publicznej. On niestety tej mojej rady nie posłuchał.– mówi Piotr Chmieliński, legenda polskiego kajakarstwa eksploracyjnego, który m.in. w 1981 r. pokonał kajakiem kanion Colca.

Prześlij dalej:

36 reakcji na "Marcin Gienieczko – rekordzista czy mistyfikator?"

  1. Gosc z Australii  25/04/2016 o 09:49

    Hahaha… A czy była jakakolwiek wyprawa tego pana, która nie była owiana kontrowersjami? Jak to dobrze, że się za to zabraliscie, bo gosciu wstyd Polsce tylko przynosi. I szykujcie się na straszenie adwokatami i anonimy. Bo on tak wlasnie dziala. Nic nie wyjasnia, a jedynie probuje zastraszyc krytykow.

    Odpowiedz
    • snakehunter  30/04/2016 o 14:17

      Owszem …była….nawet dwie. Piesza wycieczka na księżyc i chwila, może dwie po niej wyprawa/odlot na słońce….solo, żeby nie było. Wielki Dziennikarz, równie Wielki Podróżnik, Marynarz, Sportowiec etc., był pierwszym człowiekiem, który stanął na słońcu. Wszystkich wątpiących w powodzenie tej misji choćby z uwagi na dość wysoką temperaturę panującą na słońcu informuję, że poleciał nocą, a do tego zimą…nie pamiętam, w którym roku, ale jakoś całkiem niedawno.

      Odpowiedz
  2. Piotr Maciążek  25/04/2016 o 10:12

    Ludzie, poczytajcie co ten Gienieczko wypisuje. Twierdzi, że jest dziennikarzem ale nie jest w stanie poprawnie złożyć zdania. Bełkot wymieszany w wybujałą wyobraźnią. I do tego masa błędów w nazwiskach, nazwach. Zero wiarygodności.
    Mała próbka z jego relacji z tego spływu po Amazonce:

    „Parę razy wąż wkradł się do namiotu i miałem z tego powodu większe bóle brzucha niż kiedykolwiek.
    Trzeba było przygnieść wiosłem jego ogon, a drugim wiosłem lub najlepiej maczetą odciąć głowę i ogon.”

    Really? 🙂

    Odpowiedz
    • snakehunter  30/04/2016 o 14:04

      Warto byłoby również pozbawić węża skrzydeł, wyrwać mu żądło oraz szpony. Następnie oślepić, ogłuszyć i wtedy można czuć się w miarę bezpiecznie.
      P.S.
      Głowy radzę wężowi nie odcinać….w jej miejsce w oka mgnieniu wyrosną trzy kolejne.

      Odpowiedz
  3. Maddox  25/04/2016 o 18:30

    Oczywiście, że mistyfikator. Od zawsze. Powinniście opisać wszystkie jego wyprawy i związanie z nimi kłamstwa.
    Na dobrą sprawę jedyne pytanie, to jak to możliwe, że taki człowiek bez żadnej wiarygodności, przez tyle lat zdobywał różnych sponsorów, na te swoje przekręty?

    Odpowiedz
    • snakehunter  30/04/2016 o 15:11

      Spieszę z odpowiedzią.
      Sponsorzy (firmy) nie zajmują się nazbyt szczegółowo weryfikacją osób ubiegających się o sponsoring. Wcale się tym nie zajmują 🙂 Nie o to tu chodzi…nikt nie ma czasu i ochoty gimnastykować się sprawdzając ludzi, ich projekty……
      Chcesz pieniędzy? Zaprezentuj się odpowiednio, bądź wiarygodny:
      – pokaż kilka zdjęć z wcześniejszych wypraw (nie ważne, czy się odbyły, czy też nie), kilka artykułów na temat tych wypraw, filmów…..
      – poszukaj kilka osób (najlepiej jakoś tam znanych), które potwierdzą, że jesteś tym za kogo się podajesz i robisz to, co mówisz, że robisz
      – pokaż, że robisz to nie dla siebie, ale np. dla Ojczyzny, dla biednych, chorych Dzieci aby je wspomóc…
      – no i oczywiście zapewnij, że będziesz ambasadorem tej firmy w trakcie i po wyprawie, że będziesz ją reklamował dumnie nosząc ich logo na koszulce, galotach, skarpetach, na czole. Wywiady w TVN (redaktorzy z telewizji też muszą mieć czym program wypełnić) zapewnią Twojemu sponsorowi darmową reklamę i pokażą ludzką twarz firmy.
      – a…. jeszcze jedno. Ubierz się odpowiednio na swój występ; jak człowiek, za którego chciałbyś aby Cię uważali. Chcesz być kajakarzem?…spaceruj z wiosłem po deptaku. Chcesz być pilotem?…weź pod pachę samolot… kosmonauta?…proszę bardzo…słoik na głowę i jesteś kosmonauta.

      I wszyscy są szczęśliwi :)…… z wyjątkiem kilku „malkontentów” …np. takich jak Ty 🙂 :):)

      Teraz już wiesz?

      Odpowiedz
  4. Danziger  25/04/2016 o 22:24

    Mam nadzieję, że nikt nie udaje zaskoczonego? Przecież o przekrętach Gienieczki mówi się w podróżniczym środowisku od lat. I, moim zdaniem, sprawa ta najbardziej kompromituje nie tego faceta, ale właśnie to środowisko.

    Ja sam podróżnikiem nie jestem, byłem raptem tylko raz w życiu poza Europą, niemniej podróże i świat bardzo mnie interesują. Lubię o nich czytać i słuchać. I np. na Kolosach bywam co roku odkąd impreza ta trafiła do Gdyni.

    O Gienieczce pierwszy raz usłyszałem dobrych kilka lat temu i już wtedy mówiono mi, że to „wariat i mitoman”. Później, za każdym razem gdy słyszałem o nim, było to w negatywnym świetle, że coś tam znowu zmyślił, że kogoś oszukał, że opublikował jako swoje zdjęcia jakiegoś znanego fotografa.

    Najgorsze w tym wszystkim, że zawsze mówiły mi o tym różne osoby dpbrze znane w podróżniczym świadku, uchodzące w nim za autorytety, wypowiadające się w mediach, zasiadające w kapitułach i jury różnych festiwali, przeglądów i podróżniczych spotkań.

    To jest właśnie, moim zdaniem, najbardziej żenujące. Że ludzie uchodzący za autorytety przez tyle lat przymykali na to oczy, mówili o tym po cichu, podśmiewywali się, ale równocześnie nadal zapraszali Gienieczkę na różne festiwale i prelekcje. W imię czego, przepraszam? Środowiskowej solidarności? Dzięki ich milczeniu oszust organizował kolejne wyprawy, zdobywał sponsorów, czy patronów medialnych pokroju TVN.

    Dlaczego tak się stało? Może po prostu całe to polskie środowisko podróżnicze takie jest? Każdy sobie coś dodaje, naciąga, upiększa i po prostu milczy gdy robią to inni, bo sam nie ma czystego sumienia?

    Nie wiem, chciałbym się mylić. Ale to dla mnie jedyne wytłumaczenie, tego że przez tyle lat wszycy po cichu mówili ze Gienieczko to mitoman, ale nikt nie miał jaj aby to głośno powiedzieć.

    Odpowiedz
  5. waldasso  27/04/2016 o 19:11

    Witam. Jeden z kolegów zdaje sie komentuje z Australii?;) mam pytanie mój email: nadajemytv@gmail.com

    Odpowiedz
  6. Mati  02/05/2016 o 13:03

    miałem wątpliwą przyjemność poznać tego pana osobiście. Pieniacz, nerwus, mitoman, napompowane ego do niewiarygodnych rozmiarów. Każda najmniejsza uwaga ( choćby udzielana z dobrą intencją ) spotyka się z ogromną agresją. Nie znosi słów krytyki, co cechuje wyjątkowo „małych” ludzi. Ta sprawa żenująca, wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.

    Odpowiedz
    • Andrzej Pietowski  16/05/2016 o 01:47

      Hello Mati,
      zobaczymy reakcje po moim dzisiejszym wpisie. Ja tez go spotkalem w Limie i udzielime kilku rad dot. zrodel Amazonki. A tu taki pasztet! Pozdrawiam aap

      Odpowiedz
  7. waldasso  02/05/2016 o 19:01

    Pierwszy głos w trwającej od 2005r. dyskusji na temat Marcina Gienieczki, znany polski miłośnik outdooru mieszkający od wielu wielu lat w Vancouver w Kanadzie działacz polonijny Marcin Karcz.

    Pisze do Panstwa bo uwazam ze jest istotne ze beda panstwo znali opinie zarowno Poloni Kanadyskiej jak i srodowska podrozniczego w Vancouver o ?podrozniku? Marcine Gienieczce.

    Pragne z miejsca podkreslic ze opinia o Marcine Gienieczko jest daleka od opinii jaka on lansuje w srodkach masowego przekazu w Polsce.

    Jesli chodzi o jego dokonania w Kanadzie to sa one bardzo znikome, a wrecz wiekszosc osob ktora spotkala Gienieczke w Vancouver uwaza ze gro jego kanadyjskich dokonan to rzeczy zmyslone.

    Przejde do faktow:

    Marcina G spotkalem przez znajomych 2 lata temu jak zatrzymal sie w Vancouver po powrocie z Alaski. Juz od samego poczatku zrobil na wszystkich zle wrazenie – spoznil sie na spotkanie dwie godziny (spotkalismy sie w restauracji i juz mielismy wychodzic gdy sie zjawil, tlumaczac sie ze sie zgubil). Nawilgacja w miescie z mapa powinna byc latwiejsza (i jest) niz w gorach czy puszczach. Jako ze nadal duzo sie wspinam i podrozuje, jak wiekszosc moich znajomych na tym spotkaniu, Marcin nie sprawil na nas wrazenia czlowieka natury, obeznanego z sztuka przetrwania. Trudno to wyrazic ale ludzie przygody maja specyficzny jezyk, maniery, podejcie to zycia. Marcin tego nie mial od samego poczatku. Nadal jednak, nie przekreslajac jego z gory, chcielismy mu pomoc.

    Jeden z moich znajomych zalatwil mu transport canoe na rzeke Thompson. Marcin nigdy wczesniej nie plywal canoe, wiec na pierwszych bystrzach wywrocil sie i musial prosic miejscowych o pomoc w wyciagnieciu lodki i transporcie do Vancouver. Pozniej zobaczylem ze napisal na swoim website ze przeplynal ta rzeke. W moim srodowisku nie podaje sie nie skonczonych przejsc.

    Rok pozniej Marcin przyjechal znowu tym razem na Mackenzie. Znam dobrze osoby ktore podwiozly Marcina z canoe do poczatku wyprawy. Wszyscy byli zgodni ze Marcin nie jest w stanie tego zrobic. Ledwo trzymal rownowage na spokojnej wodzie. Cicho o nim bylo przez miesiac czy dwa. Pare osob zauwazylo ze byl duzo na internecie ripostujac ludziom ktorzy go tam krytykowali. Pozniej znienacka pokazal sie znow w Vancouver obwieszczajac ze pokonal Mackenzie. Moja dobra znajoma, Irena Gostomska prowadzi klub spotkan z ludzmi przygody, zaprosila Marcina na spotkanie. Marcin strasznie sie platal, zaprzeczal sam sobie, nie znal nazw przebytych tras, nie mogl opisac bystrz etc. Raz mowil ze cos przeplynal, pozniej mowil ze przenosil – podobnie jak na internecie – konfliktowe zeznania. Oczywiscie nie mial zadnej dokumenatcji zdjeciowej. Ze spotkania wszyscy wyszli zbulwersowani widocznym klamstwem – od tej pory Marcin nie ma zadnych powaznych zwolennikow wsrod Polonii Vancouverskiej – ludzie tutaj nie chca popierac klamstwa ktore bylo oczywiste. Wczesniej, przed ekspedycja, prosil pare lokalnych osob o pomoc, miedzy innymi Jacka Streka o pomoc w realizacji filmu i siostre mojego kolegi zeby odegrala role w tym filmie. Po powrcie z Mackenzie w ogole sie do nich nie zglosil a zapytany o material filmowy byl bardzo agresywny w swoich odmowach.
    Pozniej z relacji na internecie dowiedzialem sie ze Gienieczko zostal mianowany do nagrody National Geographic ze polaczenie przygody z romantyzmem. Podobno poznal swoja zone na Alasce, czy podczas splywu MacKenzie. Nic o tym nie wspomnial a wrecz przeciwnie namawial siostre mojego dobrego kolegi zeby odegrala role jego dziewczyny do filmu ktorego w koncu nie zrobil. Na poczatku stycznia tego roku zatrzymal sie u mnie niedoszly partner Artctic Expedition, Marek Klonowski, ktory przyjechal z Gienieczka z Polski, ktoremu Gieneczko wczesniej powiedzial ze poznal zone przez internet . Mozliwe wiec jest, ze Marcin siedzac internecie na Alasce, poznal swoja zone przez jakis czat room kiedy ona byla w Polsce. Ale chyba nie o to chodzilo w tej nagrodzie. Latwo to sprawdzic.

    Przejde teraz do ?Artic No Limits Expedition?

    Po pierwsze nawet orginalna marszruta tej wyprawy nie ma nic wspolnego z jakimkolwiek wyczynem. Droga ta jest czesto przebywana i na nartach i na skuterach snieznych. Po drugie, Marcin juz w Polsce przyznal sie ze jesli chodzi o zaprzeg psi, to nie umie on go powozic, wiec towarzyszyl mu bedzie maszer na skuterze snieznym ktorego sowicie oplacil za pieniadze sponsorow. Tego typu atrakcje sa oferowane dla zupelnych laikow w roznych osrodkach turystycznych w Kanadzie, nie ma tu wielkiego wyczynu.

    list został napisany 10 lat temu…nie jest trudno zweryfikowac te informacje.
    W dyskusji na fanpage Gienieczki wypowiadaja sie ( raczej nie merytorycznie:) ludzie znajcy go poprostu z przekazu TVN24 i to jest ciekawe ze nikt w tej telewizji nigdy nie wpadł na pomysł np. analizy materiałów z tzw.”Expeditions ExtremeLife-australia 2010…uwaga: 6500km rowerem w stylu offroad…1000km na nogach przez pustynie gibsona…i na deser: 1200 km kajakiem…sydney hobart…i nastepnie posłuchac relacji…tak wygladaja extremalne podróze Marcina Gieni Ginieczko…kazdy z was zrobił by to lepiej bo nie dla lansu kasy i hgw czego tam jeszcze…pzdr
    Pozniej z relacji na internecie dowiedzialem sie ze Gienieczko zostal mianowany do nagrody National Geographic ze polaczenie przygody z romantyzmem. Podobno poznal swoja zone na Alasce, czy podczas splywu MacKenzie. Nic o tym nie wspomnial a wrecz przeciwnie namawial siostre mojego dobrego kolegi zeby odegrala role jego dziewczyny do filmu ktorego w koncu nie zrobil. Na poczatku stycznia tego roku zatrzymal sie u mnie niedoszly partner Artctic Expedition, Marek Klonowski, ktory przyjechal z Gienieczka z Polski, ktoremu Gieneczko wczesniej powiedzial ze poznal zone przez internet . Mozliwe wiec jest, ze Marcin siedzac internecie na Alasce, poznal swoja zone przez jakis czat room kiedy ona byla w Polsce. Ale chyba nie o to chodzilo w tej nagrodzie. Latwo to sprawdzic.

    Przejde teraz do ?Artic No Limits Expedition?

    Po pierwsze nawet orginalna marszruta tej wyprawy nie ma nic wspolnego z jakimkolwiek wyczynem. Droga ta jest czesto przebywana i na nartach i na skuterach snieznych. Po drugie, Marcin juz w Polsce przyznal sie ze jesli chodzi o zaprzeg psi, to nie umie on go powozic, wiec towarzyszyl mu bedzie maszer na skuterze snieznym ktorego sowicie oplacil za pieniadze sponsorow. Tego typu atrakcje sa oferowane dla zupelnych laikow w roznych osrodkach turystycznych w Kanadzie, nie ma tu wielkiego wyczynu.

    list został napisany 10 lat temu…nie jest trudno zweryfikowac te informacje.
    W dyskusji na fanpage Gienieczki wypowiadaja sie ( raczej nie merytorycznie:) ludzie znajcy go poprostu z przekazu TVN24 i to jest ciekawe ze nikt w tej telewizji nigdy nie wpadł na pomysł np. analizy materiałów z tzw.”Expeditions ExtremeLife-australia 2010…uwaga: 6500km rowerem w stylu offroad…1000km na nogach przez pustynie gibsona…i na deser: 1200 km kajakiem…sydney hobart…i nastepnie posłuchac relacji…tak wygladaja extremalne podróze Marcina Gieni Ginieczko…kazdy z was zrobił by to lepiej bo nie dla lansu kasy i hgw czego tam jeszcze…pzdr

    Odpowiedz
    • Piotr Maciążek  10/05/2016 o 15:13

      TVN24. I wszystko jasne. Telewizji która sama kłamie i manipuluje nie może przeszkadzać, że jej podopieczny także kłamie i manipuluje. Ta sama krew.

      Odpowiedz
  8. americalatina  11/05/2016 o 00:07

    zalosc.
    tak to jest kiedy zamiast pasji, wkrada sie chec podniesienia poczucia wlasnej wartosci i nadete ego.
    kiedy pieniadz i slawa sa prawdziwym celem wyprawy, a pasja zanikla, klamstwo i zafalszowany obraz wyprawy, bedzie zawsze przekazywany wszystkim zainteresowanym.
    i to dotyczy nie tylko gienieczki. takim mitomanow jest duzo wiecej w swiecie eksploratorsko-wyprawowym.

    PS @snakehunter you made my day! 🙂

    Odpowiedz
  9. Andrzej A. Pietowski  16/05/2016 o 01:43

    Marcinie, nie moge uwierzyc, ze tak mogles sie spodlic I narobic kolejny raz kaszanki Polakom, dla ktorych dobre imie Polski jest najwazniejsze I wielokrotnie ryzykujac wszystkim, bronia go I wprawiaja w podziw caly swiat. Nagralem twoja relacje przy “pomniku I zrodle” Amazonki “odkrytym” przez Jacka Palkiewicza w dolinie Apaczety, gdy unosisz w powietrze garscie suchego piasku I zarzucasz mu klamstwo pytajac: “a gdzie tu jest woda?” Chodzilo o “jego” zrodlo Amazonki. Nieco pozniej rzucasz: “Jacek, wykreslam cie ze swojego notesu!”. A teraz, po przeczytaniu relacji twojego przewodnika I drugiego wioslarza w twojej “solowej” kanadyjce Gadiela “CHO” Sancheza Riviery – polecam ci, zebys uscisnal pana Palkiewicza, bo wstapiles do tego samego “klubu pseudo odkrywcow-rekordzistow” co on I kilku innych Polakow. Nie moge zrozumiec jak ponad trzydziestoletni dorosly mezczyzna nie potrafi zrozumiec znaczenia slowa “SOLO”. Nie chce nikogo obrazic i z gory przepraszam, ale Marcinie, wyprawa solowa rozni sie tym od grupowej, czym sex solowy od partnerskiego. Moze teraz cos ci w glowie zaswita?
    Twoje powolywanie sie na nazwiska I wypowiedzi znanych polskich I swiatowych himalaistow, stawianie sie w pozycji skrzywdzonego chlopczyka, odcinanie sie od tzw. srodowiska podrozniczego to tania i zalosna farsa. Jeden z psychiatrow zdefiniowal swojego pacjenta piszac, ze “ to on ma racje a wszyscy inni sie myla i chca go zniszczyc”. Zal mi ciebie. Przeczytaj co ci wpisali Olo Doba, Tomasz Jakubiec I wielu innych. Zastanow sie, to proba dla twojego wybujalego EGO. Jak juz ktos napisal, mozesz stwierdzic, ze to mlodosc I fantazja przywiodly cie w slepy zaulek. Inaczej zniszczysz siebie I swoja rodzine. Bede w Limie w czerwcu I spotkam sie z twoim przewodnikiem Gadielem “CHO” a potem opisze cala sytuacje z mojego wlasnego doswiadczenia. Apeluje o dramatyczny zwrot I powrot do normalnosci. Pokaz, ze jestes facetem z ja…..
    Popatrz co Ed Staffrd I Gadiel “Cho” wlozyli na FB wchodzac do Belen u ujscia Amazonki:
    http://edition.cnn.com/2010/WORLD/americas/08/09/brazil.amazon.hiker/
    Introducing Ed and Cho
    updated July 28, 2010

    Ed Stafford has been walking the length of the Amazon River since April 2008.
    A ciebie stac na to nie bylo?

    Otworz Photo shop I usun polska flage I Orzelka oraz slowo “SOLO” na twojej Kanadyjce bo przynosisz wstyd tysiacom Polakow na calym swiecie. I przestan wymazywac fakty wpisywane na twoim blogu. Jesli masz choc jeszcze jeden atom uczciwosci w sobie to zawroc z falszywej drogi. Czego ci serdecznie zycze I od ciebie oczekuje.
    Andrzej A. Pietowski
    Boliwia

    Odpowiedz
    • Mati  31/05/2016 o 10:07

      Andrzeju, bardzo trafny komentarz. Spróbuj napisać to samo lub coś innego, ale negatywnie na oficjalnym profilu Marcina Gienieczki na Facebooku. Przekonasz się, że komentarz zostanie natychmiast przez niego usunięty a Ty zablokowany. Wcześniej na negatywne merytoryczne komentarze reagował wulgarnie, niegrzecznie i bardzo agresywnie. Widocznie ktoś mądrzejszy mu doradził aby przestał się tak wulgarnie zachowywać ( bo sponsorzy również oglądają jego profil ) i teraz kasuje i blokuje osoby jak np. wpisy pana Tomasza Jakubca.
      ps. gdzie opiszesz swoją rozmowę z przewodnikiem Gienieczki panem Sanchezem Rivierą ? chętnie przeczytam

      Odpowiedz
  10. Arkadiusz Pawelek  30/05/2016 o 01:52

    Przeczytałem artykuł w którym w niekorzystnym świetle przedstawione zostały dokonania oraz sylwetka Marcina Gienieczki. Czuje się w obowiązku stanąć w jego obronie. Ponieważ nie byłem z nim na Amazonce, nie mogę się wypowiadać co do spraw jakie zaszły w Ameryce Południowej, jednak mogę przedstawić jak wyglądało inne osiągnięcie Marcina – rejs na canoe z Bornholmu do Polski, w którym uczestniczyłem jako członek ekipy asekurującej i wspierającej go na jednym z dwóch jachtów, które stanowiły zabezpieczenie przedsięwzięcia.

    Marcin od samego początku tego wyczynu przejawiał ogromną wolę osiągnięcia celu oraz determinację. Równocześnie nie było to rzucenie się na oślep w przepaść – przedsięwzięcie zostało perfekcyjnie zaplanowane a termin dobrany tak, żeby dać jak największe szanse powodzenia. Od samego startu z Bornholmu Marcin samodzielnie wiosłował na canoe (tym samym, które później zabrał do Ameryki Południowej) ani na chwilę nie korzystając z obcej (naszej) pomocy. Jedyne momenty, gdy któryś z jachtów zbliżał się do Marcina, były wtedy, gdy przekazywane mu były posiłki lub napoje. Nawet w tych momentach Marcin sam pilnował, żeby żaden jacht nie brał go na hol lub płynął z nim burta w burtę i ktokolwiek z załogi przytrzymywał jego canoe. Rejs trwający 27 godzin był niezwykle wyczerpujący, gdyż Marcin ani na moment nie opuścił canoe. Osobom, które nie znają specyfiki pływania na canoe, należy w tym momencie przedstawić, że jest to łódź bardzo wywrotna (jest mniej stabilna od kajaków, z którymi jest często mylona) i bardzo podatna na boczne wiatry, gdyż nie posiada stępki, kilu ani steru utrzymującego łódź na kursie. Mając to wszystko na uwadze, można dopiero w pełni docenić wyczyn Marcina na Bałtyku i Amazonce.

    Podczas tego rejsu Marcin wykazał się ogromnym hartem ducha i przywiązaniem do zasad fair play. Z tym większym zdumieniem przeczytałem, jakoby Marcin oszukiwał podczas swojego rejsu.. Jeszcze przed ekspedycją na Amazonkę wielokrotnie podkreślał, jak bardzo mu zależy na dowodach potwierdzających przebytą trasę. Spowodowane to było pomówieniami o nieprawdziwość dokonań podczas jego poprzednich ekspedycji. Niestety niektórzy podróżnicy dołączyli do tej nagonki. Nie wiem czym jest to spowodowane. Można jedynie snuć domysły…….

    Krytyczne spojrzenie na wyprawę, każdą, nie tylko Marcina, jest zdrowe, żeby nie dochodziło do przekłamań lub oszustw – wiele jest osób, które chciałyby mieć pięć minut sławy. Krytyka nie może się jednak przeistoczyć w negatywne spojrzenie spowodowane nie wątpliwościami, ale zawiścią, tak jak to się obecnie dzieje, moim zdaniem, w przypadku rekordowej ekspedycji Marcina Gienieczki.

    Arkadiusz Pawełek.

    Odpowiedz
  11. waldasso  31/05/2016 o 10:27

    Arek z całym szacunkiem…27 h..na Bałtyku (?!)… ( pilnował żeby jachty się do niego nie zbliżały:)to co mamy powiedzieć o Olo Dobie??? A Gienieczko własnie próbuje się równać do tego typu herosów… Ja mam do ciebie inne pytanie…pamiętasz jak tłumaczyłeś Gieni zawiłości i trudności przepłynięcia cieśniny Bassa??? co takiego się stało ze twój Bałtycki Heros nie podjął sie próby zmierzenia sie z prawdziwa przygoda jaka jest żeglowanie przez cieśninę bassa??? to jest własnie to Arek…gadanie trąbienie przechwałki konsultacje bankiety i spotkania…a na koniec zamiast cieśniny Bassa…27h na Bałtyku…kurwa sorry Arek wali ściema na kilometr…co się stało z kajakiem…może pogadaj z Bartkiem Puchowskim który ten kajak skonstruował…Osobiście nie kumam…ty który łojiłes na Atlantyku walisz peany na cześć gościa „27h na Bałtyku” w dodatku z tego co mówisz płynęliście za nim yachtem…a co z Olem tez płynie za nim yacht?

    Odpowiedz
  12. waldasso  31/05/2016 o 10:37

    Teraz zajarzyłem bo Gienieczko nigdy o tym nie mówił ani nie informował…dwa yachty asekurujące na Bałtyku haha…nie no to są jaja… Gienie wsypują jego koledzy hah. Genialne osiągniecie…lato zero fali, zero wiatru, yachty dookoła wszystko pod ręka i Gienieczko w środku na canoe…Arek sorry tobie się kuźwa coś popierdzieliło…a to nie powinno wyglądać tak?: Gienieczko, canoe, Bałtyk ( ok lato…) i to wszystko…czy ja się mylę?

    Odpowiedz
    • Arek Pawelek  01/06/2016 o 02:11

      Nie rozumiem, skad tyle zacieklosci i zawisci.

      1. Zaczne od tego „wsypywania” – od samego poczatku bylo wiadomo, ze Marcin ma plynac w asekuracji z jachtem – to nie byla zadna tajemnica. Informacje, jakie byly wysylane przez dziewczyne (nie pamietam jej imienia) na biezaco, z pokladu jachtu, same tez swiadczyly o tym, ze Marcin plynie z asekuracja. Nie probowal nic ukrywac, jak sugerujesz – tu jest link do relacji w magazynie „Zagle”: http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/marcin-gienieczko-przeplynal-baltyk-na-canoe,1_12614.html. Czemu ma sluzyc to sugerowanie, ze Gienieczko ukrywal fakt asekuracji???

      2. Doba vs Gienieczko. Nie zauwazylem, zeby Gienieczko porownywal sie do Olka Doby. Inna klasa, inny wyczyn, inne cele. To ty probujesz ich porownywac. Nie wiem tylko po co? Lodka Gienieczki to zwykle canoe „ze sklepu” nic nie zmieniane, poza plandeka, ktora miala zabezpieczyc przed zalaniem przez fale i dolozeniem odbijaczy do srodka lodki, na wypdek zalania, zeby lodka nie byla tak zanurzona i zeby Marcin mogl wybrac wode. Reszta – fabryka. Sprobuj sie przespac w canoe, nawet na spokojnej wodzie – gleba gwarantowana. Kajak Olka to lodz zaprojektowana i zbudowana od samego poczatku do samotnego plywania po oceanie, z systemem samoprostujacym, z kabina, kokpitem samoodplywowym, sterem itd. Nie da sie porownywac obu wyczynow. To tak, jakbys chcial porownywac wspinaczke skalkowa ze zdobyciem K2. Po prostu nie ma to sensu. Wyplyniecie na tym canoe na Baltyk, bez asekuracji, swiadczyloby nie o odwadze, ale o glupocie. Reasumujac – mylisz sie wiec piszac „Gienieczko, canoe, Baltyk” i to nie mi sie cos popierdzielilo, pozwolisz, ze zacytuje ciebie. Piszac cos takiego dajesz dowod albo na ignorancje, albo na probe bezpodstawnego zdezauowania osiagniecia Gienieczki.

      3. Ciesnina Bassa – „kajak” skonstruowany przez Puchowskiego to byla totalna porazka, od samego poczatku zaprojektowana przez dyletanta w kwestii lodzi wioslowych. Twierdzilem to od samego poczatku, kiedy ten wynalazek zobaczylem po raz pierwszy na oczy podczas prezentacji projektu w Sopocie. Od samego tez poczatku namawialem Marcina na rezygnacje z Ciesniny Bassa na tym cudzie, bo to jest po prostu lodka na wystawe, ale nie do plywania na wioslach. Nie chce sie tutaj wdawac w szczegoly konstrukcyjne, ale ta lodz nie miala i nie ma prawa plywac, w kazdym razie na wioslach. Nie nadaje sie nawet na Sniardwy, nie mowiac o Bass Strait. Gienieczko wykazal sie zdrowym rozsadkiem rezygnujac z tej czesci australijskiego projektu, bo moglo sie to skonczyc albo tragedia, albo akcja ratownicza, ale na pewno nie doplynieciem do Tasmanii. Co sie dzieje z lodka – zapytaj Marcina. Ja nie mam pojecia. Moze jest w jakims muzeum osobliwosci? W kazdym badz razie Gienieczki przeplyniecie Baltyku nie bylo i nie mialo byc czyms „zamiast” Ciesniny Bassa. Nie opowiadaj takich rzeczy, bo to jest po prostu tytulowa mistyfikacja.

      4. Pogoda podczas rejsu. „Lato, zero fali, zero wiatru…” To jest tylko dowod na to, ze przedwsieziecie bylo dobrze zaplanowane, szczegolnie, jesli sie wezmie pod uwage lodke, na ktorej plynal Gienieczko. Nikt sie nie pcha w najgorsza pogode, czy to zdobywajac szczyty, czy zeglujac po oceanie. Po to jest prognoza pogody, zeby z niej korzystac i czekac na okienko pogodowe. Nawiasem mowiac, sprawdz co dzisiaj (31.05.2016) robi Olek Doba. Podpowiem – czeka na okienko pogodowe…

      Podsumowujac, pisalem o faktach, bez jadu i zlosliwosci, ale tez w dobrej wierze, wiec stwierdziles, ze sa to peany. Dlatego, ze nie dolaczylem do tych, co pluja na Gienieczke? Probujesz deprecjonowac jego osiagniecie, mieszajac inne przedwsieziecia i wrecz oszukujac – jakoby Gienieczko ukrywal fakt asekuracji. Jak to bylo na Amazonce, nie wiem, podobnie jak i ty. Jest relacja Marcina i jest relacja Gaudiela, „szefa” logistyki (ktory szefowal sam sobie, bo poza nim to byl jeszcze jeden szef, wyprawy, czyli Gienieczko). Goscie z Guinessa stwierdzili, ze Gienieczko podal prawdziwe dane. Jezeli uwazasz, ze jest inaczej, zglos to do biura Guinessa. Dla mnie nie jestes osoba w zadnym stopniu wiarygodna, na ktorej opinie powinno sie zwracac uwage, a jezeli jeszcze nie wiesz dlaczego, to wroc do poczatku tego wpisu i przeczytaj raz jeszcze.

      Odpowiedz
    • Clansman  13/12/2016 o 16:54

      Tu są dwa tematy. Facet może nawet przepłynąć jezioro Wdzydzkie z obstawą 10 ratowników, 2 łodziami supportu, oraz ekipą filmową. I może o tym pisać na Swoim fejsbuku czy gdzie tylko chce. Nie ma w tym nic złego. Nikt nie każe wchodzić na Jego profil gdzieś tam czy bić Mu brawo 🙂
      Dla mnie wielkim osiągnięciem było przebiegnięcie ultramaratonu 3xŚnieżka.

      Gorzej jeśli ogólnopolskie media lub sponsorzy będący choć częściowo firmami Państwowymi takie wyczyny sponsorują i się na to nabierają pisząc o tym teksty pochwalne. Bo faktycznie lepiej gdyby ktoś dał kasę Mackiewiczowi, który (w moim odczuciu) łamie znacznie trudniejsze granice i to za Swoją kasę.

      Odpowiedz
  13. snakehunter  03/06/2016 o 10:29

    Szanowny Piewco dokonań Gienieczki Napierającego. Nieśmiało doradzam więcej refleksji, dystansu i trzeźwości w ocenie poczynań swego Idola 🙂 Można oczywiście upierać się i dowodzić, że ziemia jest płaska, ale…… no właśnie; „ale” 🙂 🙂 🙂

    Odpowiedz
  14. Marcin Aleksewicz  13/06/2016 o 18:03

    Pogadajcie z żoną, byłą już, tego pana. Jeśli choć 50 proc. tego co ona opowiada jest prawdziwe, to „napieracz” powinien po prostu w pierdlu siedzieć, a nie organizować sobie wyprawy.

    Odpowiedz
    • Elka  29/07/2016 o 18:26

      a gdzie byla zone Gienieczki mozna spotkac ? lub gdzie napisac do niej ?

      Odpowiedz
  15. waldasso  07/07/2016 o 19:01

    “Wypłyniecie na tym canoe na Bałtyk, bez asekuracji, świadczyłoby nie o odwadze, ale o głupocie”…ale juz wypłyniecie z asekuracja świadczy o światowej sławy wyczynie…Pod pewnym względem Ginieczko posiada chyba jakieś tam “magiczne właściwości”…Ano doprowadził miedzy innymi do tego ze facet dla którego miałem sporo szacunku za jego wczesniejsze dokonania, uważa ze wyczyn polega na zredukowaniu do zera`jakichkolwiek zagrożeń. wyeliminowania pierwiastka przygody i nieprzewidywalności. Wypłyniecie w eskorcie odwaga…samemu głupota.Pracowałem przez 3 lata z legendarnym polskim nurkiem jaskiniowym Arturem Kozłowskim.Filmowałem jego nagrodzony Kolosem 2010 projekt eksploracji systemu jaskiń podwodnych na Irlandzkiej nizinie Gort.Nurkowałem razem z nim w jaskiniach Polldellin, Polltoophill ,Polonora,Doolin.Przez 3 lata Artur wyexplorował prawie 25 km dziewiczych podwodnych korytarzy nie dotkniętych wcześniej ludzka ręka, pomimo ze słyszeliśmy od wielu ludzi ze nurkowanie eksploracyjne w tamtych rejonach to czyste szaleństwo które głownie świadczy o głupocie Artura. Co on ci takiego zrobił ze solo dla ciebie to głupota ale już z eskorta to wyczyn.Ta sama lodka która może się przewrócić…solo przy wywrotce musisz sobie radzić sam.A z asekuracja pompujesz kamizelkę. Zresztą zamontował “niezatapialny system” podobnie jak wcześniej na kajaku pływaki 🙂 nie wierze ze muszę ci to tłumaczyć. Wróćmy na chwile do cieśniny Bassa. nie zastanawia cie jak taki profesjonalny podróżnik dopuścił do zaprojektowania takiego “ wehikulik? Przecież to naturalne ze podróżnicy współpracują z wykonawca i projektantem. Bardzo ważny jest tez ich wybór. Trzeba się na tym znać, być częścią tego co się chce dokonać. Odwołam się ponownie do Artura który każdą konfiguracje, ulepszenia lun zmiany dokonywał osobiście…wiedząc i zdając sobie doskonale sprawe ze swoich potrzeb, zarówno wad jak i zalet..Konstruktor lodzi przyznał ze Gienieczko w czasie konstruowania i budowy lodzi nie miał żadnej przygotowanej wizji tego projektu. Co takiego się stało ze kajak Olo doby został tak zaprojektowany ze zlojil nim dwa razy Atlantyk…ciekawe bo nie wiem czy Olo brał udział w projektowaniu i nadzorował budowę czy dostał gotowy produkt…tak jak Gienieczko? Na marginesie źle mnie zrozumiałeś…nigdy nie wpadł bym na pomysł żeby porównywać wygłupów Gieni z prawdziwym dokonania prawdziwego Herosa. Ja stwierdziłem raczej ze Doba wskoczyłby do tej łódki na Bornholmie a wyskoczył na helu bez zbytniego gadania. Ot tak po prostu…dla relaxu. Zmierzenie się z cieśnina Bassa to zadanie dla prawdziwych śmiałków a w sumie profesjonalistów i zawodowców. Nie można na wachcie gubić steru heh…Eskorty, pływaczki,nie zatapialne systemy, wybór najłatwiejszych dróg,podwożenie, non stop pomoc i wsparcie to raczej nie są narzędzia za pomocą których budujemy ekstremalne wyczyny…Dosyć długo pisałem ta odpowiedz i coraz bardziej analizując twoje wypociny stwierdzam ze jestem zaskoczony w sumie jakim burakiem się okazałeś…Kiedyś Klonowski coś o tobie tam wspominał ze niby fajny łojant..obrażasz momentalnie nie wiedząc z kim i o czym gadasz.
    Tak na wdechu chłopie looknij sobie zanim się zapowietrzysz na ten własnie artykulik
    http://pythom.com/Stealing-the-Amazon-2016-05-31-73736 Przepłyniecie w lecie Bałtyku z eskorta to dla Pawełka wyczyn… Wyczyn kolego Pawełek to 6,5 km wyexplorowanych podwodnych korytarzy na nizinie Gort w Irlandii.Artur Kozłowski Kolos 2010. Bez odbioru

    Odpowiedz
  16. Arkadiusz Pawelek  17/07/2016 o 04:35

    Waldasso, synku, masz przedziwny dar obrażania ludzi, których nawet nie znasz. Ja sobie nie przypominam takiej znajomosci, moze dlatego, ze nie masz odwagi przedstawic sie z imienia i nazwiska tylko ukrywasz sie pod nickiem. Tym bardziej dziwi mnie, ze piszesz do mnie „kolego”. Na to, zeby byc moim kolega, to trzeba sobie zasluzyc. Nie uzywaj wiec takiego zwrotu wobec mojej osoby. Nazywanie mnie „burakiem” tez nie sluzy poprawie stosunkow, wiec tym bardziej odpusc sobie wszelkie formy spoufalania sie. Moje „wyczyny” nie sluzyly podnoszeniu ego i nie byly robione ku uciesze gawiedzi. Robilem, to co robilem i dalej to czynie, dlatego, ze lubie przygode, a korzysc z tego mieli tez moi sponsorzy. To, ze ktos ma inne ode mnie podejscie do kwestii „wyczynu”, ze chce miec wieksze zabezpieczenie, asekuracje, naglosnienie, nie jest powodem do tego, zeby kogos takiego wysmiewac czy umniejszac jego osiagniecia. W kazdym badz razie nie dla mnie. To tak, jakby umniejszac osiagniecia himalaistow dlatego, ze maja ze soba szerpow. A przeciez to szerpowie dzwigaja tony bagazu po to, zeby blask chwaly na koncu splynal na kogos innego. Przez moment zastanawialem sie, co ciebie popycha do tego, zeby tak zaciekle atakowac Gienieczke? Zawisc? Jakas chora zazdrosc? Chec zycia zyciem innych? Moze w tym cos byc, bo wspominasz o dokonaniach Artura Kozlowskiego, ktory realizujac swoje pasje zginal, a ty niby brales udzial w jego wyczynach.
    Czy gdyby Gienieczko zrobil tak samo – znaczy zginal, zeby nie uzyc modnego ostatnio, aczkolwiek nieadekwatnego do sytuacji slowa „polegl” – czulbys sie wreszcie usatysfakcjonowany? A moze Artur zylby, gdyby posluchal tego, co mu mowili inni? Zginal, nurkujac dopiero od 4 lat. Dopiero od 4 lat! To jest cholernie male doswiadczenie. Za male, zeby zostac profesjonalista, ale wystarczajace, zeby uwierzyc w siebie i popasc w rutyne. Starnawski, ktory sam sobie konfiguruje sprzet i dokonuje w nim zmian mial o niebo wieksze doswiadczenie, gdy zaczal to robic. Nie chce tutaj dociekac przyczyn wypadku Artura. To nie ma teraz znaczenia. Jednak jak juz wywolujesz to nazwisko, to zdobadz sie na odrobine refleksji. Ja wiem co nieco o nurkowaniu. Nie tylko w cieplych wodach. W sztolniach, studniach, kopalniach, kingstonach… Robie to przeszlo pol zycia. Robilem to zawodowo, nie tylko jako instruktor, ale wykonujac pod woda prace. I nie robilem tego dla bicia rekordow, slawy, poklasku, nagrod, uznania. Czasami dla pieniedzy, najczesciej jednak dla przygody. Wiem tez, co sie czuje gdy nie mozesz na nikogo liczyc a zycie przecieka miedzy palcami. Po przeszlo trzydziestu latach nurkowania zdaje sobie sprawe przede wszystkim z wlasnych slabosci i ograniczen. Wiem na co moge sobie pozwolic, a co jest poza moim zasiegiem. I nie umieram z zazdrosci, gdy Starnas albo Gomez bija rekordy swiata. Ciesze sie, ze im sie udaje.
    To, ze Gienieczko postanowil sie zabezpieczyc podczas przeplyniecia canoe z Bornholmu jest naganne? No glupszy jestes, niz mi sie wydawalo. To, ze byla taka a nie inna pogoda to byl tez lut szczescia. Gdyby sie zalamala, moglby nie przezyc, gdyby nie mial asekuracji. Wiesz dlaczego? Bo Gienieczko nie mial praktycznie zadnego doswiadczenia na morzu, a Baltyk nawet latem to nie Karaiby w grudniu. Rejs jachtem na „Panoramie” na Ziemie Franciszka Jozefa ciezko uznac za doswiadczenie w wioslowaniu czy przetrwaniu na wodzie, bo byl tam czlonkiem zalogi duzego jachtu, nie kapitanem czy pomyslodawca ekspedycji. Nie mial tam oceanu na wyciagniecie reki. Dlatego zaprosil do pomocy kilka osob majacych wieksze od niego doswiadczenie na morzu, ktore mogly mu doradzic, jak sie przygotowac, m. in. mnie. Gienieczko mial machac wioslem i to robil. Jakby zmoczyl zadek, mielismy go ratowac. Canoe to nie kajak, ze mozesz sie na niego wdrapac z wody i plynac dalej. Gienieczko to wiedzial. Dlatego taki plan sobie wymyslil i ten plan zostal zrealizowany. Ganisz go, ze nie chcial ryzykowac zycia? Ze za malo w tym przygody? Romantyzmu? Zgoda. Moze nie byla to przygoda zycia ani wyczyn na miare ladowania na ksiezycu, ale tez nie byla to wycieczka po Czarnej Hanczy, gdy ptaki spiewaja, nurt cie niesie, gdzieniegdzie plusnie rybka, a jedynym zmartwieniem sa tnace komary, lub to, ze piwo sie zagrzalo a woda za ciepla, zeby je schlodzic. Synku, Gienieczko zamiast wyszukiwac na internecie, co tam jakies waldasso robi, wsiadl do lodki i przeplynal Baltyk. Ze to zaden wyczyn niby? Jak juz pisalem, nie mozna tego porownywac z wyczynami Olka Doby, ktorego ponownie wzmiankujesz. Jak to wlasciwie ocenic? Mam dla ciebie propozycje. Wez canoe, zawiez je sobie na plaze i poplyn do Szwecji, albo do Danii, czy gdzie tam ciebie prady i fantazja poniesie. Jak juz staniesz na skraju morza i popatrzysz na jego bezmiar a strach ci d@pe scisnie, moze bedziesz wiedzial, o co chodzi. Poki co, to siedzisz w Irlandii na zmywaku i zyjesz zyciem innych, zamiast zajac sie swoim. Czepilo sie g@wno okretu i krzyczy: Cala Naprzod! Plyniemy! W sumie, jak jestes w Irlandii to moze przeplyn z IR do UK? Niech bedzie nawet z asekuracja. No, niech bedzie latem! I jeszcze jak bedzie dobra pogoda! Potem opisz swoje wrazenia.

    Piszesz, ze to Gienieczki wina, ze projektant i budowniczy lodki na Ciesnine Bassa spieprzyl sprawe? Najwieksza wina jest taka, ze Gienieczko zaplacil za to cos, bo nie powinien dac nawet grosza, tym bardziej, ze byly to pieniadze sponsorow. Inaczej mialby kase na prawdziwa lodke. Ze niby Gienieczko mial konstruktorowi podpowiadac, jak ma wygladac kajak? To po co bylby mu projektant? W garazu sam by sobie jakies czolno wystrugal, efekt bylby ten sam a ile taniej! Ogarnij sie chlopaczku. Po to sie bierze zawodowcow, zeby zrobili profesjonalnie cos, na czym sam sie nie znasz. A na budowie lodek Gienieczko nie zna sie i nigdy nie twierdzil, ze sie zna. Kajak Dobie zaprojektowal Arminski, jeden z najlepszych konstruktorow w RP, a nawet na swiecie. Gdyby Gienieczko poszedl do niego ze swoim pomyslem, jestem pewien, ze taki gniot jak jego plywadlo, bo to nie zasluguje nawet na nazwanie tego lodka czy kajakiem, nigdy by nie powstal. I nie dlatego, ze Gienieczko jest zawodowcem – bo co tu ukrywac, wielkim kajakarzem to on nie jest – ale dlatego, ze Arminski jest zawodowcem. Kajak Olka Doby, ktorym z powodzeniem przeplynal Atlantyk, nie jest jego pierwsza atlantycka lodka. Lodka, ktora lata temu Doba probowal przeplynac Atlantyk po raz pierwszy, rozpadla mu sie, a dokladniej rzecz biorac, roztopila. Wyciagnal z tego taka nauke, ze nastepna lodke zbudowal mu zawodowiec. Gienieczko ze swojego kajakowania po Baltyku tez wyciagnal nauke – wiedzial, ze kajakiem „ze sklepu” nawet morskim, Ciesniny Bassa nie pokona. Dlatego zdal sie na, jak mu sie wydawalo, zawodowca. Napisales, ze Doba wskoczylby do lodki dla relaksu na Bornholmie i wyskoczyl na Helu. Bez asekuracji. Do swojej pewnie tak. Na canoe Gienieczki by tego nie zrobil, bo nie jest glupi. Nie wiem jak dobrze znasz Olka Dobe, jak takie rzeczy wypisujesz. Jak sie z nim zobaczysz, to mu zaproponuj taki relaksik, jak tutaj napisales. Ciekaw jestem jego reakcji 😉 Ja tez sie go zapytam przy nastepnym spotkaniu 🙂 Pozdrowilbym go od ciebie, ale w sumie jestes tylko nickiem z internetu, wiec sobie odpuszcze. Za to jestes nie mniejszym dyletantem w kwestii wioslowania niz, pozal sie Boze, konstruktor plywadla Gienieczki, a rzniesz tutaj nie wiadomo jakiego zawodowca ku uciesze grupy klakierow, ktorzy pomijaja fakt zwyklego oczerniania. Jak nie wiesz o czym mowie, to spojrz raz jeszcze na pkt 1. mojego poprzedniego postu, ktory to tak zgrabnie pominales w swoim ostatnim wpisie.
    Bronie Marcina, bo bylem swiadkiem jego przeplyniecia z Bornholmu do Polski. To, ze tobie i innym nie podoba sie styl, w jakim tego dokonal, nie ma zadnego znaczenia. Marcin wsadzil tylek w Nexo a wysiadl w Dziwnowie. Nie puszy sie tym, jakby byl to nie wiadomo jaki wyczyn. Przytoczylem to, zeby pokazac, ze jest upartym gosciem, ktory potrafi dopiac swego i robi to bez zadnego sciemniania. Gdyby sie okazalo, ze probuje krecic, nasza znajomosc skonczylaby sie, tak, jak skonczylem znajomosc w kilku innych przypadkach, gdy towarzysze podrozy probowali mnie namowic do naciagania faktow, do klamania. Za kazdym razem byl ten sam argument: „musi byc sukces, bo jak nie, to nie bedziesz mial nastepnym razem sponsorow!”. Obecnie widuje ich nazwiska opatrzone przymiotnikiem „legendarny podroznik”. Czy mam teraz zakladac blogi, strony, itd i pluc na nich? Szkoda zycia i czasu.

    Nie wypowiadalem sie w kwestii amazonskiej wyprawy Gienieczki, bo mnie tam nie bylo. Byl Marcin i byl Gadiel. Jest relacja Marcina i jest relacja Gadiela. Nie bylo tam nikogo poza nimi. Nie bylo Chmielinskiego, nie bylo bylej zony Gienieczki i nie bylo tam ciebie, jak i wielu innych. Sa relacje i pozycje ze Spota. Marcin twierdzi, ze fragmenty trasy, ktore przebyl z Gadielem zostaly odjete od zestawienia przeslanego do Guinessa. Guiness weryfikowal relacje, nie dopatrzyl sie bledow, klamstw, uchybien do swojego regulaminu. Wiec w czym jest problem?

    Zazdrosc? Zawisc? Chec zaistnienia, jak nie mozna swoimi osiagnieciami, to przynajmniej negowaniem lub pomniejszaniem osiagniec innych? Zyj swoim zyciem i udowodnij, ze jest cos warte, warte wiecej, niz tych pare godzin spedzonych przed komputerem na opluwaniu Gienieczki. Ja tez sie zastanawiam: co on Ci zrobil?.

    Nie bede juz wiecej marnowal czasu na odpisywanie tobie czy innym gosciom, ktorzy nie potrafia postawic konkretnych zarzutow, tylko atakuja Gienieczke dlatego, ze go nie lubia i powielaja informacje zaslyszane „gdzies tam cos tam”, wiec sie synku, nie wysilaj na odpisywanie. Odpusc sobie tez plucie na mnie. Tak wysoko nie dasz rady napluc…

    Odpowiedz
  17. waldasso  08/08/2016 o 14:30

    Pawełek ojczulku..a ile ty masz lat człowieku na marginesie?:) Powiem tak…nie tylko burak ale i ignorant z ciebie a to juz troszeczke gorzej…Z tego co napisałes wynika jednoznacznie jak to mawiał mój dziadek …w dupie byłes i gówno widziałes ojczulku.Z parominutowej zapewne lektury biografi Artura Kozłowskiego wyłowiłes jedynie fakt ze cała ta nieprawdopodobna historia wydarzyła sie na przestrzeni zaledwie 4 lat…Gratulacje za przenikliwosc wowww a to zes sie naczytał…Spróbuje cie jakos wprowadzic w temat prawdziwej wielkiej ( jaskinie Irlandzkie naleza do najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych na swiecie exploracji polegajaca na odkrywaniu nowych dziewiczych miejsc i terenów.Gdybys miał watpliwosci co do znaczenia slowa exploracja a, ma je notorycznie twój przyjaciel Gienieczko to spiesze z pomoca…Oto co przywołany przez ciebie Krzysztof Starnawski mówi o definicji w/w :”słowo eksploracja ( tak jak już wam przytoczył Artur Kozowski) to badanie nieznanych dziedzin i terenów i tak było, jest i będzie. Wszelkie „wtórne eksploracje” i „odkrywanie nowego w stosunku do jednostki” to jakieś bzdety i nie do końca rozumiem czemu mają służyć poza mąceniem w głowach nieświadomym”. Idealne trafione w punkt..szkoda ze nie bezposrednio do Gieni:( Dalej Starnawski o Arturze “to co robił Kozłowski w jaskiniach było warte uwagi i szacunku. Był pasjonatem prawdziwej i czystej eksploracji i podporządkował temu zajęciu całe swoje życie.” … “ dlatego powinniśmy takich nurków jak Bolek, Szymanowski, Kozłowski szanować za ich pasje do eksploracji i stawiać ich determinacje w odkrywaniu jako przykład podczas swoich szkoleń i wypraw jaskiniowych a nie z nich się wyśmiewać i traktować obcesowo”
    http://forum-nuras.com/viewtopic.php?t=31832&postdays=0&postorder=asc&start=20

    Proponuje zebys sobie to poprostu wydrukował powiesił nad łozkiem i zaczął uczyc sie szacunku do Artura z którym zupełnie nagle i niespodziewanie masz do czynienia:) to jest wielki moment w twoim zyciu:) poszerzysz i ugruntujesz swoja wiedze na temat tego: tak tak legendarnego polskiego nurka jaskiniowego.

    30 lat nurkowania i wszystko co nasz niezwkle doswiadczony ojczulek potrafił powiedziec o człowieku którego nalezy satawiac jako wzór dla młodych odkrywców to to ze ten nurkował 4 lata…ano wyobraz sobie nurkuojczulku ze to co ty z takim mozołem wypracowałes przez 30 lat Artek machnał razy 200 w 4 hehe. Twója ignorancja nie pozwoliła ci zwrócic uwage na nastepujace fakty:

    1.Rekord w głebokosci nurkowaniu jaskiniowym na wyspach Brytyjskich ( odebrany anglikom po 50 latach) Pollatoomary Bellaburke Co. Mayo -103m ( jaskinia z woda “torfową” dwie restrykcje wymagajace zdjecia konfiguracji i ponownego jej załozenia…)
    2.Exporacja najgłebszego sumpu na wyspach brytyjskich który zostal przez Artura odkryty- Pollindre-82m (1km)….http://forum.technicaldiving.ie/index.php?topic=2659.0
    3.Połaczenie dwóch systemów Prod’s Pot – Cascades Rising i powiekszenie exploracji z 4.5km do 9km w najwiekszym w Irlandii Pólnocnej systemie jaskin Marble Arch.
    4.Expolracja 10 km podwódnych korytarzy na Nizinie Gort.Jednego z najtrudniejszych na swiecie systemów jaskin podwodnych, z srednia głabokoscia 45m oraz “torfowa”woda zmuszajaca do exporacji “po omacku” bez jakiejkolwiek widocznosci.

    To oczywiscie tylko czesc…tej wielkiej pracy która została wykonana przez..tak ojczulku masz racje 4 lata…SOLO I O WŁASNYCH SIŁACH. W tym konkretnym przypadku to okreslenie nabiera własciwego znaczenia.Robił to sam i za własne pieniadze.Nie musze ci chyba tłumaczyc ojczulku ( przeciez jestes wysokiej klasy specjalistą) ile kosztuje Reabreather ( Megalodon:) ile kosztuja gazy ( trimx), a co najciekawsze..uwazaj ojczulku…Arturt mieszkał w Dublinie a nurkowania expolracyjne prowadził na nizinie Gort odległej od Dublina o 250 km…nie miał samochodu…rano z całym sprzetem ( butle) wsiadał do autobusu jechał 3 h…nurkoweał 6-7 i wracał autobusem w nocy do Dublina…3-4 razy w tygodniu, cały rok ( wiosna, lato, jesien, zima) w weekend szkolenia z których zarobione pieniądze pozwalały na exploracje.Zachecam do lektury bloga Artura http://arturconrad.blogspot.ie/… Na zmywaku nigdy, zdaje sie nie “ponizałes” wiec moze byc pewien problem z jezykiem angielskim, ale wierze w ciebie “ojczulku” dasz rade tylko czy solo i o własnych siłach?:)

    Pora na drugiego wielkiego Herosa którego raczyłes byc przywołac w soim tekscie i jego opinie tym razem o twoim koledze i wspołpracowniku Marcinie Ginieczko. Olek Doba o Gieni : Jest mi bardzo przykro, że nasz rodak w sposób tak bezczelny zszargał dobre imię polskich podróżników. Marcinie, apeluję do Ciebie przerwij te próby obrony swojego stanowiska. Pokaż, że potrafisz mężnie znieść takie potężne ciosy na jakie sam się wystawiłeś. Nie można budować sukcesu na kłamstwie i oszukiwaniu ludzi. Wycofaj wszelkie zgłoszenia do rekordów, które nimi nie są! Nie rób krzywdy sobie, rodzinie, Polsce. Twoje brnięcie dalej w te paskudne kłamstwa nic dobrego nie przyniosą.

    My rozmawiamy z pozycji dwóch kompletnie róznych swiatów…Ty bronisz zwykłego oszusta i naciagacza a ja musze bronic przed twoim chamstwem, brakiem wiedzy i ignorancją wielkiego polskiego nurka, odkrywce i exploratora.Pracujac z Arturem ( nagrywajac jego działalnosc oraz prowadzac jego sprawy zawodowe ) doswiadczyłem prawdziwej przygody, byłem swiadkiem prawdziwych wyczynów.To daje sporo satysfakcji ale takze podnosi poprzeczke w postrzeganiu tego co naprawde jest wazne cenne i prawdziwe w swiecie odkrywców i podrózników. Pozwala odróznic scieme i oszustwo od prawdziwej ciezkiej przynoszącej ponadczasowe efekty i niezapomniane emocje.
    Powtórze jeszcze raz dobitnie i wyraznie…nigdy nie próbowałem porównywac ani Artka ani Doby do Gienieczki, bo byłoby to poprostu zwykłą paranoją. Z “syrenki poloneza nie zrobisz”… Gienieczko nigdy nie był i nie będzie jak to sie sam okresla: znanym i cenionym podróznikiem. Był jest i bedzie zwykłym naciagaczem, oszustem i manipulatorem. Gdziekolwiek by sie nie pojawił za chwile pojawia sie spory problem z ludzmi których wciaga w swoje przekrety. Tak było w Canadzie ( historie opisał Marcin Karcz), Tak było w Australii ( poteżna awantura wkurzonych polonusów którzy dali upust swojemu niezadowoleniu na forum polonii polskiej w Australii ) i tak było na Amazonce ( opinia przewodnika, opinia Chmielinskiego,opinie ludzi zaangazowanych w ten “projekt”)

    Zastanawiłes sie kiedys ojczulku dlaczego twój kolega nigdy nie wytoczył procesu ani gazecie ani osobie cywilnej za epitety w stylu oszust naciagacz etc itp…? Poniewaz doskonale wie ze taki proces musiałby jednoznacznie narazic go na wnikliwe przyjrzenie sie jego dzialalnosci.
    Pozwole sobie powtórzyc to co niezmienie powtarzam od wielu lat:
    Gienieczko to oszust poniewaz-
    1.nigdy nie przepłynął solo i własnych siłach Mckenzie
    2.nigdy nie przepłynął solo i własnych siłach solo Leny
    3.nigdy nie przejechał na rowerze 4600km w Australii ani w 46 dni ani w 100 ani w 1000 🙂
    4.nigdy nie przeszedł pieszo 1600km w Australii z wózeczkiem który na samym starcie sie poprostu rozpierdzielił….(podobna sytuacje mamy teraz w Mongolii…”odporny na wiedze i trudny do zarabania” Gienia nie nauczył sie niczego majac za soba “australijska komedie”
    5.nigdy nie przepłynał solo o własnych siłach najłatwiejszego odcinka Amazonki,
    6.nigdy nie ciagnał sani na Syberii na dystansie podawanym przez samego siebie…ani na zadnym innym
    7.nigdy nie wytyczył zadnej nowej drogi wspinaczkowej ( Gienieczko wspinacz:) ani nigdy sie nie wspinał. Owe góry które sa zaliczane do “extremalnych” wyczynów Gienieczki to szutrowe wzniesienia które to zdobywał z…przewodnikiem i rowerem niesionym przez osiołki:)
    8.Nie ma zadnego pojecia o robieniu zdjec, kłamie przedstawiajac siebie jako “fotografa outdoorowego.

    Zadna z jego wypraw nigdy nie miała nic wspolnego z wyczynem, sportem ,exporacja czy wogóle czymkolwiek powaznym.Zawsze były to nadmuchane medialnie baloniki które pekały tak samo jak szprychy i kółeczka jego magicznych wozeczków. Gienieczko poprostu jest zwykłym komediantem który z naciagania i oszukiwania sponsorów zróbił sobie zawód z którego czerpie niezłe korzysci.Sprzedaje ludzią zwykłe klamstwa dewalułujac na kazdym kroku znaczenie słow: eksploracja, wyczyn, przygoda. Jest zwykłym psujem a ty go w tym “psuciu” wspomagasz…no i dobrze twoja sprawa…
    Wrócmy na koniec, poraz ostatnio do twojego textu…
    Czytajac z uwaga zamieszczona przez ciebie odpowiedz ojczulku zarejestrowałem dosyc ciekawy fakt. Stwierdziłes ze z Gienieczki zaden kajakarz…to ja sie pytam jak to mozliwe ze po przpepłynieciu Yukonu, Mckenzie oraz Leny ktos taki nadal jest zadnym kajakarzem?!…Nie wymagam od ciebie logicznego myslenia, ale warto czasem sie zastanowic nad tym co sie wypisuje.
    P.S Słyszałem juz wielokrotnie ten ton pogardy, (ktorego uosobieniem jest tzw.”zmywak”) płynacy w strone polskich emigrantów w UK I IRlandii. Przez 12 mojego pobytu w Irlandii nie poznałem zadnego Polaka pracujacego na zmywaku… Za to poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi od strazaków przez inzynierów do budowlanców, którym wyjazd z Polski umozliwił spełnianie swoich marzen, rozwijanie pasji i zainteresowan.Pozwolił byc bardziej usmiechnietym i szczesliwym.Pozwolił w koncu na rozluznienie szczeki, którą to ty masz permanentnie zacisnietą….mój dziadek mawiał czasami również tak…nie spinaj sie za bardzo bo ci żyłka pierdząca pęknie na czole:)… ze specjalna dedykacją dla ciebie ojczulku Pawełku
    Waldasso

    Odpowiedz
  18. Maciej  11/08/2016 o 12:55

    Waldasso, napisałeś:

    „facet dla którego miałem sporo szacunku za jego wczesniejsze dokonania, uważa ze wyczyn polega na zredukowaniu do zera`jakichkolwiek zagrożeń. wyeliminowania pierwiastka przygody i nieprzewidywalności. ”

    Pamiętaj o np. wypowiedzi Amundsena:

    „Adventure is just bad planning”

    Odpowiedz
  19. Sąsiad  24/08/2016 o 02:48

    A ja jestem jego sąsiadem i jak go zobaczyłem to mi coś nie grało. Podróże mam we krwi i czuję nosem prawdziwków czy zawodowców.A on na pewno nie jest prawdziwkiem tym bardziej zawodowcem. Przy okazji pozdrawiam Łukasza Czeszumskieg z pod domu Kolumbów w Santon Domingo.

    Odpowiedz
  20. Pingback: Gienieczko oszukał, Guinness wymazał jego „rekord” | tierralatina.pl - Ameryka Łacińska i Karaiby

  21. Pingback: Marcin Gienieczko kłamał więc Kolosy odebrały mu wyróżnienie | tierralatina.pl

  22. Pingback: Marcin Gienieczko bez rekordu Guinnessa. Za oszustwo. | tierralatina.pl

  23. panidorota  12/12/2016 o 22:49

    Guinnessa i pakiet sponsorów,tych odebranych Marcinowi G.za komentarze,dla snakehunter.

    Odpowiedz
  24. Pingback: Andrzej Piętowski na tropie kłamstw Marcina Gienieczki | tierralatina.pl

  25. Yeezhus  13/03/2017 o 23:22

    Zgadzam się komentarze snakehuntera klasa sama w sobie, należy mu się skrzynka dobrze schłodzonych Guinessów a jako bonus jakiś kolos, rodyjski a najlepiej świebodziński do postawienia w ogródku

    Odpowiedz
  26. Krzysztof  19/06/2017 o 00:45

    Rozmowa z Gieneiczką w której nasz bohater gubi się w kłamstwach http://retv.pl/2017/04/22/pora-korpola-marcin-gienieczko/

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.