Bezbronne niebo Argentyny

Dowódcy Argentyńskich Sił Powietrznych biją na alarm - ich lotnicy nie mają czym latać. Z teoretycznie posiadanych 60 samolotów bojowych, lata niespełna 10. I w najbliższym czasie może być tylko gorzej...


Oficjalnie, obrona argentyńskiej przestrzeni powietrznej opiera się obecnie na flocie 31 myśliwców A-4AR Fightinghawk stacjonujących w bazie w Villa Reynolds, maleńkim miasteczku w znajdującej się w centrum kraju prowincji San Luis.

Ale – przynaje to sam minister obrony Argentyny – Julio Martínez, powyższe zdanie powinno być napisane w czasie przeszłym. Bo z tych 31 myśliwców tylko 7 jest obecnie w stanie pozwalającym jeszcze na latanie. Pozostałe uznane zostały oficjalnie za magazyn części zamiennych i są, w miarę potrzeb, rozkręcane.

Nowych części zamiennych do tych samolotów nie ma prawie wcale. Bo A-4AR Fightinghawk, choć wyprodukowany przez koncern Lockheed Martin, był modelem przeznaczonym od początku wyłącznie na argentyński rynek.

A-4AR Fightinghawk

Argentyński A-4AR Fightinghawk (fot: Jorge Alberto Leonardi)

Jego historia wiąże się poniekąd z wojną o Falklandy/Malwiny, w trakcie której argentyńskie siły straciły aż 100 samolotów i śmigłowców. Po jej przegraniu Argentyna została objęta przez Brytyjczyków embargiem na dostawę nowoczesnego sprzętu wojskowego, które sprawiło że kraj ten, przez ponad dekadę, nie był w stanie odbudować swych sił zbrojnych. Londyn używał bowiem dyplomatycznych wpływów, aby inne państwa także wstrzymywały się z kontraktami na uzbrojenie Argentyny.

W efekcie, w ciągu 12 lat od zakończenia konfliktu, Buenos Aires zdołało jedynie kupić 31 leciwych Mirage III (w różnych mutacjach) wycofywanych wówczas przez lotnictwa Peru, Izraela i Francji.

Sytuacja zmieniła sie dopiero po objęciu władzy w Argentynie przez Carlosa Menema, który doprowadził do uznania tego kraju przez Stany Zjednoczone za jednego tzw. Głównych Sojuszników spoza NATO.

W 1994 r. Amerykanie zaoferowali kontrakt na dostawę nowych samolotów. Z różnych przedstawionych im opcji Argentyńczycy wybrali najtańszą, ale tez najszybszą do realizacji – postanowili kupić stare, używane, ale bardzo dobrze im znane, bo stosowane m.in w trakcie wojny z Wielką Brytanią, samoloty A-4 Skyhawk, które Amerykanie zgodzili się bardzo gruntownie, wg. argentyńskiej specyfikacji, zmodernizować i dozbroić. A-4AR Fightinghawk to właśnie owoc tej modernizacji.

Powstało 36 takich przebudowanych samolotów, większość w Wojskowych Zakładach Lotniczych w Cordobie, które – w ramach transakcji – stały się wtedy częścią koncernu Lockheed Martin (i były nim do czasu przeprowadzonej w 2009 r. przez rząd Cristiny Fernández de Kirchner nacjonalizacji).

Program budowy Figtinghawków na potrzeby Argentyńskich Sił Lotniczych zakończono oficjalnie w 1999 r., a wykorzystano do niego płatowce Skyhawków z pierwszej połowy lat 70. Dzisiaj są więc to samoloty których konstrukcje nośne mają po +40 lat.

Od poprzedniego rządu przejęliśmy Siły Zbrojne w bardzo kiepskim stanie, jeśli chodzi o stan uzbrojenia. Nasza zdolność obrony przestrzeni powietrznej jest minimalna i bardzo, bardzo ograniczona.– powiedział niedawno Marcos Peña, szef gabinetu prezydenta Mauricio Macriego, wywołując patriotyczną konsternację wśród Argentyńczykow. Lokalna prasa, po krótkiej debacie, czy politykom wypada wygłaszać równie defetystyczne deklaracje, szybko jednak ustaliła, że polityk ani trochę nie przesadził.

Bo okazuje się, że nawet informacja o tym, że do latania nadaje się 7 z 31 myśliwców jest dość naciągana. Od dawna nie było sytuacji, że owych 7 samolotów było sprawnych w tym samym czasie. Np. przez pierwsze 4 miesiące tego roku nie udało się poderwać do lotu żadnego. Teraz lotnicy usilnie starają się aby lotne były przynajmniej 3 równocześnie.

Zdaniem ekspertów przedwczesna była decyzja, podjęta w ostatnich miesiącach rządów Cristiny Fernández, o odesłaniu do demobilu samolotów Mirage III. Bo choć były one starsze od Figtinghawków, to przynajmniej istnieje duży światowy rynek części zamiennych do nich. Argentyńscy generałowie dodają też, że błędem była rezygnacja z tych samolotów przed podjęciem decyzji co je ma zastąpić. A także strategiczne założenie, że A-4AR Fightinghawk bronić będą argentyńskiego nieba do 2020 roku. Bo – zdaniem dowództwa lotnictwa – te 7 teoretycznie sprawnych samolotów może uda się jakoś przeczołgać do 2018 roku. Ale na pewno nie dalej.

Minister Julio Martínez w ostatnich tygodniach lata więc po świecie i sprawdza jakie są możliwości „awaryjnego” zakupu jakichś samolotów dla argentyńskiego lotnictwa. –Problem w tym, że kupowanie samolotów dla armii nie jest tym samym, czym np. kupowanie dla niej samochodów. To nie jest tak, że podpisujemy kontrakt i za miesiąc, dwa mamy je u siebie. Takiemu zakupowi powinien towarzyszyć transfer technologii, szkolenie pilotów i mechaników. To proces, który normalnie trwa dwa, trzy lata.– tłumaczył niedawno szef argentyńskiego resortu obrony.

Wśród państw które ostatnio odwiedził argentyński minister jest m.in. Francja. Buenos Aires nie wyklucza zakupu kilkunastu używanych samolotów Mirage F1 i Mirage 2000, do których dość szybko możnaby doszkolić pilotów i mechaników, którzy do niedawna pracowali z Mirage III. Kontrofertę złożyli też Amerykanie proponujący, jako samoloty „tymczasowe”, dostępne od ręki Northrop F-5N.

Inną rozważaną opcją jest szybki zakup nowych maszyn szkolno-bojowych. Przekonują do nich Argentyńczyków głównie Włosi i Koreańczycy chcący sprzedać, odpowiednio, samoloty M-346 Master i KAI T-50 Golden Eagle.

Jakąkolwiek Argentyna podejmie decyzję na „tu i teraz”, pozostanie podjęcie strategicznej decyzji o uzbrojeniu lotnictwa w nowoczesne myśliwce bojowe na co najmniej 2 najbliższe dekady. Tu też rozważane są dwie możliwości – oszczędnościowa, czyli polegająca na zakupie samolotów używanych, bądź strategiczno-przyszłościowa, czyli samoloty nowe, przynajmniej częściowo budowane w Argentynie.

W przypadku pierwszego scenariusza, wg. różnych „dobrze poinformowanych źródeł”, pod uwagę brane są francuskie mirage, izraelskie kfiry, europejskie tornado i włosko-brazylijskie AMX. W drugim przypadku kandydat jest, póki co, tylko jeden – szwedzki Gripen.

Argentyna nie ukrywa, że byłaby zainteresowane „podłączeniem się” pod kontrakt jaki ze Szwedami podpisali Brazylijczycy. Minister Martínez chciałby, aby przynajmniej część podzespołów do myśliwców, które mają powstać w zakładach Embraera produkowanych było w Argentynie, właśnie w owej znacjonalizowanej przez rząd Cristiny Fernández de Kirchner, Argentyńskiej Fabryce Samolotów w Cordobie. –Mamy kompetencje i technologie aby produkować m.in części podwozia, uzbrojenia, czy systemy komunikacyjne. A nawet elementy nośne myśliwca.– stwierdził niedawno szef argentyńskiego resortu obrony.

Tak, czy inaczej Argentyna jakąś decyzję musi podjąć bardzo szybko. –Myślę, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy uda się nam zaspokoić nasze doraźnie potrzeby, a przed końcem tego roku podjąć dalekosiężne decyzje.– zapewnia minister Martínez.

IA 58 Pucará

IA 58 Pucará (fot: Chris Lofting)

Póki co, argentyńskie niebo jest praktycznie bezbronne. Na papierze, poza myśliwcami A-4AR, pieczę nad nim sprawuje około 30. turbośmigłowych samolotów tzw. bliskiego wsparcia powietrznego, IA-58 Pucará rodzimej produkcji. Służą one m.in. do patrolowania terenów przygranicznych, w tym do walki z – coraz częściej korzystającymi z samolotów – przemytnikami narkotyków.

To wszystko to jednak tylko teoria. Bo w praktyce nadających się do latania jest ich „około 5”. Pozostałe czekają na od dawna zapowiadaną modernizację i wymianę silników.

 

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.