Gienieczko oszukał, Guinness wymazał jego „rekord”

Wokół "samotnego" spływu Marcina Gienieczki narosło tyle nigdy niewyjaśnionych przez samego zainteresowanego kontrowersji, że Guinness usunął jego nazwisko z listy rekordzistów.


Wstyd. Albo skandal. Tak najkrócej można określić sprawę rekordu Guinnessa dla Marcina Gienieczki, przyznanego za najdłuższy w historii samotny spływ kanadyjką lub kajakiem.

„Byłego rekordu” trzeba dodać, a właściwie „niebyłego rekordu”, bo Guinness właśnie, w ostatnich dniach, usunął nazwisko polskiego „Ostatniego Mohikanina” (tak siebie samego nazywa Marcin Gienieczko) ze swoich indeksów.

Oficjalna internetowa strona, poświęcona temu rekordowi, która jeszcze kilkanaście dni temu wyglądała tak:

gienieczkoguinness

Dzisiaj już nie wspomina ani słowem o Gienieczce:

gienieczko

Co się stało? Dlaczego wymazano rekord Polaka?

Otóż podróżnik piszący sam o sobie:

Marcin Gienieczko jest podróżnikiem, który stawia sobie wielkie wyzwania, wielkie cele. Nie podąża przetartym szlakiem, nawet jeśli ma on prowadzić na Everest. To dla niego zbyt proste! Poznajemy człowieka, który miał odwagę rzucić wyzwanie światu, który nie toleruje ludzi o słabej duszy. Świat przygody toleruje tylko tych, którzy mają niezwykle silną wolę walki, przetrwania i… improwizacji. Nie da się wszystkiego zaplanować!

okazał się być osobą, u której megalomania wygrywa z uczciwością.

O licznych kontrowersjach wokół jego rekordu tierralatina.pl pisała już kilka miesięcy temu. Pisali też inni. Marcin Gienieczko nigdy się do nich jednoznacznie nie ustosunkował, nigdy otwarcie nie powiedział dlaczego mówił o „samotnym” spływie, podczas gdy na setkach kilometrów towarzyszył mu peruwiański przewodnik, często wiosłujący wraz z nim, w tej samej kanadyjce. Nigdy nie usłyszeliśmy też ani słowa wytłumaczenia dlaczego zataił fakt, że bywał nie tylko przez łodzie motorowe holowany, ale wręcz jego kanadyjka i on sam był na zabierany na ich pokład.

Mówiąc w skrócie, Marcin Gienieczko z pewnością przeżył wspaniałą amazońską przygodę i dokonał pewnego wyczynu. Problem w tym, że zdecydowanie nie był to wyczyn, o którym on sam od początku do końca mówił, i który zgłosił jako rekord Guinnessa: samotny spływ Amazonką na odległości ponad 5500 kilometrów.

I być może oszustwo pozostałoby niezauważone gdyby nie uwaga Piotra Chmielińskiego, który jako pierwszy człowiek w historii spłynął Amazonką od jej źródeł do ujścia, i obecnie pilnie śledzi wszystkie kajakarskie wyczyny w tym rejonie.

Chmieliński zresztą, początkowo, doradzał Gienieczce i pomagał w nawiązywaniu kontaktów. Ich drogi się rozeszły, gdy zwrócił on „Ostatniemu Mohikaninowi” uwagę, że zatrudnienie lokalnego przewodnika, będzie sprzeczne z ogłaszaną przez niego wszem i wobec ideą wyczynu „solo”. Potem wątpliwości już tylko narastały. –Gienieczko miał nadajnik, dzięki któremu można było śledzić w internecie jego podróż. Któregoś dnia patrzę i widzę, że pokonał on w krótkim czasie odległość, którą – tylko wiosłując – byłaby nie do pokonania. Czekałem więc na wyjaśnienia.– opowiada Chmieliński.

Facebookowy wpis Marcina Gienieczki z 3 lipca ubiegłego roku. Kilka tygodniu później został usunięty.

Facebookowy wpis Marcina Gienieczki z 3 lipca ubiegłego roku. Kilka tygodniu później został usunięty.

Co najciekawsze wyjaśnienia się pojawiły. Na moment. –Gienieczko napisał na Facebooku, że został przez peruwiańską Marynarkę Wojenną zmuszony do podjęcia holu.– wspomina Chmieliński. Ale wpis ten po kilku dniach zniknął. Najwyraźniej podróżnik nie chciał zostawić śladów tego, że jego podróż odbywa się wbrew ogólnie przyjętym zasadom samotnych wyczynów.

Piotr Chmieliński zdążył jednak zrobić kopię opublikowanego wyjaśnienia. A gdy Gienieczko po zakończeniu swej podróży ogłosił – mimo wszystko – światu i Guinnessowi, że pobił rekord w wiosłowaniu na Amazonce solo, postanowił działać. –Chodzi o elementarną uczciwość i wiarygodność. To co zrobił Gienieczko to po prostu wprowadzanie w błąd sponsorów i opinii publicznej.- tłumaczy teraz.

Tym bardziej, że dość szybko okazało się, że Marcin Gienieczko odstępstw od „samotności” ma na sumieniu znacznie więcej. Gadiel Sánchez Rivera, jego peruwiański przewodnik i logistyk na ponad 2 tys. kilometrów, zeznał że przez wiele dni wiosłował wraz z Polakiem, który go wypraszał z łodzi tylko po to aby zrobić sobie upozowane zdjęcia. Peruwiańczyk ujawnił też, że podczas podróży nie tylko byli brani na hol. W Brazylii wojskowi mięli wręcz wziąć Gienieczkę, jego przewodnika i ich kandyjkę na pokład patrolowego kutra. –Nocowaliśmy na nim, a żołnierze nas karmili.– twierdzi Gadiel.

Gienieczko stawiane mu pytania albo zbywał, albo wyśmiewał, albo reagował kontratakiem. Niemal wszyscy, którzy podważyli prawdziwość jego „solo” wyczynu na Amazonce zaczynali otrzymywać anonimowe maile z prentensjami bądź zarzutami, często zupełnie wydumanymi.

To typowa strategia Gienieczki. Bo to nie jest pierwszy raz, gdy okazuje się, że ten człowiek oszukuje. Podobnie było m.in. podczas jego „wyczynów” w Kanadzie i Australii. Bywało, że groził procesem za samo tylko zgłaszanie wątpliwości.– mówi tierralatina.pl jedna z osób od dłuższego czasu śledząca jego dokonania. Nie chce aby podawać jego nazwisko z tego samego powodu, dla którego ucichły dyskusje na temat wcześniejszych kontrowersji. –Nie chcę potem odbierać napastliwych anonimów, nie chcę aby otrzymywała je moja rodzina, moi kontrahenci.- tłumaczy.

Tam razem mleko się już jednak rozlało i nawet anonimowe groźby nie uciszą dyskusji o oszustwie na Amazonce. Zwłaszcza, że stała się ona międzynarodowa. O kłamstwach Marcina Gienieczki pisano już między innymi na międzynarodowym forum eksploratorów pythom.com, oraz – kilka dni temu – na internetowych, redakcyjnych stronach prestiżowego amerykańskiego magazynu Canoe & Kayak (piórem samego redaktora naczelnego, Jeffa Moaga).

Tytuły mówią same za siebie: „Kradnąc Amazonkę” i „Marcin Gienieczko i Wielkie Guinnessowe Oszustwo”…

Wygląda na to, że Marcin Gienieczko zostanie zapamiętany nie jako ten, który został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa za najdłuższą samotną podróż w kanadyjce, lecz jako pierwszy Polak, który zdołał Guinnessa oszukać.

 

Prześlij dalej:

5 reakcji na "Gienieczko oszukał, Guinness wymazał jego „rekord”"

  1. tierralatina.pl  06/12/2016 o 14:21

    Nie tylko Guinness! Także „Kolosy”postanowiły dzisiaj odebrać Gienieczce przyznane w tym roku, za trawers Ameryki Południowej, wyróżnienie. Za kłamstwa.

    „Decyzja ta jest trudna i podejmujemy ją bez satysfakcji, niemniej w obliczu dowodów, które zostały ujawnione już po ogłoszeniu marcowego werdyktu, jednoznacznie wskazujących na to, że Marcin Gienieczko, zgłaszając swoją wyprawę do Kolosów, świadomie wprowadził Kapitułę w błąd co do istotnych okoliczności jej przebiegu, nie może być inna.”

    http://www.kolosy.pl/index.php/komunikat-kapituly-kolosow

    Odpowiedz
  2. Pingback: Marcin Gienieczko kłamał więc Kolosy odebrały mu wyróżnienie | tierralatina.pl

  3. Marecky  07/12/2016 o 16:40

    Przecież od lat wiadomo, że Gienieczko to kłamca i mitoman. A także złodziej (publikował nie swoje zdjęcia pod swoim nazwiskiem) i plagiator:
    http://robbmaciag.pl/blog/ile-trzeba-skopiowac-by-byl-to-juz-plagiat/

    Odpowiedz
  4. Pingback: Marcin Gienieczko bez rekordu Guinnessa. Za oszustwo. | tierralatina.pl

  5. Pingback: Marcin Gienieczko to kłamca. Guinness to oficjalnie potwierdza. | tierralatina.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.