Marcin Gienieczko oficjalnie bez rekordu Guinnessa!

Księga Rekordów Guinnessa oficjalnie zdyskwalfikowała Marcina Gienieczkę. Za oszustwa w relacjonowaniu ubiegłorocznego spływu Amazonką.


Decyzja Guinnessa niespodzianką nie jest. O kontrowersjach wokół „samotnego” spływu Marcina Gienieczki Amazonką głośno było już od wielu miesięcy. O oszustwie Polaka napisał nawet sam redaktor naczelny prestiżowego amerykańskiego kwartalnika Canoe & Kayak.

Tak wyglądała strona z rekordem Marcina Gienieczki.

Tak wyglądała strona z rekordem Marcina Gienieczki.

W skrócie chodzi o to, że Gienieczko, wbrew temu co zapowiadał i twierdził, nie spływał Amazonką samotnie. Prawie połowę swej podróży odbył w towarzystwie peruwiańskiego przewodnika, który nie tylko doradzał i organizował logistykę, ale też po prostu, bardzo często, całymi dniami płynął i wiosłował w tej samej co Polak kanadyjce.

Co więcej, zdarzało się, że Gienieczko podejmował hol łodzi motorowych, bądź wręcz przyjmował propozycje „podwiezienia” i wraz ze swoją łodzią trafiał na pokład dużych, napędzanych silnikiem, jednostek, gdzie był karmiony i odpoczywał.

Ta sama strona gdy Guinness podjął decyzję o duskwalfikacji Polaka.

Ta sama strona, gdy Guinness podjął decyzję o dyskwalfikacji Polaka.

Czyli, na dobrą sprawę, Marcin Gienieczko zrobił, podczas swego spływu Amazonką, wszystko co może być zaprzeczeniem idei samotnego wyczynu.

Gdy prawda w końcu wyszła na jaw Księga Rekordów Guinnessa nie miała wyjścia – nazwisko Gienieczki, kilkanaście dni temu, usunięto z jej internetowych stron. Zaraz potem kapituła Kolosów, najbardziej znanych polskich nagród podróżniczo-eksploratorskich, odebrała Marcinowi Gienieczce przyznane w tym roku wyróżnienie.

Podróżnik, niestety, zamiast przyznać się do błędów i przeprosić za oszustwa swych sponsorów i publiczność, postanowił iść w zaparte. Na swojej internetowej stronie napisał m.in.:

Nieprawdą jest sugerowanie (…) jakoby odebrano mi przyznany rekord. Żadnej oficjalnej ani nie oficjalnej  informacji z Londynu na ten temat nie otrzymałem. Natomiast prawdą jest, że posiadam certyfikat potwierdzający oficjalnie przyznany rekord Guinnesa i nikt mnie nie prosił o odesłanie czy też na niego się nie powoływanie.

W tej sytuacji poprosiliśmy biuro prasowe Księgi Rekordów Guinnessa o oficjalne wyjaśnienie usunięcia nazwiska Marcina Gienieczki z internetowego indeksu. Odpowiedź nie pozostawia żadnych wątpliwości:

The record category for Longest journey by canoe/kayak (solo) does not appear on our website as there is no current record holder at the moment.
Following a formal investigation, it was found that Marcin Gienieczko did not follow pertinent guidelines for this record category and as such, his attempt has been disqualified.

Anglicy chcieli, najwyraźniej, sprawę załatwić po dżentelmeńsku, bez zbytniego rozgłosu. „Ostatni Mohikanin”, próbując zaklinać rzeczywistość i okopując się  w swym oszustwie, zmusił ich jednak do oficjalnego, jednoznacznego stwierdzienia, że „Solo Amazon Expedition” w wykonaniu Marcina Gienieczki zostało zdyskwalfikowane.

Mieliśmy więc, niestety, rację pisząc kilka dni temu:

 

Marcin Gienieczko zostanie zapamiętany nie jako ten, który został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa za najdłuższą samotną podróż w kanadyjce, lecz jako pierwszy Polak, który zdołał Guinnessa oszukać.

Prześlij dalej:

3 reakcje na "Marcin Gienieczko oficjalnie bez rekordu Guinnessa!"

  1. Marek Marczyński  13/12/2016 o 18:30

    Żeście się obudzili? Przecież o tym, że Gienieczko to oszust i kłamca wiadomo już od bardzo dawna. Wystarczyło go trochę posłuchać. Facet nieustannie zmienia wersje, zaprzecza sobie samemu. Jemu marzenia i wyobrażenia o samym sobie mieszają się całkowicie z rzeczywistością.
    Ale to nie on powinien tu być chłopcem do bicia. Raczej trzeba się zastanowić jak to się stało, że taki typas, który ani składnie potrafi pisać, ani poprawnie mówić zaistniał w przestrzeni publicznej i mediach?!? Przecież to jest skandal. Że takiego totalnie niewiarygodnego gościa zaprasza się do telewizji, przeprowadza z nim wywiady, że znajdują się duże, publiczne w dodatku firmy, które go sponsorują, które dają pieniądze na te jego błazenady. To jest prawdziwy problem i zagadka. Taki TVN, Magazyn Żagle – to oni powinni się tłumaczyć, nie ten koleś. Bo Stefkowie Burczymuchy istnieli zawsze!

    Odpowiedz
  2. Pingback: Marcin Gienieczko to kłamca. Guinness to oficjalnie potwierdza. | tierralatina.pl

  3. przemysław witasik  18/12/2016 o 15:18

    Tak samo jest z Koperskim….przyjechał, powiedział…. i uznali, że przepłynął Lenę pontonem jako pierwszy człowiek na świecie. Bez żadnych dowodów…żałosne….jego też powinien ktoś zweryfikować

    Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.