Wenezuela – co po „Prostytuancie”?

Kilkanaście ofiar śmiertelnych, niewiarygodnie wyniki i zapowiedź kolejnych represji. Tak – w największym skrócie – wygląda bilans niedzielnych wyborów do Konstytuanty w Wenezueli.


Wyrzucili nas drzwiami, oto my wracamy oknem! Bo my się nigdy nie poddajemy. Napieramy i napieramy, aż do zwycięstwa. I właśnie dziaij czujemy się jak zwycięzcy!– triumfował w niedzielę wieczorem podpułkownik Diosdado Cabello, wiceprzewodniczący prezydenckiej Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli (PSUV), od lat uważany za jedną z szarych eminencji reżimu w Caracas.

Chwilę wcześniej Krajowa Rada Wyborcza (CNE) podała wyniki wyborów do Konstytuanty, mającej za zadanie zredagowanie nowej, „bardziej rewolucyjnej i bardziej ludowej” wenezuelskiej Konstytucji. Zdaniem CNE do urn poszło w niedzielę 8 milionów 89 tysięcy 320 osób, czyli 41,53 proc. zarejestrowanych wyborców. Tymczasem, zdaniem opozycji, partycypacja sięgnęła maksymalnie 12 proc., co oznacza mniej niż 3 miliony głosujących.

Równie dobrze mogli powiedzieć, że głosowało 11 milionów Wenezuelczyków. W sumie to się dziwię, że tego nie zrobili. – zażartował gorzko Julio Borges, jeden z przywódców opozycji i aktualny marszałek Zgromadzenia Narodowego – wenezuelskiego, jednoizbowego parlamentu. Bo przeciwników rządu wynik w żaden sposób nie zaskoczył. –To przecież było od początku jasne, że musieli mieć poparcie większe niż my!– tłumaczył Borges, nawiązując do plebiscytu z 16 lipca, w którym opozycja zapytała się Wenezuelczyków, czy zgadzają się na powołanie, zaproponowanej przez, bijącego ostatnio rekordy niepopularności, prezydenta Nicolasa Maduro, Konstytuanty. Wenezuelczycy masowo wylegli tego dnia na ulice i stojąc często po wiele godzin w kolejkach do punktów głosowania oddali w sumie ponad 7,5 miliona głosów przeciw tej prezydenckiej inicjatywie.

„Gdyby to nie było tragedią, gdyby nie kosztowało kolejnych 16 zabójstw dzisiaj, gdyby nie oznaczało większego kryzysu, to te liczby podane przez CNE byłyby nawet śmieszne” – napisał na twitterze Freddy Guevara, jeden z najbardziej popularnych opozycyjnych polityków młodej generacji.

W minioną niedzielę, choć lokali wyborczych było mniej niż dwa tygodnie wcześniej, kolejek głosujących prawie wcale nie było. I choć specjalnym dekretem zabroniono dziennikarzom i fotografom zbliżać się bliżej niż na 500 metrów do miejsc głosowań, w mediach społecznościowych nie brakowało wykonywanych telefonami zdjęć lokali wyborczych, w których jedynymi osobami byli pracownicy CNE i aktywiści PSUV, bez żadnego zażenowania prowadzący nad urnami, teoretycznie zakazaną w dniu głosowania, agitację.

Jedno z wielu opublikowanych w mediach społecznościowych zdjęć, pokazujących „tłumy” głosujące w wyborach do Konstytuanty

PSUV przeprowadzało też w lokalach wyborczych alternatywną rejestrację oddających swój głos wyborców. Ale tak jak w przed urzędnikami CNE trzeba było legitymować się dowodem osobistym, tak partyjnymi komisjom przedstawić było trzeba „Kartę Ojczyźnianą” – specjalny dowód tożsamości, bez którego nie można korzystać z różnych form państwowej pomocy socjalnej, jak chociażby możliwości zakupu subwencjonowanej żywności.

Tymczasem szacuje się, że dla blisko połowy Wenezuelczyków, to właśnie takie, dystrybuowane przez rewolucyjne Rady Komunalne, torby z cukrem, mąką, olejem, fasolą, makaronem i rybkami w puszkach są podstawową żywnością. Bo w „normalnych” sklepach półki albo są puste, albo sprzedawane w nich produkty mają ceny, które dla osób zarabiających średnią krajową (mniej niż 30 USD miesięcznie), są poza zasięgiem marzeń.

I choć nikt tego nie powiedział wprost, władza w ostatnich tygodniach wielokrotnie insynuowała, że osoby które nie wezmą udziału w wyborach do Konstytuanty taką „Kartę Ojczyźnianą”, i związane z nią przywileje, mogą po prostu utracić. Szantaż zastosowano też wobec ponad 2 milionów pracowników centralnych urzędów i państwowych zakładów pracy. I tam wcale nie owijano tego w bawełnę: „Chcesz dalej pracować dla Rewolucyjnego Państwa, to pamiętaj że twoim obowiązkiem jest wspieranie go przez udział w zbliżającym się głosowaniu!” – działacze opozycyjni dostawali w ostatnich dniach kopie dziesiątek takich i podobnie brzmiące okólników i maili z ministerstw i państwowych kombinatów.

Bo opozycja wezwała do totalnego bojkotu wyborów do Konstytuanty, nota bene nazywanej przez nią Prostytuantą. –Została ona zwołana w sposób sprzeczny z obowiązującą Konstystytucją. Przez władzę, która tej Konstytucji już dłuższego czasu nie przestrzega, która wbrew Konstytucji odmówiła przeprowadzenia referendum o odwołaniu prezydenta, która nie przeprowadziła w konstytucyjnym terminie wyborów lokalnych, która manipuluje sądami, która nie słucha demokratycznie wybranego Parlamentu i która nie ma już poparcia społecznego.- tłumaczył powody tego bojkotu Henrique Capriles Radonski, opozycyjny gubernator stanu Miranda, któremu reżim odebrał niedawno paszport.

Plan opozycji był taki, aby w niedzielę wyprowadzić, jak w sumie każdego dnia od ponad 3 miesięcy, ludzi na ulicę. I pokazać, że protestujących jest znacznie więcej niż głosujących. Plan ten jednak się nie udał – dwa dni wcześniej rząd ogłosił, że manifestacje w dniu wyborów są zakazane, a zatrzymane tego dnia osoby czekać będzie kara „od 5 do 10 lat więzienia”.

I w niedzielę, od samego rana, służby mundurowe i uzbrojone prorządowe bojówki były w gotowości bojowej. Wszystkie próby protestów były natychmiast tak brutalnie tłumione, że liderzy opozycji bardzo szybko wycofali swe wezwanie do manifestacji i zaapelowali o pozostanie w domach.

Krew jednak i tak się polała. Według różnych szacunków podczas niedzielnych protestów, w różnych miastach Wenezueli, zginęło od 12 do 15 osób, zwiększając tym samym tragiczny bilans, trwających nieprzerwanie od 3 miesięcy antyrządowych manifestacji, do co najmniej 120 ofiar śmiertelnych.

To był piękny, pokojowy dzień. Mamy Konstytuantę! To było najwspanialsze głosowanie w całej 18-letniej historii Rewolucji Boliwariańskiej. Mamy forum na którym będzie się toczyła pokojowa dyskusja o wspaniałej przyszłości naszej ojczyzny! Głosowało ponad 8 milionów. Wbrew groźbom! Wobec zagrożenia ze strony imperializmu pokazaliśmy, że my wszyscy – kobiety, mężczyźni i dzieci – jesteśmy godni płynącej w naszych żyłach krwi potomków wyzwolicieli naszej Ameryki!– oświadczył w niedzielę wieczorem, przed kamerami telewizyjnymi, prezydent Nicolas Maduro.

Nicolas Maduro w Caracas

Prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro, przemawia do swych zwolenników w Caracas, tuż po ogłoszeniu wyników wyborów do Konstytyanty.

I zaraz sprecyzował warunki tej, zapowiedzianej przez siebie, „pokojowej dyskusji”. –Konstytuanta będzie miała uprawnienia większe i szersze niż jakiekolwiek aktualnie działające instytucje. Będzie pozbawiać immunitetu tych dotychczasowych parlamentarzystów, którzy muszą trafić do więzienia. Rozprawi się też z prokuratorem generalnym, która przyłączyła się do wrogów Ojczyzny. Cele już czekają. Prokuratura będzie ponownie nasza, żeby można było przywrócić sprawiedliwość!– zapowiedział.

To właśnie prokurator generalna, Luiza Ortega Diaz, stała się w ostatnich tygodniach jednym z głównych wrogów reżimu Nicolasa Maduro. Bo choć nominowana jeszcze przez „ojca” Rewolucji Boliwariańskiej, nieżyjącego prezydenta Hugo Chaveza, choć sama określająca się jako obrończyni jego dziedzictwa i rewolucjonistka, otwarcie wystąpiła przeciw Konstytuancie, nazywając ją „niekonstytucyjną” i „łamiącą demokratyczne standardy”. Zresztą nie ona jedyna.

Od Maduro i jego pomysłu nowej Konstytucji odwróciło się wielu byłych rewolucyjnych ministrów i dawnych towarzyszy broni zmarłego prezydenta. Do dymisji podał się też gen. Alexis Ramirez Lopez, sekretarz Rady Obrony Narodu, oraz m.in. kilku sędziów i dyplomatów. Ich zdaniem Maduro niszczy dziedzictwo Hugo Chaveza, bowiem aktualnie obowiązująca konstytucja, przyjęta w 1999 roku, napisana została właśnie pod jego dyktando. I oburza ich, że Maduro, sam siebie nazywający „duchowym synem Chaveza”, chce ją teraz „udoskonalać”.

Problem polega na tym, że konstytucja Chaveza, bez względu na to jak oceniamy zawartą w niej ideologię, opiera się bardzo silnych mechanizmach demokratycznych. Chavez chciał tego, bo wierzył że większość zawsze będzie popierała jego Rewolucję. I póki żył, to działało. Nie przypuszczał, że jego następca wprowadzi Wenezuelę w taki kryzys, że nie będzie mógł marzyć o wygraniu jakichkolwiek wyborów. Więc dzisiaj Nicolasa Maduro, który w wyborach mógłby obecnie liczyć na maksymalnie kilkanaście procent poparcia, ta konstytucja straszliwie uwiera. – tłumaczy Luis Vicente Leon, szef instytutu sondażowego Datanálisis.

To, że Konstytuanta ma być wyłącznie mechanizmem utrzymywania się reżimu przy władzy świadczy też, zdaniem ich krytyków, jej skład. Niedzielne wybory nie były otwarte i demokratyczne. Partie nie miały prawa wystawiać kandydatów. Tylko sektory (robotnicy, rolnicy, studenci, niepełnosprawni, związkowcy, etc.) i regiony. W efekcie, i wobec opozycyjnego bojkotu, niemal wszyscy kandydaci byli zadeklarowanymi apologetami aktualnego rządu, a wśród nich nie brakuje wielu byłych ministrów, oraz rodzin prominentnych polityków i wojskowych, z synem i żoną prezydenta Nicolasa Maduro włącznie.

Powołanie do życia, przez prezydenta Maduro, Konstytuanty, będzie miało dla Wenezueli tragiczne skutki. To będzie dla niego nie tylko mechanizm utrzymywania się przy władzy, to umożliwi mu także – przy pomocy garstki popleczników – zniszczenie tych niewielu wenezuelskich instytucji, które posiadały jeszcze jako taką niezależność, jak Parlament, czy prokuratura. To tylko pogłębi spiralę przemocy i represji.– uważa Jose Miguel Vivanco, szef departamentu Ameryk w Human Rights Watch.

Konstytuanta ma zacząć obrady jeszcze w tym tygodniu. Jej 545 wybranych w niedzielę członków ma obradować w budynku Parlamentu w Caracas pozbawiając tym samym, wybranych niespełna dwa lata temu konstytucyjnych parlamentarzystów, wśród których większość stanowili przedstawiciele opozycji, fizycznego miejsca pracy.

Co dalej? Tego chyba nikt nie wie. Opozycja już zapowiedziała, że intensyfikuje, trwające już od ponad 3 miesięcy, protesty i strajki. –Już jutro zacznie się nowy etap naszej walki.– zapowiedział ogólnie Capriles Radonski. Rząd też już obiecuje, że z protestującymi energiczne się rozprawi i “przywróci wreszcie pokój” w całym kraju. Czyli, na dobrą sprawę, nic nowego – postępująca radykalizacja po obu stronach coraz wyższej barykady.

Prezydent obiecuje wprawdzie, że Konstytuanta pomoże też rozwiązać gospodarcze problemy Wenezueli. Ale nie ma najmniejszego powodu aby mu wierzyć. W końcu rządzi już Wenezuelą od 4 lat i podobne obietnice składa, na dobrą sprawę, przez cały czas. Pomóc w walce z kryzysem miało mu już, m.in. ogłoszenie gospodarczego stanu wyjątkowego (nadal obowiązuje), obsadzenie kluczowych ministerstw generałami, powierzenie mu możliwości rządzenia dekretami, specjalny rządowy plan „15 Silników Silnej Rewolucyjnej Gospodarki”, nominowanie wiceministra ds. Najwyższego Szczęścia Ludu, oraz setki milionów dolarów kredytów na interwencyjny zakup przez rząd za granica lekarstw, żywności i innych towarów pierwszej potrzeby.

Efektów tego wszystkiego nie widać. Choć, w sumie, zależy jak się na to patrzy. Bo kraj ten, rzeczywiście, coraz bardziej się wyróżnia – najwyższą na świecie inflacją, rekordową przestępczością, wyjątkową korupcją i ostentacyjnym bogactwem rewolucyjnych elit. Jak nigdzie indziej na południowoamerykańskim kontynencie, w sklepach brakuje dosłownie wszystkiego – od papieru toaletowego, przez żywność, po podstawowe lekarstwa i części samochodowe.

Nikki Haley on Venezuela

Poświęcony Wenezueli tweet Nikki Haley, amerykańskiej ambasador przy ONZ.

 

Do krytyki wyborów do „Prostytuanty” przyłączyła się także Polska.

Jedno póki co jest pewne – pogrążająca się w chaosie i bezprecedensowym gospodarczym kryzysie Wenezuela, jest coraz bardziej samotna. Stany Zjednoczone, Kanada, Norwegia, Wielka Brytania, Unia Europejska, ale też Meksyk, Brazylia, Chile, Kolumbia, Paragwaj, Peru, Panama, Argentyna, Gwatemala, Honduras i Kostaryka już zapowiedziały, że nie uznają wyników wyborów Konstytuanty i uważają ją za niekonstytucyjny i antydemokratyczny organ. Prezydenta Nicolasa Maduro to jednak nie wzrusza. On tryumfuje, że Kuba, Nikaragua, Salwador i Boliwia mu pogratulowały.

Rosja i Iran zresztą też.

Prześlij dalej:

About Tomasz Surdel

Dziennikarz i fotograf. Pracuje, bądź pracował dla tak różnych mediów jak Gazeta Wyborcza, TVP, TVN24, Canal+, RMF FM, EFE, Associated Press, Universal, Le Temps, Le Matin, GPD, snowBoard, PR Week. Teoretycznie mieszka w Buenos Aires, ale dość trudno go tam zastać. Prowadzi bloga Sur del Sur.

W sieci:

Na Twitterze Na Google+ Inne teksty na tierralatina.pl Strona internetowa

4 reakcje na "Wenezuela – co po „Prostytuancie”?"

  1. Maciej Wysoczański  02/08/2017 o 00:13

    Podporządkowanie sobie sądów. Łamanie Konstutucji. Obrażanie się na zagranicę i międzynarodowe organizacje. Nazywanie opozycji zdrajcami. Mitologizowanie zmarłego przywódcy. Wszystko, oczywiście, w imię ludu. W imię Suwerena. Nowy Ład. Rewolucja.

    O kim mowa? O tym bandycie Maduro i Rewolucji Boliwariańskiej? A może o tym nienawistniku Kaczyńskim, PiSie i „dobrej zmianie”?

    Do rozwagi.

    Odpowiedz
  2. Pingback: Inflacja w Wenezueli - Sur del Sur

  3. Pingback: Ameryka Łacińska gani Wenezuelę | tierralatina.pl - Ameryka Łacińska i Karaiby

  4. Pingback: Trump grozi Wenezueli | tierralatina.pl - Ameryka Łacińska i Karaiby

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.